Gorzkie kwiaty



Varg Veum1, prywatny detektyw z Bergen, to znana postać norweskiej literatury współczesnej. Stworzył ją w latach siedemdziesiątych. Gunnar Staalesen, autor parudziesięciu powieści kryminalnych. Niedawno Norwegowie postanowili przenieść Veuma na duży i mały ekran. Jesienią 2007 r. do kin trafiły Gorzkie kwiaty, w przeciągu następnych miesięcy od razu na DVD wydano Twoją aż po śmierć i Śpiącą Królewnę, a za tydzień swą premierę — tym razem kinową — będą miały Upadłe anioły. Docelowo producenci zamierzają sfilmować pół tuzina powieści o Vargu Veumie.

Twórczości Gunnara Staalesena nie znam. Do obejrzenia Gorzkich kwiatów zachęcił mnie, podobnie jak w przypadku Constantine trzy lata temu… plakat. Tak już czasem mam. Zdrowy rozsądek podpowiada, że to bardzo niewłaściwa motywacja, przez którą można się srogo przejechać. Constantine faktycznie mnie rozczarował. Do Gorzkich kwiatów podchodziłem tak czy owak sceptycznie, bo do końca nie wierzyłem, że Norwegowie potrafią nakręcić dobry kryminał. Myliłem się. …


W Bergen ginie czteroletnia Camilla, córka Vibeke Farang, znanej pani polityk. Nikt nie zgłasza się po okup, cztery dni przetrząsania przez policję okolicznych lasów nie dają rezultatów. Inspektor Hamre angażuje w sprawę swojego starego znajomego, Varga Veuma. Veum rychło dowiaduje się od matki Camilli, że zniknięcie dziecka zbiegło się dokładnie w czasie ze zniknięciem jej kochanka, Karstena Aslaksena. Kobieta nie ujawniła tego faktu policji wiedząc, że wtedy o zdradzie natychmiast dowiedziałby się mąż. Veum rusza tropem Aslaksena. Szybko dociera do Norrlonu, dużej firmy trudniącej się produkcją chemikaliów, w której Kristian pracował. Poszlaki sugerują, że przedsiębiorstwo zamieszane jest w brudne interesy. Zupełnie jednak nie wiadomo, w jaki sposób może być z tym związane zniknięcie Camilli…

Przez pierwsze pół godziny oglądania moją uwagę przykuwała głównie strona techniczna, od której Gorzkie kwiaty zrealizowane są po prostu wzorowo. Świetny montaż nadaje filmowi stosowne tempo, a w ucho wpada dobra muzyka, która precyzyjnie, choć bez akustycznych szaleństw, ilustruje kolejne sceny (sfuszerowano jedynie dobór piosenki do napisów końcowych). Osobom nie znającym Bergen muszą też spodobać się zdjęcia, zręcznie oddające nadmorski urok najładniejszego z norweskich miast.

Tak więc, najpierw uwagę widza zwraca warstwa realizacyjna, a potem wciąga go po prostu fabuła. Wątek Norrlonu spleciony z wątkiem Camilli wartko pcha akcję do przodu. Film co prawda nie trzymał mnie w jakimś wyjątkowym napięciu, ale rozwój wydarzeń oglądałem z autentycznym i niesłabnącym zainteresowaniem. Pochwalić należy dramatyczny finał i logiczne rozwiązanie całej zagadki. Mimo wszystkich powyższych zalet nie mogę niestety powiedzieć, żeby scenariusz trzymał bardzo wysoki poziom. Jego słabszym punktem są dialogi, które momentami ocierają się o kiczowate stereotypy kina kryminalnego. Z drugiej strony — jedynie ocierają, co w pewnym sensie dodaje Gorzkim kwiatu czaru. Ot, widzimy po prostu, że mamy do czynienia z filmową fikcją, a nie z fabułą, która za wszelką cenę próbuje udawać rzeczywistość.

Aktorstwo jest nijakie, nie w negatywnym, tylko w neutralnym sensie słowa. Najlepiej zagrał tutaj Trond Espen Seim wcielający się w postać Veuma, lecz "najlepiej tutaj" nie musi oznaczać "bardzo dobrze w ogólniejszej skali". Ciekawostka dla niezorientowanych w temacie: Postać Veuma, rodowitego bergeńczyka, obsadzono poniekąd błędnie, ponieważ sam Seim z Bergen nie pochodzi i przez to nie mówi z bardzo charakterystycznym, zachodnionorweskim akcentem. Był to jednak świadomy, przekorny wybór twórców filmu, więc — nie tyle wpadka, co niespodzianka dla uszu norweskojęzycznego widza.

Gorzkie kwiaty żadnym objawieniem dla kina rozrywkowego z pewnością nie są, ale okazały się zaskakująco dobrym, solidnym filmem kryminalnym. Gdyby powstały w USA należałoby pewnie przyjąć bardziej krytyczną pozę i napisać wyraźnie, że nie wnoszą absolutnie niczego do gatunku. Bo i nie wnoszą. Są jednak dziełem europejskim i człowiek po prostu się cieszy, że i na naszym kontynencie ktoś potrafi nakręcić przyzwoity kawał detektywistycznej rozrywki.

OCENA: 4+/6

1W staronorweskim wyrażenie "varg veum" (czy raczej "vargr i veum") oznacza dosłownie "wilka wśród świętości" albo "wilka w świątyni". W czasach wikińskich używano tego określenia w stosunku do ludzi poszukiwanych za popełnienie przestępstwa w świętym miejscu (lub w sądzie).[/ALIGN]

* * *

Skorzystam jeszcze z okazji i wystosuję mały apel do rodzimych (tzn. polskich) filmowców. Rodzimi filmowcy! Przypomnijcie sobie, że kinematografia służy także rozrywce i że synonimem rozrywki nie jest wcale "komedia romantyczna". Popatrzcie na swoich norweskich kolegów. Oni od dłuższego już czasu próbują sił w różnych gatunkach kina rozrywkowego. Kręcą sensacje (Izzat, Uno), kryminały (filmy o Vargu Veumie), horrory (Fritt vilt, Rovdyr), wysokobudżetowe filmy akcji (Ulvenatten), parodie amerykańskich blockbusterów (Kill Buljo). Wychodzi im wcale nieźle, ale nader wszystko liczy się to, że próbują stawiać na różnorodność. A w Polsce? Ja rozumiem, że Lejdis przyciąga do kin wystarczająco dużo widzów i pozwala wam zarobić na niezbędną do przeżycia miskę ryżu… ale co z uwiecznianiem na taśmie filmowej pomysłów innego kalibru? Czy naprawdę wszystko musi się kończyć na perypetiach miłosnych Danuty Stenki?

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Gorzkie kwiaty

  1. Fajny film. Muzyka nie przeszkadza, intrga nawet, nawet. Ostatnia scena naciagan. ;) Postac Varga niezla (taki szlachetny lajdak i klamca), choc licze, ze w kolejnym filmie zagra nieco lepiej. Ogolnie na plus. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s