Baba w okularach

Późne piątkowe popołudnie, wracam autobusem z pracy do domu, mam miejsce siedzące. Za sobą słyszę Głos. Głos męski, pijacko ochrypły i należący niewątpliwie do jakiegoś osobnika "pod gazem", ale nie uciekający się w ogóle do wulgarnych wyrażeń i odznaczający się nienaganną dykcją. Facet mógłby z powodzeniem pracować w radiu lub dubbingować kreskówki. Jako że w norweskich środkach komunikacji miejskiej nie spotyka się często pijaków wygłaszających tyrady, tym bardziej pijaków o aktorskim głosie, nie odwracając się zamieniam się w słuch.

— Patrzcie! — peroruje Głos. — Baba. Baba siedzi. W okularach. Taką babę to już piętnaście lat temu powinno się zakopać. Siedzi sobie. W okularach. Przeciwsłonecznych. W okularach przeciwsłonecznych! W autobusie! Na zewnątrz jesień, słońca jak na lekarstwo, a w autobusie to już w ogóle. A ona siedzi. W okularach przeciwsłonecznych! Bo musi mieć ciemno — rozsierdza się coraz bardziej Głos. — Bo nie chce, żeby mężczyźni mogli jej w oczy zajrzeć. — Autobus zatrzymuje się na przystanku. — Uch. Patrzcie. Baba wysiada. W okularach. Przeciwsłonecznych. Zaraz jej kopa sprzedam!

Za sobą słyszę tumult, szarpaninę, pokrzykiwania. Odwracam się. Baby w okularach nie dostrzegam, ale bez trudu rozpoznaję właściciela Głosu. Jest niepozorny, przysadzisty, już poza autobusem. Podnosi się ciężko z ziemi na przystanku, otrzepuje spodnie.

Na nosie ma, głęboko naciśnięte, okulary przeciwsłoneczne.

Reklamy