Rymem do mnie mów

Nie lubię białej poezji. Wyjątki? A jakże, cały jeden. Nie, nie Herbert, a zupełnie nieznany w Polsce wiersz norweskiego, dwudziestowiecznego poety Gunnara Reissa-Andersena pt. Til hjertene (Do serc albo Dla serc). Warto jednak zaznaczyć, że choć w utworze Reissa-Anderesena nie występują rymy, to posiada on wyraźny i ładnie zarysowany rytm. Białe wiersze natomiast, nie dość, że bezrymne, zazwyczaj kaszlą też arytmicznością. I mierzi mnie nazywanie ich poezją. Definicja, owszem, wystarczająco szeroka, ja niestety widzę tutaj brzydki oksymoron.

Rozmawiałem kiedyś na ten temat z dwiema osobami. Próbowano mi wytłumaczyć, że liczy się treść, a nie forma, podsuwano przykłady (Herberta oczywiście) na poparcie tezy, jakie to białe wiersze potrafią być urzekające. Wszystko na próżno. Przykłady nie wywarły na mnie żadnego wrażenia, co więcej, szybko musiałem się odtruwać Gałczyńskim i Frostem. Stwierdzenie, jakoby treść była ważniejsza od formy, uważam za bzdurne. W poezji powinno być dokładnie odwrotnie, a jeśli ktoś nie radzi sobie z mową wiązaną, niech próbuje sił w prozie.

O żywionej przeze mnie do białej poezji odrazie przypomniał mi dobitnie wiersz, jaki ujrzałem wczoraj w metrze. Tak, w Oslo mamy metro, i tak, w środkach transportu publicznego oraz na stacjach i przystankach rozwiesza się poezję, oczywiście w celu odchamienia statystycznego pasażera. Rzeczony wiersz przytaczam poniżej w całości, przetłumaczony na polski. Nie moja wina, że nie ma rymu ani rytmu — w oryginale też ich nie było. Podobnie jak sensu.

Stany bezprawia

Jack był człowiekiem bez honoru
Pozwolił sąsiadowi pożyczyć kosiarkę
Ale gdy ten zwlekał z jej oddaniem
Wyciągnął rewolwer i strzelił

Ze szpitalnego łóżka powiedział sąsiad: Nigdy w życiu
Nie oddam niczego
Takiemu idiocie
Który wali do ludzi za kosiarkę

Aby coś uchodziło w moich oczach za sztukę, musi spełniać pewien konieczny warunek: Ja sam nie potrafiłbym tego zrobić. (Warunek konieczny, podkreślam, nie wystarczający. Telewizora też nie potrafię zbudować, ale dziełem sztuki go nie nazwę). Biała poezja nie jest sztuką, bo wiersze takie jak ten powyżej mógłbym — podobnie jak każdy z Was — produkować seryjnie. Takich jak utwory wybitniejszych "białych poetów" (na przykład Herberta) już zapewne nie, ale i tak znajdują się one na mojej skali "niepotrafienia" dużo, dużo niżej niż piosenki Metalliki, obrazy Delacroix i filmy Forda. Dlatego i w ich przypadku nękają mnie poważne wątpliwości.

Jeśli natomiast chodzi o tak zwaną sztukę nowoczesną, to w ogóle gotów jestem siąść i płakać. Nie będę wspominał nawet o ekscesach w rodzaju przybijania (cudzych) jaj do krzyża, ponieważ moją niechęć budzą nawet niebulwersujące przejawy tak zwanej sztuki nowoczesnej. Po części dlatego, że patrz powyższy akapit, po części dlatego, że nierzadko maskują artystyczne beztalencie swych twórców. Podobno jakiś wykładowca w jakiejś akademii sztuki powiedział kiedyś swoim studentom: "Jeśli ktoś chce uprawiać sztukę nowoczesną, niech najpierw namaluje konia". A ja ujmę to inaczej: "Jeśli ktoś chce uprawiać sztukę nowoczesną i potrafi malować konie, niech nie zabiera się za sztukę nowoczesną".

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Rymem do mnie mów

  1. LawDog writes:A mnie się podoba!Poezja na ulicy? Brrr… Norwegia staje się w moich oczach krajem coraz bardziej dziwnym i – przede wszystkim – niezrozumiałym. Czy rodowity Norweg ma głowę wilka?

  2. He he, niezłe. Kierowca umarł zdziwiony. A łoś uśmiechnął się sardonicznie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s