My, zdobywcy



12 i 19 sierpnia roku pańskiego 2007 rozegraliśmy dwuczęściowego PBIRC-a opartego na motywach opowiadania My, zdobywcy Philipa K. Dicka. Ja tradycyjnie prowadziłem, a w postacie wcielili się Dodwidge, Jeremiah Covenant, LawDog, Masato i Sir Lancelot. Ten przedostatni zawczasu zapowiedział swoją nieobecność na drugiej sesji. Mam już wprawę w rozwiązywaniu podobnych kadrowych problemów — bohater Masato zginął po prostu krwawą śmiercią pod koniec pierwszego odcinka.

Aug 12 20:05:19 W fontannie krwi i strzepow miesa Stone pada martwy na ziemie.


Opowiadanie Dicka, które posłużyło za kanwę PBIRC-a, zawiera wspaniały pomysł i od dawna chodziło mi po głowie, by na jego podstawie rozegrać sesję RPG. My, zdobywcy liczy jednak tylko dziesięć stron i sporo wątków musiałem dodać samodzielnie. Gdybym wiernie trzymał się pierwowzoru, fabuły starczyłoby na góra dwie godziny gry. Następne akapity streszczają więc pokrótce opracowaną przeze mnie całość, ale ponieważ spojlerują zarazem oryginał, dla porządku uczyniłem je „niewidzialnymi” — jeśli jesteś pewien, że chcesz dowiedzieć się, o co chodziło, zaznacz poniższy fragment tekstu myszą.

Z pierwszej załogowej wyprawy do gwiazd, z najbliższego Słońcu układu Alpha Centauri, po dwudziestu latach nieobecności powraca na Ziemię piątka astronautów. Ich pojazd zalicza twarde lądowanie na przedmieściach niewielkiego miasta, ale załoga wychodzi z ostatniego etapu wojażu bez szwanku. Spodziewają się uroczystego powitania, lecz zastają wyludnione budynki i ulice. Wyczytawszy w gazecie bieżącą datę orientują się, że wrócili na Ziemię z pięcioletnim opóźnieniem, chociaż nie mają pojęcia, co mogło go spowodować — do tej pory nawet nie zdawali sobie z niego sprawy. Krótko potem pojawia się wojsko. Brutalnie uprowadza bohaterów, którzy odzyskują przytomność w anonimowej celi. Jeden z nich zostaje poddany bolesnym torturom; wygląda na to, że ktoś przeprowadza na załodze okrutny eksperyment psychologiczny. Jakiś żołnierz, powodowany nieznanymi pobudkami, pomaga im uciec z więzienia i wyznacza spotkanie następnego dnia, nic przy tym nie wyjaśniając.

Drużyna dociera do kryjówki i spędza tam noc. Rusza na spotkanie, jednak jej kontakt ginie w pozornie przypadkowym wypadku samochodowym. W międzyczasie bohaterowie orientują się, że w całą sprawę zamieszany jest rzekomy szósty uczestnik wyprawy, nigdy wcześniej nie widziany na oczy, oraz że z ich wyprawą związana jest jakaś „tragedia”. Nieoczekiwanie pojawia się znowu wojsko, które identyfikuje uciekinierów mimo ich przebrań i przystępuje do zajadłego pościgu. Żołnierze za wszelką cenę próbują zabić bohaterów i nie liczą się ze stratami w niewinnych ludziach — wysadzone w powietrze zostaje całe centrum handlowe. Kapitan Stone ginie, pozostałej czwórce udaje się zbiec. Ocalali nie mają pojęcia, co teraz powinni zrobić, ani dokąd powinni się udać. Na własną rękę próbują znaleźć nową kryjówkę, ale ich plany krzyżuje pojawienie się tajemniczego doktora Thorneycrafta. Mówi, że chce im pomóc, ale tak naprawdę próbuje wciągnąć ich w pułapkę. Bohaterom udaje się przejrzeć zdradę, doktor Thorneycraft ginie, znów pojawiają się zdeterminowani żołnierze. W krytycznej chwili ktoś wyciąga ku drużynie pomocną dłoń — prawdopodobnie ci sami ludzie, którzy umożliwili im ucieczkę z więzienia.

Bohaterowie zostają skierowani do Jonathana Merriweathera, enigmatycznego „szóstego astronauty”. Od niego dowiadują się prawdy: Merriweather faktycznie był ich towarzyszem w wyprawie na Alpha Centauri i powrócił z niej… jako jedyny. Pozostała piątka zginęła na obcej planecie w niejasnych okolicznościach i Merriweather przywiózł tylko ciała przyjaciół. Niedługo potem na Ziemię przyleciały pozornie idealne kopie zmarłych astronautów w pozornie idealnej kopii statku. Wojsko ich pojmało, a potem uśmierciło, zakładając, że stanowią nieokreślone pozaziemskie zagrożenie. Po kilku miesiącach wylądowało następnych pięć kopii i sytuacja się powtórzyło. „Obecni” bohaterowie są już… czternastą taką grupą z kolei. Wszystkie wcześniejsze zostały zabite.

Merriweather popełnia samobójstwo mówiąc, że „powinienem umrzeć tam z wami”. Pojawiają się helikoptery wojskowe i równają dom z ziemią. Bohaterowie giną w płomieniach.

Aug 19 19:32:21 – Moze potrafimy cos… bardziej?
Aug 19 19:32:29 Usmiecham sie.
Aug 19 19:32:43 Widzicie przez okno, jak helikopter zawisl dokladnie na wprost domku.
Aug 19 19:32:49 Dwa inne obok niego.
Aug 19 19:32:54 To bez dwoch zdan wojskowe maszyny.
Aug 19 19:33:05 – Wracamy.
Aug 19 19:33:18 – I tak w nieskonczonosc.
Aug 19 19:33:22 Odpalaja rakiety.
Aug 19 19:33:26 – Do zobaczenia.

Z epilogu wynika, że przybywające na Ziemię kopie są coraz doskonalsze pod względem genetycznym. Jakiś czas potem następuje kolejne lądowanie. Pięciu astronautów po raz kolejny „wróciło do domu”…

W powyższym opisie występują pewne niejasności będące w końcu przywilejem każdego streszczenia. Warto jednak dodać, że i sami gracze nie poznali wszystkich niuansów fabularnych, że rozwiązanie zagadki nie zostało w trakcie gry wyświetlone od A do Z. Chciałem pozostawić uczestnikom trochę miejsca na ich własne domysły i hipotezy, idąc tym samym śladami Dicka, który przecież też nierzadko pozostawiał swoje utwory niedookreślone. Feedback otrzymany od graczy każe sądzić, że mój scenariusz wypadł nie najgorzej. Ze swojej strony dziękuję Dodwidge’owi za udany debiut PBIRC-owy; Jeremiahowi i LawDogowi za sporo dobrej inicjatywy i dialogowo świetnie rozegraną końcówkę; Masato za to, że nie czuje do mnie żalu po tym, jak drugi raz w przeciągu trzech miesięcy uśmierciłem jego bohatera blisko finału; i wreszcie Sir Lancelotowi, za, hm, czar, z jakim odgrywał swoją postać. ;)

Kwiatków raczej nie było. Godne wynotowania są tylko dwa. Pierwszy, który na podobieństwo bluszczu oplótł obie sesję, stanowiły ortografy Lance’a tłumaczone konsekwentnie „włoskim akcentem” jego postaci (będącej faktycznie pół-Włochem o nazwisko Gerardo Vecchi). Lance ma już zapowiedziane, że przez dłuższy czas będzie w moich PBIRC-ach odgrywał wyłącznie mniejszości narodowe. :) Drugi kwiatek popełnił nieumyślnie LawDog, i to w dość niefortunnym momencie, bo w samym środku klimatycznego finału. Omsknięcie się palca na klawiaturze dało takie oto urocze zdanie:

Aug 19 19:32:09 – Mamy bledy w DND.

Chcąc nie chcąc My, zdobywcy stali się więc metaforą kondycji największego systemu RPG na rynku światowym. :)

Przez krótką chwilę myślałem, żeby spróbować z Nami, zdobywcami sił w następnym Quentinie. Wygrała adaptacja Terminatora, mogłaby wygrać adaptacja Dicka. Niestety, prawdopodobnie powyższa notka blogowa dyskwalifikuje moją możliwość startu w konkursie. Tak czy owak, jeśli starczy mi czasu, zapału i weny, prędzej czy później postaram się o opublikowanie pełnowymiarowego scenariusza. Uważam po prostu, że to cholernie nośny pomysł.

Na koniec logi — dla wytrwałych i / lub autentycznie zainteresowanych. Enjoy.

Część pierwsza
Część druga

Autor

Borys

Nauczyciel z Oslo. Bloguję na https://blogrys.wordpress.com

3 myśli na temat “My, zdobywcy”

  1. LawDog writes:

    A mi się podoba, że przedkładasz Blogrysa nad Quentina. Znaczy "nas" nad "nich". ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s