Najlepsze z zapowiedzi filmowych na 2010

Trzeba uczciwie przyznać, że zeszłoroczny analogiczny ranking okazał się niewypałem. Najlepszą z kinowych nowości 2009 roku ulokowałem tam dopiero na przedostatnim miejscu — bo dwanaście miesięcy temu nie czułem jeszcze zupełnie awatarowego hype'u — a z kolei zwycięzcy zestawienia, 9, po dziś dzień nie widziałem. (Winę ponosi za to przede wszystkim norweski dystrybutor. Film Shane'a Ackera nie trafił, i już chyba nie trafi, do kin w moim zakątku Europy. Z drugiej strony nie zebrał zbyt dobrych recenzji. Z trzeciej strony 9 podobało się Deckardowi, który, jak podejrzewam, potrafi rzetelnie ocenić alternatywne post-apo).

Niewypałami okazała się też większość filmów z mojej listy. 2012, Star Trek, Terminator: Salvation i Public Enemies były, odpowiednio, nudnawe, infantylne, porażkowe i bezbarwne. Pomijając wspomnianego już Avatara, jedynie Watchmen i Brüno spełniły pokładane w nich oczekiwania. Inglourious Basterds mi się niby podobał, ale jakoś nie mam najmniejszej ochoty na powtórny seans. Kiepsko, kiepsko.

Ale przecież nie mogę odmówić sobie przyjemności kolejnej wyliczanki. Trzy z wyczekiwanych przeze mnie tegorocznych filmów miały już co prawda premiery światowe (we wszystkich przypadkach daty tychże podaję w nawiasach), ale żaden nie trafił jeszcze do Norwegii. Jestem zatem usprawiedliwiony. Jedziemy. …

– – –

10.
The Green Hornet
(22.12.2010)

Ekranizacja… nie, nie komiksu, chociaż Zielony Szerszeń przez obrazki z dymkami również się przewijał. Wykoncypowano go jednak w latach trzydziestych dla potrzeb fal eteru, wychodzi więc na to, że Michel Gondry dokonuje adaptacji słuchawiska radiowego. Tak, dobrze przeczytaliście. Michel Gondry, człowiek od surrealistycznych Eternal Sunshine of the Spotless Mind i The Science of Sleep kręci film o zamaskowanym pogromcy przestępców. A w tytułowej roli wystąpi… Seth Rogen. Cytując Rotten Tomatoes: "Czyżby Hollywood nauczył się znów podejmować ryzyko?". Na dodatek zrezygnowano z usług Nicholasa Cage'a, i do roli badguya — o swojsko brzmiącym nazwisko Chudnofsky — zaangażowano Christopha Waltza. Tak, bez wątpienia, coś się chyba zmienia w branży na lepsze.

– – –

9.
The Book of Eli
(15.01.2010)

Początkowo Księga ocalenia miała się znajdować przynajmniej dwa miejsca wyżej, lecz film trafił już do polskich kin i Konrad Wągrowski w swoim tekście jasno dał do zrozumienia, że tragicznie może i nie jest, ale na pewno mogłoby być dużo lepiej. Jako że Konrad to najbardziej zaufany recenzent autora Blogrysa, moje oczekiwania co do The Book of Eli znacząco zmalały. Jednak przecież w przeszłości podobały mi się dwa inne post-apokaliptyki — Waterworld i The Postman — na których krytyka i widzowie nie zostawili suchej nitki. Poza tym jestem fanem Denzela Washingtona od czasów Man on Fire, fanem Gary'ego Oldmana od czasów niepamiętnych — oraz fanem Mily Kunis od czasów Forgetting Sarah Marshall. A czy Księga ocalenia może okazać się bardziej bezduszna od Terminatora: Ocalenia? Szczerze wątpię.

– – –

8.
The Expendables
(13.08.2010)

Lubię kino akcji. Pod jednym warunkiem: Musi być albo autentycznie dobre (jak Twierdza czy Szklana pułapka), albo mieć w sobie to coś (Pocałunek smoka, Equilibrium), albo przynajmniej trzymać w napięciu (Krytyczna decyzja, Bez twarzy). Naprawdę nie wiem, jak poradzi sobie z tymi klauzulami The Expendables, który zgromadził przecież przed kamerami nazwiska tak charakterystyczne dla gatunku jak Stallone, Statham, Li i Lundgren (a gdzie Van Damme?!), a na dokładkę dorzuca Mickey Rourke'a i, gościnnie, Bruce'a Willisa oraz samego Arnolda. Niestety (?), na krzesełku reżyserskim zasiada pierwszy z wyżej wymienionych panów. Czy napnie muskuły także i za kamerą?

– – –

7.
Robin Hood
(14.05.2010)

Nie jestem pewien, czy Ridley Scott w ogóle powinien był brać się za bary z filmem o Robin Hoodzie. Nie chodzi o to, że nakręcono ich już wiele, ale o to, że ten z Kevinem Costnerem sprzed prawie 20 lat był na tyle dobry, że w zasadzie nie potrzebuje żadnego "remake'u". Poza tym Russell Crowe ze swoją spsiałą twarzą zupełnie nie pasuje mi do roli Księcia Złodziei; na jego miejscu widziałbym raczej brytolskiego Clive'a Owena. Nie wolno jednak zapominać, że dziesięć lat temu duet Scott & Crowe zatrząsł posadami kina przygodowo-historycznego. Czy Robin Hood stanie się dla dekady 2010-2019 tym, czym dla minionego dziesięciolecia stał się Gladiator? Pamiętajmy też, że może to być ostatni wielki film w karierze Ridleya Scotta. Facet ma w końcu na karku siedem krzyżyków.

– – –

6.
Daybreakers
(8.01.2010)

Tu mam ten sam problem, co w przypadku The Book of EliDaybreakers również zdążył zrecenzować Konrad Wągrowski i również musięniezabardzo. No ale mili państwo: Świat opanowany przez wampiry, które "uprawiają" ludzi dla ich krwi, i z którymi walczy ludzki ruch oporu? Sytuacja podkręcona palącym problemem kończących się zasobów ludzkiej hemoglobiny? I wampir-hematolog dręczony wątpliwościami co do słuszności postępowania swojej rasy? Kupuję! I to dosłownie — Daybreakers obejrzę już w najbliższy weekend.

– – –

5.
Shutter Island
(19.02.2010)

Lata pięćdziesiąte. Do odizolowanego, położonego na tytułowej wyspie więzienia dla umysłowo chorych przybywa szeryf federalny, który ma wyjaśnić zagadkę zniknięcia z celi morderczyni. Już samo streszczenie brzmi nieźle. Dodajmy teraz, że w rolę szeryfa wciela się Leonardo DiCaprio, na ekranie partnerować mu będzie Ben Kingsley, scenariusz powstał na podstawie prozy Dennisa Lehane (tego od Mystic River i Gone Baby Gone), a całość ma być psychologicznym thrillerem z elementami horroru. Wisienką na torcie jest "niewidziany" od czterech lat Martin Scorsese jako reżyser. Ale czy aby na pewno wisienką? Poprzednim razem Scorsese, przy The Aviator, nie najlepiej poradził sobie z bądź co bądź obcym mu żanrem. Jak będzie teraz?

– – –

4.
Edge of Darkness
(29.01.2010)

Za kamerą Martin Campbell, człowiek od Casino Royale. Przed kamerą Mel Gibson, który poza tym, że ogólnie jest zajebisty, to przecież ma już doświadczenie w tego typu rolach (Ransom, Payback). W Edge of Darkness wystąpi jako detektyw starający się wyjaśnić prawdziwe powody śmierci swojej córki aktywistki. Pachnie mi tutaj połączeniem Wiernego ogrodnika z solidną porcją kina zemsty i muszę powiedzieć, że cholernie mi się ten zapach podoba. Dodajmy, że Edge of Darkness to pełnometrażowa ekranizacja brytyjskiego miniserialu 1985 r. pod tym samym tytułem. Jeśli sam rocznik Wam nie wystarczy, to wiedzcie, że pierwowzór swojego czasu zebrał bardzo wysokie noty.

– – –

3.
The Crazies
(26.02.2010)

Moja słabość do zombie-movie kiedyś mnie… zje. Niepotrzebnie umieściłem The Crazies tak wysoko w rankingu. Nie dość, że nazwisko reżysera zbyt wiele nie obiecuje, to na dodatek nie wiem, kiedy i gdzie ten film obejrzę, bo nie zanosi się na to, by trafił do kinowej dystrybucji w Norwegii. Trzeba jednak pozostać lojalnym wobec swojego ulubionego podgatunku. The Crazies, jeśli się do niego jakoś dopcham, powinien umilić mi wyglądanie Komórki i 28 miesięcy później, na które pewnie jeszcze kilka ładnych lat poczekam. Na razie więc: Widłami go, widłami!

(Tak, ja wiem, że "przeciwnicy" z The Crazies nie są zombiakami w ontologicznym znaczeniu tego słowa, ale spełniają przecież wszystkie fenomenologiczne wymagania. A że posługują się narzędziami rolniczymi? Tym lepiej, zawsze musi być ten pierwszy raz. Danny Boyle zapoczątkował trend na bieganie, najwyższa pora wprowadzić nowy knyf).

– – –

2.
The A-Team
(11.06.2010)

Dam da dam, dam dam da, da da da da dam da, da dam da dam da. Jakaż szkoda, że do liftingu motywu przewodniego Drużyny A nie zatrudniono Hansa Zimmera — wtedy poleciałbym do kina choćby i dla samej ścieżki dźwiękowej. Na szczęście Alan Silvestri to też nie w kij dmuchał. A co z obsadą? Liam Neeson ucharakteryzowany na Hannibala Smitha wygląda nieźle, a Bradley Cooper w The Hangover wydawał się charyzmatyczny, więc jako Buźka też powinien sobie poradzić. W roli Murdocka najchętniej widziałbym Woody'ego Harrelsona (który specjalizuje się w kreacjach "wioskowych głupków") lub Jima Carreya (który… wiadomo), lecz Sharlito Copley również może być strzałem w dziesiątkę, zważywszy na ostry pazur aktorski, jaki pokazał w District 9. Żal mi jednak głupca, który sądzi, że B.A. Rampage Jacksona będzie równie udaną postacią jak B.A. Mr. T. Wielkie znaki zapytania stanowią natomiast scenariusz (dobrze jednak, że zobaczymy, jak to się wszystko zobaczyło), no i reżyseria. Summa summarum, pełnometrażowa i wysokobudżetowa The A-Team będzie albo kinem akcji z jajami, albo wtopą i zbezczeszczeniem serialowej legendy. Innej opcji nie ma.

– – –

1.
Inception
(16.07.2010)

Król może być tylko jeden! Christopher Nolan regularnie, co dwa lata, serwuje nam kino rozrywkowe par excellence. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że w Inception, podobnie jak w The Prestige, reżyser uraczy nas trzymającą w napięciu fabułą, wspaniałym twistem oraz dwuznacznym zakończeniem, i że pod fantastycznym płaszczykiem znów przemycona zostanie problematyka tożsamości, problematyka, która stanowi najwyraźniej idée fixe Nolana. Par excellence, idée fixe… A co tam, Nolan zasługuje na epitety z górnej półki, a Inception powinno okazać się kolejnym tour de force w jego dorobku.

A muzykę robi Hans Zimmer.

Autor

Borys

Nauczyciel z Oslo. Bloguję na https://blogrys.wordpress.com

5 myśli na temat “Najlepsze z zapowiedzi filmowych na 2010”

  1. Dabroz writes:Byłem na Daybreakers, w kategorii "film o wampirach" to prawie ze oscarowa produkcja :) sam z siebie to jakiś 4+/8 film akcji z kiepska koncowka, ale przynajmniej te wampiry zupelnie nie rażą, wręcz przeciwnie.

  2. Daybreakers przecietne, ale jest tam pare fajnych smaczkow (np. co powoduje pozary lasow :> jak i to, cod zieje sie z wampirami przy niedoborze krwi) plus rewelacyjnyd zwiek. jak kogos rozrywa, to wokol slychac splat, splat, splat. :D No i stylizacja na lata 70. momentami rewelacyjna (takie tam odwolania sa :>).

  3. @Dabroz: Szanuję Twoją opinię, ale od czasu, gdy wystawiłeś 3/8 "Cloverfield", jest ona dla mnie zupełnie niewiarygodna. :P@Deckard: Dzięki za trailery!Crazy on the Outside prezentuje się śmiesznie, ale obecność Tima Allena sugeruje, że film będzie poprawny rodzinnie.The Road miało się pierwotnie znaleźć na mojej liście, bo sam czekam na ten film, ale zorientowałem się w ostatniej chwili, że miał premierę światową w zeszłym roku. Zastąpił go The Green Hornet (ale na ostatnim miejscu), choć szczerze mówiąc poniewczasie zorientowałem się, że bardziej wypatruję Black Hole (komiks był kiepski, lecz miał potencjał; może Fincher "da radę").Red Riding Trilogy zapowiada się świetnie, dzięki za zwrócenie uwagi. Żeby tylko te filmy nie okazały się nudne po ZodiakowemuRed Line mnie nie kręci, ja nie lubię anime :), za to Brooklyn Finest i 44 Inch Chest (John Hurt, yay) fajne. Co do The Ghost Writer mam pewne obawy… ale może Polański nie zawiedzie. Chociaż biorąc pod uwagę osobę reżysera, tagline "The deeper he goes, the deadlier it becomes" nabiera szczególnego znaczenia. :PO Mute się nie wypowiem, bo na razie nie widziałem Moon. :(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s