Wahadło Foucaulta


Samolot ominął Pałac Kultury i Nauki szerokim łukiem i bezpiecznie wylądował na Okęciu. Od trzech dni jestem w Łodzi, jednak first things first — kilka słów muszę poświęcić książce, którą skończyłem czytać dzień przed wylotem.

Nie ulega wątpliwości, że gdyby debiutancką powieścią Umberto Eco było nie Imię róży, a Wahadło Foucaulta właśnie, włoski pisarz nie zdobyłby wielkiej popularności. Obie książki zręcznie łączą wątki historyczne z kryminalnymi (poza tym w Imieniu… niemało było także teologii), ale o ile w tej pierwszej czytelnik otrzymał smakowitą i wciągającą fabułę, o tyle w tej drugiej… nie dzieje się prawie nic. Nie jest to co prawda wada sensu stricte. Wahadło Foucaulta czytało się całkiem przyjemnie, a to ze względu na gęsty, sugestywny styl Eco, a także na niepowtarzalny klimat. Powieść dotyczy bowiem Teorii Spiskowych (koniecznie wielkimi literami) i pełna jest ezoterycznych nawiązań do Kabały, gnozy, alchemii, masonerii, templariuszy, różokrzyżowców, et consortes. Po lekturze nabrałem niemałej ochoty na poerpegowanie w podobnym settingu. Przypuszczałem, że odnajdę go w Magu — niestety, okazało się, że nie. Podejrzewam więc, że w oparciu o Wahadło Foucaulta mógłby powstać niezwykle interesujący system RPG, zarówno klasyczny, jak i nowofalowy (Wolnomularze-Gracze tworzący Plan pod okiem Wielkiego Mistrza Gry).

Wracając do powieści: Nie polecam. Czytajcie na własną odpowiedzialność i pamiętajcie, że sporo osób się na niej „wyłożyło”. Wysiłek włożony w lekturę rekompensuje, przynajmniej częściowo: 1) sporo wyrafinowanego wykpiwania przez Eco wiary w spiski wszelkiego rodzaju; 2) niezłe zakończenie; 3) mądre, niebanalne spostrzeżenie dotyczące poszukiwania szczęścia w życiu. By poznać to ostatnie, będziecie musieli sięgnąć po powieść, ale próbkę humoru zawartego w powieści mogę Wam zaprezentować tutaj:

— (…) Pieczęć przedstawia [templariuszy] zawsze dwóch, jednego za drugim na grzbiecie konia. Dlaczego, skoro reguła pozwala każdemu z nich na posiadanie trzech koni? Musiał to być pomysł Bernarda, symbol ich ubóstwa albo ich podwójnej roli mnichów i rycerzy. Ale zdajecie sobie sprawę, jakie to budzi domysły i co mówi się o tych mnichach, którzy pędzą na złamanie karku, przy czym jeden wtula brzuch w pośladki drugiego? Będą więc szkalowani…
— …Ale sami sobie są winni – skomentował Belbo. – Czy ten święty Bernard był głupi, czy co?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s