Najlepsze z obejrzanych w 2011

Ostatni ranking najlepszych filmów obejrzanych przeze mnie w minionym roku (nie mylić z nowościami!) ukazał się trzy lata temu. Powróćmy do tradycji. W ramach rozgrzewki wymienię pięć skądinąd niezłych tytułów, które z rozmaitych powodów do bieżącego zestawienia się jednak nie załapały.

Czarny łabędź — bo choć baletowy horror Aronofsky'ego oglądało mi się bardzo dobrze, to nie mam w ogóle ochoty doń wracać.
Życie na podsłuchu — bo ukazuje agenturalną rzeczywistość nie bez charakterologicznej naiwności.
Poważny człowiek — bo z każdym kolejnym obejrzanym filmem braci Coen utwierdzam się w przekonaniu, że nie rozumiem ich twórczości (z wyjątkiem To nie jest kraj dla starych ludzi).
Mr. Nobody — bo zabrakło pomysłu na spojną i wciągającą fabułę.
Sierociniec — bo o ile trochę się przejąłem, o tyle wcale się nie bałem.

A najlepsze z obejrzanych w 2011 r. to: …

10.
Civilisation (miniserial dokumentalny)


Wolę czerpać wiedzę z książek niż z filmów dokumentalnych i w tej chwili nie pamiętam już, co skłoniło mnie do wypożyczenia i obejrzenia trzynastoodcinkowej Cywilizacji. Wiele zyskałem. Miniserial, którego scenarzystą i narratorem jest wybitny historyk sztuki Kenneth Clark, to uczta dla oczu, uszu i mózgu. W pierwszej kolorowej brytyjskiej produkcji dokumentalnej Clark, ze swym czarującym angielskim akcentem i perfekcyjną dykcją, opowiada nam o historii zachodniej cywilizacji, od wczesnego średniowiecza aż do XX wieku. Lecz w gruncie rzeczy historia jest tutaj tylko pretekstem do snucia fascynującej opowieści o roli sztuki w dziejach europejskiej myśli. Nikt już nigdy nie nakręci takiego dokumentu. Serial do obejrzenia na YouTubie.

9.
Suna no onna


Entomolog na urlopie zostaje uwięziony w dziwnej wiosce, której mieszkańcy od świtu do zmierzchu walczą z osypującym się piaskiem. Raz na jakiś czas wypada przecież obejrzeć surrealistyczne, japońskie czarno-białe kino z połowy lat sześćdziesiątych. Nakręcona w oparciu o powieść Kōbō Abe Kobieta z wydm odznacza się zwartą, konkretną fabułą i sporym potencjałem intepretacyjnym. Na zachwyt widza zasługują czarno-białe, urzekające zdjęcia piasku, w szczególności, że zilustrowano je niepokojącą muzyką Takemitsu. Miłośnicy wieloznaczności, nienachalnej symboliki i kafkowskich metafor nie mają prawa przejść obok Kobiety z wydm obojętnie.

8.
Stay


Psycholog usiłuje zapobiec samobójstwu swego pacjenta, lecz odkrywa, że coś dziwnego dzieje się z otaczającą ich rzeczywistością. Kontrowersyjne zakończenie Zostań może albo rozczarować, albo wzruszyć. Mnie wzruszyło, choć doskonale rozumiem widzów, którzy poczuli się zrobieni w jajo przez scenarzystę Benioffa i odtruwali się potem Vanilla Sky bądź Lynchem. Myślę, że w kategorii "oniryczny thriller bez zaskakującego zwrotu fabularnego" film wypada bardzo dobrze; inna sprawa, że nikomu nie zabronię odsądzić całej kategorii od czci i wiary.

7.
Zwartboek


Młoda, atrakcyjna Żydówka wstępuje do holenderskiego ruchu oporu i otrzymuje zadanie zinfiltrowania lokalnej siedziby Gestapo. Niech nikt nie spodziewa się po Czarnej księdze subtelnego thrillera, gdyż film szybko wali po oczach przejaskrawieniem typowym dla Verhoevena. Jednak w drugiej połowie seansu, po niespodziewanym zwrocie akcji, zorientowałem się, że to, co do tej pory brałem za reżyserską brawurą, tak naprawdę jest epickim oddechem. Bardzo lubię takie zabawy z gatunkiem i z oczekiwaniami widzem.

6.
Source Code


Colter Stevens ma tylko osiem minut na wykrycie sprawcy zamachu bombowego na pociąg pasażerski — ale jeśli mu się nie uda, nastąpi restart i powtórka. Kod dostępu to wyjątkowo sprawne połączenie klaustrofobicznego thrillera z oryginalnym SF, gdzie obie warstwy robią to, co do nich należy: Thrillerowa trzyma w napięciu i zaskakuje zwrotem akcji, fantastycznonaukowa prowokuje pomysłem i zadaje niepokojące pytania dotyczące istoty człowieczeństwa. Dawno też nie widziałem równie dobrej ekranowej chemii, ale spora w tym zasługa przeuroczej Monaghan. Szkoda tylko, że Jones nie celuje wyżej: aż szkoda, że Source Code jest tak kameralny.

5.
Before the Devil Knows You're Dead


Dwaj bracia, by zdobyć potrzebne pieniądze, organizują napad na sklep jubilerski własnych rodziców. Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz to co prawda nie Dwunastu gniewnych ludzi, ale nieodżałowany Lumet swojego ostatniego filmu nie musi się z pewnością wstydzić. Zdumiewa fakt, że osiemdziesięcioletni reżyser nakręcił emocjonującą mieszankę dramatu i thrilleru, w której ze świecą szukać oznak stetryczenia. Wprost przeciwnie, dzięki dynamicznie zazębiającym się retrospekcjom film posiada bardzo nowoczesny "feel". Aktorzy natomiast grają jak z nut, a Ethan Hawke nie daje się przyćmić wspaniałemu Philipowi Seymourowi Hoffmanowi.

4.
Little Children


Wciągający dramat psychologiczny rozgrywający się upalnym latem na amerykańskim przedmieściu. Ona jest inteligentą anglistką nie znajdująca satysfakcji ani jako żona, ani jako matka, on to niespełniony prawnik żyjący w cieniu swojej atrakcyjnej żony, modelowej kobiety sukcesu. Między Winslet i Wilsonem aż iskrzy, ale mam kłopot z wątkiem pobocznym (genialny Haley!), który, choć sam w sobie nadzwyczaj ciekawy, nie łączy się nigdy w spójną całość z resztą fabuły. Tak czy owak, od Małych dzieci trudno się oderwać.

3.
A Streetcar Named Desire (1995)


Baldwin równie dobry jak Brando? Brzmi heretycko, jednak Baldwin naprawdę świetnie sprawdza się w roli nieokrzesanego, ale i czułego Kowalskiego. Będąc o dziesięć lat starszym od Brando, pasuje zresztą lepiej fizycznie do roli Stanleya. Lane jako zadowolona z losu żona otacza swoją postać aurą erotyzmu, a Jessica Lange jak z nut odgrywa postać histerycznej i niezrównoważonej starszej siostry. Wynik: Amerykański teatr telewizji, który oplątuje widza doskonałymi dialogami i czaruje uszy nowoorleańskim akcentem.

2.
Heat


Detektyw z problemami ściga gangstera z zasadami. Pięć oczek niżej dałem do zrozumienia, że lubię w filmach epicki oddech. Gorączka, którą obejrzałem od początku do końca dopiero tej jesieni, epickością w wariancie gangsterskim wręcz zionie. Jasne, tak jak wszystkie filmy Manna, i ten się miejscami dłuży, ale Wielkiemu Kina dłużyzny wybacza się przecież bez mrugnięcia okiem. Niezliczeni krytycy wychwalali monumentalną scenę rozmowy postaci Pacino i de Niro przy barowym stoliku. Mnie jednak bardziej w pamięci odcisnęło się ich spotkanie drugie, ostatnie, tuż sprzed napisów końcowych, gdy w tle rozbrzmiewała już elegia Moby'ego dla konającego twardziela.

1.
Edge of Darkness (miniserial fabularny)


Trudno o mniej oryginalny schemat: Twardy gliniarz tropi morderców córki i wpada na ślad rządowej konspiracji. Pozory czasem mylą. Przemyślny scenariusz sześcioodcinkowego miniserialu z wybornego 1985 r. łączy elementy detektywistycznego thrillera, kina zemsty, dramatu politycznego i manifestu ekologicznego. Za sprawą doskonałej reżyserii i aktorstwa (oj, widać, że Bob Peck to przede wszystkim aktor teatralny) dzieło Campbella ogląda się z zapartym tchem od pierwszej do ostatniej sceny. Wisienką na torcie jest przenikająca je na wskroś brytyjskość. Rzecz stosunkowo nieznana w Polsce, tym goręcej polecam, przestrzegając zarazem przed pełnometrażowym remakiem z Melem Gibsonem.

Autor

Borys

Nauczyciel z Oslo. Bloguję na https://blogrys.wordpress.com

5 myśli na temat “Najlepsze z obejrzanych w 2011”

  1. Arek writes:"Little Children" i "Source Code" rzeczywiście dobre, reszty nie widziałem. A te filmy dokumentalne o mniejszości romskiej i jej królu, co razem oglądaliśmy, nie łapały się?

  2. "Kobieta z wydm" rzeczywiście bardzo dobra. Z "Source Code" mam podobny problem, co z "Moon". Zbyt otwarte zakończenie sprawia, że masz za mało informacji, by zastanawiać się nad "niepokojącymi pytaniami".

  3. Mateusz writes:Mało widziałem, ale "Stay" wymiata.Teraz obejrzyj "Drive".

  4. Misiołak: Rozumiem, co masz na myśli, ale nie nazwałbym tych zakończeń zbyt otwartymi, prędzej zbyt szczęśliwymi. Ale w SC już mniej niż w M, więc istnieje szansa, że w następnym filmie będzie idealnie.Mateusz: "Staya" mi kiedyś sam polecałeś, wieki temu, ale utkwił mi w pamięci tytuł. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s