Rok z Gmailem



Dokładnie trzynaście miesięcy temu mój młody, studwudziestogigabajtowy Western Digital doznał niespodziewanego i rozległego zawału sektorów. Nie pomogła intensywna reanimacja. Pochowałem biedaka w szafie, obok pysznie ciemnozielonego Watermana, który kilka miesięcy wcześniej spadł z wysokości i rozbił sobie stalówkę. Spoczywaj w spokoju.

Robienie regularnych backupów opłaciło się. Nie utraciłem żadnych istotnych danych — z wyjątkiem archiwów mailowego i gadugadowego, ale to jakoś przebolałem (choć łzy byłyby w sumie na miejscu). Bardziej we znaki dała mi się wtedy redukcja przestrzeni dyskowej o trzy czwarte. Pokłoniłem się z powrotem starej czterdziestce (cały czas i tak podpięta była na masterze, więc długo się nie boczyła), spartycjonowałem ją pod kątem Linuksa, zainstalowałem system na nowo i jakoś poupychałem wszystkie rzeczy, które powinny być cały czas pod ręką. W tym samym czasie dowiedziałem się, że Google oferuje konta pocztowe o pojemności dwóch i pół giga posiadające przejrzysty, webmailowy interfejs. Pomyślałem, że jeśli spróbować czegoś nowego w kwestii e-poczty, to właśnie teraz. Tabula rasę miałem w końcu i tak. Wysłałem stary @dres na urlop i zabrałem się za testowanie googlowskiej wersji podstawowego narzędzia internauty.

Początkowo podchodziłem do idei Gmaila nieufnie. Byłem wychowany na tradycyjnych klientach pocztowych działających offline, które łączą się z serwerem tylko w momencie wysyłania i odbierania listów. Webmailem nauczono mnie gardzić. Cóż… Po miesiącu nie wyobrażałem sobie innej metody korzystania z poczty elektronicznej. Po roku dalej sobie nie wyobrażam, tyle tylko, że traktuję ją jako coś oczywistego.


Rzeczy, za które cenię Gmaila, wymienię za chwilę. Najpierw chciałbym odnieść się do kontrargumentów, jakimi raczą mnie konserwatywni znajomi, gdy nieśmiało proponuję im zmianę domeny pocztowej na @gmail.com. (Mniej konserwatywnych nawróciłem).

Chcę mieć dostęp do swojej korespondencji i możliwość pisania maili, gdy jestem offline. Bardzo rozsądne podejście, ale tylko wtedy, jeśli nie posiada się stałego łącza. Gmail bez wątpienia dyskryminuje modemowców, aczkolwiek da się z niego korzystać przy pomocy POP3&SMTP. Jeżeli natomiast sygnał płynie cały czas i tak, rozróżnienie offline-online przestaje mieć większy sens. A co począć, jak jedziemy z laptopem w miejsce pozbawione wolnego kabelka i WiFi? I tutaj znajdzie się rada: Wystarczy poświęcić zawczasu kilku minut na skopiowanie potrzebnych maili do dowolnego edytora tekstowego i zapisanie ich na dysku. W skrajnych wypadkach, gdy do głuszy z laptopem jeździmy regularnie i od rana do wieczora odpisujemy tam na zaległe listy, o Gmailu faktycznie należy zapomnieć.

Trzymanie archiwum pocztowego na zewnętrznym serwerze to szaleństwo. Mogą skasować. Ryzyko awarii serwera zawsze istnieje — podobnie jak twardego dysku. Każdy musi indywidualnie skalkulować ryzyko i wziąć poprawkę na to, jak często robi kopie zapasowe. Osobiście szybko doszedłem do wniosku, że wolę zawierzyć serwerowi Gugla niż swojemu twardzielowi. Nieufni zwracają co prawda uwagę, że Gmail jest cały czas w fazie "beta", co może oznaczać, że któregoś pięknego dnia Google zaniecha całego projektu i za jednym zamachem zamknie usługę, a maile wszystkich userów zostaną szyderczo skasowane. Moja odpowiedź: Nie wydaje mi się, żeby tak prestiżowej firmie opłaciło się w tak drastyczny sposób zniechęcić do siebie rzeszę ludzi. A Wam?

Dobra, ale mogą też szpiegować. Rzecz w tym, że nie tylko oni. Z jakiego konta pocztowego byśmy nie korzystali, nasz mail przejdzie przez kilka różnych checkpointów. Na każdym z nich list może zostać łatwo skopiowany i przeszukany pod kątem "kluczowych słów" lub po prostu przeczytany (chociaż komu by się chciało…). To, że moja korespondencja cały czas zgromadzona jest na zewnętrznym serwerze, też mnie jakoś nie przeraża. Jeśli włamią się tam, będą potrafili włamać się i do mnie. A przy wysyłaniu superpoufnych wiadomości pomocną rękę poda PGP.

Webmail? Phi. Pod względem funkcjonalności do pięt nie dorasta mojemu ulubionemu klientowi pocztowemu. Kwestia podejścia. Swojego czasu też korzystałem z Nietoperka i byłem zachwycony… aż zorientowałem sie, że 95% opcji i tak leży odłogiem. Wystarcza możliwość segregowania i szybkiego przeszukiwania korespondencji, filtrowania wiadomości przychodzących i sprawdzania pisowni. Googlowski webmail ma to wszystko. Losowe sygnaturki i justowanie tekstu w czystym TXT to fajne bajery, ale… tylko bajery.

Teraz o zaletach. Krótko i konkretnie. Dlaczego Gmail?

1) Konto pocztowe ma przeszło 2,8 GB pojemności i powiększa się o tuzin megabajtów miesięcznie.

2) Przechodzą załączniki o wielkości do 20 MB.

3) W razie potrzeby mogę wygodnie odbierać i wysyłać pocztę swoim wysłużonym Siemensem MC60 przy pomocy prostego WAP-a.

4) Znakomita blokada spamu. Gmail zatrzymuje 99% pocztowego śmiecia. Nie wiem do końca, jak oni to robią, ale robią to cholernie dobrze.

A dlaczego Gmail+webmail, a nie Gmail+klient pocztowy?

5) Nie trzeba instalować osobnego programu, wystarczy przeglądarka.

6) Kluczowy powód: Dostęp do całej swojej poczty mam zewsząd, z dowolnego podłączonego do netu komputera. Dawniej, gdy jeździłem na wakacje lub Boże Narodzenie do Łodzi, musiałem się naszarpać: Przed wyjazdem robiłem plik archiwalny i rozpakowywałem go po przyjeździe, a potem przed wyjazdem robiłem nowy plik archiwalny, który scalałem po powrocie ze starymi mailami. Obecnie nie muszę sobie tym zawracać głowy. Jeśli tylko nie pojadę do głuszy, moja poczta zawsze będzie w pobliżu. (W gruncie rzeczy Gmail pozwala na odbieranie i wysyłanie listów klientem, jednocześnie pozostawiając kopie na serwerze).

7) Minimalistyczny, ale wygodny system porządkowania korespondencji. Zamiast wrzucać maile do osobnych folderów, tagujemy je tematycznie. Te ważne oznaczamy gwiazdkami. Te nieaktualne przenosimy z inboksu do archiwum. W razie problemów ze znalezieniem jakiegoś starego listu, z pomocą pospieszy nam wyszukiwarka. Szybka i skuteczna. W końcu to Google.

Wysyłać zaproszenie?

Reklamy

40 uwag do wpisu “Rok z Gmailem

  1. Poczta przez WWW? Bez zaawansowanego filtrowania, makr itd? BLE :P.

  2. Powiem tylko tyle: Borejko już się przerzucił z Opery na Firefoksa. Teraz kolej na Ciebie. :)

  3. "Przez". Edit. Juz nie mysle.Makra? Zeby sobie ladnie wszystko zorbic, co mi umozliwia TheBat :D. Automatyczna zmiana kodowania, losowe sygnaturki, naglowki jakie chce, wybor konta, co sobie zamarze :).

  4. Dajcie mi spokój. Przerzuciłem się bo innego wyjścia nie było.Nie będę czekał kilkanaście – kilkadziesiąt sekund na to aż załaduje mi się Polter lub inna strona z flashami się wywali. Pod Windowsem to jest najlepsza przegladarka. Pod linuksem jest naprawdę znacznie gorzej i jak widzę na forum pl opery nikt za bardzo nie umie sobie z tym poradzić. A the baty, i inne evolutiony, oraz office obsługa poczty jest mówiąc po staropolsku do rzyci. Najlepsza obsługa poczty znajduje się w operze – prosta szybka wygodna. Tyle że pod Windą. A do Opery napewno wrócę bo jak napisałem za Balcerkowa na borejko.blogspot.com, jak ktoś się urodził w mieście to za chiny ludowe do wiochy się nie przyzwyczai.A gmail sam w sobie jest ok, jednak nie do ocenienia są pozostałe elementy jak dokumenty na których mogą pracować wszyscy, blogspot, strona startowa, proste strony www, galeria obrazów etc. Własnie z poł roku temu zdałem sobie sprawę że gooogle ma już pozycje lidera. I mało kto tej pozycji zagrozi w niedalekiej przyszłości.

  5. Rhah Wynn writes:Oooo, Borys się zmartwił małą ilością komentarzy i postanowił zapuścić trollowego klasyka typu A najlepszym klientem poczty jest… ;-)Besides, stoję na stanowisku, że najlepszym klientem poczty jest ten, którego właśnie używam – dowód, jako trywialny, pozostawiamy Czytelnikom ;-)Z utęsknieniem czekam na dyskusję o wyższości Linuxa nad Windozą. Chociaż, droga młodzieży, to i tak nic w porównaniu z zamierzchłymi dziejami informatyki (wtedy to była, drogie dziatki, INFORMATYKA – teraz to już jest tylko użytkowanie komputerów, ten tego…) – za moich młodych lat, kiedy ulicami przemykały ostatnie welociraptory, w szkole (podstawowej) można było dostać niezły łomot, za próbę udowodnienia, że Atari jest lepsze od c64 (albo odwrotnie).pozdr,odskulowy WojciechPs. I młodzież była jakaś lepsza wtedy, grzeczniejsza, wiosny bardziej pachnące i w ogóle. I nie chodziło się w spodniach z krokiem majtającym się na wysokości kolan, w których człowiek wygląda (wedle opinii mojego promotora) jakby sobie nas…ał do środka :-)

  6. Rhah, zedytowałem Ci koment, bo strasznie w nim linijki pocharatało. :)Co do Gmaila, to ja naprawdę nie uznaję autorytatywnie jego wyższości. Niech każdy używa tego, czego lubi. Ale nikt też nie powie, że w powyższej notce nie przedstawiam rzeczowych argumentów. :PJestem (niestety?) za młody i nie pamiętam czasów rywalizacji Atari i C64, ale konfliktu na linii Amiga-PC już "przeżyłem" — już tak.Borejko: Co do Googlowskiej pozycji lidera, to ja właśnie niedawno zastanawiałem się, czy Google w niedalekiej przyszłości wypuści na rynek jakiegoś GLinuksa. :)

  7. Prędzej Głupuntu zamiast Glinuxa heh. Nie znam się za bardzo na tych notowaniach, ale wiem że Google w jakichś tam dziedzinach jest już lepsze od Microsoftu. A to na dzień dzisiejszy spory wyznacznik. A Yahoo dające nieograniczone konto w europie jest i tak z tyłu dalekoZastanawia mnie kiedy coś Opera zrobi z tą jej poczta zdaje się że jest chyba z 10 mb dalej.PS.A co ja mam powiedzieć skoro startowałem na C-116 (z całymi 16 kb pamięci!)a nie na c64?superduperoldskulowy Adrian

  8. Jesli mam byc szczery, to GMail mnie nie przekonuje, chociaz konto jako takie posiadam. Bardziej przemawia do mnie Home, ale to chyba z racji przyzwyczajenia (ladnych kilka lat go uzywam). Ma w sumie te same mozliwosci co GMail (no poza 800mega) i jego jedynym minusem jest chyba to, ze jest platny :-)Co do przedstawionego tu tematu pobocznego, to sie nie wypowiadam, bo jestem za mlody :]

  9. Rhah Wynn writes:Atari 800XL forever! Commodorowcy na traktory! ;-)Linijki mi pocięło, bo pięć razy próbowałem zrobić wpis a Borysowy bblog twierdził, że coś nie halo. Cyba chodziło o cudzysłów.Nie chwaląc się, mój WordPerfect stojący na domowej Fedorze sobie z tym radzi ;-)

  10. – Przepraszam pana, co to jest Atari?- Atari? Co pan! Ja nie jestem rolnikiem!:P

  11. Rhah Wynn writes:Hahahaha widzę, że Seji pamięta stare dobre czasy! Polska – jedyne chyba panstwo w Europie gdzie legalnie funkcjonowaly gieldy komputerowe, gdzie otwarcie handlowano kopiami software'u. Ech to byly czasy …Inna rzecz, ze kiedys ktos mi zaproponowal kupno programy, ktory sam napisalem ;-)

  12. Seji – Commodorowiec od 1989 az do konca :D.Tak, to byly piekne czasy – zoptymalizowany kod i cuda, o jakis nie snilo sie projektantom sprzetu :).

  13. Seji: Ten tekst o Atari i rolniku to nie przypadkiem z "Secret Service"? Pamiętam, że był tam jeszcze, chyba w którymś "Kompendium Wiedzy", taki rysunek: Atari z podpisem LIRYKA, Amiga z podpisem EPIKA, pecet z podpisem DRAMAT. :)

  14. Komodorowcy lubią takie częstochowskie rymy, nie? :P(Czuję się nieco obrażony, bo jak byłem mały, mieliśmy przez dwa lata Atari, a nie C64 :)).

  15. LOL. :) W sumie to dobrze, że nas wszystkich zrównał (w dół) pecet. Ach, ci ohydni Makowcy… :)

  16. Rhah Wynn writes:EOB wymiatał, wymiata i wymiatać będzie. Sorry, ale takiego czadu nie zawewnia żaden choćby najlepszy Oblivion. I pomyśleć, że pecetowy EOB3 mieścił sie na CZTERECH dyskietkach, co wydawało się szaloną rozrzutnością i niepohamowanym rozpasaniem.Nawiasem mówiąc, niedawno odświeżyłem sobie EOB1 i 2, za pomocą DOSBOXa ;-)Ech, a hiciory Chaos Stikes Back i Dungeon Master?!Ile się człowiek nagłowił zarysowując całe zeszyty mapkami i symbolami czarów…

  17. Giełda! najwspanialsze czasy! Brak ustawy antypirackiej Na giełdzie zarabiałem w tamtych czasach w jedną niedzielę pół pensji górnika! 14 tys za dyskietkę. Wystarczyło sprzedać parę Eye of the beholderów…Piana kosztowała w lokalu chyba 5000 ! Eh to były czasy. A na C64 był pierwszy RPG z pierwszej osoby- Bloody witch.Co ty piszesz Borys Pecet?Pecet to proszę ja Ciebie długo był z grafiką za Amigą.A i jeszcze przypomniał mi się gadzet z Amigi 2000 tam było wyjście które nazywało się "do zastosowań przyszłościowych"

  18. Pomyłka BLOODYWYCH. To oczywiste że EOBy są lepsze od Oblivionów i innych. Najlepsza gra moja wszechczasówto FATE GATES OF DAWN- pierwsza gra którą kupiłem oryginalna! Najwiekszy świat najlepsze opcje interakcji z otoczeniem i NPC. Rozpisywałem się tyle razy w necie o tej grze że już mi się nie chce. Jednak jest to najlepszy cRPG w jaki grałem. Niestety mam pecha i nijak nie umię uruchomić emulatora Amigi, a pod Linuxem to pewnie jeszcze bardziej pomieszane. A w Elvirkę czy Heart of the China (chyba tak to było na 10 dyskietkach)pewnie Państwo się również zagrywali? Bo Tir na Nog, Fairlighta i Hobbita też musicie pamiętać…Na tej stronie JRK jest i Fate i Blood. http://www.rpg.bajtnet.pl/platforma.php?kat=amiga/&str=amiga.txt

  19. Dungeon Master roxx. Przeszedlem, mam oryginal :). I Ultimy – 7, Underworld 1 i 2. Ech, to byly GRY :D.

  20. W Elvire o na C64 gralem.Hobbit! Fairlight! Creatures! Green Beret! I wiele, wiele innych :).

  21. Ale se chata znaleźliśmy u Borysa.BLOODWYCH było o tyle zajehiste że nie miałem stacji dysków na C64. A był to jedyny RPG first person(a takie lubię) i był myk bo ktoś pozrzucał levele dungeona (na kasete) ze swoimi postaciami i to nic że ja znalazłem jakiś tam skroll w levelu 2 bo level kolejny wczytywałem z magnetofonu z postaciami tego kogoś kto wdrapał się wgłab dungeonu…Zaraz zainstaluje sobie pierwszego Space Hulka i zobacze czy hula pod WINE.

  22. Rhah Wynn writes:Borys sam się prosił trollową zajawką ;-)O ile pamiętam to na C64 był jakiś takie programik co to wygrywał melodyjkę głowicą stacji dysków.Wielbiciele Spectrum pamiętają jeszcze pewnie Knight Lore.A megaczadowa gra (byla chyba nawet na C64) – w kazdym razie na Atari na pewno: M.U.L.E. ?!A kto pamięta pismo Bajtek (mialem wszystkie numery, od drugiego!). Było nawet kiedys opisane, jak mozna zrobic joystick z drewna…A Space Hulka ostatnio sciagnalem na komorke (SE W810) ;-)

  23. Bajtek – heh, nie tylko joy z drewna, ale i bezstykowy (metalowa puszka z przewodzacym roztworem soli).I pamietam wszystko powyzsze. :D

  24. Chciałem podłączyć na bocznym pasku Shoutboksa, żebyście tam mogli sobie rozmawiać o "Bajtku", ale niestety, usprawnienie nie działa pod Firefoksem, tylko pod Operą. Shoutboksu więc na razie nie będzie, a mój blog i moja przeglądarka czujemy się dyskryminowani. :)

  25. Borysie, u mnie jak najbardziej działa. Może to nie jest wina Twojej przeglądarki, tylko czegoś innego?

  26. "ale niestety, usprawnienie nie działa pod Firefoksem"Ach, jakiez to przykre :P.

  27. Misiołak writes:A pogrywał ktoś we Flimbo Quest na C64? W pyte platformówka :)

  28. Ciekawe, u mnie dziala. Moze masz starego thema (sprawdz w Design) i dlatego sa problemy?

  29. Kirtan: Zmieniłem thema, ale nie pomogło. Rzecz w tym, że ja Shoutboksa u siebie widzę, ale nie mogę sam się w nim odzywać. Nic się nie dzieje po naciśnięciu przycisku CHAT. Masato mówi, że u niego działa, więc to pewnie wina jakiegoś buga w linuksowym Firefoksie. Poczekam, aż naprawią. Nie będę przecież włączał Shoutboksa, w którym sam nie mogę się odzywać. :)Pozostali: A graliście może w "Preliminary Monty"? :)

  30. Grywal. Ech, lza mi sie w oku zakrecila. Boulder Dash – to byla gra :).

  31. Webmail? Moze i fajny… jak sie nie siedzi na dial-up 2kb/1kb na Ukrainie ;)Swoja droga RSS feeder i Google Calendar rzadzi, choc tez chwilowo dla mnie nieuzywalne :/Pozdrowienia ze Lwowa. (Ech… chyba wroce do bloga. Teskni mi sie za tym…)

  32. Arti: Nie wiedziałem, że jest tam aż tak źle. Ale spójrz na to z innej strony: Praktycznie cofnąłeś się w przeszłość. Rozejrzyj się dobrze, może mają tam jeszcze ARPANET. :)A do blogowania wracaj. Tematów Ci się chyba trochę w międzyczasie uzbierało. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s