Dyskusja o „Władcy Pierścieni”

W marcu 2005 r., na łamach internetowego magazynu Inkluz, dyskutowałem ze Staszkiem o Nowym wspaniałym świecie Aldousa Huxleya. Dyskusja owa miała być pierwszą w cyklu rozmów o znanych książkach fantastycznych. W następnej kolejności zabraliśmy się za samego Władcę Pierścieni, ale zabrakło nam wytrwałości, a niedługo potem Inkluz zamknął swe podwoje. Dyskusja, niedokończona, choć całkiem wyczerpująca, przeleżała długie lata na twardym dysku Staszka (ja w międzyczasie zaliczyłem kilka formatów, lecz w końcu zdecydowaliśmy, że powinna ujrzeć światło wirtualne. Nie próbowaliśmy kończyć jej „na siłę”, bo w zasadzie wszystko, co było do powiedzenia, zostało powiedziane. Dyskusja ukazuje się jednocześnie na obu naszych blogach. Przeczytajcie ją najlepiej u tego, do kogo wklikacie się najpierw… a potem zajrzyjcie do drugiego rozmówcy w poszukiwaniu dodatkowych komentarzy.

Miłej lektury! I uwaga, tekst jest długi, najdłuższy chyba ze wszystkich, które ukazały się dotąd na naszych blogach. Mamy jednak nadzieję, że i tak ciekawy.

Czytaj dalej Dyskusja o „Władcy Pierścieni”

Miasteczko Sama

To moja pierwsza recenzja albumu muzycznego. Obiecajcie, że będziecie wyrozumiali, a ja obiecam postarać się dużo lepiej niż w przypadku swojej pierwszej recenzji filmowej i może nawet trochę lepiej niż w przypadku swojej pierwszej recenzji książkowej.


The Killers poznałem za pośrednictwem radia. W 2005 r. wysokie miejsca na różnych listach przebojów zajmował kawałek Mr Brightside. Piosenka wpadła mi w ucho, głównie dzięki leciutkiej, aczkolwiek charakterystycznej, nucie histerii w głosie Brandona Flowersa. Potem zorientowałem się, że równie fajne Somebody Told Me także należy do repertuaru tej samej grupy. A potem… Potem nabyłem Sam’s Town, drugi album Zabójców.

Czytaj dalej Miasteczko Sama

Ko*iksy, cz. 1

Nie lubię komiksów. Tak w ogóle, tak po prostu. Ani tych humorystycznych, ani tych dramatycznych, określanych nierzadko mianem "powieści graficznych". Uważam, że jest to miałki rodzaj literatury (jeżeli w ogóle komiksy wolno do literatury zaliczyć), miałki na wszystkich możliwych poziomach: i fabularnym, i psychologicznym, i dialogowym. Komiksowe medium zresztą od początku wydaje się stać na przegranej pozycji. Ile narracyjnej głębi da się wydobyć z kombinacji kolorowych obrazków z krótkimi wypowiedziami wrzucanymi w dymki? Podczas gdy pisarze mają możliwość operowania całym bogactwem języka literackiego ze wszystkimi jego niuansami, podczas gdy reżyserzy mogą posługiwać się obrazem w sposób płynny i korzystać ze zróżnicowanego repertuaru zabiegów wizualnych, twórcy komiksów stoją gdzieś pomiędzy tymi dwoma światami, nie mogąc tak naprawdę dosięgnąć ani jednego, ani drugiego.

Gdy byłem mały, oczywiście czytałem komiksy — "Kaczory Donaldy", "Asteriksy", "Tytusy", "Kajka i Kokosze". Potem z nich wyrosłem. Z komiksami "poważnymi", przeznaczonymi dla dorosłych zetknąłem się kilka razy… i to mi wystarczyło. Ze szczątkowych informacji i pojedynczych przesłanek potrafiłem wyrobić sobie negatywne zdanie na ich temat. Zdanie, nazwijmy rzecz po imieniu, trafne. Jako że ze swoją opinią nigdy się nie kryłem i otwarcie głosiłem bezwzględną wyższość literatury tradycyjnej nad komiksami, szybko trafiłem na oponenta w postaci Mateusza, znanego w mazowieckich kręgach apologety i kolekcjonera "dymkowych" opowieści. Mateusz z uporem godnym lepszej sprawy przy każdej okazji zapytywał mnie: "Skąd możesz wiedzieć, że nie lubisz, skoro nie czytałeś tych najlepszych?". Na rzucenie rękawicy nie musiałem długo czekać.

Mateusz zaproponował mi oto, bym zapoznał się z trzema tytułami stanowiącymi ukoronowanie dokonań trzech różnych podgatunków: komiksu psychologiczno-obyczajowego, komiksu biograficzno-historycznego oraz komiksu superbohatersko-sensacyjnego. Przyjąłem wyzwanie, spodziewając się wyłącznie pozyskania dodatkowych argumentów przemawiających za bylejakością "powieści graficznych". …

Czytaj dalej Ko*iksy, cz. 1

Filmorys (6)

Najwyższa pora na kolejny Filmorys, niewykluczone, że ostatni w tym roku. Uwagę zwraca nowa szata (typo)graficzna oraz całkiem wysokie notowania — aż pięć z dziewięciu omawianych dzisiaj tytułów zasłużyło w moim odczuciu na cztery gwiazdki. Niestety, nie ma żadnego must-see… za to jest jedno must-not-see. Zapraszam.

Czytaj dalej Filmorys (6)

Medytacje nad Śródziemiem

W Norwegii do pewnego czasu działały dwie sieci księgarni fandomowych (czyli sklepów sprzedających książki i filmy fantastyczne, komiksy, erpegi, planszówki, karcianki, geekowskie podkoszulki i gadżety itd.) — Avalon i Outland. Avalon miał jednak gburowatą, przynajmniej jak na norweskie standardy, obsługę i kilka lat temu splajtował. Urządzono wielką, pożegnalną wyprzedaż. Kupiłem tam wtedy kilka interesujących rzeczy po nader interesujących cenach. Jedną z nich była wydana w 2001 r. przez oficynę Simon & Schuster antologia esejów Meditations on Middle-Earth. Tytuł mówi sam za siebie…

Czytaj dalej Medytacje nad Śródziemiem

Rzecz o Święcie Niepodległości

Jeden z Sz. Czytelników (zaczynam prawie jak Korwin-Mikke) zasugerował, bym z okazji 11 listopada napisał kilka słów o tym, czy i jak należy obchodzić Święto Niepodległości. W pierwszej chwili nie byłem pewny, czy w ogóle mam coś ciekawego do powiedzenia na ten temat, ale zaraz potem nastąpiła katalizacja weny. Zajrzałem bowiem na blog Wojciecha Orlińskiego, gdzie najnowsza notka zaczyna się od takich oto słów:

Niespecjalnie świętuję 11 listopada bo uważam, że patriotyzm polega na uczciwym płaceniu podatków przez cały rok, a nie na machaniu chorągiewkami przez jeden dzień.

Nie mam zamiaru wdawać się w polemikę z autorem, tym bardziej, że rzeczony wpis nie dotyczy w gruncie rzeczy kwestii obchodzenia Święta Niepodległości, a stanowi anegdotę dotyczącą jakiejś dawnej debaty między Michnikiem a Jurkiem. Z przytoczonymi powyżej słowami się jednak nie zgadzam.

Czytaj dalej Rzecz o Święcie Niepodległości