Najlepsze z przeczytanych w 2008

Po dwóch rankingach filmowych najwyższa pora na podsumowanie literackiej strony mijającego roku. Na nową notkę kazałem Wam czekać prawie miesiąc, więc teraz bez zbędnego przynudzenia przechodzę do rzeczy. Lista jest oczywiście subiektywna i dotyczy nie żadnych tam nowości wydawniczych, ale po prostu tego, co w 2008 r. po raz pierwszy przeczytałem. …

– – –

NIEBELETRYSTYKA

3.
MW (Waldemar Łysiak)


Łysiak w MW opowiada o swych kilkunastu ulubionych obrazach. Zabrzmiało niewinnie. Jednak każdy, kto miał wcześniej do czynienia z twórczością „Baldheada”, natychmiast zrozumie, że MW musi być czymś więcej niż encyklopedycznym przewodnik po słynnych dziełach sztuki. Autor dobiera malowidła według własnego, oryginalnego klucza i po konesersku zaraża czytelnika swym entuzjazmem. Przy okazji przemyca mnóstwo ciekawostek związanych z twórcami przedstawianych dzieł, a także raczy nas swoimi przemyśleniami dotyczącymi sztuki, kultury i… życia. Całość napisana jest niepowtarzalnym, rozpoznawalnym na pierwszy rzut oka stylem i ozdobiona dziesiątkami wartych wynotowania cytatów. Krótko mówiąc, MW równie dobrze nadaje się do zawarcia znajomości z gawędziarską eseistyką Łysiaka, co Asfaltowy saloon czy Wyspy zaczarowane.

– – –

2.
Emperor’s New Mind (Roger Penrose)


Nazwisko Rogera Penrose’a nie jest znane ogółowi, ale warto pamiętać, że ten brytyjski uczony zasługuje na miano najwybitniejszego fizyka matematycznego drugiej połowy XX wieku. Nowy umysł cesarza stanowi pierwszą książką popularno-naukową jego autorstwa. Penrose poświęcił ją, podobnie jak dwie następne, zagadnieniu inteligencji i jaźni, oraz domniemanym związkom tychże z nieodkrytymi jak dotąd prawidłami nauk ścisłych. Sedno Nowego umysłu cesarza dałoby się zapewne streścić w dwudziestostronicowym eseju. Dlaczego więc książka liczy tych stron aż pół tysiąca? Ponieważ Penrose, żeby przygotować grunt pod swoje tezy, zabiera czytelnika na zapierającą dech w piersiach przejażdżkę przez rozmaite obszary matematyki i fizyki. Owo „zapieranie dechu” to nie tylko figura retoryczna — Nowy umysł cesarza jest, jak na pozycję popularno-naukową, trudną lekturą. Z czystym sumieniem polecam ją jednak wszystkim humanistom, gdyż jeżeli tylko zainwestują w nią trochę czasu i wysiłku, zwróci im się to z nawiązką.

– – –

1.
Lectures on Quantum Theory (Christopher J. Isham)

Nic na to nie poradzę — z zawodu jestem fizykiem, więc od czasu do czasu na szczyty moich niebeletrystycznych rankingów trafiać będą właśnie takie książki. Lectures on Quantum Theory to podręcznik pełną gębą, lecz służący nie tyle do zaznajomienia czytelnika z matematycznymi podstawami mechaniki kwantowej, co do ich ponownego przeglądu celem wyraźnego wskazania wszystkich niuansów. Isham wytyka także śmiało wszystkie luki teorii, ze szczególnym uwzględnieniem tzw. problemu pomiaru. Krótko mówiąc, nie-fizycy powinni omijać Wykłady szerokim łukiem, choć z drugiej strony gdyby nie poniższa notka, to pewnie nigdy nawet o tej książce by nie usłyszeli.

– – –

BELETRYSTYKA

5.
Red Dragon (Thomas Harris)


O wyśmienitym thrillerze Milczenie owiec słyszeli wszyscy, ale nie każdy wie, że cała filmowa tetralogia o Hannibale Lecterze została nakręcona na podstawie powieści Thomasa Harrisa. Czerwony Smok jest pierwszą z nich. Gdy lekturę cyklu będę miał za sobą, książkom Harrisa zamierzam poświęcić osobną notkę recenzyjnę. Tutaj więc ograniczę się do stwierdzenia, że Czerwony Smok to wciągające czytadło kryminalne, które nie urąga inteligencji czytelnika ani od strony fabularnej, ani stylistycznej. Co prawda znam protagonistów dużo bardziej charyzmatycznych od Willa Grahama, ale za to autorowi nad wyraz dobrze udała się postać psychopatycznego mordercy Francisa Dolarhyde’a. A Lecter? Lectera w Czerwonym smoku jeszcze mało. Pokazał pazur (a raczej zęby) dopiero w następnej części.

– – –

4.
Lightning (Dean R. Koontz)


Powieści Koontza to wymarzony materiał na adaptacje filmowe. Posiadają trzymające w napięciu fabuły oparte na oryginalnych pomysłach, zapadających w pamięci badguyów i liczne sceny pościgowo-strzelankowe. Co prawda niektóre z nich doczekały się przeniesienia na ekran… lecz niestety tylko telewizyjny, więc potencjalnej ilości gwiazdek w Filmorysie sami się domyślcie. Ale do rzeczy: Główną bohaterką Piorunu jest Laura Shane, w której losy od czasu do czasu ingeruje tajemniczy mężczyzna. I taka zajawka musi Wam wystarczyć, bo w następnym zdaniu zaczęłyby się już spojlery. Piorun czyta się bardzo dobrze, a na brak zwrotów akcji narzekać nie można. Książka przypadnie do gustu zarówno miłośnikom „zwyczajnych” powieści przygodowo-sensacyjnych, jak i fanom science-fiction, ponieważ uplasowana jest dokładnie na granicy między tymi dwoma gatunkami.

– – –

3.
Horror show (Łukasz Orbitowski)


Dziwna sprawa, że Horror show tu trafił. Z reguły nie lubię książek, których fabuła początkowo wydaje się intrygująca, ale która w ostatecznym rozrachunku wypada blado, bo autor nie miał pomysłu na zręczne i wiarygodne pozamykanie wątków. Onirycznej opowieści o losach Giełdziarza nie sposób jednak odmówić skoncentrowanej dawki mrocznokrakowskiego klimatu. Poza tym dałaby się łatwo przepisać na scenariusz thrillera a’la Lynch. Może któryś z polskich producentów się pokusi…? Ech, nie łudźmy się, przecież to nie tak jak myślisz, kotku.

– – –

2.
The Running Man (Stephen King jako Richard Bachman)


Jego córka jest poważnie chora, a żona prostytuuje się, by zdobyć pieniądze na jedzenie i opłacenie rachunków. Zdesperowany, bezrobotny Ben Richards postanawia wziąć udział w popularnym teleturnieju, tytułowym „Uciekinierze”. Zasady są proste: Po dwunastu godzinach od rozpoczęcia gry tropem uczestnika wyruszają Łowcy. Jeżeli nie dopadną go w przeciągu 30 dni, zawodnik wygra miliard dolarów. Jeśli natomiast go złapią, bezzwłocznie zabiją na antenie… Uciekinierowi brakuje trochę do Wielkiego Marszu tego samego autora, ale obie powieści zadają to samo niepokojące pytanie: Co się stanie, gdy w telewizji dla zwiększenia oglądalności będą popełniane usankcjonowane prawem morderstwa? Jeżeli taka wizja wydaje się komuś nazbyt nierzeczywista, niech przypomni sobie, że 30 lat temu koncepcja reality show też zostałaby wyśmiana.

– – –

1.
Watchmen (Alan Moore & Dave Gibbons)


Życie potrafi czasem nieźle zaskakiwać. Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że za najlepszą książkę beletrystyczną przeczytaną w 2008 r. uznam komiks, bezzwłocznie załatwiłbym go którąś z metod Rorschacha. Nie będę jednak ukrywał, że minęły dwa miesiące od lektury, a ja nadal o Strażnikach rozmyślam (w szczególności o zakończeniu) i czekam na ekranizację z taką niecierpliwością, z jaką od dawna nie czekałem na żaden film (ostatnio chyba na Powrót Króla). Całą resztę tego, co mam do powiedzenia, znajdziecie tutaj, więc… zostawiam to całkowicie w Waszych rękach.

– – –

Na koniec krótko o książkach, które chcę przeczytać w roku bieżącym:

  • Tytuły, o których wszyscy słyszeli i które są często cytowane, ale które mało kto (chyba) zna z pierwszej ręki: Sztukę wojny Suna Wu, Księcia Niccola Machiavelliego i Erystykę Schopenhauera.
  • Czterotomową Historię Norwegii Karstena Alnæsa i Boże igrzysko Normana Daviesa. Ja naprawdę interesuję się historią, tylko że nie mam nigdy czasu na przeczytanie czegokolwiek. Trzeba się wreszcie wziąć w garść.
  • Kapitał Marksa. Zdziwieni? Rzecz w tym, że jakiś czas temu zetknąłem się z kilkuakapitowym fragmentem tego dzieła i z pewnym zdziwieniem stwierdziłem, że bardzo dobrze się je czytało (w sensie stylistycznym). Zastanawiam się od tamtego czasu, czy nie jest przypadkiem tak, że Kapitał to wbrew pozorom przystępnie napisane tomisko i że właśnie dlatego wywarło na całe pokolenia taki wpływ, jaki wywarło. A że fizycy lubią empirycznie weryfikować swoje hipotezy…
  • W ramach zaznajamiania się z klasyką literatury pięknej dwudziestego wieku: Czarodziejską górę Thomasa Manna i Doktora Żywago mojego imiennika Pasternaka.
  • Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell. Romansidło? Jeżeli takie samo romansidło, jak Quo vadis, to pewnie na moją powieściową superlistę wszech czasów trafi kolejna powieść.
Reklamy

6 uwag do wpisu “Najlepsze z przeczytanych w 2008

  1. Myki językowe:- "to nie tylko figurą retoryczną";- "Uciekinier brakuje trochę".Dzięki za notkę! A jaką w tej chwili książkę fizyczną polecasz jako Pierwszy Sandwich dla humanistów?

  2. Ha. :)Tytułem uzupełnienia: dużo bardziej popularna transkrypcja imienia autora "Sztuki wojny" to Sun Tzu.Ja chcę w tym roku przeczytać "Dumę i uprzedzenie i zombie".

  3. @Staszek: Dzięki. A jako Pierwszy Sandwich polecam niezmiennie albo "W poszukiwaniu kota Schrodingera" Gribbina (mechanika kwantowa), albo "Błękitną kropkę" Sagana (astronomia).@Mateusz: Ha yourself. :) W pierwszej chwili też chciałem napisać "Sun Tzu", ale… Strzelili babola? W angielskiej Wikipedii hasło "Sun Tzu" już jest, ale też zaraz na początku podają, że alternatywne wersje to "Sun Zi" albo "Sun Wu".

  4. Tak btw Red Dragona nie każdy wie, że istnieją dwie adaptacje filmowe tej powieści – w tym jedna bez Anthony'ego Hopkinsa ;)

  5. No ja uważam, że ta pierwsza ekranizacja, notabene wyreżyserowana przez "wczesnego" Michaela Manna, jest dużo lepsza od tej nowej, z Hopkinsem. Stara miała genialną ścieżką dźwiękową, np. jaki inny film o psychopatycznym mordercą może poszczycić się takim utworem grającym "w trakcie"? Nie na napisach końcowych, ale właśnie w trakcie, jak podkład muzyczny do śledztwa. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s