Dlaczego nie ma mnie na Facebooku

Nurtowało mnie ostatnio pewne pytanie, więc zadałem je osobie, która pamięta Tamtą Epokę: Jak ludzie umawiali się na domowe wizyty w czasach, gdy nie było telefonów? Nie telefonów komórkowych, ale telefonów w ogóle. Odpowiedzi mogłem się oczywiście domyślić sam: Krewni i znajomi odwiedzali się po prostu bez zapowiedzi. Albo spotykali się na tyle często, że zawsze mogli precyzyjnie umówić się na następny raz. Albo pisali do siebie papierowe listy, nawet jeśli mieszkali w tym samym mieście.

Cywilizacji zachodniej zagraża nie tyle zmiana paradygmatu komunikacyjnego sama w sobie, ale iluzja bliskości tworzona przez możliwość pisania na friendowym wallu. Jednak czy faktycznie jest tak, że jeśli nie umiemy utrzymywać kontaktu z kimś inaczej niż przez Facebooka, to nie powinniśmy utrzymywać z nim kontaktu w ogóle? A jeśli technologia okaleczyła nas już tak bardzo, iż wirtualne protezy są nie cywilizacyjną chorobą, lecz ostatnim ratunkiem?

Reklamy

70 uwag do wpisu “Dlaczego nie ma mnie na Facebooku

  1. aaaa: To, że Tobie nie wydaje się, żeby taka zmiana miała Ci zagrażać, nie znaczy, że nie zagraża cywilizacji.Lord: Zacznij od zapytania rodziców.

  2. aaaa writes:To, że tobie taka zmiana zagraża, nie znaczy że zagraża cywilizacji.

  3. Kiedy nie było telefonów stacjonarnych? Ciekaw jestem, swoich dziadków spytać nie zdążyłem.

  4. Originally posted by Borys:

    Zacznij od zapytania rodziców.

    Chyba twoich! :PJak mówie, że dziadków nie zdążyłem zapytać to znaczy, że u rodziców był.

  5. rocznik '78 writes:LordThomasW latach osiemdziesiątych nie w każdym domu był telefon.

  6. @Lord: Ale nie pytaj, czy u rodziców był, bo może byli partyjnymi prominentami i dlatego był. Zapytaj, jak wyglądało rozpowszechnienie telefonów stacjonarnych w ogóle. Wujkowie też mieli? Wszystkie koleżanki mamy miały? Pan Zenek z naprzeciwka miał? :)

  7. Facebook to narzędzie komunikacyjne, podobnie jak mail, grupa dyskusyjna, blog, skype, telefon czy list polecony. To, na ile ktoś da się uwieść danej formie komunikacji, zależy tylko od niego. Niektórzy dobrze się czuja w domku z wirtualnych ścian, dla innych to jedna z wielu form kontaktu.Nietrudno mi wyobrazić sobie Borysa w roli filmowego stalkera wciskającego przechodniom kopie swoich notek. Zamkniesz bloga w trosce o dobro komunikacji międzyludzkiej?

  8. @Misiołak: Dzięki za wypowiedź.1) Interesuje mnie nie tyle stosunek między Facebookiem jako narzędziem komunikacyjnym a jednostką — bo tutaj masz w zupełności rację, że wszystko zależy od tego, jak dana jednostka to narzędzie wykorzystuje — ale między Facebookiem a społeczeństwem w ogóle. Jak dotąd narzędzia komunikacyjne — poczta, telegram, telefon, radio, telewizor — wpływały pozytywnie na kształt cywilizacji. Pojawia się jednak pytanie: Czy każda forma komunikacji jest w tym sensie dobra? Czy mogą istnieć formy komunikacji, które na dłuższą metę doprowadzą do jakichś patologii? Czy FB jest właśnie taką formą? :)2) W notce nie mam akurat na myśli sytuacji, w których FB wykorzystuje się do wzmacniania kontaktu z osobami faktycznie nam bliskimi i/albo takimi, z którymi utrzymujemy regularny kontakt na inne sposoby. Martwi mnie bardziej sytuacja, w której ktoś ma 300 friendów i wydaje mu się, że wszyscy oni są naprawdę jego przyjaciółmi, bo innej formy przyjaźni nie miał okazji poznać.3) Istnieje różnica między blogami a FB. Blogi służą do generowania konkretnej treści, czasem lepszej, czasem gorszej, ale konkretnej. FB, jako platforma komunikacyjna, nie. Oczywiście, możesz zawsze zarzucić blogerowi, że zamiast blogować powinien raczej pisać felietony do prawdziwej gazety albo spróbować wydać zbiór esejów na interesujące go tematy, bo wtedy jego pisanie byłoby wartościowsze. To zupełnie inna sprawa.

  9. Dziękuję za podziękowania :PAd. 1) Telewizor miał zabić radio, a telegraf chyba i mleko krowom odbierał. Facebook jest medium na tyle świeżym, że trudno jednoznacznie przewidzieć jego przyszłość. Wiele osób z niego nie korzysta lub robi to sporadycznie, sporo ściśle kontroluje informację, którymi się dzieli. A patologie mogą się zrodzić wszędzie i zawsze będą widoczne i wyraziste. Pocztowe łańcuszki, telewizyjny biały szum, nieustanne SMSowanie etc. Chyba każde medium zaowocowało jakimiś aberracjami, ale z czasem zostały one zepchnięte na margines.Ad. 2) Dla mnie sytuacja, w której ktoś uważa, że ma 300 bliski przyjaciół na Facebooku, ociera się o psychologa. I wyraźnie rozgraniczam tu przyjaźń od znajomości. Pytanie czy ilość osób tak myślących jest statystycznie istotna. Mogę sobie wyobrazić popularną osobę, która faktycznie ma 300 znajomych, i taką, która ma 300 znajomych (w tym kota Garfilda i Papę Smerfa) i wydaje się jej, że jest popularna. Czy to jest cywilizacyjnie szkodliwe? Nie wydaje mi się. Takie podbudowanie własnego ego. Wiele osób ma dużo znajomych, bo inni też mają. Inni jeszcze klikają na wszystko, co się da i gdzie się da. Ewentualne szkody nadal widzę po stronie jednostki, nie cywilizacji.Ad. 3) Facebook służy do komunikacji i generowania konkretnej treści – bazowo o sobie – faktycznie możesz założyć profil o sadzeniu ogórków, udzielać fachowych porad, przypominać kolegom o terminach zasiewu, publikować zdjęcia wyjątkowych okazów, a nawet umówić się na wspólne jedzenie mizerii. To, że te treści różnią się od Borysowych artykułów na 2000 znaków ma małe znaczenie. Zanim blogi zostały zutylizowane przez domorosłych dziennikarzy, słynęły głównie z emocjonalnego ekshibicjonizmu nastolatków. Zresztą sporo blogów nadal wali treściami godnymi patologicznego Face'a – "Luvam Marcinka" plus zdjęcie różowego kotka.PS. To w sumie dlaczego Cię nie ma na fejsie?PPS. Słówko jeszcze o komunikacji przyjacielskiej w czasach bez telefonu i nie tylko. Ludzie, którzy się dobrze znają i chcą się spotkać, zrobią to niezależnie od przeszkód. Po prostu znają swoje zwyczaje i wiedzą kiedy mogą się spotkać lub pozwolić sobie na spontaniczną wizytę, choćby na zasadzie pójdę na spacer, zahaczę o Mariana. Tak było dawniej, tak jest i dziś. Ludziom, którym nie w smak spotkanie, nawet telepatyczne połączenie nie pomoże.

  10. Chyba nie ma sensu dalej dyskutować w dwóch pierwszych punktach, bo obaj zgadzamy się, że po pierwsze przydałyby się jakieś konkretne statystyczno-psychologiczne dane, a po drugie i tak "przyszłość pokaże, jak to będzie". Ty jesteś umiarkowanym optymistą, ja ostrożnym pesymistą. :) Internet z pewnością przekształca wzorce komunikacyjne, a charakterystycznym przejawem tych zmian są właśnie platformy a'la Facebook. Dotąd się pewnie zgadzamy. Natomiast moim zdaniem owe przekształcenia w dłuższej perspektywie czasowej mogą okazać się negatywne. Natomiast w krótszej skali zalety z pewnością przewyższają wady.Ad. 3: Ile osób generuje konkretną treść na Facebooku, choćby i o sobie? Przez "konkretną" mam na myśli coś więcej niż informowanie friendów, co zjadło się na śniadanie. Ilu z Twoich friendów założyło profil o sadzeniu ogórków? Ilu prowadzi na FB bloga lub coś w tym rodzaju? Pytam bez ironii, chciałbym wiedzieć, jak to wygląda.Ad. PS.: Na Fejsie mnie (już) nie ma, bo stwierdziłem, że nie chcę mnożyć bytów ponad potrzebę. Do utrzymywania wirtualnego kontaktu wystarcza mi e-mail, chat i blog. FB to według mnie zdecydowany przerost formy nad pożytkiem.Ad. PPS.: Serio tak masz? :) Kiedy ostatni raz ktoś wpakował Ci się na chatę bez jakiejkolwiek zapowiedzi, i nie żeby pożyczyć cukier, tylko żeby posiedzieć i pogadać? Kiedy ostatnio Ty zrobiłeś komuś podobny wjazd? :) Pytam znowu bez ironii, bo może być tak, że kręgi towarzyskie, w których Ty się obracasz, są dużo luźniejsze pod tym względem od moich (bohema? :P). Niestety, z moich obserwacji życia codziennego wynika, że składanie zupełnie niezapowiedzianych wizyt (przynajmniej w dorosłym życiu) jest postrzegane jako gruby nietakt.

  11. MuadiM writes:,,Czy mogą istnieć formy komunikacji, które na dłuższą metę doprowadzą do jakichś patologii? Czy FB jest właśnie taką formą?'',,Kiedy ostatni raz ktoś wpakował Ci się na chatę bez jakiejkolwiek zapowiedzi, i nie żeby pożyczyć cukier, tylko żeby posiedzieć i pogadać? Kiedy ostatnio Ty zrobiłeś komuś podobny wjazd? smile Pytam znowu bez ironii, bo może być tak, że kręgi towarzyskie, w których Ty się obracasz, są dużo luźniejsze pod tym względem od moich (bohema? p). Niestety, z moich obserwacji życia codziennego wynika, że składanie zupełnie niezapowiedzianych wizyt (przynajmniej w dorosłym życiu) jest postrzegane jako gruby nietakt.'' – Dobre, cenne uwagi. Generalnie zgadzam się z Borysem. A tu taka zaskakująca informacja: ,,,,Facebook'' traci rzesze użytkowników – podaje serwis ,,Inside Facebook'' – najczęściej odchodzą ci, którzy założyli konta jako pierwsi. Raport z ,,Inside Facebook'' mówi, że w maju swoje konta zlikwidowało blisko 6 mln. Amerykanów i 1,5 mln. Kanadyjczyków.Dokładna przyczyna odchodzenia użytkowników z serwisu nie jest znana, ale czytając różne komentarze na stronach powiązanych z tematyką ,,Facebooka''; można wywnioskować, że przyczynami były: znudzenie, monotonia, ochrona prywatności.'' :)

  12. Nie wiem, jak to wyglądało za twoich czasów, ale obecnie na fejsie jest sporo profili dedykowanych konkretnemu tematowi – ogórki akurat mnie nie interesują, ale RPG czy planszówki jak najbardziej. Sklepy informują o promocjach, muzycy o trasach koncertowych itd. Część to oczywiście zajawki innych stron czy serwisów. Być może gdybym znalazł jakąś sensowną alternatywę np. Opera operalinkowałaby też kanały rss, to fejs poszedłby w odstawkę. Póki co spełnia swoje zadanie.Znajomy informujący o każdym swoim oddechu długo by nie pozostał moim znajomym. Zresztą fejs ma dostępne metody filtrowania i sortowania, z pewnością nie idealne, ale wystarczające bym nie był co chwila atakowany cytatami dnia czy zaproszeniami do gier. Poza tym porobiłem sobie kilka zakładek, klikam odpowiednią i czytam co mnie interesuje zamiast przedzierać się przez ogólny miks strony głównej.Fejs to nie tylko dublowanie funkcjonalność maila i bloga, ale i szansa na odświeżenie kontaktów. Ostatnio rozmawiałem z paroma znajomymi z lat szkolnych, z którymi nie miałem kontaktu przez dłuższy czas i uważam, że warto było. Co do niezapowiedzianych wizyt. Podałem dwa ekstremalne przykłady, ale pamiętam takie wizyty z lat młodości, czasem były to wizyty w celu umówienia się na późniejsze spotkanie, czasem przeradzały się w dłuższe posiedzenie. Myślę, że to w dużej mierze zależy od stopnia zażyłości między gościem a gospodarzem. Czemu nie widuje się tego dziś często? Po prostu telefony ułatwiają organizację spotkania niezmiernie.MAŁY EDIT:Zresztą spotkanie to nie tylko wjazd na chatę – jeżeli wiesz, że Tomek lubi przesiadywać w barze "Malinka", a Krysia robi manikiur u Kleopatry co drugą niedzielę, to tam skierujesz swe kroki.

  13. @MuadiM – Mnie ta informacja nie zaskakuje. Jeżeli ktoś uważa, że od klikania like'ów wzrośnie mu szacun na dzielni, to się grubo myli i szybko się o tym przekona. Mam tu walić truizmy o tym, żeby coś dawało radochę, to trzeba się choć troszkę zaangażować?Odnośnie ochrony danych osobowych. Na fejsie nie ma nic, czego sam nie wrzucisz. Poza tym obecności na fejsie sprawia, że jak ktoś wrzuci zdjęcie Miśkiewicza nacierającego klatę dżemem truskawkowym, Miśkiewicz może szybko sprostować, że nie dżemem a konfiturą i to wiśniową.A jeśli chodzi o fakt, że podstępny Cukierberg spłaca weksle za moje dane, to patrz wyżej plus dowolny sklep, w którym robię zakupy ma lepszą bazę danych, bo wie nie tylko co lubię, ale też za co i ile jestem skłonny zapłacić.

  14. @Misiołak:"Nie wiem, jak to wyglądało za twoich czasów, ale obecnie na fejsie jest sporo profili dedykowanych konkretnemu tematowi – ogórki akurat mnie nie interesują, ale RPG czy planszówki jak najbardziej."To brzmi bardzo reduntancyjnie. Od "konkretnych tematów" są strony internetowe z kanałami RSS i fora. Chcesz przenieść Internet na Facebooka? :)"Być może gdybym znalazł jakąś sensowną alternatywę np. Opera operalinkowałaby też kanały rss"Musisz uzbroić się w cierpliwość. Opera specjalizuje się przecież w rozwiązywaniu problemów nieznanych użytkownikom innych przeglądarek. :)"Fejs to nie tylko dublowanie funkcjonalność maila i bloga, ale i szansa na odświeżenie kontaktów."Od tego masz dedykowane rodzime serwisy ze Śledzikiem i Panem Gąbką. :)"pamiętam takie wizyty z lat młodości"Właśnie, z lat młodości. Ja mówię o "dorosłym życiu". :)"Czemu nie widuje się tego dziś często? Po prostu telefony ułatwiają organizację spotkania niezmiernie."Ja nie przeczę, że ułatwiają. Ale samo "ułatwiają" to eufemizm. Telefony zmieniły całkowicie sposób organizacji spotkań. Uprzedni kontakt telefoniczny stał się wymogiem, nie możliwością. O tym właśnie napisałem w notce.

  15. Suchar o Operze strasznie czerstwy. Używam różnych komputerów. Opera z marszu synchronizuje mi linki. Jeżeli znasz jakiś funkcjonalny program/stronę, która pozwalałaby na synchronizację rss, chętnie potestuję. Poza tym na fejsie prowadzone są też spontaniczne akcje nie mające przełożenia na inne media. Rodzimy serwis zaliczył porażkę próbując przemienić się w fejsbuka – to już nie moja klasa, a miejsce spotkań. Nadal mam tam konto, ale zauważyłem, że parę osób po prostu się zmyło i reaktywowało na FB. Ponieważ mimo upływu lat nadal czuję do nich sympatię, staram się podtrzymać kontakt. Wjazd na chatę – precyzja mode on: ja byłem młody, a odwiedzającym był rodzic/babcia. Pytanie-wytrych brzmiało: "Czy masz teraz czas?". Rozciągnąłem to na współczesność, bo mam silne przeczucie i dziś ten wytrych ma szansę zadziałać.Telefon stał się częścią savoir vivre, ale i wygodną osłoną. Możemy o tym pogadać. Pytanie do czego zmierzasz? Pytałeś jak dawniej bywało, masz odpowiedź. Mówisz, że telefon stał się wymogiem. I? Brakuje mi tu puenty.

  16. Polecam Google Readera. Na stronie iGoogle ustaw sobie moduł przeklejający nowe RSS-y z GR, będziesz tam mógł zaglądać z dowolnego komputera, nawet takiego bez Opery. Nowe feedy dodajesz centralnie przez GR. Ja korzystam, jestem zadowlony. Nie znalazłem lepszego rozwiązania."Ponieważ mimo upływu lat nadal czuję do nich sympatię, staram się podtrzymać kontakt."Ja rozumiem, że przez FB odnalazłeś, ale dlaczego nadal kontaktujesz się przez FB? Kwestia funkcjonalności, gustu czy przyzwyczajenia?"Mówisz, że telefon stał się wymogiem. I? Brakuje mi tu puenty."I nic. Nie będzie puenty, bo stwierdzam fakt. Czasy się zmieniły, telefon stał się wymogiem. IMO wpłynęło to negatywnie na stopień zażyłości między ludźmi, ale to tylko subiektywne odczucie. Natomiast o telefonie zaczęliśmy rozmawiać, bo powyżej napisałeś:"Słówko jeszcze o komunikacji przyjacielskiej w czasach bez telefonu i nie tylko. Ludzie, którzy się dobrze znają i chcą się spotkać, zrobią to niezależnie od przeszkód. Po prostu znają swoje zwyczaje i wiedzą kiedy mogą się spotkać lub pozwolić sobie na spontaniczną wizytę, choćby na zasadzie pójdę na spacer, zahaczę o Mariana. Tak było dawniej, tak jest i dziś."…a według mnie bardzo się w tym fragmencie zagalopowałeś. Dzisiaj jest pod tym względem inaczej niż dawniej. Marian nie odwiedzi Józka "tak po prostu". Zapowie się telefonicznie.

  17. Obczaję GR.Dla mnie FB jest po prostu wielofunkcyjną i dość funkcjonalną platformą, która daje możliwość niezobowiązującego kontaktu (co uważam za dobre, jeśli ma się tego świadomość) i wymiany treści między potencjalnie zainteresowanymi osobami. W mojej opinii FB stanowi pewien pośredni poziom relacji. Niektórym to wystarcza. Osobiście z każdą osobą z mojej listy chętnie poszedłbym na piwo, ale do tanga trzeba dwojga, nikogo na siłę nie będę ciągał. Mam nadzieję, że łapiesz o co chodzi. Poza tym to co ty nazywasz redundancją, ja nazwę zapasową drogą komunikacji. :)"Marian nie odwiedzi Józka"Czepiasz się tego domu. Przecież przestrzeń spotkań to nie tylko chata, ale i inne miejsca, w których regularnie bywamy.Ale wróćmy do ekstremum.Jeżeli Marian zgubi/popsuje/rozładuje/nie opłaci telefonu, to na prawdę tak nieprawdopodobnym wydarzeniem jest, że pójdzie do Józka, z którym trzyma sztamę od paru dobrych lat? A że ma sprawny, to dzwoni.

  18. MuadiM writes:Poprzedni wpis był ode mnie; nie podpisałem się, ale zadzwonię w tej sprawie do Borysa – na komórkę! :) Chciałem jeszcze wspomnieć o takim znaczącym tonie kolegów { z różnych szkół }, przy spotkaniach; z lekkim wyrzutem: ,,Nie ma cię na Facebook 'u, nie ma cię na Naszej Klasie…''. Ten poważny, znaczący ton… A wiedzą, gdzie mieszkam, gdzie pracuję – jeden nawet mnie tam odnalazł. O dziwo! Trudno nie było, bo pracuję w tym samym miejscu od 16 lat, a mieszkam 33 lata w tym samym lokum. I oni o tym wiedzą. Tylko FB i NK trochę ich przyblokowały… Takie czasy.

  19. Anonim writes:Kontakty telefoniczne dla niektórych stały się manią i obsesją. Nie mówię o organizacji spotkań młodzieży i grup młodych ludzi, ale o pracujących 20, 30-paro latkach. Niektórzy narobią zamieszania z 3, 5 połączeniami w danej sprawie, a i tak nawalą, bo okaże się, że są udupieni u lekarza na 3 godziny { lub innej sprawie; np. mają praktycznie zajęty cały dzień }. Tylko sobie zapomnieli o tym, nieważne, że narobili zamieszania { zachowali się niepoważnie – komóreczka przecież to nadrobi, maskuje }, bo przecież kontakt jest – podzwonić można – to taaakie ułatwiające życie! Reklama i komórki rządzą. Mamy komórki – mamy kontakt z luźmi! DDD

  20. @Misiołak:"Dla mnie FB jest po prostu wielofunkcyjną i dość funkcjonalną platformą, która daje możliwość niezobowiązującego kontaktu (co uważam za dobre, jeśli ma się tego świadomość) i wymiany treści między potencjalnie zainteresowanymi osobami."Okej. A nie masz poczucia traconego czasu? Chodzi mi o to, że FB jest klikoabsorbujący. A większość fejsbukowych kliknięć nie musi być wcale przydatna z komunikacyjnego punktu widzenia. Prokrastynacja i tak dalej. :)"Poza tym to co ty nazywasz redundancją, ja nazwę zapasową drogą komunikacji."Internet zapasową drogą komunikacji dla internetu?"Czepiasz się tego domu. Przecież przestrzeń spotkań to nie tylko chata, ale i inne miejsca, w których regularnie bywamy."Kurczę, Ty chyba naprawdę przyłączyłeś się do tamtejszej bohemy. :)@MuadiM:" Chciałem jeszcze wspomnieć o takim znaczącym tonie kolegów { z różnych szkół }, przy spotkaniach; z lekkim wyrzutem: ,,Nie ma cię na Facebook 'u, nie ma cię na Naszej Klasie…''"Celna uwaga. To też o czymś świadczy. :)

  21. Panowie, zaczynacie przypominać pewnego internetowego kaznodzieję. Tylko w Waszym przypadku, to że ktoś ma telefon lub konto na FB, o czymś świadczy. Wyciągacie patologiczne przypadki i omawiacie jakby to była faktycznie ustalona norma. Zamiast demonizować, działajcie. Zadbajcie o higienę Waszych kontaktów.Jeżeli ktoś notorycznie nie przychodzi na umówione spotkania, nie umawiajcie się z nim. Jeżeli mimo wszystko jest dobrym kompanem, dajcie mu znać, ale nastawcie się na zabawę w innym towarzystwie.Jeżeli ktoś wspomina o koncie FB, zapytajcie dlaczego Wasza obecność tam jest pożądana. Powiedzcie wyraźnie dlaczego Was tam nie ma. Wiem, że programowa kontestacja jest zawsze w modzie, ale rozmawiajcie do cholery! Może znajomy nie liczy na darmową i bierną rozrywkę, a chciałby jednak z Wami utrzymywać bardziej aktywny kontakt niż przypadkowe spotkanie raz do roku.Nie miałem aktualnego telefonu/maila/adresu znajomych, mieszkam dwie godziny lotu od Polski, adresy zamieszkania i pracy zmieniałem dość często, dodajmy do tego naturalne pożeranie czasu przez codzienne czynności – FB grupujący znajomych w jednym miejscu jest przydatny :). Według mnie skoro te osoby są na FB i zaakceptowały moje zaproszenie, to znak, że chcą wejść w jakąś formę kontaktu, jaką to czas pokaże.FB jest mimo wszystko inną formą kontaktu niż mail. Taki miniblog – nie musisz reagować na zamieszczone treści, ale możesz, nie są to treści skierowane bezpośrednio do Ciebie, ale do grona znajomych. Jeżeli powiesz, Borysie, że mogą założyć sobie bloga gdzie indziej, to przysięgam, że pacnę Cię w potylicę przy najbliższej okazji.Prokrastynacja? W jakim sensie? Obijam się pisząc komentarze na blogu czy przeglądając wiadomości z czytnika rss. Na FB mam po prostu dodatkowy kanał 'Znajomi'. Fejsowe klikgry mnie szybko znudziły. Chcę pograć odpalę kongregate, brettspiel albo steam. A like'am, żeby wytrenować algorytmy, co mają mi serwować na pierwszej stronie i żeby podbudować znajomych. BTW: fajny graf znalazłem (poniekąd przez fejsa, a jak!): http://www.geeksaresexy.net/2011/05/31/does-facebook-hurt-relationships-infographic/Nie rozumiem tego ironizowania o bohemie. Być może ma wpływ na mnie brytyjska kultura pubowa, ale z drugiej strony nigdy nie byłem typem ekstrawertycznie towarzyskim, więc wszystko się wyrównuje. Jeżeli John przesiaduje w pubie Ram, a ja chcę z nim pogadać, to nijak nie jest grubym nietaktem, że pójdę do pubu Ram i zapytam Johna czy mogę się przysiąść. Jeżeli wszystkie przytaczane przykłady wydają Ci się ekstremalnie fantastyczne, to o czymś świadczy :) świadczy o skostnieniu stosunków towarzyskich w Skandynawii albo o skostnieniu stosunków towarzyskich Borysa.

  22. Ja o higienę swoich kontaktów zadbałem, rezygnując z FB. Zabrzmi to brutalnie, ale stwierdziłem, że jeżeli w dobie maili, chatów, Skype'a, blogów i komórek Facebook jest JEDYNYM sposobem na podtrzymywanie z kimś kontaktu, to tak naprawdę ten kontakt nie jest wart podtrzymywania. Ot, komunikacyjny test Voighta-Kampffa. "a chciałby jednak z Wami utrzymywać bardziej aktywny kontakt niż przypadkowe spotkanie raz do roku."I musi koniecznie go utrzymywać przez Fejsbuka, tak? :)"Według mnie skoro te osoby są na FB i zaakceptowały moje zaproszenie, to znak, że chcą wejść w jakąś formę kontaktu, jaką to czas pokaże."Spróbuj wysłać zaproszenia do stu zupełnie nieznanych Ci osób, sprawdź, ile z nich zaproszenia zaakceptuje i zastanów się, co to może znaczyć. :)"FB jest mimo wszystko inną formą kontaktu niż mail."Owszem. Według mnie — formą gorszą. Jeżeli w grę wchodzi albo TYLKO Facebook, albo nic, to ja wybieram nic. Patrz pierwszy akapit w tym komentarzu. :)Właśnie o to chodziło mi w notce: Gro użytkowników korzysta z Facebooka zakładając, że utrzymywanie kontaktu z innymi ludźmi można zredukować do lakonicznego komentowania banalnych wypowiedzi i do klikania LUBIĘ TO. Natomiast według mnie to bardziej parodia aniżeli substytut kontaktu. Owszem, takie rozwiązanie mogłoby być dodatkiem do "porządnego" kontaktu (np. pisywania do siebie maili w wirtualu lub spotykania się w pubach w realu). Problem i iluzja zaczynają się wtedy, gdy nie jest to tylko dodatek, lecz początek i koniec."Taki miniblog – nie musisz reagować na zamieszczone treści, ale możesz, nie są to treści skierowane bezpośrednio do Ciebie, ale do grona znajomych."Twitter. Blip. Zasłaniam potylicę. :PCo do skostnienia stosunków towarzyskich: Jeżeli fakt, że osoby z mojego kręgu nie przesiadują w pobliskich barach i pubach na tyle często i regularnie, iż mógłbym do któregoś przybytku się przejść i mieć sporą szansę na spotkanie którejś z nich — jeżeli ten fakt ma świadczyć o skostnieniu, to owszem, skostnienie występuje. Ale to raczej Ciebie rozpieściła pubowa kultura Wysp. I mówię to bez ironii, prędzej z nutką zazdrości. :)Inna rzecz, żeś uczepił się tych pubów jak rzep psiego ogona. Mówiliśmy przecież o zaniku sytuacji typu "Iks odwiedza Igreka bez uprzedniego telefonicznego poinformowania Igreka o swojej wizycie". Odwiedzić kogoś w pubie się nie da, chyba że tym kimś jest barman. Pub nie jest czyimś domem, lecz terenem neutralnym. Jeżeli ktoś poszedł do pubu, to z etymologii liczy na to, że spotka tam kogoś ze znajomych. Ale jego dom pozostanie jego zamkiem, ha! :)

  23. Ty wybierasz nic, inni wybiorą FB. I co? Będziesz ich batożył czy tylko załamywał nad nimi ręce? Każdy będzie komunikował się jak mu pasuje – może nawet słać gołębie pocztowe albo list w butelce. Może też przez Twitter i Blip. Serio, w czym te dwa ostatnie kanały są lepsze od FB, że uważasz je za mniej be? Albo jeśli wyślę komuś wiadomość przez FB w czym jest to gorsze od maila? Bo ktoś ją odczyta na portalu z niebieskim logiem?Ktoś lubi klikać i rzucać sloganami? Jego brocha. Była już o tym mowa – wcześniej czy później bańka pęknie. Osobiście nie czuję się zobowiązany pochylić nad losem takich osób, a tym bardziej przenosić je na ogół kontaktów międzyludzkich. Bo trudno mówić, że "cywilizacji zachodniej zagraża […] iluzja bliskości tworzona przez możliwość pisania na friendowym wallu", gdy wiele osób nie odczuwa satysfakcji z takiego kontaktu a "Facebook traci rzesze użytkowników".Sprawę telefonów i domowych wizyt przeanalizowaliśmy już chyba wszerz i wzdłuż. Nadal wyczuwam u Ciebie jakąś nostalgię za wjazdem na chatę. :)

  24. MuadiM writes:Cyt.: ,,Gro użytkowników korzysta z Facebooka zakładając, że utrzymywanie kontaktu z innymi ludźmi można zredukować do lakonicznego komentowania banalnych wypowiedzi i do klikania LUBIĘ TO. Natomiast według mnie to bardziej parodia aniżeli substytut kontaktu. Owszem, takie rozwiązanie mogłoby być dodatkiem do "porządnego" kontaktu (np. pisywania do siebie maili w wirtualu lub spotykania się w pubach w realu). Problem i iluzja zaczynają się wtedy, gdy nie jest to tylko dodatek, lecz początek i koniec.'' – I to jest ,,wszystko na ten temat''; i podsumowane bardzo klarowne. I ja także nie chcę pisać, że na śniadanie zjadłem płatki! :)

  25. @MuadiM Luzik, że popierasz Borysa, ale czy mógłbyś to robić w sposób bardziej samodzielny? To, że kopiujesz duży fragment jego wypowiedzi, jest równie mało interesujące jak wiedza co miałeś na śniadanie. Niemniej jeżeli ktoś Cię przymusza do takich działań jak przeklejanie postów czy opisywanie treści śniadania, postaram się zrobić mu wjazd na chatę. Tym razem mało przyjacielski. :)

  26. Misiołaku, wydaje mi się, że zatoczyliśmy w naszej dyskusji koło. Pozwól więc, że podsumuję w punktach swoją opinię. Przed każdym zdaniem znajduje się ukryte "Uważam, że…", choć oczywiście niektóre poglądy są bardziej obiektywne od innych.1) Platformy społecznościowe takie jak Facebook mocno wpływają na sposób komunikowania się między ludźmi.2) Facebooka od wcześniejszych internetowych kanałów informacyjnych (mail, chat, Skype, grupy dyskusyjne) odróżnia to, że o ile tamte kanały wykorzystywały model one-to-one albo one-to-all, FB stawia na all-to-all.3) Taki model nie pogłębia więzów indywidualnych, lecz raczej rozwija się ich kosztem.4) Samo w sobie nie jest to groźne, bo rozsądna jednostka pogodzi all-to-all z one-to-one. Jak słusznie zauważyłeś, FB jest tylko narzędziem. 5) ALE problem polega na tym, że w ujęciu statystycznym dużo ludzi ulega pokusie modelu komunikacji all-to-all. Jest to bowiem komunikacja najłatwiejszego typu: nie komunikujemy się z kimś konkretnym, tylko ze wszystkimi i z nikim; można komunikować się, nie mając nic konkretnego do powiedzenia. 6) Tym ludziom wydaje się i wydaje im się, że bez żadnego dodatkowego wysiłku z ich strony, poniekąd "sam z siebie", będzie on wzmacniał więzy indywidualne.5) 7) Nie będzie.BTW, zjadłem na śniadanie trzy kromki z dżemem, LOL!!!!

  27. Z większością się zgadzam, choć wyraźnie mam mniej fatalistyczne podejście.Nie zgadzam się z:- modelem all-to-all – co przez to rozumiesz? IMO za all-to-all można uznać grupę dyskusyjną, forum czy dowolną inną formę otwartej rozmowy. FB jest bazowo one-to-all (jak blog), jedna osoba generuje treść, reszta odbiera. To że ktoś polubi treść, przenosi automatycznie do all-to-all?- pierwszy punkt piąty :P – ludzie zawsze idą na łatwiznę, zwłaszcza że współczesne media znacząco to wspierają. Możemy napisać dziesięć jednozdaniowych mail bez odczuwalnych kosztów, a jedna taka wiadomość na papierze już klepnie nas po kieszeni. Chodzi mi o to, że internet już dawno zrobił wielki krok w dziedzinie komunikacji, FB zrobił tylko małego tip-top'a (choć niektórzy dają się nabrać, że to jakiś mega-skok). Puste treści pojawiają się w internecie niezależnie od FB. Nie widzę dramatycznej różnicy między 'like', a "Bardzo cenna uwaga". Tak się pisze o śniadaniu! :P

  28. @Misiołak – Zawsze mam swoje zdanie na każdy temat. Nie popieram Borysa, tylko podkreślam najbardziej klarowne zdania. Jeśli zdanie Borysa akurat zbiega się z moim i czytam dokładnie swoje przemyślenia, to jak mam nie pochwalić jego wypowiedzianych myśli? Bez sensu jest powtarzać coś; modyfikując najlepiej wypowiedziane już wcześniej zdania, więc cytowałem. A jeśli uważasz, że nie umiem pisać samodzielnie i interesująco… No cóż; to uważaj tak sobie. Wklejenie dosłownie 4 zdań i skomentowanie ich; nie jest – cytując ciebie: ,,przeklejaniem postów''. Poza tym nie pisze się: ,,przeklejanie'', tylko wklejanie. A zdanie: ,,Luzik, że popierasz Borysa'' – pod względem gramatycznym – nie istnieje.:bye: :spock:

  29. @MuadiMMoje zdanie o takim podkreślaniu zdań masz wyżej.Jedziemy po składni i gramatyce, bo rzeczowych argumentów brak? Troll harder :D

  30. Misiołak – Nie do końca cię zrozumiałem; cyt.: ,,bo rzeczowych argumentów brak?''. Moje zdanie na temat mody bycia na Facebook 'u, na Naszej Klasie i innych serwisach społecznościowych nie było tutaj wypowiedziane, a jedynie lekko zaintonowane. Nie dziw się uwagom o gramatyce, bo ty zaczynasz rozmowę sprowadzać wobec mnie do przytyków personalnych, a nie na temat. Po prostu rozmawiaj sobie dalej na ten temat z Borysem, a mojego zdania o Facebook 'u nie poznasz, ponieważ jest ono o wiele mocniejsze od stanowiska Borysa – przynajmniej wydaje mi się tak na podstawie tych zdań, które napisał wyżej. To w końcu czyjś blog, na którym nie wypada pewnych rzeczy { zbyt mocnych } pisać o Facebook 'u, by paru zwolenników tego serwisu nie obrazić.

  31. P.S.: Cyt. z Misiołaka: ,,Luzik, że popierasz Borysa, ale czy mógłbyś to robić w sposób bardziej samodzielny? To, że kopiujesz duży fragment jego wypowiedzi, jest równie mało interesujące jak…'' Komentować można zawsze wybiórczo. Przeoczyłeś moje, wcześniejsze wpisy? 1. ,,Anonim writes: Kontakty telefoniczne dla niektórych stały się manią i obsesją. Nie mówię o organizacji spotkań młodzieży i grup młodych ludzi, ale o pracujących 20, 30-paro latkach. Niektórzy narobią zamieszania z 3, 5 połączeniami w danej sprawie, a i tak nawalą, bo okaże się, że są udupieni u lekarza na 3 godziny { lub innej sprawie; np. mają praktycznie zajęty cały dzień }. Tylko sobie zapomnieli o tym, nieważne, że narobili zamieszania { zachowali się niepoważnie – komóreczka przecież to nadrobi, maskuje }, bo przecież kontakt jest – podzwonić można – to taaakie ułatwiające życie! Reklama i komórki rządzą. Mamy komórki – mamy kontakt z luźmi! D''2. ,,Anonim # 20. June 2011, 20:53MuadiM writes: Poprzedni wpis był ode mnie; nie podpisałem się, ale zadzwonię w tej sprawie do Borysa – na komórkę! :) Chciałem jeszcze wspomnieć o takim znaczącym tonie kolegów { z różnych szkół }, przy spotkaniach; z lekkim wyrzutem: ,,Nie ma cię na Facebook 'u, nie ma cię na Naszej Klasie…''. Ten poważny, znaczący ton… A wiedzą, gdzie mieszkam, gdzie pracuję – jeden nawet mnie tam odnalazł. O dziwo! Trudno nie było, bo pracuję w tym samym miejscu od 16 lat, a mieszkam 33 lata w tym samym lokum. I oni o tym wiedzą. Tylko FB i NK trochę ich przyblokowały… Takie czasy.''To zapewne także były niezwykle niesamodzielne wpisy i niezwykle popierające stanowisko Borysa. Doszukasz się w nich zdań Borysa?Szczęść Boże, dobranoc. Chłodnej nocki życzę.

  32. Pax, pax, panowie, jednoczmy się przeciwko Facebookowi, nie walczmy między sobą. :)@Misiołak:Tak, masz rację, że grupy dyskusyjne i fora również są all-to-all. Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że tamte media operują zazwyczaj w ramach konkretnego tematu, a więc na zasadzie all-to-all-about-something. FB natomiast jest all-to-all-about-everything-and-nothing. :)"Puste treści pojawiają się w internecie niezależnie od FB."Ale tylko FB zamienia je w system.Moja odpowiedź w kwestii śniadania.

  33. Pax, pax między chrześcijany! Borysie, Ty ,,Peacemakerze''! :)Misiołaku; ,,Podobnie ma się sprawa z przebigsmile wklejaniem własnych postów'' – Wiedziałem, że to także skomentujesz. Na prawdę dajmy już spokój, niech będzie, że masz rację. Jedynie poparłem na tym eleganckim blogu czyjeś wypowiedzi i stanowisko, i mi się za to zebrało. Koniec, kropka. Bez złości i uprzedzeń. Ale cytuję w sieci kogoś, gdy chcę { zrobiłem to w internecie akurat z drugi raz w życiu } i proszę ,,nie mów mi'': ,,cytuj mniej''. Każdy tutaj jest dorosły i pisze, co chce. Z mojej strony nie było żadnego wielkiego obruszania, a jedynie odpowiedziałem na tekst "zaczepno – personalny". Słyszałem o równoważnikach zdań i nie mam zamiaru tutaj ciągnąć dyskusji językowych. Na pewno mnóstwo osób na Facebook 'u jest mądrych i inteligentnych. To ja zawsze byłem osobą aspołeczną, nie rozumiejącą większości ludzi, mas, grup, mód, kolegów i koleżanek. Facebook nie jest niczym gorszym, niż pogaduchy przy piwku w barze, gadanie na ulicy, w maglu, zdradzanie niesamowitych sekretów intymnych w sklepie obcej osobie, pogaduchy w autobusie, kawiarni, restauracji. Nie byłoby Facebook 'a; byłyby te treści na ulicy. Misiołak pozdrawiam cię i wszystkich czytelników tego ambitnego bloga.P.S. Do uczciwej i niezwykle żarliwej dyskusji o takim serwisie jak Facebook, przydałaby się potyczka 2v2; 3v3; a najlepiej 5v5 – to delikatnie odzwierciedlałoby już jakąś grupę ludzi. :) No, jednak to byłby już ideał. :)

  34. @MuadiMMerytorycznie:Cały czas piję do twoich podkreśleń, które niewiele się różnią od fejsowego 'like', przy czym 'like' ma taką zaletę, że jest bardziej dyskretny i nie trzeba przebijać się przez przyswojone wcześniej treści (zwłaszcza przy braku formatowania), by dowiedzieć się, że to cenna uwaga była. Skoro owe sentencje tak zapadły ci w pamięć, wpisz je do sztambucha. Nie ma sensu przytaczać ich dwa akapity niżej.Podobnie ma się sprawa z prze:D wklejaniem własnych postów, to już jest gorsze nawet od like'owania własnych treści na FB. Notabene, odniosłem się do tych wypowiedzi już wcześniej. Dla przypomnienia tym razem posłużę się parafrazą Lema, to nie media robią z ludzi głupców, one po prostu sprawiają, że pewne zachowania stają się bardziej widoczne. Człowiek, który nie przychodzi na umówione spotkania, nie przychodziłby tak samo niezależnie od tego czy umawiał się przez tam-tamy, czy krótkie wiadomości tekstowe. Są także ludzie, którzy każde spotkanie kwitują pustym „musimy spotykać się częściej”.Jak widzisz, jakkolwiek sekretne i mocne jest twoje zdanie o FB, nawiązuję jedynie do twojej intonacji i komentuję to, co przedstawiłeś – stuprocentowo w temacie. :)Językowo:O równoważnikach zdania słyszałeś? Luzik, że popierasz… = Jest luzik, że popierasz… Chyba że razi cię kolokwialny luzik, ale to już nie błąd gramatyczny (znów to zrobiłem :)). Postaram się powstrzymać od neologizmów, choć przeklejenie uważam za akuratne (przenosić+wkleić).Personalnie:Pojechałem ciebie mniej więcej tak personalnie jak Borysowe skostniałe stosunki i jego zasłoniętą potylicę. Teraz bardziej dosadnie wskazuje pewną hipokryzję. Nie rozumiem natomiast obruszania się o poparcie, skoro obaj jesteście na NIE. Troll harder, cytuj mniej :D@BorysFB operuje wokół tematu ja i moi znajomi, ale rozumiem, że nie każdy chce wejść na ten kanał. Przez system rozumiesz like'owanie, współdzielenie treści i zwięzłe komentowanie? Kiedy opuszczasz Bagno? :) W pewnych sytuacjach 'like' jest bardziej wartościowy niż komentarz (patrz wyżej), w innych się nie sprawdza. Co więcej gros użytkowników widzi i wyśmiewa te wady, więc jest szansa na poprawę. Resztę znajdziesz choćby na blogach.Jeszcze inaczej, otrzymujesz interesujące treści, jeśli masz interesujących znajomych.

  35. @ Misiołak; cyt. ,,W pewnych sytuacjach 'like' jest bardziej wartościowy niż komentarz (patrz wyżej)'' – Nieprawda, nawet raz przepisując czyjeś pięć zdań i chwaląc je, popierając kogoś, przyjmuję określoną postawę. Muszę się liczyć z określonymi reakcjami i odpowiadać nawet za tak drobną ,,akcję''. Wytworzyć to może pewne drobne reperkusje, a jedno kliknięcie przycisku +, dobre, fajne, like – takich konsekwencji w życiu nie spowoduje. Chodzi o odpowiedzialność za słowa / postawę – nawet, gdy jest to tylko cytat. "Like" jest iluzją zajmowania stanowiska; rozmywa się w grupie i sieci, która w tym momencie jest chaotycznym i nieuściślonym piedestałem dla słabych jakościowo wypowiedzi { często mówców { z drobnymi wyjątkami }}. Sam to dobitnie udowodniłeś do ostatnich chwil. Tu – patrz ponownie – cytat z ciebie: ,,W pewnych sytuacjach 'like' jest bardziej wartościowy niż komentarz (patrz wyżej), w innych się nie sprawdza. Co więcej gros użytkowników widzi i wyśmiewa te wady, więc jest szansa na poprawę.''

  36. Po pierwsze, nikt nie broni ci wyrażać własnych opinii.Po drugie, jak słusznie zauważyłeś, opinie mogą spotkać się z krytyką.Do reszty pierwszej wypowiedzi się nie odniosę, bo nie jestem w stanie stwierdzić, na ile ironizujesz.Nie idealizuje 'like'. Widzę jego plusy i minusy. Nie jest iluzją, jest niezobowiązujący. Rozmywa się w sieci jak wszystko inne. Moje posty też się rozmywają w sieci.Mylisz się, twierdząc że 'like' nie ma reperkusji, właśnie odczuwam przyjemne konsekwencje pewnego kliknięcia. Zdam relację jak sprawa się rozwinie, ale już w tej chwili jestem do przodu – jeden klik z mojej strony, reakcja z drugiej.Fragmentu o chaotycznych piedestałach nie rozumiem. Sieć jest chaotyczna, ludzie porządkują ją różnymi metodami i wartościują na różne sposoby. I co?

  37. MuadiM writes:Rozumiem, ale po co mi to całe "like 'owanie"? Po jakiego diabła mam szukać czegokolwiek akurat na Facebook 'u? Nie lepiej od razu, źródłowo wybierać / poszukiwać określonych treści, często na stronach już dobrze zdefiniowanych, znanych ludzi. W internecie było i jest prawie wszystko z wszelkiego rodzaju informacji i dyskusji. I łatwy jest dostęp do na prawdę wszystkiego. To samo w sobie jest przyznaję ,,lekkim chaosem {!} :)''. Ale po co mam sobie zawracać głowę Facebookiem? Nie chodzi o to, że nie lubię Facebook 'a, tylko nie widzę zupełnie powodów / przyczyn / zachęty, by tam zaglądać. Wszystkiego co mnie interesuję, wyszukam szybciej / lepiej, bo poważniej; bez Facebook 'a i bez zawracania sobie głowy tym serwisem. Co mnie obchodzi, co robi obecnie koleżanka Iza z V klasy podstawówki? Co mnie obchodzi, że Leszek miał romans przed rokiem z Agnieszką i wzięli ślub niedawno, a okazało się, że czuli miętę do siebie już w 6c? Dla mnie na Facebook 'u nie ma nic. To subiektywne – tak; wiem. Nie próbuję obrażać gorących zwolenników portali społecznościowych – te portale są różne i generują różne treści. Czy na Facebook 'u znajdę coś specjalistycznego, coś bardzo ciekawego? Czy określone dyskusje, zainteresowania są tam podtrzymywane i drążone przez niezmienne / mało-zmienne grupy ludzi przez długi czas? Czy Facebook jest stabilny i niechaotyczny pod względem rozmawiania o zainteresowaniach / poszerzania tych zainteresowań i wiedzy? A jeśli chodzi o komunikację międzyludzką, to jak sam wspomniałeś na samym początku dyskusji z Borysem; mamy mail 'e, różne komunikatory, SMS 'y, telefony, słowa i buzie. Z wiadomości i treści mam w internecie dostęp do wszystkiego. Do czego / po co mi Facebook / po co mam istnieć na Facebook 'u lub Naszej Klasie?

  38. Ja wiem, dlaczego używam FB. Dlaczego ty nie używasz, sam sobie odpowiadasz. Summa summarum, kwestia gustu. Jakie to ma znaczenie w kontekście wpływu tej usługi na komunikację ogólnoludzką? Śmiem twierdzić, że znikome, jeśli w ogóle jakieś. Równie dobrze można mówić, że telefoniczna taryfa "Sami Swoi" jest groźna dla stosunków międzyludzkich, ale już "Darmowe Wieczory" i "300 Minut Do Każdego" są OK.FB jest jedną z wielu usług w internecie, nikt nie zmusza do korzystania z niej. Jedni chcą się dowiedzieć co u Izy, inni – dowiedzieć, co znajomy meloman poleca. To, że ty postrzegasz FB tylko przez pryzmat podstawówkowej Izy, nie znaczy, że każdy szuka tam Izy. To jak mówienie: "Widzę zielony ołówek. Każdy ołówek jest zielony."

  39. MuadiM writes:Z gustami się nie dyskutuje – jak mówią. Ty chcesz być członkiem Facebook 'a, ja nie. I bardzo dobrze, że każdy jest konsekwentny. Nie napisałem, dlaczego ja nie używam FB, tylko używając sformułowania ,,po co mam istnieć na Facebook 'u''- zadaję pytanie w imieniu osób, których tam nie ma. Które ktoś, powiedzmy; chciałby zachęcić. Przykład z ,,podstawową'' Izą; ja nie szukam tych tematów na Facebook 'u. Ja niczego tam nie szukam, bo nic tam dla mnie nie ma. Jeśli coś jest, to i jest w innej formie poza / a raczej przed Facebookiem. Przykład tematu z Izą nie jest tym, co mnie interesuje. Był przykładem tego, co w najgorętszej formie słyszałem w związku z Facebookiem ze trzy razy. To wszystko. Ołówki lubię żółto-czarne.

  40. To masz problem – na to pytanie musisz sobie sam odpowiedzieć, bo moją misją nie jest nawracanie na FB. Po prostu wskazuję, że większość argumentów sprowadza się do lubienie, bądź nie. Co więcej te same łatki można przypiąć innym usługom.Rozumiem, że nie korzystasz też z Google ani innej wyszukiwarki? Bo wiesz, one też pokazują treści, które już są, i badają twoje upodobania.Lubię ołówki, które miękko piszą i elegancko się zmazują :P Inaczej mówiąc, to co pierwsze rzuca się w oczy, niekoniecznie jest najistotniejsze.

  41. Google – oczywiście; można założyć osobny wątek i wziąć tą wyszukiwarkę pod lupę. Wnerwiają mnie ciasteczka, przykra jest ich polityka względem Chin. Badanie upodobań personalnych akurat jest fajne i częściowo będzie nasilał się problem nieuniknionego naruszania anonimowości i prywatności internautów wszędzie. Nazwa Google i status firmy powstały w 97' czyli starsza wersja przeglądarki pewnie praktycznie istniała w USA od roku 96-go. Więc naturalnie towarzyszy mi od samego początku. :) Każdej wyszukiwarce, programowi, serwisowi, platformie społecznościowej, firmie, ludziom można wytknąć pewne wady – zdaję sobie z tego sprawę. Gdy wpisuję kluski z makiem; nic nie jest mi narzucone, nic nie muszę czytać, czego nie chcę. Nie omiatam nawet wzrokiem stron, które z założenia wydają się niepoważne lub niezbyt ciekawe. Dokonuję wyboru stronki, bloga, informacji, dyskusji o robieniu klusek. Sam pomysł stworzenia Facebooka źródłowo był w gruncie rzeczy prosty. Nie piszę prostacki. Oczywiście proste pomysły często odnoszą sukces, podobają się rzeszom ludzi. ,,Facebook został uruchomiony 4 lutego 2004 na Uniwersytecie Harvarda i był początkowo przeznaczony przede wszystkim dla uczniów szkół średnich i studentów szkół wyższych (college'ów, uniwersytetów).'' Od początku dedykowany był głównie do ludzi młodych: nastolatków, 20-latków, 20-parolatków, później 30, 30-parolatków ,,chcących się odmłodzić''. Z założenia odzwierciedlił istniejące już od późnych lat 90-tych tendencje młodych i dość młodych ludzi na ekshibicjonistyczne zwracanie na siebie uwagi w życiu i sieci { dzielenie się czymkolwiek, tylko by zaistnieć }.Ołówki lubię żółto-czarne i czerwono-czarne – właśnie te miękko rysują i elegancko się zmazują. :) Niestety tych zielonych jest na świecie najwięcej, choć ja je skrzętnie omijam.

  42. @Misiołak:"FB operuje wokół tematu ja i moi znajomi, ale rozumiem, że nie każdy chce wejść na ten kanał."Wprost przeciwnie. Chce w niego wejść zbyt wiele osób, stąd dominacja FB."Przez system rozumiesz like'owanie, współdzielenie treści i zwięzłe komentowanie? Kiedy opuszczasz Bagno?"Sprytnie zignorowałeś moje rozróżnienie pomiędzy all-to-all-about-nothing i all-to-all-about-everything. :) Bagno jest o czymś, ma konkretny temat. To przede wszystkim agregat linków, nie platforma społecznościowa."Jeszcze inaczej, otrzymujesz interesujące treści, jeśli masz interesujących znajomych."Ale do "wymiany interesującymi się treściami" masz dedykowane serwisy, np. Delicious, ale także wiele innych. Owszem, Facebook zdobył większą popularność, ale dlatego, że jest rozdęty owym nothing, który ja tutaj kontestuję.

  43. @MuadiMPiękna karta historii… I co? Garbus, wdrożony do produkcji przez rząd Hitlera jako "auto dla ludu", stał się ikoną m.in. ruchu hippisów (a w końcu i popkultury), a także wdzięcznym obiektem "kustomizacji".Widzę, że spodobała ci się ołówkowa metafora. Tylko za każdym razem, gdy ktoś pokazuje miękki zielony albo twardy żółto-czarny, twoje spinanie się wygląda śmiesznie.@BorysNie zauważyłem, żeby na mój profil ludzie walili drzwiami i oknami. A nawet gdyby tak się działo, to nadal JA decyduje o jego kształcie i funkcjonalności. Piszesz tak jakby ni z tego, ni z owego, wyskakiwały tam wiadomości od afrykańskich książąt i oferty powiększenia sikawki, co użytkownikom maila jednak się przydarza :). W całym internecie gadają o pierdołach, kontestuj internet."Bagno: wieści społecznościowe" :) jest czym jest. Gdyby zablokować komentowanie (element społeczny), z pewnością byłoby mniej ciekawe, co też odbiłoby się na popularności. Pozostałe elementy są też na fejsbukowo prostym i łatwym poziomie. Owszem, Bagno ma narzuconą (lecz nadal szeroką) tematykę, ale w czym ona jest gorsza od "Misiołak, jego zainteresowania i znajomi". Bo tym drugim interesuje się inne grono? Bo "samotopienie" na FB jest OK? Znów kwestia gustu.Kontestowanie FB, bo jest popularny, jest po prostu śmieszne. Hipster drift? To, że FB wyznaczył miejsce wirtualnych spotkań, daje mi większą szansę odnalezienia pewnych osób (dla mnie plus), nie każdy powiewa blogową flagą jak Borys. Guzik mnie obchodzi powód popularności FB, skoro usługa spełnia moje oczekiwania. Sugerowanie mniej popularnej alternatywy w tym kontekście zwala z nóg. :) BTW: Inny plus FB, Borysowe konta na Gronie i Friendsterze są nadal googlowane. To z FB nie.

  44. Nie zauważyłem, żeby na mój profil ludzie walili drzwiami i oknami. A nawet gdyby tak się działo, to nadal JA decyduje o jego kształcie i funkcjonalności.Nie zrozumieliśmy się. Chodziło mi o to, że zbyt wielu ludzi chce bawić się ze znajomymi w all-to-all-about-nothing przez Facebooka. To, że Ty używasz Fejsa w sposób inteligentny i z wyczuciem, w żaden sposób nie obala mojej "statystycznej" tezy, iż przeciętny użytkownik daje się ogłupiać Facebookowi i jego pozornym możliwościom. Patrz moje wcześniejsze podsumowanie w punktach.W całym internecie gadają o pierdołach, kontestuj internet.Kontestuję Facebooka, ponieważ on z pierdół buduje system. :)Owszem, Bagno ma narzuconą (lecz nadal szeroką) tematykę, ale w czym ona jest gorsza od "Misiołak, jego zainteresowania i znajomi".Z całym szacunkiem dla Ciebie: Według mnie z "Jana Kowalskiego, jego zainteresowań i znajomych" nie warto robić osobnego tematu (w taki sposób, jaki umożliwia to Facebook). Między innymi dlatego zrezygnowałem z posiadania własnej stroniczki w Twarzoksiążce. Jest dużo innych ciekawszych tematów, które bardzo fajnie potrafią jednoczyć wokół siebie społeczności internetowe i czynić to w sposób konkretny, sprofilowany (np. Polter).Kontestowanie FB, bo jest popularny, jest po prostu śmieszne.Nie kontestuję go dlatego, że jest popularny, kontestuję powód, przez który stał się popularny (…-about-nothing).Guzik mnie obchodzi powód popularności FB, skoro usługa spełnia moje oczekiwania.A to niedobrze, przecież stać Cię na refleksję. :)BTW: Inny plus FB, Borysowe konta na Gronie i Friendsterze są nadal googlowane. To z FB nie.Ta, bo tych z Grona i Friendstera nigdy nie usunąłem… Przed chwilą to zrobiłem, dzięki za zwrócenie uwagi. ;) Swoją drogą, miałem wtedy genialny fryz. :P

  45. @MuadiM:To jest dobry temat na pracę naukową: Które z powyższych typów są ze sobą kompatybilne, a które rozłączne; jak wyglądają wskaźniki korelacyjne; czy typy ewoluują z jednych w drugie itd. :)

  46. Misiołaku; a ja jak zazwyczaj cytatem { tylko się znów nie spinaj na widok mojego cytatu, bo wygląda to dość śmiesznie, gdy to robisz }: ,,Typy użytkowników portalu Facebook:A. "Niemowa" – nic nie pisze, nic nie komentuje; dodaje i dodaje znajomych { czasem jest dodawany jako znajomy }. B. "Kosmita pochodzący z nk" – sporadycznie komentuje czyjeś zdjęcie { ,,Ale ładnie, hehe!!!'' }, z wielkim trudem wstawia własne zdjęcia; nie pisze żadnych postów. C. "Didżej" – wstawia swoje ulubione teledyski z YouTube, mimo że nikt ich nie ogląda, nikt ich nie komentuje. D. "Popularny Ziemianin" – lubiany lub dość lubiany z różnych względów; umawia się na piwo, typuje, kto wygra mecz w najbliższym tygodniu. O rzeczywistości pisze często niezrozumiałym slangiem { chlapać bełta }. E. "Popularny, aktywny i w swej popularności ciut ambitny" – rozwinięta forma życia popularnego. Po udanym spotkaniu ze swoją piwną populacją wstawia bardzo aktualne zdjęcie z pub 'u / imprezy z głupią miną; ewentualnie pisze z wysiłkiem, jak mu miło było. F. "Człowiek – Encyklopedia" – wstawia masę link 'ów do artykułów, filmów dokumentalnych. G. "Player" – gracz, tzw. ,,niemowa pozorny'' – cele, zainteresowania i hobby – gry, gry i gry. H. "Like 'owiec" – ciągła aktywność polegająca na klikaniu ,,like''. I. "Wielbiciel złotych myśli" – często klika ,,like''; dodatkowo wpisuje zaskakujące treści: ,,Uwielbiam słuchać bzdur, kiedy znam prawdę''. J. "Człowiek – Ankieta" – z wielką chęcią odpowiada na każde pytanie. K. "Prawdziwa Twarz" – pisze posty, wstawia zdjęcia, filmy, komentuje, taguje, pyta, tworzy grupy, lubi, lubi Facebook 'a, żyje w dużej mierze lub częściowo tym serwisem. L. "Fejsbuk, co się zowie" – dostępny cały czas lub prawie cały czas { maksymalnie; ile się da }; obserwuje wiele osób; zna cię dobrze w swym mniemaniu, lepiej niż twoja rodzona matka.''

  47. @MuadiM"Wielbiciel cytatów" – wyraża "siebie" przez cytowanie innych :P Każdemu można przypiąć łatkę. I co?PS. "Kwestionator" – kwestionuje słuszność/zasadność/związek z tematem/sens przedstawionych argumentów, często powtarza "I co?" :D@BorysParę postów wyżej już miałem swoją refleksję. Kto daje się uwieść niezobowiązującym kontaktom na FB, wcześniej czy później przejrzy na oczy albo sam zamknie się we własnym mikroświecie. W kontekście paradygmatów komunikacji jest to równie znacząco co telefoniczne rozmowy "psiapsiółek". FB to usługa, owszem tworzy pewien system, ale pierdoły zamieszczają tam ludzie, nie boty Cukierberga. Nawet na tym mega-sprofilowanym i tematycznym Polterze znajdziesz notki o słit kotkach :).Kontestowanie FB, bo pozwala ludziom na pisanie pierdół (jakby nigdzie indziej nie pisali), jest jak kontestowanie autobusów, bo są tanie i każdy lump może sobie na przejażdżkę pozwolić. Jakiś sens to może ma w sensie personalnym, ale dla ogółu komunikacji/motoryzacji znikomy, jeśli w ogóle.

  48. @Misiołak:"Człowiek myślący" – nie ma go na FB. P,MSPANC. :)Kto daje się uwieść niezobowiązującym kontaktom na FB, wcześniej czy później przejrzy na oczy albo sam zamknie się we własnym mikroświecie.Tak — tylko że namnażające się wirtualne mikroświaty wpłyną negatywnie na kształt komunikacji międzyludzkiej, osłabią (jeszcze bardziej) międzyludzkie związki. Tak uważam ja. I na tym proponuję zakończyć dyskusję, ponieważ Ty uważasz, że:W kontekście paradygmatów komunikacji jest to równie znacząco co telefoniczne rozmowy "psiapsiółek".…a ja jestem mniej optymistyczny.

  49. Borysie – Prace naukowe – to coś dla Ciebie! :) Misiołaku – Tak każdemu można przypiąć łatkę – to prawda. A cytuję różnie; mądrych ludzi, znanych i lubianych, czasem też piszę cytaty z siebie, wiesz? :) A czasem też z cytowanego przez Ciebie Lema, co bezczelnie Ci umknęło. :) Odnośnie typów fejsbukowych – oczywiście domyślam się, że Ty należysz do ambitniejszej i wartościowszej grupy "True Face". Bez sarkazmu.

  50. @BorysWystosowałeś tekst zaczepno-personalny sprowadzając rozmowę do przytyków osobistych! Wiedz, że podwójny myślnik "–" pod względem interpunkcyjnym nie istnieje. :D@MuadiM"A cytuję różnie […]A czasem też z cytowanego przez Ciebie Lema, co bezczelnie Ci umknęło."Z tego akapitu wynika, że cytowałeś Lema, a mi to umknęło. Domyślam się jednak, że sugerujesz, iż ja cytuję Lema. Otóż nie cytuję ;)Notabene, nie podważałem sensu cytowania w ogóle, tylko krytykowałem cytowanie dużych fragmentów postów, które znajdują się w tej dyskusji. Bardzo lubisz przekręcać wypowiedzi.Prawdziwa Twarz mówi 'Howgh!' Tańczącemu z Cytatami :D_________________________Wracając do tematu, nie uważacie, że mikroświaty ludzie budują i poza FB? On mnie kocha, chociaż bije. Ona jest najlepszą przyjaciółką, chociaż zjawia się tylko, gdy potrzebuje "pożyczyć" na kosmetyki. Jedząc XXX, schudnę. Picie YYY czyni mnie 'cool'. Wcieranie ZZZ ujędrnia pupę.Wysunę też kontr-tezę. FB może wzmacniać stosunki międzyludzkie. FB funduje użytkownikom ćwiczenie na określenie własnej tożsamość. Jestem/chcę być taki. Lubię to i to. Skoro znam siebie i widzę, że są ludzie podobni do mnie/ludzie mimo wszystko są podobni do mnie, chętniej wejdę w kontakt z nimi.

  51. @Misiołak:Tak, oczywiście. Ludzie budują też mikroświaty poza FB. W realu. :)Co do Twojej kontr-tezy, to nie zapominaj, proszę, że statystyczny użytkownik FB nie jest misiołakiem, lecz lemingiem.Widzimy się na Google+! :)

  52. Czym się różni "wierzę, że mam wielu przyjaciół w realu" od "wierzę, że mam wielu przyjaciół w sieci"?Tym samym co "wierzę, że dobrze gram w piłkę w realu" od "wierzę, że jestem dobry w WoW", tym samym co "wierzę, że jestem dobrym dyskutantem w realu" od "wierzę, że umiem dobrze dyskutować na forach" i tym samym co "wierzę, że dowiaduję się dużo o świecie z portali informacyjnych" od "wierzę, że dowiaduję się dużo o świecie z książek i czasopism opiniotwórczych". http://www.allfacebook.com/facebook-friend-requests-2011-06Are you a friend collector, Misiołaku? :)G+ zintegrowany z FB to będzie coś!Zważywszy na stosunki pomiędzy obiema firmami, należy raczej szykować się na wojnę, nie na integrację. :)

  53. Czym się różni "wierzę, że mam wielu przyjaciół w realu" od "wierzę, że mam wielu przyjaciół w sieci"? W obu przypadkach może być to przyjaźń równie nierealna.Toć wiem, że nie misiołakami FB żyje, ale pojawiają się też pozytywne trendy: http://www.allfacebook.com/facebook-friend-requests-2011-06G+ zintegrowany z FB to będzie coś! :D

  54. Pierwszy przykład niezbyt adekwatny – lepszy będzie "wierzę, że dobrze gram w pokera w realu/w sieci", pozostałe bardziej. Czyli czym się różnią? "Are you a friend collector, Misiołaku?"Osiągnąłem górny limit ;)

  55. @ Misiołak – Dobrze, że Borys nie wystosował "równoważnika zdania z normalnie zastosowanym czasownikiem". Dopiero by było. :) Polecam sprawdzić, czym jest ów wspomniany równoważnik, "o którym nie słyszałem". Cyt. ze starszej twojej wypowiedzi: ,,Dla przypomnienia tym razem posłużę się parafrazą Lema, to nie media robią z ludzi głupców, one po prostu sprawiają, że pewne zachowania stają się bardziej widoczne.'' – Poprawka – faktycznie ty nie cytujesz, ty parafrazujesz. Rzeczywiście bardzo przekręcam wypowiedzi.

  56. Przekręcanie odnosiło się do robienia z siebie "cytatowego męczennika", gdy tylko wspomnę coś o cytowaniu. Tymczasem ja mam uwagi tylko do pewnego ich zastosowania.Jeżeli zaś ty masz uwagi odnośnie stosowania równoważników zdania w wypowiedzeniach złożonych, wyłóżże je wreszcie; chętnie się z nimi zapoznam. PS. Cytat Lema do kolekcji: "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." Swoja drogą spodziewałem się, że odrzucisz mi ten: "Im bardziej zaawansowane technicznie (doskonalsze!) medium, tym bardziej prymitywne, błahe i bezużyteczne wiadomości są przy jego pomocy przekazywane." :)PS2. Fajny komiksowy komentarz do G+: http://www.geeksaresexy.net/2011/06/29/some-reasons-to-be-optimistic-about-google-plus/

  57. @Misiołak:IMO pierwszy przykład był najbardziej adekwatny ze wszystkich trzech. Elektroniczna rozrywka –* nierzadko uzależniająca — zastąpiła sport. WoW-owicze degenerują się społecznie i fizycznie.Różnią się tym, że Sieć tworzy wirtualne odpowiedniki pewnych zachowań i zjawisk kulturowych — sportu, społecznych interakcji, pozyskiwania informacji. Pod wieloma względami sieciowe wersje są uboższe od tych pierwotnych. Gdyby ludzie uzupełniali te drugie tymi pierwszymi, nie byłoby problemu. Niestety, real często zastępowany jest wirtualem.____________________* Co do podwójnego łącznika, to Mirosław Bańko nie powiedział, jak to powinno wyglądać w korespondencji publicznej, czyli w Web 2.0… lub NA FACEBOOKU. :)

  58. @półpauzaIMO w korespondencji publicznej tak jak na stronach internetowych. :D Ale nie będziem się szarpać o półpauzy.@przykładyPrzykład z zadka, bo porównuje zupełnie inne czynności. W myśl tej zasady piłkarze będą doskonałymi koszykarzami, bo jedni i drudzy są sprawni fizycznie i grają zespołowo. Albo jeszcze lepiej szachiści szermierzami, bo jedni i drudzy są sportowcami i walczą jeden na jednego w limicie czasowym :DPrzyjaźń zakłada wzajemną, częstą interakcję i czerpanie z niej satysfakcji/korzyści oraz wzajemną pomoc/wsparcie. Wszystko do zrobienia przez internet.Dyskusje. Kto umie przedstawić dobre argumenty, zrobi to w sieci i w realu.Gry umysłowe. Internetowi pokerzyści mogą śmiało rywalizować z tradycyjnymi. Co prawda Ci pierwsi wyglądają wtedy jak tajni agenci, ale nadrabiają szybkością podejmowania decyzji.Pozyskiwanie informacji – to było serio? Ile informacji w pracy naukowej czerpiesz z papieru, a ile z internetowych publikacji? Jeżeli ktoś jest dobry w danej dziedzinie w realu, poradzi sobie i w wirtualu. I na odwrót. Oczywiście detale czynią różnice, ale w większości wypadków nie uświadczysz bezradnego rozkładania rąk. Zaś jak ktoś jest zadek, to wszędzie będzie tworzył sobie banieczki – pytlował z psiapsiółem, trollował, grał na kodach, czytał faktoida itd.

  59. Przykład z zadka, bo porównuje zupełnie inne czynności.Porównuje czynności analogiczne: gry zespołowe uprawiane dla rozrywki. Wirtualne rozgrywki nie bez powodu zwane są e-sportem. Podobieństwo występuje.W myśl tej zasady piłkarze będą doskonałymi koszykarzami, bo jedni i drudzy są sprawni fizycznie i grają zespołowo. Albo jeszcze lepiej szachiści szermierzami, bo jedni i drudzy są sportowcami i walczą jeden na jednego w limicie czasowymNie jestem pewien, do jakiej zasady się odwołujesz, choć rozumiem, do czego zmierzasz. :) Niemniej, zarówno piłkarze jak i koszykarze rozwijają się fizycznie — w przeciwieństwie do e-sportowca. Z kolei szachy są zdecydowanie bardziej stymulujące intelektualnie niż WoW. W jaki sposób rozwija się ktoś, kto codziennie kilka godzin młóci w Q3?Przyjaźń zakłada wzajemną, częstą interakcję i czerpanie z niej satysfakcji/korzyści oraz wzajemną pomoc/wsparcie. Wszystko do zrobienia przez internet.Zgadzam się z Twoją (roboczą?) definicją przyjaźni; obaj pewnie zgodzimy się też, że przyjaźń wymaga pewnej więzi psychologicznej. Lecz według mnie najłatwiej rozwijać i pielęgnować ową więź poprzez regularne kontakty w realu. Korespondencja i wirtualne pogawędki one-to-one są już mniej wydajne. A klikanie fejsbukowe sprawdza się zupełnie kiepsko. Ty jakoś inaczej to szeregujesz?Dyskusje. Kto umie przedstawić dobre argumenty, zrobi to w sieci i w realu.Nie no, proszę Cię, dyskusję sieciowe i w realu różnią się diamtetralnie pod względem dynamiki. Nie trudno wyobrazić mi sobie nerda, który bryluje postironią na forach, ale w realu zżera go trema i mamrocze coś niewyraźnie pod nosem. To oczywiście skrajny przykład, ale w dyskusjach w realu przydaje się przecież umiejętność szybkiej reakcji na argumenty przeciwnika, empatia, intuicja, nie zaszkodzi też być charyzmatycznym. Tego wszystkiego w wirtualu nie wyćwiczysz.Gry umysłowe. Internetowi pokerzyści mogą śmiało rywalizować z tradycyjnymi. Co prawda Ci pierwsi wyglądają wtedy jak tajni agenci, ale nadrabiają szybkością podejmowania decyzji.W porządku, tylko ja się akurat do pokera nie przyczepiałem. :) Chociaż w wirtualu jakaś część ducha nawet tej gry się mimo wszystko ulatnia. Zawodowo o pieniądze można grać i tak, i tak, ale dla rozrywki, z kilkoma kumplami, jak wolałbyś pograć: przez net czy przy stole kuchennym?Pozyskiwanie informacji – to było serio? Ile informacji w pracy naukowej czerpiesz z papieru, a ile z internetowych publikacji?Oj, Misiołaku, najpierw każesz mi zakładać, że przeciętny użytkownik Facebooka posiada Twoją inteligencję (zero ironii), teraz wyskakujesz z Physical Review. :) Mówiąc o pozyskiwaniu informacji miałem na myśli kontrast pomiędzy portalozą a papierowymi czasopismami opiniotwórczymi. Pojechałem skrótem myślowym, ale patrz mój poprzedni komentarz z trzema przykładami. Ciągnąłem dalej ten właśnie wątek.Jeżeli ktoś jest dobry w danej dziedzinie w realu, poradzi sobie i w wirtualu. I na odwrót.Gorzej, jeżeli realowej wersji danej dziedziny taki ktoś nigdy nie pozna, tak jak zabawy w chowanego i kapsli nie poznało pokolenie urodzone pod koniec lat dziewięćdziesiątych, które całe dni spędza online. :(I nie zazdrość mi dłuższej półpauzy! :P

  60. "Nie jestem pewien, do jakiej zasady się odwołujesz, choć rozumiem, do czego zmierzasz."Miało być w myśl tej logiki :P I w myśl tej logiki trzymajmy się zestawienia szermierz-szachista – To takie bardzo szybkie szachy!Nigdy nie twierdziłem, że przyjaźń można utrzymać przez klikanie 'like'ów. Dla jednych łatwiej jest zagadać twarzą w twarz, dla innych przez internet – oba przypadki mogą rozwinąć się w solidną znajomość. Fakt, człowiek to stadna bestia, więc dąży do spotkań osobistych, z drugiej strony niekiedy ciężko się spotkać. Hmm… Aż się boję zapytać jak klasyfikujesz naszą znajomość.Co do dyskusji to zgoda istnieje inna dynamika, ale nadal uważam, że jest to do przeskoczenia. Wbrew pozorom postironii nie uznaję za cechę dobrego dyskutanta :PLubię grać tak i siak, zależy w co i z kim :) Nie rozmawiamy o tym, co Misiołak lubi, ale o tym, co da się robić w sieci i przenieść na real.Kontrast między portalozą a opiniotwórczymi pismami zaneguję zestawiając portalozę z faktoidami :D a opiniotwórcze pisma z elektronicznymi, szanowanymi periodykami :D Ciekawe ile punktów inteligencji tracę czytając elektroniczną wersję opiniotwórczego pisma.@gry w ogólnościNie spodziewałem się, że będziesz kontestował gry komputerowe! Wstydź się.http://kopalniawiedzy.pl/mozg-Tetris-gra-kora-mozgowa-8384.htmlhttp://kopalniawiedzy.pl/wzrok-gra-FPS-Unreal-Tournament-Tetris-University-of-Rochester-mozg-1801.htmlZabawa w chowanego => paintball/softball/laser tag, jeszcze zabawa w wojnę w pakiecieKapsle => PitchCar

  61. @Szermierze i szachiściOkej, możemy ciągnąć ten wątek, ale powiedz, proszę, jak się to ma właściwie do mojej tezy, że: "Elektroniczna rozrywka — nierzadko uzależniająca — zastąpiła sport. WoW-owicze degenerują się społecznie i fizycznie."@Nasza znajomośćNo ale my mieszkamy daleko od siebie. Natomiast uważam, że w nie-tak-hipotetycznej sytuacji, w której X i Y mieszkają, say, w tym samym mieście, ale ich znajomość ogranicza się do klikania lajków i sporadycznych, lakonicznych komentarzy, to powinni w ogóle sobie dać z nią spokój.@PostironiaMasz rację, ale w takim razie strzeż się dyskusji na blogach WO i MRW. :)@Granie w realu i granie w wirtualuMyślę, że niełatwo będzie znaleźć osoby, które mając wybór pomiędzy graniem w grę X w realu i w wirtualu, wybiorą wirtual.@PortalozaZarówno faktoidy jak i szanowane periodyki występują w realu. Wersje elektroniczne stanowią tylko ich kopie. Natomiast portaloza to już wymysł wirtualny, który niestety genereuje olbrzymi ruch. Ktoś to przegląda, ktoś to czyta, komuś to robi sieczkę z mógu. :)@Wpływ gier

    :)"Zabawa w chowanego => paintball/softball/laser tag, jeszcze zabawa w wojnę w pakiecieKapsle => PitchCar"

    Tylko nie odpowiadaj "No fate!". :)

  62. Zmniejszenie dynamiki… :P"Elektroniczna rozrywka — nierzadko uzależniająca — zastąpiła sport. WoW-owicze degenerują się społecznie i fizycznie."Teraz przeszliśmy na zagrożenia ze strony gier? Mógłbyś zarzucić jakimiś badaniami, bo wujek oferuje mi smuty "bo ja tak uważam". Czy taki zapalony gracz też wybierze real, gdy da mu się wybór? ;) Nie jest powiedziane, że gracz sieciowy pozbawiony sieci zająłby się sportem albo wyszedł do ludzi. Chętniej zasiadłby pewnie przed TV albo może książkę/komiks poczytał, czipsy pochrupał, w nosie podłubał. Albo zastąpił stare uzależnienie nowym.@Wpływ gierDobrze, że sportowców nigdy nie ponoszą emocje :P, lata wdrażania idei fair-play procentują. :)E-sport to takie niechciane dziecko – nikt go nie chce przygarnąć, rośnie dziko, a później się ludziska dziwują, że niewychowane.@portalozaCo właściwie rozumiesz przez portalozę? Bo dla mnie portal o wątpliwej treści to internetowy faktoid.

  63. @Misiołak:Przepraszam za ogromny poślizg, z jakim Ci odpowiadam. Aż do połowy sierpnia nie miałem za bardzo czasu, a przez ostatni miesiąc ciągle to odkładałem. Możemy oczywiście uznać, że wygrałeś dyskusję walkowerem. :)"Teraz przeszliśmy na zagrożenia ze strony gier? Mógłbyś zarzucić jakimiś badaniami, bo wujek oferuje mi smuty "bo ja tak uważam"."Zapytaj tego drugiego wujka, Scholara. :)http://www.liebertonline.com/doi/abs/10.1089/cpb.2005.8.110Zresztą, w jaki sposób WoW może rozwijać czyjeś umiejętności fizyczne, psychiczne bądź społeczne? Daleki jestem od demonizowania gier w całej ogólności, ale WoW to akurat gra-instytucja, która prowadzi do uzależnień."Nie jest powiedziane, że gracz sieciowy pozbawiony sieci zająłby się sportem albo wyszedł do ludzi. Chętniej zasiadłby pewnie przed TV albo może książkę/komiks poczytał, czipsy pochrupał, w nosie podłubał. Albo zastąpił stare uzależnienie nowym."Jasne, masz rację. Ale skoro na czarnym rynku krąży dziesięć odmian narkotyków, to nic się nie stanie, jeśli wprowadzimy jeszcze dwie?"Co właściwie rozumiesz przez portalozę? Bo dla mnie portal o wątpliwej treści to internetowy faktoid."Jak zwał, tak zwał. Mnie chodziło o portale pokroju Gazeta czy Onet. Napisałeś wcześniej:"Ciekawe ile punktów inteligencji tracę czytając elektroniczną wersję opiniotwórczego pisma."Ty nie tracisz nic (słowo-klucz: "elektroniczna wersja opiniotwórczego pisma"). Osoby, które czytają gazeta.pl w internecie — bo po co wydawać pieniądze na "Politykę", skoro "tam piszą to samo" — tych punktów inteligencji już trochę stracą.

  64. Wygrałem, bo wróciłeś na Facebooka :PJak coś linkujesz, to przeczytaj chociaż – MMORPG users cannot be categorized as addicted, because they do not exhibit the behaviors of addicts. :D

    It is clear that MMORPG users have a tendency to spend many more hours devoted to their game and find the social aspects of the in-game world more pleasant and satisfying than what occurs in the real world. However, MMORPG users do not seek self-confidence in-game, would find fun elsewhere if MMORPGs did not exist, and would not feel irritated if they did not have the chance to play for 1 day. This would suggest that, as much as MMORPG users enjoy the time they spend in-game, even more so than real-life activities with friends, they are not addicted.[…]If MMORPGs were not available or did not exist, these same users would not seek friends or social situations such as parties, bars, or clubs, but perhaps other forms of socializing online in the form of email, chat rooms, or instant messenger.

    Wnioski:1) na sporty by i tak nie poszli, raczej posklejaliby modele w zaciszu domowym, 2) internetowa społeczna proteza chyba lepsza niż zerowa socjalizacja? Plus dla gier wieloosobowych za angażowanie jednostek introwertycznych :)

  65. "Wygrałem, bo wróciłeś na Facebooka"Wróciłem, bo z niektórymi osobami (nie mówię o Tobie) nie da się już kontaktować inaczej niż przez Facebooka. Wygrał Zuckerberg."Jak coś linkujesz, to przeczytaj chociaż"Epicka porażka jest porażką… :("1) na sporty by i tak nie poszli, raczej posklejaliby modele w zaciszu domowym, 2) internetowa społeczna proteza chyba lepsza niż zerowa socjalizacja? Plus dla gier wieloosobowych za angażowanie jednostek introwertycznych"Do zobaczenia w Azeroth. :)

  66. Dzięki za linki. Przejrzałem, ale nie mam za bardzo czasu się w nie wgryzać. Nie przeczę, że rozsądnie pomyślane MMO może dawać fajne wyniki. Jednak trudno będzie pogodzić "rozsądny pomyślunek" z "generowaniem zysków". Widzimy to na przykładzie innych mediów. Teatr telewizji przegra z tańcem na lodzie. :/

  67. A w Polsce wpadli na niesamowity pomysł, że teatr telewizji to takie ważne, że trzeba promować. Mają podobno zacząć nadawać jakiś nowy (stary?) cykl o stałych porach – a przy okazji wspominali o płaceniu abonamentu RTV. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s