Polowanie na narybek

Zapytani o polskich autorów F&SF, bezzwłocznie zaczniecie litanię nazwisk: Sapkowski, Dukaj, Szostak, Komuda, Grzędowicz, Brzezińska… Ich posiadacze mają za sobą już wiele sukcesów wydawniczych i każdy jest doskonale rozpoznawalny w fandomie, lub nawet, jak w przypadku dwóch pierwszych panów, także wśród odbiorców głównonurtowych. Nikogo nie powinno jednak zdziwić, że tworzeniem fantastycznej prozy, będącym czymś więcej niż pisanie do szuflady lub publikowanie w Internecie, para się też wiele innych osób. Większość z nich nie ma jeszcze na koncie żadnej samodzielnej publikacji książkowej, toteż czytelnicy nie prenumerujący polskich czasopism branżowych i niezaznajomieni ze wszystkimi antologiami Fabryki Słów, nie mmogli jak dotąd o nich usłyszeć. Naprzeciw potrzebie lepszego poznania "narybku" polskiej fantastyki wyszedł Sławomir Spasiewicz, redaktor nieistniejącego już magazynu Ubik-Fantastyka, wydając dwuczęściową Antologię polskich opowiadań fantastycznych. Zbiory Bez bohatera i Polowanie na lwa zawierają utwory, które nie zdążyły ukazać się w Ubiku. Oba zostały wydane przez Fantasmagoricon; tom pierwszy z dziewięcioma utworami w roku 2005, tom drugi (osiem opowiadań) w roku następnym.

Czy w poprzednim akapicie wyczuwacie pewien entuzjazm? Nie będę bowiem ukrywał, że do lektury zasiadałem właśnie z entuzjazmem. Liczyłem, że wytwory wyobraźni i pióra "młodych zdolnych" przyjemnie mnie zaskoczą, i to więcej niż jeden raz. Niestety, ponieważ poziom opowiadań szybko i brutalnie sprowadził mnie na ziemię, muszę obwieścić Wam to od razu: Antologia polskich opowiadań fantastycznych jest kiepska, a określenie "młodzi zdolni" musi pozostać w cudzysłowie.

Trzema najlepszymi utworami są Moneta Cezarego Zbierzchowskiego, Dekapitacja Zbigniewa Wojnarowskiego i Jedyni mieszkańcy Joanny Skalskiej. Moneta to osadzone w niedalekiej przyszłości SF kładące nacisk na aspekt psychologiczno-społeczny, nie technologiczny, opisywanego świata. Zbierzchowski zastosował wielce oryginalną kompozycję: Mniej więcej do połowy opowiadania śledzimy rozwój wypadków w kolejności chronologicznej, a potem cofamy się z powrotem do początku, tym razem obserwując każdą scenę z punktu widzenia jakiegoś bohatera drugoplanowego. Niestety, autorowi zabrakło weny na prawdziwie przewrotny i zaskakujący finał. Gdyby epilog wywierał równie duże wrażenie co sposób poprowadzenia akcji (i gdyby Zbierzchowski dysponował trochę lepszym warsztatem), Moneta mogłaby stać się jednym z lepszych polskich opowiadań fantastycznonaukowych ever.

Dekapitacja stanowi opartą na ciekawym pomyśle kombinację opowieści z dreszczykiem z fantasy, gdzie mostem między oboma "wymiarami" jest pewien przeklęty obraz. Utworu Wojnarowskiego nie sposób nazwać bardzo dobrym, a już na pewno nie wybitnym, ale trzeba podkreślić, że Dekapitacja jako jedyne opowiadanie w całej antologii nie zawodzi pod żadnym względem. Bowiem na przykład Jedyni mieszkańcy Skalskiej rozczarowują zakończeniem… czy raczej jego brakiem. Opowiadanie o polskich imigrantach w Londynie (signum temporis…) mieszkających w "magicznym" domu jest świetnym przykładem urban fantasy pisanego wyraźnie kobiecym stylem*. Dopóty bardzo dobrze się je czyta, dopóki nie dotrzemy do ostatniej strony i nie zorientujemy się, że w zasadzie nie mieliśmy do czynienia z żadną konkretną fabułą.

Na Zbierzchowskim, Wojnarowskim i Skalskiej kończą się zalety antologii, a sami przyznacie, że trzy siedemnaste to mizerny ułamek. Od biedy da się go jeszcze powiększyć Po dzikie zioło wyprawą przez Galaktykę Mateusza Józefowicza, Odszczurzaniem Doroty Kotwicy i Krotochwilą Michała Niewęgłowskiego. Brawurowy tytuł opowiadania Józefowicza streszcza w zasadzie treść tego stylizowanego na lemowski old-school utworu — choć niestety nie o tym ziele tu mowa, zatem o przenoszeniu jointowych klimatów na kosmiczny grunt musimy zapomnieć. Odszczurzanie to osiedlowy horror pół-żartem pół-serio, swoiste skrzyżowanie Niziurskiego z Orbitowskim. Natomiast pisana pozytywnie zakręconym stylem Krotochwila opowiada o perypetiach pewnego ryzykanta żyjącego w KSMiWO, Krainie Snów, Marzeń i Wizji Ogólnych… i tak, tę nazwę należy rozumieć dosłownie. Zasadniczy problem tych trzech opowiadań polega na tym, że brakuje im wciągających fabuł — taka Krotochwila urywa się niespodziewanie właśnie wtedy, gdy w końcu akcja nabiera rumieńców.

O reszcie antologii nie da się powiedzieć wiele dobrego (z jednym małym wyjątkiem). Zacznijmy od samego dna. Nocna robota Romana Wały i short Filozofia mgły Tomka Włodarskiego są tak nędzne, że przynoszą większy wstyd Spasiewiczowi niż autorom, bo ci ostatni tylko je napisali, a ten pierwszy dopuścił do druku. Filozofia mgły zresztą z definicji nie powinna znaleźć się w zbiorze, bowiem z fantastyką nie ma absolutnie nic wspólnego. Ten sam "gatunkowy" problem dotyczy też Skały Która Sprowadza Cień Dawida Juraszka i drugiego shortu zawartego w antologii, Polowania na lwa Michała Cetnarowskiego. O ile jednak Skała… jest na dodatek najzwyczajniej w świecie nudna, o tyle Polowanie na lwa napisano bardzo urokliwym językiem, przez co utwór Cetnarowskiego stanowi wyżej wspomniany wyjątek.

Za dwa tygodnie spotkasz Boga, kochanie Tomasza Kiliana i Bob Crane Henryka Tura to bardzo kiepskie, utrzymane w konwencji pulpu opowiastki o potworach zagrażającym Ziemi i stawiającym im czoło "bohaterach z przypadku". Opowiadanie Kiliana jest w zasadzie trochę lepsze niż Bob Crane, ale w przypadku tego drugiego włącza się zasada "tak złe, że aż dobre", przez co paradoksalnie "Bob" wygrywa w ostatecznym rozrachunku z "Bogiem". Łotewer, oba należy omijać szerokim łukiem.

Z czystym sumeniem odradzam też lekturę Ziemian Szczepana Grzybowskiego, wlekącego się przez kilkadziesiąt stron SF o banalnym zakończeniu; Domu Marty Jewgienija T. Olejniczaka, w którym spotykamy księdza, który spotkał parafian, którzy spotkali (i przechowują w domu) obcego; oraz Kamieniu Samuela Andrzeja Miszczaka, opowiadaniu sprawiającym wrażenie wstępu do nieistniejącej powieści i wywołującym uśmiech politowania nieporadną stylizacją językową. Mimo wszystko przyznam, że Olejniczakowi udało się w pewnym stopniu oddać atmosferę sennej prowincji, w której pojawia się Niezwykłość, a Miszczak z kolei pozytywnie zaskoczył mnie zakończeniem (którego mogłem się niby bez trudu domyślić, lecz "kiepskość" Kamienia Samuela uśpiła moją czytelniczą przenikliwość). Na sam koniec zostaje nam jeszcze Bez bohatera Pawła Ciećwierza będące bardzo przeciętnym fantasy, i Wilk morski Mikołaja J. Wachowicza, skądinąd sympatyczny short, który stanowiłby miły przerywnik pomiędzy dobrymi utworami, ale który wrzucony między Skałę Która Sprowadza Cień i Kamień Samuela wywołuje jedynie konsternację.

Od czasu do czasu nachodzi mnie ochota na napisanie opowiadania. Wydaje mi się, że mam pomysł na wcale pojemny setting lub przynajmniej na frapujące zawiązanie akcji. Zazwyczaj brakuje mi jednak spójnej fabularnej wizji**. Czasem myślę sobie, że może jeśli po prostu usiądę i zacznę stukać w klawisze, to opowiadanie napisze się samo. Lektura Antologii polskich opowiadań fantastycznych udowadnia niezbicie, że owszem, opowiadania może i piszą się same, ale nieobecność wciągającej intrygi będzie zabójcza nawet dla tych utworów, które są niezłe pod innymi względami. To właśnie największa bolączka zbiorów zredagowanych przez Spasiewicza: dzieje się w nich albo mało, albo nudno, albo nudno i mało. A że warsztat autorów pozostawia nierzadko wiele do życzenia, to już inna sprawa.

Jeżeli zapytam Was więc o polskich autorów fantasy i science-fiction, bezzwłocznie zacznijcie litanię nazwisk: Sapkowski, Dukaj, Szostak, Komuda, Grzędowicz, Brzezińska… Na razie poprzestańmy na nich. Czas pokaże, czy do grona dołączą Zbierzchowski, Wojnarowski, Skalska albo Niewęgłowski. Reszcie "narybku" sukcesu nie wróżę.

* Nie, nie uważam, że w literaturze należy dokonywać podziałów na "styl męski" i "styl żeński". Faktem jest jednak, że niekiedy — a w fantasy chyba w szczególności — da się wyraźnie odczuć, iż mamy do czynienia z prozą pisaną kobiecą ręką. Sztandarowy przykład stanowi oczywiście twórczość Ursuli K. Le Guin.

** |nieskromność mode on| Primorial pokazał co prawda, że po wielomiesięcznym wysilaniu mózgownicy potrafię sklecić sensowny scenariusz wydarzeń. |nieskromność mode halved| Pod warunkiem, że pomaga mi któryś z dumnych synów Trzebinii. |nieskromność mode off|

Bez bohatera

– Tomasz Kilian: Za dwa tygodnie spotkasz Boga, kochanie *****
– Roman Wala: Nocna robota *****
– Cezary Zbierzchowski: Moneta *****
– Zbigniew Wojnarowski: Dekapitacja *****
– Henryk Tur: Bob Crane *****
– Dawid Juraszek: Skała Która Sprowadza Cień *****
– Mikołaj J. Wachowicz: Wilk morski *****
– Andrzej Miszczak: Kamień Samuela *****
– Paweł Ciećwierz: Bez bohatera *****

Polowanie na lwa

– Mateusz Józefowicz: Po dzikie zioło wyprawa przez Galaktykę *****
– Szczepan Grzybowski: Ziemianie *****
– Michał Cetnarowski: Polowanie na lwa *****
– Tomek Włodarski: Filozofia mgły *****
– Joanna Skalska: Jedyni mieszkańcy *****
– Jewgienij T. Olejniczak: Dom Marty *****
– Dorota Kotwica: Odszczurzanie *****
– Michał Niewęgłowski: Krotochwila *****

Uśredniająca ocena całości: *****

Reklamy

11 myśli w temacie “Polowanie na narybek

  1. DeckardPL 22/03/2009 / 12:03

    Będzie brutalnie, ale nie wobec Twojego wpisu ;)Nie ma aktualnej, rodzimej, dobrej literatury fantastycznej. Był Sapkowski, ale tylko z pierwszymi opowiadaniami o Wiedźminie zrobił coś ciekawego. Był Dukaj – i tylko on jak komentują znajomi ma jakieś pojęcie o tym, jak i o czym pisać. Naprawdę cieżko pisać o sukcesach wydawniczych autorów gdy nie znamy nakładów sprzedanych, liczby dodruków itp. zaś na półkach księgarń i sieci nieustannie widzimy zalegające tytuły – jest zawsze jednak jeden pewnik w branży wydawniczej: każda seria składa się z paru czarnych koni i całej masy szarzyzny – i nie inaczej jest w przypadku "Fabrykatów".Kwestia no2 (ktoś wie jaki to związek chemiczny?) – aktualność i wtórność. Nie wiem, jak w Twoim kraju stoi futurystyka i wydania kanonu europejskiej i amerykańskiej fantastyki. Z punktu widzenia Polski mamy środek średniowiecza – kanon to Tolkien, Wells (Ci ludzie nie żyją a cóż dopiero mówić o pisaniu od dekad!), Strugaccy (o których na wschód od Himalajów słyszeli tylko Ci najlepiej wykształceni – niestety elitaryzm w futurystyce nie ma najmniejszego powodzenia – nikt nie wspomni o czymś o czym nie słyszał) i opcjonalnie Aasimov, Silverberg i Le Guin (parafrazując pewien tytuł to inne pieśni nie tych lat). To właśnie Ci autorzy plus Herbert, Card i Clarke stanowią punkt G wszystkich rodzimych twórców – to się czyta, to jest znane, to jest ich ideał pisarstwa.Oczywiście fakt, iż połowa z nich już nie żyje a znane utwory są oparte o problematykę lat `70 i `80 to już najmniejsze zmartwienie – idolom wybacza się wszystko. Paradoks jednak tkwi w tym, iż tylko Card pisze jak Card i nie ma najmniejszych szans na to, aby nad Wisłą wykluł się talent na miarę wspomnianych. Zamiast tego mamy wtórne wałkowanie tego samego motywu bądź trzech z opcjonalną łyżką przestarzałej wiedzy, którą piszący nabył na swoich studiach (filozofia, dziennikarstwo, psychologia, socjologia) – średnio o mocy 1/10-1/20 oryginału.Wchodząc do księgarni i mając wybór między oryginałem i n-tą kopią co wybierzesz? ;)W naszym krajowym średniowieczu pojawił się jednak powiew nowości (o mamo, zaledwie 7-10 lat za krajami rozwiniętymi!) – choć o Renesansie za wcześnie jednak mówić. Mam na myśli Solaris i MAG z ich "Ślepowidzeniem" i "Accelerando" – w potoku wtórności dwa tytuły są mam nadzieję zapowiedzią nieco mniej drętwej walki o dobrych autorów, którzy uderzają w aktualne +/- dekadę tematy.Aha – i co ciekawe chociaż Polska katolicyzmem stoi, dobrym zjawiskiem jest również uprawiana od pewnego czasu nekromancja przez ISĘ, MAG i Książnicę (grupa Publicat) – wznowienia Stephensona ("Zamieć"), Simmonsa "Hyperion", Gibsona i Le Guin to krok w dobrą stronę.O ile ktoś nie przyjmie za punkt odniesienia własnego pisarstwa ich warsztatu i tematyki z ich utworów.

  2. anonymous 22/03/2009 / 21:03

    Arek writes:

    Krótko – Świetna notka :)

  3. scobin 22/03/2009 / 22:03

    NO2 to dwutlenek azotu – zauważył nieodkrywczo Staszek. ;-)

  4. Borys 25/03/2009 / 09:03

    @Arek:Dzięki. :)@Deckard:Dzięki za merytoryczny komentarz i zarazem sorry, że zebranie się do odpowiedzenia zabrało mi kilka dni. :)Nie ma aktualnej, rodzimej, dobrej literatury fantastycznej.Z tą tezą będę polemizował, bo taka… półprawdziwa jest. :) Po pierwsze, co to znaczy "aktualnej"? Kiedyś było lepiej? Po drugie, łączenie przymiotników "rodzima" i "dobra" jest niebezpieczne, bo sugerujesz niejako, że w innych nieanglojęzycznych krajach sytuacja przedstawia się lepiej. Przedstawia?Był Sapkowski, ale tylko z pierwszymi opowiadaniami o Wiedźminie zrobił coś ciekawego. Był Dukaj – i tylko on jak komentują znajomi ma jakieś pojęcie o tym, jak i o czym pisać.Z opinią na temat Sapkowskiego się nie zgadzam zupełnie, ale DGCC. Jak dla mnie Sapkowski i Dukaj to pisarze takiego formatu, że wystarczą za dziesięciu. :) Pod względem jakościowym, oczywiście. Faktem jest bowiem, że Dukaj pisze rzadko, a Sapkowski ostatnio wcale.Nie wiem, jak w Twoim kraju stoi futurystyka i wydania kanonu europejskiej i amerykańskiej fantastyki.Zaskoczę Cię. W Norwegii fantastyki nie wydaje się praktycznie W OGÓLE. Serio-serio. Tutejsze księgarnie są obficie zaopatrzone w wydania oryginalne i wszyscy czytają po angielsku. ALE tyczy się to właśnie tylko fantastyki anglojęzycznej, każda inna jest niedostępna (tak w tłumaczeniu na norweski, jak i w oryginale). No, chyba że coś zostanie przetłumaczone na angielski i zaimportowane (casus Łukjanienki bądź naszego Sapkowskiego).Z punktu widzenia Polski mamy środek średniowieczaDodam, że przecież istnieje bardzo prosty sposób na tchnięcie świeżości w fantastyke wydawaną w Polsce. Wystarczy, żeby jakieś wydawnictwo zaczęło tłumaczyć i seryjnie puszczać na rynek powieści nominowane do / nagradzane Hugonami i Nebulami. Mówimy oczywiście o ostatnich rocznikach tych nagród. :)Mam na myśli Solaris i MAG z ich "Ślepowidzeniem" i "Accelerando" – w potoku wtórności dwa tytuły są mam nadzieję zapowiedzią nieco mniej drętwej walki o dobrych autorów, którzy uderzają w aktualne +/- dekadę tematy.Jeszcze Mieville. Ale faktycznie, niewiele tego.

  5. DeckardPL 26/03/2009 / 15:03

    Kiedyś było… dokładnie to samo, co teraz (w Polsce).Z tą różnica, że wtedy nikt nie czyścił szuflad (tak, jak teraz czyni to np Dębski i s-ka), aby wydawać powieści pisane w `77-`80 z jednym dodatkowym rozdziałem napisanym na laptopie na wczasach z rodziną. Owen yeates był fajny, jeżeli patrzyłeś przez pryzmat Gibsona i anime z lat `80/`90 – ale dzisiaj…Od paru lat Polska odkrywa po swojemu new weird, ale robi to ociężale – w tle zaś dumnie powiewają sztandarowe opowiadania fantastyczne.Wspominasz Mieville`a, ja wskażę Delany`ego – Bogu niech będą dzięki za polskie edycje by Phantom Press – gość pisał w latach `60 i `70(!) mocniej, lepiej i nowocześniej, niż 90% dzisiejszych rodzimych twórców.Z Wydawnictw jest Solaris – ale ceny ich książek w detalu są po prostu horrendalne, patrząc na skład i jakość.Dukaj… jest i pisze, z pełną premedytacją ładując w oczekiwania/fetysze polskich Czytelników. U nas zachwyty, ale jeżeli czytasz dużo autorów w/w, to Dukaj nagle staje się kimś z drugiego szeregu. On też podpatruje wzorce z nowoczesnej literatury… ale znając oryginał niechętnie sięga się po kopie.

  6. anonymous 01/08/2009 / 00:07

    Jinx writes:Od wielu lat nie śledzę już "nowości" na polskim rynku SF i jestem przywiązany do kanonu, ale odnoszę wrażenie, że problemem nie jest kryzys polskiej fantastyki, tylko wyczerpanie się formuły SF w ogóle… Można co najwyżej doszukiwać się błyskotliwości warsztatowej, ale co nowego można powiedzieć tematycznie? Prawdę powiedziawszy aktualnie niewiele, przynajmniej dopóki nie odkryjemy prawdziwego przejścia do innego wymiaru. Rzeczywistość i szybkość postępu przerasta prognozy fantastów: część pomysłów w momencie wydania książki jest już dawno rzeczywistością, a część okazuje się niemożliwa i też trąci myszą. Dlatego jakoś Wasza dyskusja nad jakością polskiej SF wydaje mi się jałowa. SF to obecnie podtrzymywanie kultury retro, coś jak rękodzieło ludowe… Nie mówię, że rękodzieło nie jest potrzebne. To jest element budowy jakiejś kulturowej tożsamości. Ale nie oczekujmy rewolucji w rękodziele.

  7. DeckardPL 01/08/2009 / 23:08

    Spójrz na Strossa i Doctorowa – Ci autorzy łamią wymiary fantastyki, które rodzimi twórcy w obecnym tempie odkryją za 20 lat… i niestety nie przesadzam patrząc po tym, jak dwie dekady po K.S. Robinsonie Polak odkrywa "Mars".

  8. anonymous 04/08/2009 / 00:08

    Jinx writes:Czyli co, jesteśmy zapóźnieni cywilizacyjnie, czy tylko artystycznie? Czy to jest tylko kwestia doinwestowania (lub innego "dopieszczenia talentu przez otoczenie"), czy mentalności? Może to jednak po prostu jest produkcja? A Marsa nie znam, rozwiń wątek łaskawie (mam wstręt do googla).

  9. Pingback: Podarunek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s