TopTen: Płyty


Zgodnie z zapowiedzią sprzed tygodnia, przedstawiam swój kolejny topten, tym razem poświęcony muzyce "zwyczajnej", czyli niefilmowej. Oto dziesięć subiektywnie debeściackich płyt. Podobnie jak poprzednio, tylko jedna zasada wyznacza rankingowi ramy: Żaden wykonawca nie może pojawić się więcej niż raz.


10. Offspring: Americana

Nie zaprzeczę, że Offspring gra muzykę młodzieżową, a więc żwawą i nieskomplikowaną. Mimo to wszystkich kawałków z Americany słucha mi się bardzo przyjemnie. Punk rock, pop punk, jak zwał, tak zwał; ważne, że biologiczne bateryjki szybko się ładują. A w razie konieczności poskakać sobie też można.

9. Blind Guardian: Nightfall in the Middle-Earth

Imię wielbicieli Blind Guardiana brzmi Legion, ale mnie wśród nich nie znajdziecie. Fakt, że Ślepy Opiekun ma na swoim koncie kilka znakomitych ballad (The Bard's Song (In The Forest) to znak rozpoznawczy zespołu) i parę świetnych coverów (To France Oldfielda i Spread Your Wings Queen), ale ostrzejsze kawałki, które w twórczości BG, jak na zespoł powermetalowy przystało, przeważają, wpadają mi jednym uchem i wypadają drugim. Wyjątek stanowi inspirowany Silmarillionem album Nightfall in the Middle-Earth, który… no cóż, po prostu bardzomisię. Mirror, Mirror i Time Stands Still są najciekawszymi utworami na płycie, lecz większość pozostałych (jeśli nie wszystkie) także utrzymuje wysoki poziom.

8. King Crimson: In The Court of the Crimson King

Dwór Karmazynowego Króla, debiutancka płyta King Crimson, to moje najnowsze odkrycie, jeśli chodzi o wymienione w toptenie płyty. Utwór tytułowy znałem oczywiście od dawna, ale dopiero niedawno miałem okazję przesłuchać cały album. Wrażenia były na tyle pozytywne, że nie wykluczam, iż mój gust muzyczny przepoczwarza się właśnie po raz kolejny i tym razem chyli w kierunku progresywnego rocka. Confusion will be my epitaph, nic dodać, nic ująć.

7. The Corrs: In Blue

Pop, w dodatku bardzo pogodny, momentami nawet słodziutki i dziewczęcy (The Corrs to w końcu w trzech czwartych girlsband). Powinno mi być głupio? Nie jest i słucham z autentyczną przyjemnością. Swoje muszą robić elementy muzyki folkowej. Oraz urocza wokalistka.

6. Rick Wakeman: Return to the Centre of the Earth

Czy ja przed chwilą mówiłem coś o progresywnym rocku? Powrót do wnętrza Ziemi to bardzo apetyczny mikstura składająca się z trzech ingrediencji. Pierwsza: uzbrojony w odpowiedni głos lektor opowiada historię będącą ciągiem dalszym Wyprawy do wnętrza Ziemi Juliusza Verne'a. Druga: Wykonane z rozmachem kawałki instrumentalne, np. The Return Overture i The Dance of a Thousand Lights. Trzecia: Świetne, bardzo energiczne kawałki z wokalem w wykonaniu zaproszonych gości, m.in. Ozziego Osbourne'a i Bonnie Tyler. Must-hear, bo album naprawdę jest szczególny i powinni to przyznać nawet ci, którym nie będzie się podobał.

5. Juno Reactor: Bible of Dreams

Fanem JR stałem się niemalże z dnia na dzień. Gdyby ktoś tydzień wcześniej powiedział mi, że pokocham goa trance z elementami muzyki świata, najpierw bym go wyśmiał, a potem zapytał, co to właściwie jest "goa". Dzięki Juno Reactor uświadomiłem sobie, że dobra muzyka elektroniczna to coś więcej niż Vangelis (rychło w czas…). Wszystkie płyty JR są znakomite, ale za najlepszą uważam Bible of Dreams. Nie tylko ze względu na utwór God Is God, ale również z powodu takich perełek jak Swamp Thing (ach, ta nieoczekiwana gitarka w połowie), Kaguya Hime i otwierający płytę Jardin De Cecile.

4. Helloween: Rabbit Don't Come Easy

Helloween poznałem w okolicznościach, do których głupio przyznawać się na publicznym blogu. Zetknąłem się wtedy właśnie z tą płytą i chociaż do dziś zdążyłem poznać całą dyskografię zespołu, nadal uważam Królika za najlepszy album ze znakiem wyszczerzonej złowrogo dyni. Power metal odcinający się całkowicie od fantasy? Super!

3. Budka Suflera: Nic Nie Boli Tak Jak Życie

Fanem Budki Suflera bynajmniej nie jestem, o czym niech świadczy fakt, że Nic Nie Boli Tak Jak Życie to jak dotąd jedyna płyta zespołu, którą przesłuchałem od początku do końca. Ale za to ile razy… O muzyce złego słowa nie powiem, lecz to przede wszystkim absolutnie rewelacyjne teksty piosenek zapewniły albumowi tak wysokie miejsce w niniejszym rankingu. Budka Suflera dobitnie udowodniła, że pop nie musi oznaczać częstochowskich rymów i powtarzanego do znudzenia "ajlawju", ale może pod względem jakości tekstów śmiało konkurować z poezją śpiewaną.

2. Enigma: The Cross of Changes

Wszystkie płyty Enigmy są do siebie podobne. Dlaczego w takim razie ich drugi album, The Cross of Changes, to mistrzostwo new age'u pozostawiające daleko w tyle resztę dokonań zespołu? Nie mam pojęcia, ale Krzyż Zmian znalazł się na drugim miejscu toptenu nie bez powodu — jestem całkowicie oczarowany przy każdym słuchaniu.

1. Queen: Made in Heaven

Queen przez długi, długi czas był moim zespołem numer jeden (oczywiście, mówię o Queenie z Freddym Mercurym, bo po śmierci najlepszego wokalisty XX wieku Królowa powinna po prostu się rozpaść). Że nadal nim jest, z ręką na sercu powiedzieć nie mogę, bo w międzyczasie moja muzyczna percepcja mocno się rozszerzyła. Made in Heaven, ostatni album Queen z piosenkami śpiewanymi przez Mercury'ego (choć wydany już po jego śmierci), to jednak nadal moja ulubiona płyta. Dwa powody. Po pierwsze, uwielbiam wszystkie zawarte tam utwory. Po drugie, kawałek Too Much Love Will Kill You to mój debeściak wszech czasów i nic nie wskazuje na to, by coś w tej materii miało się wkrótce zmienić.

Autor

Borys

Nauczyciel z Oslo. Bloguję na https://blogrys.wordpress.com

7 myśli na temat “TopTen: Płyty”

  1. LawDog writes:Offspring, Blind Guardian… Budka Suflera…Wiedziałem, wiedziałem, że to się tak skończy.

  2. Ale widzę, że rozumiesz, że o Queenie złego słowa nie wolno przy mnie powiedzieć. Dobrze, dobrze…

  3. Anonymous writes:Ech … a ktoś jeszcze pamięta takie kapele jak Manowar? Oni grali a świat był jeszcze młody (to był Wiek Złoty), potem Inkluz wychodził (to był Wiek Srebrny), a teraz to już tylko ustrój kaczystowski wokół szaleje ;-)Rhah Wynn ;-)

  4. LawDog writes:Borys, bo o Queenie nie można złego słowa powiedzieć w ogóle. Rhah – ktoś tam pewnie pamięta. Ale Borys i tak słucha The Corrs.

  5. JCF writes:A gdzie TaTu? Gdzie Ich Troje? Gdzie Rubik?!Borysie, myślę, że ta lista tylko dla lansu, że niby ambitnej muzy słuchasz ;P

  6. R.E.M. nie ma żadnej dobrej płyty, tylko kilka fajnych piosenek. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s