Aye czy argh?


Trzecia część Piratów z Karaibów rozczarowała mnie. Chyba nie na tyle, by żałować pieniędzy wydanych na bilet, lecz z pewnością na tyle, by westchnąć i zamarudzić o zmarnowaniu wielkiego potencjału. Klątwa Czarnej Perły pozostaje najlepszą częścią trylogii i z perspektywy czasu oceniam ją na 5/6, chociaż dobrze byłoby zweryfikować wrażenia i obejrzeć film raz jeszcze. Widziana w zeszłe wakacje Skrzynia umarlaka zasłużyła sobie już tylko na czwórkę z minusem, a Na krańcu świata daję zaledwie nędzną trójeczkę. A teraz uzasadnienie, czy raczej wyliczanka wad.


Podstawowy zarzut: Film przymula. Środkowe półtorej godziny nuży, a momentami nawet nudzi. Co to za kino przygodowe, w którym tak mało przygody? Bohaterowie nic tylko pływają i gadają, gadają i pływają, ale prawdziwej akcji nie ma w sumie za grosz. Intensywny finał ratuje sytuację tylko połowicznie. Po pierwsze, brakowało mi tam „tego czegoś”, a poza tym byłem już wtedy wymiętoszony przeciągającym się seansem i oglądałem epilog przysłowiowym jednym okiem.

Fabuła trzeszczy. Bynajmniej nie dlatego, że jest nielogiczna, ale ponieważ napchano do niej zbyt dużo wątków. Twórcy przedobrzyli na tym polu. Wbrew pozorom nie pogubiłem się w natłoku międzypostaciowych relacji, jednak po kinie przygodowo-rozrywkowym oczekuję więcej prostoty oraz przejrzystości (i więcej przygody, ale o tym już napisałem). Kontrargument, że próbowano zmienić konwencję, do mnie nie trafi. Jasne, widać wyraźnie, że pierwsza część była nieco „lżejsza” od dwóch następnych. Pytanie brzmi: Po co zmieniać i na siłę ulepszać formułę, która cztery lata temu tak genialnie się sprawdziła? Warto zauważyć, że trylogie Powrót do przyszłości i Indiana Jones stały się klasykami kina rozrywkowego właśnie dlatego, że ich pierwsze części okazały się strzałami w dziesiątkę, a potem Zemeckis i Spielberg poszli za ciosem bez grzebania w konwencji.

Johnny Depp, superatut Klątwy Czarnej Perły, nie wyciąga najnowszej części z dołka. Do postaci Jacka Sparrowa zdążyliśmy się przyzwyczaić, brawurowa charakteryzacja i marynarski krok nie robią już równie wielkiego wrażenia co dwa filmy wcześniej. Pirata naczelnego jest zresztą jakoś mniej w „Na krańcu świata”, a czas ekranowy skrócono również pozostałym, fajnym przecież, bohaterom. Oto zgubny efekt nieskrępowanego mnożenia wątków.

Przyczepię się też do muzyki. Soundtrack prezentuje się nieco gorzej niż w dwóch poprzednich częściach, być może dlatego, że zbyt rzadko przewija się w nim główny motyw, a może dlatego, że robienie OST powierzono znów Hansowi Zimmerowi, któremu zabrakło dobrych, nowych pomysłów. Wpadający w ucho wyjątek to westernowo zmiksowany kawałek ilustrujący konfrontację na piaszczystej wysepce, lecz jeden abordaż piratem nie czyni.

„Last but not least”, wytknę palcem kiepściutkie one-linery i wymuszoną śmieszność wielu scen (np. piskliwy głos perskiego korsarza na radzie bądź „wypadnięcie mózgu”). Scenarzystom utonęła gdzieś humorystyczna wena. Gdyby nie duet małpka & papuga, obawiam się, że pod względem komediowym film byłby całkiem do bani.

A zalety? Owszem, dopatrzyłem się jednej, za to bardzo wyraźnej. Oprawa wizualna Na krańcu świata zasługuje na rzęsiste oklaski. Jej kulminacyjne punkty stanowią dwa przepyszne ujęcia: jedno z odwracającym się morzem, drugie ze statkiem płynącym na tle rozgwieżdżonego i odbijającego się w czarnej toni nieba. Niestety, nawet w tym aspekcie filmowej materii musiano coś spaprać i ostatnie chwile Złego Lorda wyglądają jak żywcem wyjęte z wideoklipu do Elevation U2. Przesadzili.

W ramach podsumowania trudno napisać mi coś rozsądnego. Film nie jest tragicznie zły, ale bez wątpienia mógł być dużo lepszy. Wystarczyłoby przyciąć go o trzy kwadranse, zrezygnować z paru wątków i poprawić kilka dialogów. A tak, po Matriksie Rewolucjach i Mission: Impossible III dostaliśmy mierne zakończenie kolejnej wysokobudżetowej trylogii. Jeśli czwarta część Piratów z Karaibów — a wiele wskazuje, że takowa powstanie — nie będzie wzorowana na „jedynce”, upiję się rumem zamiast pójść do kina. Aye!

Reklamy

19 uwag do wpisu “Aye czy argh?

  1. Rzadko się zdarza, że kontynuacje są lepsze od pierwowzoru. Kilka wyjątków tylko potwierdza regułę. Moim zdaniem po udanym po udanym produkcie twórcy powinni albo zostawić go w spokoju, albo zobaczyć jak im się uda druga część, albo ogłosić wielką serię i wydawać kolejne części co rok. Przez 10 lat.

  2. Misiołak writes:Hmmm… Piraci 10: Żeglując po nieboskłonie… z kosmicznej otchłani przybywają chtulhupodobni galaktyczni korsarze szukając zaginionego ziomka :P

  3. Cooz. Z sequelami filmow jest na odwrot niz z sequelami gier. Najczesciej:]

  4. JCF writes:A jakie znasz dobre kontynuacje gier? Bo nie wiem, czy nie wymienię większej ilości tych gorszych.

  5. Final Fantasy się liczy jako kontynuacja? Jeśli nie to na przykład "Fallout", "Baldur's Gate", "Gothic"…

  6. JCF writes:Deus Ex 2, Warcraft 3, Quake 2, SoF 2…Tutaj i tutaj znajdziesz wyjątki, generalizowanie nie jest dobre.

  7. JFC, sprawdz w slowniku co znaczy "najczesciej" :]Nic nie generalizuje. Osobiscie spotkalem sie w wiekszosci z dobrymi kontynuacjami. Nie mowie ze tak jest zawsze, bo nie jest, ale IMO czesciej niz w filmach. Zreszta, generalizowanie jest teraz na topie:]

  8. Moim skromnym, sequele gier są faktycznie częściej udane niż sequele filmowe. W przypadku tych drugich na myśl przychodzi mi tylko "Zabójcza broń", "Terminator" i "Gwiezdne wojny" (jeszcze kilka by się znalazło). Jeśli chodzi o gry, potrafiłbym chyba wymieniać trochę dłużej, ale oczywiście tam też zdarzają się wpadki.

  9. I Indiana Jones ;). I generalnie sie zgadzam, Piraci 3 niestety zawodza.

  10. LawDog writes:Przynajmniej wszystkie sequele Blejda były w pytę.

  11. Misiołak writes:To chyba innego Blejda oglądaliśmy, Law. Ale o tym już kiedyś była mowa… :P

  12. Anonymous writes:pojebalo cie! to byla najlepsza czesc! duzo smiechu a wojna na wirze byla swietna..do muzyki tez nie mozna sie doczepic! najbardziej zdenerwowal mnie los Will aTurnera z ktorego zrobiono totalnego dupka zdrajce itp A tobie jak sie nei podoba to sie wypchaj! Skrzynia umarlaka to byl;a najglupsza czesc

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s