Modlitwa wśród szumiących wrzosów

— Something to drink?
— Yes… I would like this… Fraoch.
— ‚Scuse me?
— Fra-och.
— Uhm… Say again, please.
— Frach? — próbuję inaczej.
— Sorry?
— Fraż?
— Say again.
— Frakee?
— ???
— F-r-o… — zrezygnowany pokazałem kelnerce menu i puknąłem palcem w odpowiednim miejscu.
— Ah! You mean [pierwszą głoską było na pewno „f”, ale jak to brzmiało dalej, nie zrozumiałem]. Right away.

Jest stare. Być może najstarsze na świecie. Archeolodzy odnaleźli jego ślady na Wyspie Rum wchodzącej w skład Wewnętrznych Hebrydów, w neolitycznych skorupach sprzed czterech tysięcy lat. Lecz nie wiekiem będę się zachwycał, a smakiem. Choć nie wątpię, że to drugie wynika z tego pierwszego.

Fraoch. Ciemne piwo warzone z dodatkiem kwiatów wrzosu. Tylko jak tymi siedmioma prostymi słowami objąć nieskończone kontinuum smaku? Jak wyrazić spienioną, bursztynową barwę i głęboki aromat pozbawiony typowej dla ale ostrej goryczy? Jak opisać zawartą w każdej kropli melodię wygrywaną wiatrem na wrzosowiskach Szkocji w pochmurne dni? Niepodobna…

Wiemy, że na kilka wieków przed Chrystusem Zbawicielem delektowali się nim pogańscy Piktowie. Legenda głosi, że wtedy było jeszcze lepsze, bo obok wrzosu kluczowy składnik stanowiła mgła. Inne podanie opowiada o szkockim królu, który zapragnął posiąść recepturę cudownego napoju. Po wyrżnięciu w pień piktyjskiego plemienia, królewscy siepacze schwytali żywcem wodza i jego syna. Nieszczęśników poddano kaźni chcąc od nich wydrzeć tajemny przepis. Wódz zgodził się ujawnić plemienny sekret, jeśli tylko synowi oszczędzone zostaną dalsze cierpienia. Chłopca zrzucono więc niechybnie z urwiska, a wtedy umęczony ojciec zwrócił się do króla i zawołał w te słowa: Lecz teraz na próżno będziecie mi zadawać ból, nawet ogień mnie nie przemoże, albowiem tu w mojej piersi umrze sekret wrzosowego ale!

Gdy traficie już do Szkocji, powędrujcie niezwłocznie do najbliższego pubu i poproście o schłodzoną butelkę „Wrzosu” — bo „Fraoch” w gaelickim to właśnie oznacza. Niekiedy barman rozłoży bezradnie ręce, No Fraoch, mate. Wtedy krzyknijcie mu prosto w twarz Pog mo thon!, tak jak szkockie wiarusy krzyczały przez stulecia do angielskich ciemiężców, i udajcie się do innego, szlachetniejszego przybytku. A gdy przelejecie już przez gardło ostatni łyk wrzosowego nektaru, wiedzcie, że dopiero teraz wypada Wam rozpocząć zwiedzanie.

Szczęśliwcy być może natrafią podczas swoich wojaży na inne gatunki piwa sporządzone wedle Starych Receptur. Na Grozeta warzonego z dodatkiem agrestu; na Albę o delikatnym posmaku świerkowego igliwia; na Ebulum z dodatkiem dzikiego bzu; lub nawet na wodorostową Kelpie. Niestety, duchy druidów na mej drodze postawiły jedynie Fraocha. Kto wie, czy chciały zachęcić mnie do ponownego odwiedzenia deszczowej Kaledonii, czy też przestrzec przed pokładaniem wiary w fałszywych proroków z Kopenhagi, Zoeterwoude i Żywca.

Fraoch. I żadne inne.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Modlitwa wśród szumiących wrzosów

  1. SLinie sie, Borysie.Slinie…NIENAWIDZE CIE!!!!!111111I dalejs ie slinie…

  2. Zoeterwoude? O ja gupi. Musiałem zajrzeć w wiki i googla, by zwiedzieć się że warzą tam Heinekena. A Froach to nawet google nie wypluwa, więc to piwo fantastyczne i wyimaginowane, nie ma czegoś takiego jak piwo z szkocką mgłą.

  3. Najsmutniejsze jest w tym wszystkim to, że my już piwa razem pić nie będziemy, spotykając się na polskiej ziemi. Chlip…

  4. Pingback: 500 | BLOGRYS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s