Jumactwo

Ostatnio w internecie zaszumiało i zabulgotało wokół kilku czteroliterowców. Nie zagłębiałem się w treść ACTA, SOPA ani PIPA i nie będę wypowiadał się na ich temat. Podejrzewam jednak, że nawet jeśli traktaty miałyby faktycznie na dłuższą metę przynieść więcej szkody niż pożytku, to potencjalne konsekwencje ich wprowadzenia, o których trąbi się głośno w sieci, są podkoloryzowane i wyolbrzymione. Trudno mi sobie bowiem wyobrazić, że połowa internautów straci nagle dostęp do netu, drugiej połowie zarekwirują pecety, a wszystkie strony poza rządowymi zostaną zamknięte — a mniej więcej takimi skutkami straszą nas przeciwnicy umów.

Tymczasem zamknięto Megaupload. Bardzo dobrze. Właściciele spaśli się na wirtualnym paserstwie zakrojonym na gigantyczną skalę, więc najwyższa pora troszkę się odchudzić na więziennym wikcie. Zaskakuje mnie hipokryzja osób broniących serwisu. Wszyscy doskonale wiemy, do czego służyło Megavideo. Zamiast więc uczciwie przyznać, że megaszefowie wreszcie się doigrali, w internecie pojawiają się oburzone głosy, iż jakieś biedactwa przechowywały na Megauploadzie legalne materiały potrzebne im na studia i że teraz, przez te potwory z FBI, uczciwi userzy będą płacić za cudze grzechy. Proponuję, żeby następnym razem materiały skserować i ukryć je w skrzynce w garażu, gdzie mafia pruszkowska trzyma skradzione beemki. Może tam będą bezpieczniejsze.

Chyba nigdy wcześniej na Blogrysie nie pisałem o piractwie. Napiszę teraz: Już kiedyś pisałem na Blogrysie o piractwie (Misiołaku, dziękuję za przypomnienie). Napiszę ponownie: Potępiam jumanie. Brzydzę się jumaniem. Weźmy razem pod lupę popularne argumenty apologetów jumactwa.

Piractwo to nie jest złodziejstwo!
Owszem, jest. Piractwo to złodziejstwo, które odbywa się za pośrednictwem nowoczesnych cyfrowych mediów. Nie sięgajmy po semantyczną nowokainę. Jeśli jumasz, miej chociaż odwagę nazywać rzecz po imieniu.

Piractwo to nie złodziejstwo, bo piracąc nikomu niczego nie ubywa. Nie przywłaszczam sobie materialnego przedmiotu.
Powyższy argument spotyka się bardzo często. Obnaża nędzę etyczną i intelektualną naszego interlokutora. „Wystrugałbym lepszego człowieka z banana”.

Nie ma znaczenia, że „nikomu niczego nie ubywa”. Artysta X stworzył dzieło Y i zdecydował się rozprowadzać je odpłatnie na określonych zasadach. Owszem, pośrednikiem są tu zazwyczaj wydawnictwa, studia filmowe lub wytwórnie fonograficzne, ale nie zmienia to faktu, że spiritus movens stanowi kreatywny intelekt artysty (tudzież grupy artystów), którzy Y stworzyli, a za wyborem sposobu dystrybucji stoi ich własna i nieprzymuszona wola, która scedowała stosowne prawa danemu pośrednikowi. Jeżeli postanawiasz złamać zasady dystrybucji i wejść nielegalnie w posiadanie Y, oznacza to szereg rzeczy:
a) Masz gdzieś wolę X.
b) Nie uważasz, że X należy się zapłata za jego umiejętności oraz za czas i energię włożone w Y.
c) Nie przeszkadza Ci brudna konsumpcja kultury.
d) Łamiesz kategoryczny imperatyw Kanta, bo traktujesz X jako środek, nie jako cel.
e) Jesteś złodziejem.

To jest za drogie! Chciałbym kupić Y legalnie, ale mnie nie stać.
Wątpię, czy naprawdę Cię nie stać — bo płyty, książki i filmy nie kosztują majątku — ale jeśli tak, to skorzystaj z darmowych alternatyw. Żeby posłuchać muzyki, włącz radio albo wklikaj się na Jamendo. Żeby pograć, kup za grosze jakąś starą-jarą grę. Żeby pooglądać, włącz telewizor. Żeby poczytać, idź do biblioteki.

Co za bzdury! Mam czekać przy radiu cztery godziny, aż puszczą piosenkę, której chcę posłuchać? Mam grać w pierwszego Wiedźmina zamiast w drugiego? Mam się męczyć przy piętnastominutowych blokach reklamowych TVN-u? No i kiedy ostatni raz byłeś w polskiej bibliotece?
Jeżeli nie chcesz lub nie możesz wysupłać złotówek na pożądaną płytę, grę, program, film albo książkę — tak, tak, tak i tak. Stykać się z kulturą jako taką możesz bez przeszkód, bo darmowych ofert jest w bród. Jeżeli interesują Cię natomiast konkretne (i najnowsze) przejawy tejże kultury, a ich twórcy domagają się za nie zapłaty (cóż za bezczelność z ich strony! przecież to się nagrało-nakręciło-napisało prawie samo), zapłać. Najlepiej uświadom sobie najpierw, że nie musisz słuchać dziesięciu nowych płyt i oglądać dziesięciu nowych filmów miesięcznie. Wtedy okaże się, że w gruncie rzeczy Cię stać. A jeżeli cena jest jak dla Ciebie zbyt wysoka, zaniechaj kulturalnej konsumpcji. Jean Valjean ukradł chleb — ale on był głodny.

____________________
Ilustracja nagłówkowa jest kadrem z animowanej części pełnej wersji Watchmen. Film stanowi ekranizację komiksu, a jego pełna część zawiera również animowaną adaptację Tales of the Black Freighter będącego częścią papierowego pierwowzoru.

Reklamy

116 uwag do wpisu “Jumactwo

  1. Anonim writes:Myślałem, że o jumaniu już na Blogrysie było… i właściwie nie mam nic do dodania. Jako frajer, który płaci za empetrójki oraz hipokryta, któremu – do czwartku – zdarzało się oglądać to i owo na Megavideo.Poczekam na "banany". :)

  2. I właśnie przez takich ludzi jak ty wydawcy odbywają z nami stosunki analne. :)

  3. Pierdolisz dla pierdolenia, gdyby nie piractwo to wielu twórców nie dostałoby moich pieniędzy, a i nie tylko moich. Widzisz, moja teoria na temat piractwa jest taka – mamy trzy rodzaje piratów:Piratus Gimbus – twój typowy polaczek/dzieciak/ciołek, który nie zapłaci za produkt, bo po co, skoro może mieć za darmo. Taki nie będzie kupował mediów nawet jakby miał milion dolarów na koncie. A na piracenie i tak sposób znajdzie, bo w gierkę trzeba zagrać tu i teraz. Piratus Biedakus – gość, który z chęcią zapłaciłby za produkt, ale nie zarabia wystarczającej ilości pieniędzy by sobie na to pozwolić. Tu już można dywagować nad tym, czy w ogóle powinien to robić, bo to nie jest rzecz, od której zależy życie, można bez tego się obyć, ale to już zostawiam na kiedy indziej. I rodzaj do którego i ja się zaliczam Piratus Testus – koleś, który ściągnie gierkę jak wyjdzie, pogra, zobaczy czy mu się podoba i ewentualnie kupi. Taki koleś wsłucha się w setki, tysiące płyt z muzyką i jak tylko znajdzie co go interesuje – to kupi. Gość, który naściąga filmów, naogląda, a co lepsze kupi. Napisałeś: b) Nie uważasz, że X należy się zapłata za jego umiejętności oraz za czas i energię włożone w Y. Moja odpowiedź – nie uważam, że X należy się zapłata za Y, jeśli Y jest totalnie chujowym produktem niewartym swojej ceny. Gry są mimo wszystko drogie, nie mam zamiaru wydawać pieniędzy na każdą z nich, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że w obecnych czasach gry sprzedaje sie marketingiem, nie fajnością produktu. Wersje dema, o ile w ogóle wyjdą, nie zawsze oddają to, jak wygląda właściwa gra (Demko Bioshock przeszedłem ponad 10 razy, sama gra już była mniej intensywna, ale i tak warta kupna). Dlatego najpierw grę ściągnę, zobaczę, potem kupię. Tak zrobiłem z Falloutem New Vegas i Skyrimem, po przejściach z oblivionem i FO3. Kiedyś pograłem z godzinkę w pirackiego dead space, którego niedawno kupiłem na steamie. Nie robię tego ze wszystkimi grami, jak wyrwę dobrą okazję gry, o której słyszałem od znajomych wiele dobrego (znajomych, nie sajtów o grach, bo recenzje tychże jest tak samo wiarygodne jak to, że właściciel bloga założy katolicką rodzinę) – biorę. Ba, wręcz większość gier, które mam, nie dotykałem nawet po piracku. Na steamie mam ~120 gier. Większość po przecenie – za część z nich nigdy bym nie zapłacił pełnej ceny, którą każą sobie bulić wydawcy. Za inne z kolei żałuję, że dałem tylko tyle. Sid Meier's Pirates! sprezentowałem losowym dwóm osobom z internetu, tak fajna gra to jest. Chcesz moich pieniędzy? Niech twój produkt będzie ich warty, chyba, że będzie na innym, przystępniejszym poziomie cenowym. Do tego chociażby odnośnie muzyki – taki pirat wyda właśnie więcej pieniędzy na płyty/koncerty, bo pozna, wyrobi swój gust muzyczny. Wie co lubi, może się osłuchać w spokoju. Taki generyczny osobnik pójdzie do sklepu, kupi płytę co jest forsowana w mediach i się rozczaruje, bo to nie to co lubi. Potem nie będzie chciał kupić kolejnej, nie wspominam już o tym, że niektóre płyty są reklamowane jednym dobrym kawałkiem, gdzie reszta ścieżek jest co najwyżej mierna. I jeszcze jedna rzecz – co z wypadkami, kiedy wydawca w chujowy sposób zabezpiecza grę tak, że uczciwy gracz nie może w nią zagrać bez pierdolenia się z jakimś gównem? W Assassins Creed 2 pograłem jakiś czas na piracie. Bardzo dobra gra, z chęcią bym ją kupił – ale zabezpieczenia mnie odrzucają. Jedyne wyjście by spokojnie pograć to pirat – inaczej musisz być stale podpięty do netu, a ten potrafi czasem wariować i pyk – twój sejw idzie w pizdu. Jedyną możliwością, żeby zwiększyć sprzedaż i obniżyć piractwo, byłoby 1. robienie lepszych gier 2. zmiana mentalności odbiorców (bo wielu ludzi kupuje tylko gry na multi i dziwi się, że ktoś nie piraci singli, ale to są pizdy, nie gracze) 3. zmiana podejścia wydawców, gry powinny być tańsze I jeszcze jedno mi się przypomniało – mam nintendo ds i psp. Na nintendo DS mam tylko jedną oryginalną grę oraz flashcarta, dzięki któremu mogę piracić. Na PSP mam same oryginały (na płytkac i z dystrybucji cyfrowej). Kocham obie moje konsolki, ale dlaczego DS ma tylko jedną oryginałkę? Bo Nintendo nie wie, co to polska (nie wspominając o europie), i chuja dostaniesz, a nie wsparcie. Z kolei sony postępuje w miarę ładnie i zasłużyło na pieniążki. Krótko mówiąc; nie zapłacę za gówno, chyba że mi je tanio sprzedacie.

  4. Owszem, jestem jumaczem, ale jestem przy tym z tego dumny, że przynajmniej nie jestem frajerem, który płaci za kota w worku. Pogadamy, jak zaczniesz płakać, że coś na co wydałeś dużą kwotę ci się nie podoba a nie masz nawet jak się tego pozbyć, bo przecież second hand jest wbrew licencji/prawu/cokolwiek wydawcy wymyślą. A im się bardzo nie podoba rynek używanych przedmiotów.

  5. Originally posted by chestnutrice:

    Owszem, jestem jumaczem, ale jestem przy tym z tego dumny, że przynajmniej nie jestem frajerem, który płaci za kota w worku.

    No to gratulacje jumaczu.A co do kupna słabej gry – już mi się zdarzyło. I co wtedy? Nic. 150zl w plecy. Za dużo? To nie kupuj gier. To nie żywność, można bez tego żyć, czas wypełnisz sobie hodowlą jedwabników. Nie ma znaczenia co myślisz o polityce wydawniczej – jak ją łamiesz to jesteś złodziej i tyle.

  6. 1. Nie wymieniłeś publikacji naukowych, a to dość istotny problem. Jeżeli nie jesteś bogatym polskim badaczem, to w wielu wypadkach stajesz przed alternatywą: albo skorzystam z nielegalnych materiałów, albo będę marnym badaczem. Oczywiście, nikt nikomu nie kazał się zajmować nauką, ale… ale to nie zawsze jest tak, że najbogatsi badacze będą najlepszymi badaczami. Czy świat stać na to, aby rezygnować z tych "biednych, lecz dobrych" (głównie dlatego, że akurat nie żyją w USA lub UK)?Ja sam jeszcze nie stanąłem przed powyższym wyborem, ale jeżeli "przyjdzie mi stanąć", to może być nieciekawie.2. Czy piractwo równa się złodziejstwu? Dla mnie to nieoczywiste, najchętniej posługiwałbym się jakimś pojęciem pośrednim (którego jednak oczywiście nie ma).3. W obecnym modelu dystrybucji dóbr cyfrowych coś jest nie tak. Ale co? Jedną z możliwych odpowiedzi jest post Simana (http://siman.polter.pl/,blog.html?7213), inną – wpis Edwina Bendyka (http://bendyk.blog.polityka.pl/2012/01/19/strajk-internetu-pierwsze-skutki/#more-1447). Pytanie brzmi: czy to, że coś jest nie tak, stanowi wystarczające usprawiedliwienie dla piractwa?

  7. Kolego Chestnut Pepper z twojego opisu wychodzi, że jesteś typowy jumacz.Że trzeba mieć połączenie z netem przy oryginalnej grze? Że dema gier są nie dość wyczerpujące? Chuj z tego. Jest model dystrybucji na który zgodzili się autorzy i już. Nie odpowiada – nie kupuj. Możesz zacząć zbierać znaczki zawsze, albo znaleźć inny sposób na wydanie kasy. Twierdzisz, że to wszystko jest źle skonstruowane, że powinno być inaczej to nie byłoby jumania. Mam pomysł – weź rozkręć biznes na zasadach o jakich mówisz i udowodnij nam wszystkim, że się mylimy.Bo na razie to jesteś typowym internetowym złodziejem.

  8. W ramach protestu możesz przestać kupować gry. Całkiem legalnie.

  9. @Scobin:Ad. 1: Czy biblioteki polskich uczelni nie prenumerują zagranicznych periodyków? A może chodziło Ci o to, że przed dylematem "albo nielegalnie, albo wcale" stają naukowcy z krajów Trzeciego Świata? Albo po prostu o to, że każdy badacz może kiedyś znaleźć się w takiej sytuacji? Czekam na Twoje doprecyzowanie problemu, a na razie ode mnie dwa komentarze:a) Z modelem publikacji naukowych jest w moim odczuciu coś bardzo nie tak. Periodyki każą sobie płacić spore pieniądze za publikację artykułów, a potem następne spore pieniądze za dostęp do tychże artykułów. Ktoś mógłby powiedzieć, że taka jest cena peer review, ale przecież recenzenci nie dostają od periodyków złamanego grosza (z tego, co się orientuję). Brać naukowa powinna się więc zbuntować i przenieść z publikacjami do internetu. arXiv to krok w dobrym kierunku.b) "Biedni badacze mają gorzej" — owszem, ale pamiętajmy, że jeszcze większą przeszkodę stanowić będzie brak funduszy na prowadzenie badania i brak nowoczesnego sprzętu laboratoryjnego. Nie chodzi tu więc tylko o kwestię dostępu do publikacji naukowych. Państwo, poprzez dofinansowanie ośrodków naukowych, powinno zadbać o to, by krajowa nauka była konkurencyjna. A jeśli o to zadbać nie umie, to naukowcem zostaje się na własne ryzyko.Ad. 2: Są różne rodzaje złodziejstwa. Złodziejem jest ktoś, kto ukradł komuś portfel; złodziejem jest makler giełdowy, który dokonuje milionowego przekrętu; złodziejem jest ktoś, kto wynosi porcelanę z pracy. Złodziejstwo złodziejstwu nierówne. Nie mówię wcale, że piractwo to jego najgorszy sort. Ale według mnie i z punktu widzenia etyki, i semantyki załapuje się ono do tej kategorii. "Kraść" — "zabierać coś komuś po kryjomu". "Zabrać" — "wziąć kogoś lub coś ze sobą". Ad. 3: Odpowiem, jak przeczytam podlinkowane przez Ciebie arty, bo na razie nie jestem pewien, co ma być "nie tak". :)@Chestnut: Dzięki za długi komentarz, odpowiem Ci jutro. Ale na razie zauważam, że przeczysz trochę sam sobie, bo najpierw piszesz, że jesteś Piratem Biedakusem, a potem, że masz 120 gier na Steamie. o.O

  10. No tak, nowa gierka to jak powietrze, nie da się bez niej żyć.Z każdą taką dyskusją utwierdzam się w przekonaniu, że trzeba tępić internetowych cwaniaków (tych dumnych z jumania bo nie są frajerami wtedy) jak najmocniej.

  11. Ależ ja mogę żyć bez nowych gier, ba, ciągle to robię. Ale taki protest ma tyle samo sensu co zaprzestanie kupowania gier. Jakbyś nie wiedział skarbie – ja je dalej kupuję. A że nie mam zamiaru płacić za gówno, na którym się przejechałem i do części firm straciłem zaufanie?

  12. @Borys"Ad. 1: Czy biblioteki polskich uczelni nie prenumerują zagranicznych periodyków?"Prenumerują to i owo, ale:1. nie wszystko,2. bardziej problematyczne od periodyków są druki zwarte (których z reguły nie ma w bazach danych, a humanistyka to jednak nie tylko czasopisma)."A może chodziło Ci o to, że przed dylematem "albo nielegalnie, albo wcale" stają naukowcy z krajów Trzeciego Świata?"Generalnie stają przed nim badacze z krajów półperyferyjnych i peryferyjnych. Polska także się tu zalicza, chociaż pewnie raczej do tej pierwszej grupy. :)"Brać naukowa powinna się więc zbuntować i przenieść z publikacjami do internetu. arXiv to krok w dobrym kierunku".Zgadzam się w zupełności. Szkoda, że matematycy zauważyli to szybciej niż np. psycholodzy. ;)"Państwo, poprzez dofinansowanie ośrodków naukowych, powinno zadbać o to, by krajowa nauka była konkurencyjna. A jeśli o to zadbać nie umie, to naukowcem zostaje się na własne ryzyko".Zauważ jednak, że jeśli znacząco zmniejszy się liczba takich ryzykantów, to tym trudniejsze będzie wydobycie nauki danego kraju z przepaści. Błędne koło.""Kraść" — "zabierać coś komuś po kryjomu". "Zabrać" — "wziąć kogoś lub coś ze sobą"".Korzystamy z tego samego słownika. :) Ale zobacz: to nie jest tak, że kiedy spiracisz jakiś program, to jego twórca już nigdy nie będzie mógł skorzystać ze swojego prawa do dysponowania tym programem. Możesz powiedzieć, że pirat pozbawia kogoś należnego zysku, jednak słowo "należny" też nie jest całkiem oczywiste.I jeszcze jeden interesujący link: http://wyborcza.pl/1,118283,11012251,Cala_Polska_to_zlodzieje_i_piraci_.html.Pozdrawiam!

  13. Borysie,Zanim sie zabierze glos w jakiejs sprawie, warto sie z tematem zapoznac – albo chociaz udawac, ze sie zapoznalo. W zasadzie na tym powinno sie skonczyc romzowe z ignorantem, ale nie odmowie sobie przyjemnosci wyjasnienia Ci paru rzeczy. :)Zaczne od najzabawniejszej:"Wątpię, czy naprawdę Cię nie stać — bo płyty, książki i filmy nie kosztują majątku"Czy Pan Norweg wie, jakiej wysokosci sa najpopularniejsze zarobki w Polsce*, jakie sa w tymze kraju ceny plyt, ksiazek, filmow i koszty zycia? Najwyrazniej Pan Norweg nie wie. Proponuje wyjrzec poza swoje naftowe Eldorado i sie zainteresowac.To w kwestii ekonomicznej, ktora zalezy od punktu zamieszkania i zarabiania.* Polske wybralem losowo jako przyklad najlepiej mi znany.Jedzmy dalej."Owszem, jest. Piractwo to złodziejstwo,"Nie jest. Wlasciciel nie traci nic fizycznie. Do tego nie ma przelozenia liczba plikow sciagnietych=straty z powodu niekupienia produktu. Czesc tych, co sciagnela, i tak by nie kupila. za to sporo tych, co sciagaja, kupuja, bo uwazaja, ze warto. Owszem, sa tez tacy, co by kupili, ale sciagneli i nie kupia, ale to czesc puli, nie wszyscy.Na marginesie, czy znasz skladowe ceny plyty CD i ile z tego dostaje autor, a ile wydawca? Wiesz, po co wprowadozno regionalizacje DVD i Blu-Ray (oraz przy dystrybucji cyfrowej)?Gdybys zadal sobie trud zapoznania sie z ACTA, SOPA, PIPA, to moze dostrzeglbys problem wykluczenia z korzystania z dobr kultury, ktory grozi po wprowadzeniu tychze aktow prawnych. Odciecie od sieci dzisiaj to potezna sankcja – za to, ze ktos sciagnal film uniemozliwi mu sie np. szukanie pracy. Taka Finalndia uznala dostep do internetu za prawo czlowieka, nalezne kazdemu obywatelowi.Popatrzmy na Blogrysa. Naruszenia znakow towarowych:http://my.opera.com/Borys/blog/2012/01/08/wyslane-z-mojego-ipadaNaruszenia znakow towarowych i praw autorskich do plakatow: http://my.opera.com/Borys/blog/2012/01/01/filmorys-10Jestes wlascicielem tego filmiku? Zaplaciles autorowi? http://my.opera.com/Borys/blog/2011/06/05/glupi-filmik-na-niedziele-8Zgodnie z nowymi przepisami twoj blog zostanie zgloszony, zamkniety, a Tobie utna kabel, jesli nie wiecej. Co ciekawe, sa teoretyczne podstawy do scigania kazdego, kto do Twojego bloga linkowal, wchodzil nan i czytal – przegladarka pobiera pliki do pamieci podrecznej i zapisuje na dysku, wiec pobrala tez tresci, do ktorych internauta, tak jak Ty, nie ma praw. Wlasnie utrudniles zycie kilkudziesieciu osobom. Dziekujemy.Ale pliki i kopie to tylko jedna strona ACTA. Tam jest wiecej, np. o lekach generycznych. Do tego tajne rozmowy na temat tego paktu prowadzono bez udzialu np WTO, gdyz panstwa trzeciego swiata sa w opozycji do ACTA, m.in. ze wzgledu na blokady w obrocie i wytwarzaniu generykow. Do tego przepisy zabraniajace przewozenia podrobek moga skutkowac np. zabieraniem ludziom ubran na granicy. Wszystko w imie lobby producentow. Tak samo z niepochlebnymi recenzjami (zamykamy, bo znak towarowy), opiniami niewygodnymi dla politykow (zamykamy, bo zawsze znajdzie sie naruszenie ACTA – bardzo szerokie kryteria) plus pozwala na postepowanie bez wyroku sadu (monitoring) i uznaje kopiowanie nie za sprawe cywilna, ale karna, scigana z urzedu, a nie na wniosek wlasciciela praw (sciagasz grafike, jestes jak morderca). Jest tego wiecej, ale musisz poczytac.Doksztalcic sie mozesz tutaj: http://teukros.wordpress.com/2012/01/22/acta-jak-to-wlasciwie-wyglada oraz http://prawo.vagla.pl/actaPS. Tu pewnie powinienem wrzucic zdjecie mojej polki z DVD i kopie maili od Ciebie, w ktorych wysylasz mi linki do torrentow, ale to juz zostawie dla policji. :)EDITA skoro jumactwo, to idz nawrzucaj Coelho, ze jest zlodziejem – okrada sam siebie do tego http://paulocoelhoblog.com/2012/01/20/welcome-to-pirate-my-books/ :)

  14. Arek writes:Marcin, jestem bardzo pozytywnie zaskoczonym poziomem Twojego komentarza. Idę po czipsy, liczę na flejm :)

  15. Chestnut writes:Poflejmic można zawsze i wszędzie, bez względu na to z kim i jak, wystarczy trochę chęci. ;)

  16. Arku, ja zawsze pisze komentarze na poziomie, tylko Wiadome Sily twierdza inaczej. ;)Poflejmic bedzie mozna, jak Borys ACTA poczyta. Wtedy dwoch nie-prawnikow da popis swojej ignorancji. :P

  17. @Chestnut: Najgorszym typem jumakiem jest oczywiście Piratus Gimbus. Jeśli chodzi o Piratusa Biedakusa to trafiasz w sedno pisząc: "Tu już można dywagować nad tym, czy w ogóle powinien to robić, bo to nie jest rzecz, od której zależy życie, można bez tego się obyć". Nie powinien, bo nie zależy i można. A co do Piratusa Testusa, dwie uwagi:1. Wśród jumaków pokutuje mit Pirata Który Potem Kupuje. Owszem, zdarzają się z pewnością piraci, którzy czasem potem coś kupią, ale to margines. Większość grzeje tyłki na terabajtowych twardych dyskach z zajumanymi produktami. A ci, którzy faktycznie kupują, jak sam zauważyłeś, kupują "co lepsze". Niestety dla mitu, "co lepsze" to określenie bardzo względne. W praktyce Testus kupi jeden produkt na kilkadziesiąt zajumanych, co nijak nie usprawiedliwi jumania.2. Jeżeli chcesz poznać produkt przed zakupem, to w dobie internetu (od którego w czwartek odetnie nas ACTA! szybko! biegiem do najbliższego kościoła i bijmy w dzwon na trwogę!) masz multum możliwości. Triale, gameplaye, recenzje, metarecenzje, wersje demo, previewy na iTunes, darmowe próbki tekstu. Wybacz, ale pisanie, że to wszystko nie wystarcza, żeby wyrobić sobie własną i celną opinię, zakrawa albo na straszną hipokryzję, albo na kognitywny kretynizm."I jeszcze jedna rzecz – co z wypadkami, kiedy wydawca w chujowy sposób zabezpiecza grę tak, że uczciwy gracz nie może w nią zagrać bez pierdolenia się z jakimś gównem?"Jeżeli firmy, takie jak Activision i Nintendo, Cię zlewają, czy to poprzez DRM-y, czy z powodów geograficznych, po prostu ignoruj ich produkty. Alternatyw masz w bród."Jedyną możliwością, żeby zwiększyć sprzedaż i obniżyć piractwo, byłoby"Zapomniałeś o czwartej możliwości: odcinanie cwaniaczków od netu. Przykład szybko pójdzie w świat i reszta się uspokoi."Do tego chociażby odnośnie muzyki – taki pirat wyda właśnie więcej pieniędzy na płyty/koncerty, bo pozna, wyrobi swój gust muzyczny."Gdyby artyści chcieli zarabiać na koncertach, rozpowszechnialiby swoje płyty za darmo. Nie robią tego, decydują się na określony sposób dystrybucji, a my musimy uszanować ich wolę — tak jak chcielibyśmy, żeby odbiorcy uszanowali naszą wolę, gdybyśmy to my byli twórcami. Ah, wait, zapomniałem, że 95% jumaków tego przecież nie zrozumie, bo oni nastawieni są na bezmyślną i niepohamowaną konsumpcję.

  18. 'Triale, gameplaye, recenzje, metarecenzje, wersje demo, previewy na iTunes, darmowe próbki tekstu.' Triale – jak najbardziej, super, jestem za, fajny sposób wymyśliło Onlive czy PSN (na wykupionym koncie bodajże), że możesz pograć powiedzmy godzinkę danej gry. Super pomysł. Gameplaye – nie masz pojęcia o czym mówisz, sugerowanie się zakupem gry po gameplayu to jak sugerowanie się zakupem auta po tym, jak go prowadzi ktoś w reklamie. Trzeba samemu ograć, a nie patrzeć jak ktoś gra. Tak się przejechałem na kilku grach, nie mówiąc o wielu przypadkach, gdy gra grana przez kogoś wygląda na fajniejsza, niż jak się w nią gra samemu. Recenzje – branżowe nic nie warte, liczy się bardziej opinia sprawdzonych znajomych. To już nie te czasy, że mogłeś zaufać temu czy tamtemu sajtowi/magazynowi. Teraz liczy się hajp i kasa. To jest smutna prawda. Demo – nie zawsze jest dostępne. Previewy na iTunes – super, ale nie chcę mieć nic wspólnego z iTunes, więc przesłucham kilkadziesiąt razy na youtubie i kupię gdzieś indziej. :) Darmowe próbki tekstu – też super, wielokrotnie myślałem o takim sposobie, żeby wydać np. jeden pełny chapter komiksu/książki jako reklama. 'Wybacz, ale pisanie, że to wszystko nie wystarcza, żeby wyrobić sobie własną i celną opinię, zakrawa albo na straszną hipokryzję, albo na kognitywny kretynizm.' Więc tak – Skyrim. Po przejażdżce z Oblivionem i FO3 nie chciałem mieć wiele wspólnego z bethesdą, ale ściągnąłem, żeby zobaczyć, czy czegokolwiek się nauczyli. I wsiąkłem. Dwa dni później kupiłem grę (bo dzień później była premiera równoległą ze świętem państwowym, no i hej, granie na piracie przed premierą, yeaaaah) i nie ma mowy, że bym zaufał jakimś recenzentom (bo oni gówno wiedzą, czy raczej gówno opisują i się jarają byle czym – lub zależnie od tyle ile im zapłacono). Pewnie, niby dualwielding czarów może fajnie wygląda na filmiku, ale o wiele bardziej zachęca gdy sam go wykorzystasz. Recettear – było zajebiste demko, pograłem, zachęciło niebotycznie, ściągnąłem pirata bo mi gra nie odpowiadała cenowo (pod względem polszej waluty), jak była przecena to niedawno kupiłem. Podobnie z minecraftem, którego tylko kupiłem w alfie jakiś czas temu. A swoją drogą – Notch, twórca minecrafta, nie ma nic przeciwko piractwu, bo jak sam mówi – nikt go nie okrada. Masz zamiar mówić za wszystkich twórców, że piractwo jest be? Czy raczej za wielkie firmy wydawnicze, którym na tym zależy? 'W praktyce Testus kupi jeden produkt na kilkadziesiąt zajumanych' w praktyce więcej gier kupiłem niż kiedykolwiek zajumałem, mimo wszystko wolę grać na oryginałach, ale nie mam zamiaru walczyć z piractwem. 'Jeżeli firmy, takie jak Activision i Nintendo, Cię zlewają, czy to poprzez DRM-y, czy z powodów geograficznych, po prostu ignoruj ich produkty. Alternatyw masz w bród.' Skoro i tak na mnie nie zarobią, to co tracą przez to, że spiracę ich produkt? I zauważ, nie zarobią z własnej winy, a nie dlatego, że i tak bym nie kupił. Ja bym z chęcią kupił wiele gier od nintendo. 'Zapomniałeś o czwartej możliwości: odcinanie cwaniaczków od netu. Przykład szybko pójdzie w świat i reszta się uspokoi.' A o stadionie Xlecia pan Norweg kiedykolwiek słyszał?:) 'Gdyby artyści chcieli zarabiać na koncertach, rozpowszechnialiby swoje płyty za darmo.' Gdyby artyście nie chcieli być sławni, to by nie podpisywali umów z wydawnictwami. Coś za coś – my was promujemy, nagrywacie nam X płyt, macie z tego mały profit, a jak chcecie zarobić coś jeszcze to sobie róbcie koncerty/ogarniajcie sami. Jakbym był muzykiem, to bym nie miał nic przeciwko temu, że piracą moją muzykę. Dużo ludzi piraci – znaczy, że mnie lubią. Taki Skrillex (który robi muzykę na jedno kopyto, ale jak ktoś wytrzyma to można posłuchać) w jednym z postów na facebooku dotyczącym jego nowej płyty powiedział mniej więcej tak 'kupcie nowa płytę, a jak kogoś z was nie stać, to sobie spiraćcie, a co mi tam'. Tu jest pytanie, czy jesteś artystą, czy sprzedajną kurwą plującą sie o ostatni grosz. :) Jakbym robił gry, to może i byłbym zły w wypadku, kiedy kupiło ją powiedzmy 500 ludzi a spiraciło milion. Ale co to znaczy – że gra jest chujowa i każdy chciał zobaczyć jak bardzo, czyli że moja wina, czy że ludzie to pizdy i nie zapłacą bo jest np. single only. Ale wtedy jeśli jest naprawdę dobra, to powinno ją kupić trochę więcej niż te 500 ludzi, nie?

  19. @BorysDlaczego Ty, naukowiec, nauczyciel, inteligent, opowiadasz bajki, ktore sam sobie moglbys zweryfikowac, zanim palniesz cos glupiego?"1. Wśród jumaków pokutuje mit Pirata Który Potem Kupuje. Owszem, zdarzają się z pewnością piraci,"Na zachete – http://arstechnica.com/old/content/2006/03/6418.ars – kanadyjske stowarzyszenie wydawcow muzyki przyznaje, ze sciagajacy sa lepszymi klientami. Sa badania na ten temat, raporty, znajdziesz sobie w ramach edukacji."Triale, gameplaye, recenzje, metarecenzje, wersje demo,"Jestes w stanie podac procentowo, ile gier wychodzacych obcenie dostaje wersje demo? Albo ile gier wyroznionych w tej chwili na Steamie )featured item) ma wersje demo? Podpowiem: 2 na 10. I to jest ogolna tendencja. Dema to juz raczej piesn przeszlosci – a jak sa, np konsolowe, to ostatnio maja limit uruchomien (dzis mi znajomy polecal dwa tytuly, nie pamietam niestety, jakie, ale dema maja licznik)."Gdyby artyści chcieli zarabiać na koncertach, "Artysci zarabiaja przede wszystkim na koncertach. Z ceny plyty artysci dostaja kilka procent (dolara, dwa, patrzac na US). Reszta to niewielki koszt tloczenia, koszt nagrania i olbrzymia marza wydawcy.

  20. @Lord"Biblioteka płaci za książki, radio płaci za piosenkę. Dla gościa który nie dostanie kasy bo ściągniesz pirata to jednak jest drobna różnica."Biblioteka placi raz. Nie placi od wpozyczenia. A jak dostanie ksiazke od kogos za darmo, to nie placi w ogole. Autor nic materialnego z tego bezposrednio nie ma – posrednio ma grono czytelnikow siegajacych po jego inne ksiazki, takze kupujacych je.Jeszcze raz, nie ma przelozenia 'nie sciagnie=kupi'. Argument, ze jak sie sciagnie, to sie bedzie kasy, jest chybiony.Co do Megaupload, to juz Fileserve i Filesonic zablokowaly mozliwosc pobierania dla osob trzecich (stajac sie po prostu wirtualnymi dyskami), co np. uderzylo w mojego znajomego rysownika komiksow, ktory udostepnial swoje prace za darmo na Fileserve. http://gunardan.blogspot.com/2012/01/sopa-acta-i-reszta-gowna.htmlPlus jest dodatkowy, ciekawy watek odnosnie Megaupload – http://www.digitalmusicnews.com/permalink/2011/111221airvinyl – rajd FBI na zamowienie, bo rosla cyfrowa konkurencja?

  21. Originally posted by Misiolak:

    Korporacje też nie uważają tego za złodziejstwo, bo za jumanie płyty ze sklepu czeka mnie mniejsza grzywna niż za ściągnięcie mp3 – przynajmniej według antypiratów.

    Czeka Cie mniejsza grzywna bo masz większą nieuchronność kary niż w przypadki jumania, więc "wyrównują" sobie wyższą karą. Co oczywiście jest zupełnie bezcelowe – nie da się niczym zastąpić nieuchronności kary, nawet jakby za jumania było rozstrzelanie to nie będzie odstraszać nikogo jeśli będzie rzadsze niż wygrana w totka. Z drugiej strony pouczenie na komisariacie z małym mandatem przy co drugim ściągniętym filmie od razu zatrzymałoby cały proceder.Originally posted by Misiolak:

    Jak bardzo różne jest wypożyczenie książki z biblioteki od ściągnięcia jej z sieci? Mogę nawet stwierdzić, że ściągnięcie będzie szlachetniejsze, bo nie blokuję dostępu osobie bez internetu. Jak bardzo różne jest nagranie piosenki z radia/zgranie płyty od znajomego od ściągnięcia mp3 z internetu?

    Biblioteka płaci za książki, radio płaci za piosenkę. Dla gościa który nie dostanie kasy bo ściągniesz pirata to jednak jest drobna różnica.Originally posted by Misiolak:

    Cory Doctorow rozkręcił i udowadnia, że się mylicie.

    I bardzo dobrze. I tak to powinno się odbywać. Zaryzykował swoją przyszłością bo wierzył, że się uda. Z czasem być może więcej osób dojrzy słuszność tej postawy i postąpi podobnie. Natomiast piraci którzy mówią o złym modelu dystrybucji chcą narzucić innym swoje wizje przy czym oni nie ryzykują swoim majątkiem i swoją przyszłością, oni po prostu jumają. To jest złe, z tym trzeba walczyć, to trzeba tępić.

  22. @Borys"Nie zagłębiałem się w treść ACTA, SOPA ani PIPA i nie będę wypowiadał się na ich temat."Warto zainteresować się prawem, nim prawo zainteresuje się Tobą. Jak Seji pokazał i na Borysa jest hak."Tymczasem zamknięto Megaupload."Tymczasem nie zamknięto żadnego innego serwisu oferującego podobne usługi. Też nazwijmy rzecz po imieniu. Korupcja? Kumoterstwo?"Chyba nigdy wcześniej na Blogrysie nie pisałem o piractwie."Barwnie opisywałeś "słuszne" "zatopienie" Pirate Bay. "Piractwo to nie jest złodziejstwo!"Nie jest, co udowadniali Scobin i Seji. Ba! Korporacje też nie uważają tego za złodziejstwo, bo za jumanie płyty ze sklepu czeka mnie mniejsza grzywna niż za ściągnięcie mp3 – przynajmniej według antypiratów.Czy piractwo jest czynem wątpliwym moralnie? Być może. Dzięki współczesnym technologią ten problem moralny jawi się jako statek Tezeusza. Jak bardzo różne jest wypożyczenie książki z biblioteki od ściągnięcia jej z sieci? Mogę nawet stwierdzić, że ściągnięcie będzie szlachetniejsze, bo nie blokuję dostępu osobie bez internetu. Jak bardzo różne jest nagranie piosenki z radia/zgranie płyty od znajomego od ściągnięcia mp3 z internetu? @LordThomas – "Weź rozkręć biznes na zasadach o jakich mówisz i udowodnij nam wszystkim, że się mylimy."Cory Doctorow rozkręcił i udowadnia, że się mylicie.@SejiSteam robi też coś co się nazywa Free Weekend, czyli przez weekend można grać za darmo w dany tytuł – szkoda tylko, że niezbyt często (1 gra/miesiąc jak dobrze pójdzie), bo to IMO świetny sposób na wybadanie gry.

  23. Originally posted by Seji:

    Kupuje plyte CD z muzyka – place za nia, czyli ktos cos z tego ma. Kopiuje i wrzucam na siec. Czym roznie sie od biblioteki? :) (pominmy tu na chwile zwielokrotnienie tresci, bo nie jest istotne).

    To, że na 'model biblioteczny' (i inne akceptowalne rozwiązania z różnych branż) została wyrażona zgoda (bezpośrednia bądź pośrednia przez wejście w rynek kraju posiadającego określone przepisy), a na Twój model nie i jest on niezgodny z prawem. Tylko tyle. Aż tyle.Originally posted by Seji:

    Dystrybucja powinna wygladac inaczej. […]

    No bardzo fajnie. Ja się z Tobą zgadzam. I? To nie usprawiedliwia złodziejstwa. Dwa akapity napisałem o tym powyżej 'gęby pełnej frazesów' do czego się nie odniosłeś.

  24. Originally posted by Seji:

    Biblioteka placi raz. Nie placi od wpozyczenia.

    No ok, to nie jest nic złego, taki model dystrybucji.Originally posted by Seji:

    A jak dostanie ksiazke od kogos za darmo, to nie placi w ogole.

    …a to oznacza, że ten ktoś musiał kupić tą książkę czyli, że jednak ktoś coś z tego miał.Originally posted by Seji:

    Jeszcze raz, nie ma przelozenia 'nie sciagnie=kupi'. Argument, ze jak sie sciagnie, to sie bedzie kasy, jest chybiony.

    Owszem, dobrze więc, że to nie jest mój argument :) Ja mówię tylko tyle, że jeśli ktoś decyduje się na 'nie kupi=nie przeczyta/zagra/posłucha' stawiając na szali swoją przyszłość to jest to jego autonomiczna decyzja. Jeśli ktoś inny decyduje się na 'nie kupi=posłucha/zagra/przeczyta, a może przyszłości kupi' to też jest jego decyzja za którą on poniesie konsekwencje. I to jest dobre.Można oczywiście wpływać na model dystrybucji. Od kupowania tych co wspierają inny model dystrybucji po przepychanie w kraju praw które wymuszają nowy model dystrybucji. Wtedy piłka jest po stronie dostawców – mogą się dostosować do przepisów albo wycofać się z rynku. I to jest ich decyzja bo to oni ryzykują swoją przyszłością. Wszystko zgodnie z prawem.Natomiast jumanie z gębą pełną frazesów, że dystrybucja powinna wyglądać inaczej to zwykłe złodziejstwo.Originally posted by Seji:

    rajd FBI na zamowienie, bo rosla cyfrowa konkurencja?

    Bardzo możliwe. Zaznaczę tylko, że to nie jest tak że przeciwnicy 'złych ludzi' muszą być 'dobrymi ludźmi'. Mogą być jeszcze gorsi. Ale to nie zmienia negatywnej oceny tych pierwszych.

  25. @Lord"No ok, to nie jest nic złego, taki model dystrybucji."No popatrz. :P"…a to oznacza, że ten ktoś musiał kupić tą książkę czyli, że jednak ktoś coś z tego miał."Kupuje plyte CD z muzyka – place za nia, czyli ktos cos z tego ma. Kopiuje i wrzucam na siec. Czym roznie sie od biblioteki? :) (pominmy tu na chwile zwielokrotnienie tresci, bo nie jest istotne)."Natomiast jumanie z gębą pełną frazesów, że dystrybucja powinna wyglądać inaczej to zwykłe złodziejstwo."Dystrybucja powinna wygladac inaczej. Albo jeszcze z innej strony – dystrybucja moze zostac, jaka jest, ale powinien zmienic sie model oplat. Nie mam nic przciwko oplacie wliczanej do kasy za lacze sieciowe, ktora ma isc na artystow (jak dzis podatek od kopiowania w cenie plyt CD, nagrywarkach, ksero… To jeszcze inny problem – przeciez zaplacilem za mozliwosc kopioania, a traz mi sie to zabiera?!). Choc tak naprawde organizacje zbiorowego zarzadzania reprezentuja same siebie, nie artystow. To bylo dobre, jak do skopiowania plyty potrzeban byla fabryka winylu, a do skopiowania ksiazki zastep skrybow lub dobry powielacz.Dzis nie dosc, ze kazdy moze kopiowac, to kazdy moze produkowac tresc – i tu prawo jest lata w tyle za technolgia. Jasne, zabraniamy kopiowania – ale tu znow wraca (ulubiony chyba przyklad Vagli) kwestia pamieci podrecznej przegladarek – wszysto jest zgrywane na dysk, czy chcemy, czy nie – wyswietlasz kopie ksiazki na stronie lub odtwarzasz plik osadozny w stronie – nie pobierasz, ale przeladarka i tak go skopiuje, bo musi, zebys mogl poczytac/odsluchac. Automatycznie stajesz sie piratem.Potrzbebujemy nowych rozwiazan prawnych, a nie kurczowego trzymania sie nieprzystajacych przepisow. Rewolucji cyfrowej powstrzymac sie nie da, chyba zeby wprowadzic calkowity zamordyzm. A w zwiazku z tym potrzebne sa rozwiazania, ktore beda dobre dla artystow i odbiorcow – niekoniecznie dla koncernow – siec pozwala wyeliminowac posednikow, wiec wiecej pieniedzy moze isc do kieszeni autora.

  26. " a na Twój model nie i jest on niezgodny z prawem. Tylko tyle. Aż tyle."No to czas na zmiane prawa. I to sie tez odnosi do akapitu nad geba frazesow.

  27. Seji, zanim te prawo pozmieniają to my już w grobach będziemy. :)

  28. Originally posted by Seji:

    No to czas na zmiane prawa.

    I rest my case.

  29. restuj, dopowiem ze zmiane wymuszona nie frazesami, ale rozwojem techniki.

  30. "Z drugiej strony pouczenie na komisariacie z małym mandatem przy co drugim ściągniętym filmie od razu zatrzymałoby cały proceder."A nie lepiej od razu ustalić przyjazny cenowo abonament i nie traktować każdego klienta jako potencjalnego bandytę? "Biblioteka płaci za książki"Zwłaszcza za egzemplarz obowiązkowy. W Polsce jest o tyle ciekawie, że autor/wydawca ma niepłacone coś koło dwudziestu razy, a ja dalej pożyczam za darmo.

  31. @BorysM1 i M2 – bez kontekstu, obie sytuacje sa nie w porzadku. Co do tego sie zgadzamy chyba wszyscy.Doloz kontekst – nowoczesne technologie, chec obcowania z kultura tam, gdzie nie jest to mozliwe, ekonomia. I juz nie masz czarno-bialej sytuacji. O to sie wszystko rozbija. Nikt nie mowi: "nie placic autorom". Placic, jak najbardziej. Ale brac nalezy pod uwage prawa uzytkownika – prawo do kopii chociazby (DRM anyone?), prawo do remixu niekomercyjnego, prawo do przeniesienia na inne urzadzenie, co w epoce cyfrowej jest nie do unikniecia (chyba, ze zabronic produkcji mp3playerow i softu do ripow) i tak dalej. Pod haslem "skonczyc z piractwem" probuje sie wdrozyc ograniczenie praw uzytkownikow koncowych i zawrocic kijem postep techniczny.Ja chce moc swobodnie dysponowac trescia, dzielic sie nia, pobierac, ale chce tez, zeby autorzy dostawali nalezne im wynagrodzenie.

  32. @Wszyscy:Chciałem zwrócić uwagę — bo zaraz nam się wszystko pomerda — że mówimy o trzech różnych (choć oczywiście w ogromnym stopniu zazębiających się) rzeczach i ich mieszanie nie ułatwi nam dyskusji:1. Jumactwo. A więc zjawisko polegające na tym, że zamiast kupić płytę, film, książkę, grę albo program, bezczelnie ściągam ją z sieci, wbrew woli autora i łamiąc zasady dystrybucji.2. ACTA, PIPA i SOPA. Zerknijcie do drugiego zdania mojej notki, bo jest ono tutaj kluczowe. Jeżeli natomiast oburzyła Was reszta pierwszego akapitu, jeśli sądzicie (Wy = Seji i Misiołak), że podchodzę do kwestii tych traktaktów zbyt beztrosko, to w odpowiedzi do Sejiego (która niedługo się pojawi, przepraszam za lagi) określę wyraźniej swoje stanowisko (chociaż w sumie wszystko znajdziecie w tym pierwszym akapicie).3. Model korzystania z kultury w cyfrowym wieku. Oczywiście, zgadzam się, ze Scobinem, że wypadałoby go zmienić, zmodernizować. Jaki status prawny mają moje ukochane mash-upy? Czy wolno tworzyć autorskie zwiastuny filmów i umieszczać je na YouTubie? Nie wiadomo, przepisy tego nie regulują. A powinny i również uważam, że dla dobra kultury powinny być liberalne. Ale jumactwo pozostanie jumactwem, bo większość piratów juma w celach konsumpcyjnych, nie twórczych. (To trochę tak, jakby usprawiedliwiać narkotyki tym, że przecież niektórzy artyści lubią sobie wypalić jointa i potem piszą lepsze wiersze. Okej, ale co ma piernik do wiatraka?) Poza tym łamanie prawa nie może być defaultowo usprawiedliwiane tym, że nam się owo prawo nie podoba.@Seji i Misiołak:Odpowiem wkrótce na Wasze komentarze bezpośrednio, ale na razie nie sposób nie zauważyć, że Wasza kontrargumentacja jest nieco okrężna. Odnieście się, proszę, do meritum, czyli do dwóch konkretnych sytuacji:M1. Ktoś ma ochotę na np. nową płytę zespołu X. Zamiast ją kupić, ściąga ją z netu i bez skrępowania jej potem na okrągło słucha. Ten ktoś nie ma najmniejszych zamiarów kupić z czasem legalnego wydania. Zgodzimy się chyba, że takie przypadki występują bardzo często. Według mnie to jumactwo, które należy potępić. A według Was?M2. Ktoś piraci duże ilości muzyki, często jej słucha, a potem od czasu do czasu coś kupi (powiedzmy jakieś 10% tego co ściągnie). Takie przypadki też się zdarzają (choć, jak już napisałem, według mnie to margines — do linka podrzuconego przez Sejiego odniosę się potem). Czy naprawdę nie przeszkadza Wam kluczowy tu fakt, że taka osoba ma w czterech literach wolę artysty, który wybrał inny sposób dystrybucji? Przecież gdyby artysta chciał, żeby potencjalni odbiorcy wypróbowywali jego dzieło za darmo, mógłby to ogłosić (tak jak Coelho :)). Czy uważacie więc, że jego decyzję (o nierozprowadzaniu swojego dzieła za friko) należy po prostu zignorować? A może artysta jest głupi, bo wybiera "przestarzały model dystrybucji"? A może daje się doić przez chciwą wytwórnię, a piraci go poniekąd ratują? Nie pytam ani ironicznie, ani retorycznie.

  33. Originally posted by Misiolak:

    A nie lepiej od razu ustalić przyjazny cenowo abonament i nie traktować każdego klienta jako potencjalnego bandytę?

    Można. Jeśli jakiś wydawca tak zrobi to tylko mogę mu pogratulować i skorzystać. Ale jeśli postanowi tak nie robić to ma do tego pełne prawo bo to on ryzykuje (zaczynam się już męczyć powtarzaniem tego). I ma pełne prawo oczekiwać, że ci co łamią jego zasady będą ścigani na zasadach obowiązujących w danym kraju.Można nawet ten abonament wprowadzić odgórnie na poziomie państwowym i powiedzieć, że wszystko co tu jest wydawane może być w ten sposób pobierane i udostępniane i np. cześć tego abonamentu ląduje u wydawcy. I wtedy każdy wydawca sam rozważy czy mu się opłaca wchodzić w rynek czy nie.To NIE JEST to samo co stwierdzenie "ja bym inaczej to urządził więc będę jumał i to jest usprawiedliwione moralnie". Nie jest.Originally posted by Misiolak:

    Zwłaszcza za egzemplarz obowiązkowy. W Polsce jest o tyle ciekawie, że autor/wydawca ma niepłacone coś koło dwudziestu razy, a ja dalej pożyczam za darmo.

    Misiołaku, a czytałeś to (5 komciów wyżej): "To, że na 'model biblioteczny' (i inne akceptowalne rozwiązania z różnych branż) została wyrażona zgoda (bezpośrednia bądź pośrednia przez wejście w rynek kraju posiadającego określone przepisy), a na Twój model nie i jest on niezgodny z prawem."?

  34. Presja nie jest – i nie powinna byc – wywierana na artystow, ale na dysponentow prawami do dystrybucji utorow i na prawodawcow. Ja bym chetnie Foxowi czy CBS zaplacil za mozliwosc ogladania serialu na ich stronie – ogladac nie moge z przyczyn licencyjnych (jestem poza US), a pieniedzy nikt ode mnie wziac nie chce.Model tradycyjny – plyta CD – powoli ustepuje wersjom elektronicznym. To jeszcze potrwa, miedzy innymi ze wzgledu na problemy prawne (gwarancje dla tworcow). Wydanie CD samodzielnie jest mozliwe jak najbardziej, ale rozbija sie o kanaly dystrybucyjne, zmonopolizowane przez duze firmy i wytwornie (choc podziemie metalowe kiedys sobie z tym radzilo i dzisiaj tez moge kupic plytke bezposrednio od zespolu). Koncerny plytowe kreuja tez marki, bo widza zapotrzebowanie (wszelkie plastikowe idolki) – dla nich to brand jak wszystko inne i musza odzyskac inwestycje, historie z zespolami z ulicy zauwazonymi przez managera nie sa dzis tak czeste.Ale tez w druga strone – nie opublikuje swojej piosenki w internecie, bo nic nie bede z tego mial. Chce gwarancji, ze zarobie – obecne prawo mi nie pomaga. Owszem, moga scigac sicagajacych, moga ich szykanowac w ramach ACTA, SOPA, PIPA, ale dla mnie, malego artysty, nie ma to znaczenia – gorzej, zalozycie ludziom kaganiec, nikt sie o mnie nie dowie. Dzielenie sie dobrami kultury w sieci daje gwarancje, ze dobre tresci wyplyna, beda powielane, sluchane i czytane, a artysta znany (zreszta, techniki sie nie zastopuje, kropka). trzeba jednak zabezpieczyc dobra artysty. a tego sie nie zalatwi wiezieniem dla nastolatka, co sciaganal plik mp3, tylko takimi uwarunkowaniami, dzieki ktorym artysta dostanie pieniadze (podatek, oplata za lacze -dwa dosc sensowne i pojawiajace sie co jakis czas, pewnie da sie wymyslic cos innego).Licencje – kiedys kontrola byla prosta, bo na skopiowanie plyty potrzeba bylo infrastruktury. potem byla kaseta i bylo latwiej. Potem CD, potem nagle mp3 i wystarczy jedno klikniecie. tego sie nawet nie da kontrolowac.BTW – jak bedziesz sprawdzal linki, poszukaj newsa o Szwajcarii, ktorej rzad uznal, ze koncenry medialne zamiast plakac rzadowi, ze sciaganie jest zle, musza poszukac, jak lepiej zdobywac pieniadze i lepszej dystrybucji, bo nie przekonuja nikogo, ze na sciaganiu traca. :)

  35. Cieszę się, że się zgadzamy, nawet jeśli jest to zgoda poza kontekstem. :) Sprawa rozbija się więc prawopodobnie o punkt trzeci (model korzystania z kultury w cyfrowym wieku). Ale: Dzisiaj każdy artysta (lub grupa artystów) może bez problemu publikować swoje dzieła w internecie. Wielu decyduje się jednak tego nie robić i wybiera model tradycyjny. Uważasz, że w takich sytuacjach wolno nam nie szanować ich woli, bo "wiemy lepiej" (bez ironii) i naszymi pirackimi postępkami musimy wywierać presję na ich sposób myślenia?

  36. @Seji:"Czy Pan Norweg wie, jakiej wysokosci sa najpopularniejsze zarobki w Polsce*, jakie sa w tymze kraju ceny plyt, ksiazek, filmow i koszty zycia? Najwyrazniej Pan Norweg nie wie. Proponuje wyjrzec poza swoje naftowe Eldorado i sie zainteresowac."Gdy sprawdzałem ostatni raz, to najpopularniejsze zarobki w Polsce były zdecydowanie wyższe od ceny płyty, biletu kinowego albo gry. Zacytuję sam siebie: "Najlepiej uświadom sobie najpierw, że nie musisz słuchać dziesięciu nowych płyt i oglądać dziesięciu nowych filmów miesięcznie. Wtedy okaże się, że w gruncie rzeczy Cię stać." A że niektórych stać na kupno więcej płyt niż innych, cóż, takie życie."Nie jest. Wlasciciel nie traci nic fizycznie."Czyli na gapę też wolno jeździ, bo przecież tramwaju nie ubędzie?"Do tego nie ma przelozenia liczba plikow sciagnietych=straty z powodu niekupienia produktu."Niczego takiego nie twierdziłem. Nie o straty tu chodzi, ale o brak poszanowania dla własności intelektualnej.Co do ACTA, PIPA i SOPA, to polecam Ci (i Misiołakowi) dwa rozsądne (choć nie apologetyczne) i mniej alarmistyczne artykuły:http://teukros.wordpress.com/2012/01/22/acta-jak-to-wlasciwie-wyglada/http://the-american-interest.com/article.cfm?piece=1182Że podejmuje się próby ujarzmienia internetu? Owszem. Tak było i będzie z każdym medium – po okresie anarchii przychodzi epoka regulacji. Że zamkną cały internet za naruszanie znaków towarowych w recenzjach i zostanie tylko http://www.zombo.com? Bzdury. Seji, jeżeli w to wierzysz, to pierwszy odetnę Ci kabel od internetu – bo że jeśli jesteś aż tak naiwny, to sieć przynosi Ci więcej szkody niż pożytku. :)Rzucasz linkiem do artu sprzed pięciu lat. Gdzie są źródła? Jaką metodologię liczenia stosowali? Na każdy taki link mogę odpowiedzieć Ci linkiem, gdzie twierdzi się coś przeciwnego. "Jestes w stanie podac procentowo, ile gier wychodzacych obcenie dostaje wersje demo?"Nie jestem. Z pewnością nie wszystkie. Ale w konstytucji nic nie pisze, że każdy obywatel ma zagwarantowane prawo do wersji demo dowolnej gry. Jeżeli wydawca zdecyduje się takiej wersji nie udostępnić — jego potencjalna strata, jak to już wielokrotnie podkreślał Lord.Jeżeli nie poruszyłem jakiegoś istotnego wątku z Twoich komentarzy, daj znać. I kiedy ja Ci wysyłałem linki do torrentów?

  37. @Borys"Gdy sprawdzałem ostatni raz, to najpopularniejsze zarobki w Polsce były zdecydowanie wyższe od ceny płyty, biletu kinowego albo gry."A koszty sobie przypomniales? Nie ma w polowie pelnej szklanki, przypomnij sobie wszystko, a potem policzymy, ile mozna kupic za 1500 zl, jesli z nich cos zostanie. A potem mi powiesz, dlaczego nalezy wykluczac ludzi z udzialu w kulturze i dlaczego godne to jest i sprawidliwe. :)"Czyli na gapę też wolno jeździ, bo przecież tramwaju nie ubędzie?"Ubywa :) – zuzycie paliwa/pradu w komunikacji miejskiej zalezne od obciazenia chociazby. :P Zle wybrales. ;)Teukrosa czytalem – on rowniez zwraca uwage na zagrozenia dla przecietnego czlowieka. Przeczyta takze to http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=1090 – ciekawe ustepy o skali kontroli i braku praw jednostki. Zgloszenie – zabor sprzetu, sankcje i to bez oskarzenia. To moze przyjdzie pozniej.Linki – nie do torrentow akurat, ale do serwisu hostingowego, ktory hostowal swietny norweski film Varg Veum (czy jakos tak), nawet angielskie sieciowe napisy pomogles mi znalezc. :)A co 5 lat – to akurat znalazlem na szybko. Wchodzisz jako ignorant do tematu, sam musisz odrobic prace domowa, ja za Ciebie niestety nie bede. :)Powiedz mi tez, Borysie, jak norweskie spoleczenstwo zareagowaloby na dzialania rzadu, ktory w tajemnicy przyjmuje prawo pozbawiajace narod norweski czesci praw i sprzeczne z norweska konstytucja? Cieszylbys sie?@LordDrogi Lordzie, nigdzie nie napisalem, ze sposobem zmiany prawa jest lamanie prawa. Dziekuje, do widzenia.

  38. Originally posted by Seji:

    M1 i M2 – bez kontekstu, obie sytuacje sa nie w porzadku. Co do tego sie zgadzamy chyba wszyscy.Doloz kontekst – nowoczesne technologie, chec obcowania z kultura tam, gdzie nie jest to mozliwe, ekonomia. I juz nie masz czarno-bialej sytuacji.

    Znajdujesz jakiś kontekst w którym jumanie nie jest jednoznacznie czarne. Generalnie wedle KK zmuszanie innych do czegoś też jest złe. No ale w kontekście aborcji, in vitro itd. "juz nie masz czarno-bialej sytuacji" (no w zasadzie to masz, tyle, że białą).Originally posted by Seji:

    Dziekuje, do widzenia.

    Szczęść Boże!

  39. Na szybko: Dzisiaj o osiemnastej, a więc za chwilę, o ACTA będzie się wypowiadał Hołdys. Jest za. Może być ciekawie. :)P.S.: Orliński napisał u siebie o ACTA, ale w umiarkowany sposób. Flejm pod notką wybuchnie pewnie i tak :). Ciekawie o ACTA pisze też Bendyk.

  40. "No ale w kontekście aborcji, in vitro itd. "juz nie masz czarno-bialej sytuacji" (no w zasadzie to masz, tyle, że białą)."Rozmawiales kiedys ze mna o aborcji? Nigdy nie twierdzilem, ze aborcja to czarno-biale rozwiazanie. Powinna byc dozwolona, ale nie bezwarunkowo i nie jako srodek antykoncepcyjny. Ale dalej, daj kolejne absurdalne porownanie. :)A skoro juz przywolujesz ogrnaiczanie swobod obywatelskich w imie religii, to jest to podobne do ograniczania swobod obywatelskich w imie prywatnych zyskow prywatnych firm, ktorym udaje sie wylobbowac dobra dla nich i tylko dla nich prawo. Jak Rysiek ze Zdzichem przepychali przpeisy o automatach hazardowych, na ktorych zarabiali, byla afera. Jak Uniwersal z WBEI przepycha przpeisy, dzieki ktorym zarobia wiecej, nie ma sprawy?

  41. Seji, czyli jumanie jest uzasadnione bo wywierasz presje na koncerny w słusznym celu? Tak naprawdę dla dobra społeczeństwa i samych artystów, tylko, że oni jeszcze tego nie widzą? Świat jest urządzony źle i można wbrew woli narzucić model dystrybucji?Hmm, to zupełnie jak znienawidzona przez Ciebie organizacja o której wspominasz w co drugiej notce, co narzuca ludziom jak mają żyć, czy pozwalać na aborcje, in vitro i inne takie. Oczywiście dla Twojego dobra. Ty co prawda tego jeszcze nie widzisz…Czy takie porównanie dotrze z przekazem? Próba narzucenia nowego modelu dystrybucji ludziom siedzącym w obecnym modelu wbrew ich woli bo wiesz lepiej czyni Cię Kościołem Katolickim Jumania. Słabo, nie?(Powyższe porównanie jest skierowane do Sejiego, którego stosunek do KK jest znany i może sprowokuje pewne przemyślenia. Co poniektórzy inni dyskutanci mogą się poczuć dumni z porównania :) )

  42. 1. Seji i ja zgadzamy się tutaj pod tyloma względami (nie pod wszystkimi, ale to w ogóle trudno osiągnąć), że jest to prawie podejrzane. ;-)2. "Ja bym chetnie Foxowi czy CBS zaplacil za mozliwosc ogladania serialu na ich stronie – ogladac nie moge z przyczyn licencyjnych (jestem poza US), a pieniedzy nikt ode mnie wziac nie chce".Jeżeli Fox i CBS mają jakieś konta bankowe, a ja oglądam ich seriale, to mogę ustalić kwotę, którą uważam za stosowną, po czym przekazać ją na konto tych stacji (analogicznie z książkami i muzyką). Albo mogę zrobić z tymi pieniędzmi coś innego, np. przekazać je sprawdzonej organizacji charytatywnej. To nadal będzie nielegalne, wciąż będzie niejednoznaczne moralnie i podatne na nadużycia, dlatego nawet nie będę próbował nikogo przekonywać, że powinien tak robić (ani że jest to lepsze od tego, co robi obecnie). Natomiast IMHO warto to rozważyć samemu dla siebie.To będzie daleka analogia, ale od kilku miesięcy próbuję zachowywać nieco podobny sposób postępowania w kontaktach z bezdomnymi proszącymi na ulicy o pieniądze. Zwykle pieniędzy nie daję (czasem kupię np. parę bułek), natomiast za każdym razem, kiedy widzę żebrzącą osobę, staram się tego samego dnia zanotować to w osobnym pliku i odłożyć drobną kwotę, a po jakimś czasie zebraną sumę przekazać na konto sprawdzonej fundacji. Dlaczego to jest analogiczne do sytuacji opisanej w poprzednim akapicie? Dlatego, że w obu wypadkach staramy się robić coś, co powstrzyma nas przed "zrutynizowaniem" problemu, przed przekształceniem pewnych zwyczajów w bezrefleksyjny nawyk. (Zapewne jest wiele dróg, którymi można osiągnąć ten cel – to tylko jedna z nich).Pozdrawiam!

  43. No popatrz, Scobinie, jak wspolna sprawa zbliza ludzi. ;)Mysle, ze zamiast dawania na fundacje, starczy dany serial kupic, jak wyjdzie na dvd/br. Jesli wyjdzie, bo czasami nie wychodza. Albo wychodza okrojone i jest problem.

  44. Tak, kupowanie serialu na DVD też jest pewnym rozwiązaniem.A tymczasem jeszcze trochę ciekawie o ACTA: http://polter.pl/Kamulec,blog.html?13194. Nie umiem tego samodzielnie zweryfikować, ale wydaje mi się, że warto przynajmniej włączyć do dyskusji wątek pt. "To już funkcjonuje w polskim prawodawstwie". Przy czym ripostą mogłoby być to, co piszą na końcu autorzy z Panoptykonu: "ACTA będzie stanowi[ć] sygnał, że przekroczenie […] niedookreślonych zasad będzie restrykcyjnie karane". Sygnał, a nie nowe prawo.

  45. Czesc rzeczy zapewne funkcjonuje. Ale Kamulec pominal niewygodne dla siebie artykuly, ktore zaraz mu przytocze. :PEDITJeszcze jedna rzecz. ACTA, jako prawo miezynarodowe, ma precedens rpzed polskim. Jesli w przyszlosci ACTA np. zniesie uztyek dozwolony, to zniknie on tez z polskiego prawa.

  46. Każdemu należy się płaca za pracę. Wiele z aktywności, które są nie w smak "posiadaczom praw autorskich" jest zgodna z prawem. Mogę ściągnąć pozostając prawym, a potem zapłacić, by pozostać także moralnym. Skoro pochylamy się nad moralnością pirata, czemu nie pochylić się nad moralnością "posiadacza praw autorskich" i jego spadkobierców(!!!), który ma dostawać tantiemy do śmierci i 70 lat dłużej? Z pewnością to prawe rozwiązanie ma zadośćuczynić męki twórcze towarzyszące nabywaniu praw autorskich, męki, które niczym rodowa klątwa przenoszą się na następnie pokolenie. W czym gorsze są przedstawiciele innych zawodów i ich dzieci, że mają mieć płacone tylko raz? Jest jeszcze ciekawiej – nie każdy posiadacz, posiadaczowi równy – o czym Vagla nieraz wspominał:

    I kto z gębą pełną frazesów nie przestrzega prawa?

  47. @scobinWiele razy żałowałem, że artyści nie mają przycisku "Donate" na swoich stronach.

  48. @Scobin:"Zauważ jednak, że jeśli znacząco zmniejszy się liczba takich ryzykantów, to tym trudniejsze będzie wydobycie nauki danego kraju z przepaści. Błędne koło."Okej, okej, ale uważam, że upraszczasz całe zagadnienie. Nie chodzi bowiem o to, że naukowcy z niektórych krajów nie mogą cieszyć się tak szerokim dostępem do publikacji jak ich koledzy z USA/UK — ale o to, że w wielu krajach nauka jest niedofinansowana. Brak dostępu do publikacji naukowych stanowi więc "odprysk" dużo poważniejszego problemu, a piracenie paperów go nie rozwiąże. Biedny zanzibarski uczony ma małe szanse na dokonanie przełomowego odkrycia nie dlatego, że jego biblioteka nie prenumeruje "Science", ale dlatego, że na uczelni w ogóle brakuje pieniędzy.Poza tym nie zgadzam się też z Twoją tezę, że "jeśli znacząco zmniejszy się liczba takich ryzykantów, to tym trudniejsze będzie wydobycie nauki danego kraju z przepaści". Żyjemy w epoce Big Science, na rozwój nauki większy wpływ od odkryć samotnych geniuszy ma zaplecze finansowe i dobra infrastruktura. A co za tym idzie: Nawet jeżeli jakiś kraj w danej chwili cienko przędzie na poletku naukowym, jeśli wpompuje się w system odpowiednio dużą ilość pieniędzy, zaległości zostaną odrobione w przeciągu dekady."Ale zobacz: to nie jest tak, że kiedy spiracisz jakiś program, to jego twórca już nigdy nie będzie mógł skorzystać ze swojego prawa do dysponowania tym programem. Możesz powiedzieć, że pirat pozbawia kogoś należnego zysku, jednak słowo "należny" też nie jest całkiem oczywiste."Ale sedno sprawy nie polega na tym, że piracąc pozbawia się autora jego produktu (bo tak się nie dzieje), ani że autor traci należny mu zysk (tutaj można by polemizować), tylko na tym, że piracąc "gwałcisz" dystrybucyjną wolę autora i bezprawnie korzystasz z jego dokonań kreatywno-intelektualnego. Przewina pirata ma przede wszystkim charakter etyczny, nie pragmatyczny.@Misiołak:"Warto zainteresować się prawem, nim prawo zainteresuje się Tobą."Podejrzewam, że istnieje masa kruczków prawnych, na które można by mnie (i Ciebie) złowić, gdybyśmy podpadli jakiemuś Agentowi Smithowi. Czy śledzisz wszystkie nowe ustawy z równą czujnością? Dopiero co przeczytałem w najnowszej "Polityce", że od czerwca NIK (sic!) uzyska szersze uprawnienia niż służby specjalne, i każdy kontroler będzie mógł swobodnie gromadzić informacje nt. pochodzenia rasowego (!), preferancji seksualnych (!!), poglądów politycznych (!!!), wyznania (!!!!), a nawet kodu genetycznego (!!!!!). Tutaj masz znowelizowaną ustawę (art. 29, punkt 2i). Nikt jednak nie wszczyna alarmu i nie straszy Gattacą. Dlaczego? Między innymi dlatego, że wiemy, iż hipotetyczne możliwości, jakie daje litera prawa, nie zawsze przekładają się na praktykę. Ot, przykład z górnej półki: W Konstytucji RP istnieje zapis o wolności wyznaniowej, ale w Sejmie RP i tak wisi krzyż. Wszystko to kwestia interpretacji. Jeżeli założymy, że po wprowadzeniu ACTA-y, co drugi internauta trafi za kratki, to musimy też przyjąć, że Ludzie Na Górze są wrogo nastawieni do społeczeństwa (NWO, anyone? :)). A jeśli są wrogo nastawieni, to mamy problem, niezależnie od tego, czy ACTA wejdzie, czy nie wejdzie."Tymczasem nie zamknięto żadnego innego serwisu [niż Megaupload] oferującego podobne usługi. Też nazwijmy rzecz po imieniu. Korupcja? Kumoterstwo?"Przypuszczam, że zamknięcie serwisu a'la Megaupload to nie takie hop-siup. Agenci FBI nie mają uprawnień Agentów Smithów. :) Najpierw trzeba odwalić masę roboty papierkowej, zgromadzić dowody, dokumenty, zastosować się do setek biurokratycznych procedur. Nie da się wszystkich serwisów wziąć na celownik za jednym zamachem. A dlaczego najpierw padło na Megaupload? Nie wiem, pewnie czynniki losowe, może Megaupload najgorzej zabezpieczył się od takiej interwencji."Barwnie opisywałeś "słuszne" "zatopienie" Pirate Bay."Faktycznie. Miło, że pamiętasz. :)"Wiele razy żałowałem, że artyści nie mają przycisku "Donate" na swoich stronach."A czy kiedykolwiek wysłałeś do takiego artysty (choćby i anonimowego) maila o treści "Ściągnąłem Twoją płytę, it's awesome, nie mam możliwości jej legalnego zakupu, czy posiadasz PayPalowe konto, na które mógłbym przelać kilka funtów?"?

  49. ~ Ja jestem za SOPA 'ą. Nie widzę sensu w straszeniu wszechobecną cenzurą; chodzi tutaj tylko o ukrócenie piractwa. Czyli stron rozpowszechniających pirackie materiały oraz chodzi o usunięcie i nie wstawianie linków do takich stron. Koniec świata po prostu, jest o czym krzyczeć, jest czym się bulwersować/przerażać. Phi; nowości filmowe i muzyczne nie powinny być kradzione. A korzystanie z takich dobrodziejstw jest po prostu tanim cwaniactwem. Niestety ci, którzy teraz krzyczą o ograniczeniu wolności w sieci (owszem kontrowersyjnym dość) doprowadzili do takiego stanu rzeczy – tak, dokładnie oni. To oni spowodowali nagminnymi praktykami i ich popieraniem sytuację potrzeby wprowadzania rodzaju cenzury w kolejnych krajach. W chwili obecnej w USA, Nowej Zelandii, Australii wytoczonych jest setki tys. pozwów, spraw za materiały pirackie; programy, muzykę, nowości filmowe. Komornicy zajmują wystawne samochody z najdroższych rezydencji, bez wyjątku, tak więc; piraci strzeżcie się! :))Ja byłem wolny, jestem i moja wolność nie zostanie naruszona takim ograniczeniem/cenzurą, jeśli ją wprowadzą. Pozdrawiam SOPA 'ę/podobne.Wolałbym; by krzyki i emocje, wysiłki internautów skupiły się np. na problemie wstawiania pornografii dziecięcej do sieci i potępianiu zboczeńców, aniżeli na takim prostym temacie.Mówię START dla ACTA, SOPY/podobnych.Pieprzyć Anonymous, nie lubię mend, tępić gadów hackerów.

  50. MuadiM, nie wiem na jakie strony wchodzisz, ale ja na moich nie mam żadnego problemu ze wstawianiem pornografii dziecięcej. :)

  51. Borysie, media są między innymi po to, żeby patrzeć na ręce władzy. Nie słyszałem o tej ustawie, dzięki za info. Będę protestować."Między innymi dlatego, że wiemy, iż hipotetyczne możliwości, jakie daje litera prawa, nie zawsze przekładają się na praktykę."Serio tak myślisz? To ma mnie uspokoić? Skoro nikt nie ma z tego korzystać, to po co uchwalać? Wolałbym jednak, żeby uchwalano sensowne, egzekwowalne prawo.@MegauploadCiekawy zbieg okoliczności podlinkował ci już Seji.@lastBędę musiał zacząć ścigać artystów.MuadiM, proszę powiedz ile trzeba zapłacić Vallejo za umieszczanie jego prac na blogu.

  52. @Borys============Okej, okej, ale uważam, że upraszczasz całe zagadnienie. Nie chodzi bowiem o to, że naukowcy z niektórych krajów nie mogą cieszyć się tak szerokim dostępem do publikacji jak ich koledzy z USA/UK — ale o to, że w wielu krajach nauka jest niedofinansowana. Brak dostępu do publikacji naukowych stanowi więc "odprysk" dużo poważniejszego problemu, a piracenie paperów go nie rozwiąże. Biedny zanzibarski uczony ma małe szanse na dokonanie przełomowego odkrycia nie dlatego, że jego biblioteka nie prenumeruje "Science", ale dlatego, że na uczelni w ogóle brakuje pieniędzy.Poza tym nie zgadzam się też z Twoją tezę, że "jeśli znacząco zmniejszy się liczba takich ryzykantów, to tym trudniejsze będzie wydobycie nauki danego kraju z przepaści". Żyjemy w epoce Big Science, na rozwój nauki większy wpływ od odkryć samotnych geniuszy ma zaplecze finansowe i dobra infrastruktura. A co za tym idzie: Nawet jeżeli jakiś kraj w danej chwili cienko przędzie na poletku naukowym, jeśli wpompuje się w system odpowiednio dużą ilość pieniędzy, zaległości zostaną odrobione w przeciągu dekady.============Hm, ale ja mam na myśli przede wszystkim sytuację przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych (chyba gdzieś o tym wspominałem), a nie ścisłych, w których obieg naukowy w znacznie większym stopniu przeniósł się do artykułów i baz danych (zwykle chyba łatwiej dostępnych z Polski niż książki – choć jeśli się mylę i istotna część artykułów np. w Twojej działce jest obwarowana wysokimi opłatami, popraw mnie, proszę). Odpadają też np. problemy ze źle wyposażonymi pracowniami (wyjąwszy m.in. neuropsychologię, chociaż jej przynależność do nauk społecznych jest co najmniej nieoczywista).============Ale sedno sprawy nie polega na tym, że piracąc pozbawia się autora jego produktu (bo tak się nie dzieje), ani że autor traci należny mu zysk (tutaj można by polemizować), tylko na tym, że piracąc "gwałcisz" dystrybucyjną wolę autora i bezprawnie korzystasz z jego dokonań kreatywno-intelektualnego. Przewina pirata ma przede wszystkim charakter etyczny, nie pragmatyczny.============Zgadzamy się zatem, że piractwo nie jest tożsame z kradzieżą. ;-) Przy czym akapit, który napisałeś, wystarcza do uzasadnienia nielegalności piractwa, natomiast nie przesądza jeszcze o tym, czy jest ono nieetyczne. (Żeby nie było: moim zdaniem w większości przypadków jest, ale mam wrażenie, że co do tego zgadzamy się tutaj wszyscy lub prawie wszyscy).

  53. @Misiołak:"Skoro pochylamy się nad moralnością pirata, czemu nie pochylić się nad moralnością "posiadacza praw autorskich" i jego spadkobierców(!!!), który ma dostawać tantiemy do śmierci i 70 lat dłużej? Gdy kiedyś zostawisz w spadku swoim dzieciom dom, to po ilu latach chciałbyś, żeby rząd im go odebrał? Po pięćdziesięciu? Po dwudziestu?Rozumiem oczywiście, że starasz się tutaj wprowadzić ostre rozgraniczenie między "własnością fizyczną" a "własnością intelektualną", ale nie rozumiem, czym to rozgraniczenie jest motywowane."W czym gorsze są przedstawiciele innych zawodów i ich dzieci, że mają mieć płacone tylko raz?"Może w tym, że rodzice innych dzieci nie wnieśli trwałego wkładu w kulturę? Zresztą, jeżeli ktoś zostawi swoim dzieciom w spadku grube miliony na zagranicznych kontach, to dzieci będą mogły żyć dostatnio z procentów. I też nie będą "mieć płacone tylko raz". Tak działa kapitalizm."Serio tak myślisz? To ma mnie uspokoić? Skoro nikt nie ma z tego korzystać, to po co uchwalać? Wolałbym jednak, żeby uchwalano sensowne, egzekwowalne prawo."Ja też. Ale u mnie to się nie przekłada na losowe bicie w alarmowy bęben. :)@Scobin:"Hm, ale ja mam na myśli przede wszystkim sytuację przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych (chyba gdzieś o tym wspominałem), a nie ścisłych,"Uważasz, że naukowcom humanistycznym i socjologicznym nie są potrzebne pieniądze i zaplecze na prowadzenie i promowanie swoich badań? Jasne, antropolog obejdzie się bez Wielkiego Zderzacza Hadronów — ale to nie znaczy, że do szczęścia potrzebny mu jest tylko nieskrępowany dostęp do publikacji naukowych."Zgadzamy się zatem, że piractwo nie jest tożsame z kradzieżą. ;-)"Piractwo jest nowoczesną formą kradzieży. Kradzież to kategoria przestępstwa. Obejmuje wyniesienie komuś z domu telewizora, zwędzenie komuś portfela w tramwaju, zdefraudowanie pieniędzy i zajumanie płyty z internetu. A dlaczego uważam piractwo za nieetyczne, napisałem w odpowiedzi na drugie "pytanie" w notce. :)

  54. =============Uważasz, że naukowcom humanistycznym i socjologicznym nie są potrzebne pieniądze i zaplecze na prowadzenie i promowanie swoich badań? Jasne, antropolog obejdzie się bez Wielkiego Zderzacza Hadronów — ale to nie znaczy, że do szczęścia potrzebny mu jest tylko nieskrępowany dostęp do publikacji naukowych.=============Są potrzebne, ale z reguły znacznie, znacznie mniejsze niż przedstawicielom nauk ścisłych.=============Piractwo jest nowoczesną formą kradzieży. Kradzież to kategoria przestępstwa. Obejmuje wyniesienie komuś z domu telewizora, zwędzenie komuś portfela w tramwaju, zdefraudowanie pieniędzy i zajumanie płyty z internetu. A dlaczego uważam piractwo za nieetyczne, napisałem w odpowiedzi na drugie "pytanie" w notce.=============Nie zgadzam się. Piractwo nie jest nowoczesną formą kradzieży, tylko jest teraźniejszą formą piractwa. Wynosząc telewizor, wędząc portfel i defraudując pieniądze, zabierasz komuś jego własność. On ją miał, a teraz już nie ma, bo masz ją ty. Z piractwem jest inaczej.Co do nieetyczności piractwa, to w sumie obaj już chyba pisaliśmy, jak ją postrzegamy (gdzieś tam pewnie wspominałem, że moim zdaniem prawdopodobnie większość przypadków piractwa to postępowanie niemoralne).

  55. Ja nie mówiłem o potępianiu w czambuł osoby, która ściągnęła jeden stary film albo 5, 10 starszych. Tylko o pewnej normie, która się wyrobiła odnośnie milionów płyt i nowości filmowych. Doradzam uważniej czytać czyjeś wpisy. Miałem jeszcze xero zawodowo; też możesz raban wszcząć teraz, skopiowałem sobie 2 książki. Tyle iż stare. Usługa xero była droga i szło świetnie, przynosiło duży dochód – zrezygnowałem m. in. dlatego, by nie kopiować całych książek – tak, jak chcieli klienci, bo w Lublinie jest na to zapotrzebowanie. Czepiajmy się – oK; ale ja nie mam zamiaru Ciebie lustrować.Istnieje kilka wyjątków, jak;cyt. "Czy można uznać, że skany i treść książek udostępnianych w Google Books, do których prawdopodobnie wygasły już prawa autorskie można udostępniać w projektach Wikimedia z opisem, że są w domenie publicznej, mimo że są one przez Google opatrywane klauzulą "Prosimy o wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych"?Jeżeli mamy pewność, że autorskie prawa majątkowe do utworu wygasły albo nigdy nie powstały, to możemy taki utwór rozpowszechniać, bowiem nie istnieje w zasadzie konstrukcja wtórnego nabycia praw, które wygasły ze względu na upływ czasu; wyjątek stanowią tutaj retroaktywne przepisy ustawy autorskiej oraz noweli do tej ustawy z dnia 9 czerwca 2000 r. Jeśli dany utwór jest w domenie publicznej ze względu na upływ okresu ochrony, to jego udostępnienie przez określony podmiot (np. Google Inc.) nie rodzi praw jakichkolwiek praw tego podmiotu, chyba że mamy do czynienia z tzw. pierwszym wydaniem albo wydaniem naukowym lub krytycznym (art. 991 oraz 992 ustawy autorskiej)."

  56. MuadiM, proszę powiedz ile trzeba zapłacić Vallejo za umieszczanie jego prac na blogu.

    ~ O to zapytaj stary miesięcznik Fantastyka. Nie mniej jednak generalnie masz rację, nie ma świętych, pewnie każdy gdzieś coś wykorzystał. To akurat, do czego pijesz to zrzut zdjęć wykorzystywanych w konkursie literackim – jakoś nikt tam mi uwagi nie zwrócił za łamanie praw autorskich starymi zdjęciami. Tak; jak pisałem w swoim poście; uważam iż ściąganie nowości filmowych i setek płyt w MP3 to rodzaj kradzieży. Gratuluję upierdliwości albo dokładności w sprawdzeniu mojego bloga. Właśnie takie przykłady ośmieszają temat; taka przesada.

  57. "Są potrzebne, ale z reguły znacznie, znacznie mniejsze niż przedstawicielom nauk ścisłych."Polemizowałbym, bo kazachska socjologia nie jest bardziej znana w świecie niż kazachska fizyka. :) Ale wróćmy do Twojej tezy, która rozpoczęła ten podwątek dyskusji:"Zauważ jednak, że jeśli znacząco zmniejszy się liczba takich ryzykantów, to tym trudniejsze będzie wydobycie nauki danego kraju z przepaści."Dlaczego miałoby być trudno wydobyć naukę danego kraju z przepaści? Cóż za mechanizm by ją tak głęboko pogrążył?"Wynosząc telewizor, wędząc portfel i defraudując pieniądze, zabierasz komuś jego własność. On ją miał, a teraz już nie ma, bo masz ją ty. Z piractwem jest inaczej."Piracąc bierzesz od kogoś cichaczem jego własność. Ponieważ jednak własność ma charakter wirtualny, internetowy, cyfrowy, to ten ktoś tej własności nie "traci", bo pojęcie "materialnej utraty" w ogóle nie ma sensu. Co nie zmienia faktu, że jest to kradzież.Wyobraź sobie, że włożyłeś dużo pracy w napisanie podręcznika akademickiego. Nie zrobiłeś tego z dobrego serca, ale po to, żeby zarobić. Wydałeś podręcznik elektronicznie po całkiem przystępnej cenie. Z czasem orientujesz się, że bardzo dużo studentów korzysta bezwstydnie z zajumanej wersji. Powiedz, ale tak szczerze: Czy czułbyś się bardziej "spiracony", czy bardziej "okradziony"?

  58. A ja przy własnym.Pewnie, że prawo jest prawem – ja się nie uchylam od odpowiedzialności.Polecam jednak zapoznać się z pewnymi wyjątkami, precedensami prawnymi, nim skażesz mnie ponownie za kradzież jabłka.Cyt. "Zdjęcie opublikowane przed 1994 rokiem bez zastrzeżenia praw autorskich, pod rządem ustawy z 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim – można domniemywać, że nie jest przedmiotem prawa autorskiego."Rozmawiajmy o problemie, nie o mnie, aczkolwiek mi to nie przeszkadza.Walisz z dubeltówki; tyle że naboje masz smugowe i ślepe – a nie prawdziwe, doradzam więcej skuteczności.Mam kolekcję fantastyk, z których mogę korzystać – umieszczając niektóre wybrane treści, nawet cytaty, wstawiać krótkie kawałki i nie złamię w tym momencie prawa. wystarczy wtedy adnotacja, uściślenie treści, podkreślenie źródła, a nawet nie – wystarczy wyraźne oznaczenie iż jest to cytat z autora i oznaczenie najlepiej znakiem specjalnym "".Ja nie udawałem iż to namalowałem, nie wstawiałem cudzych fotografii udając, że je zrobiłem. Jak się czepiasz, to rób to sensowniej, bo znowu to wygląda tak, jak wtedy; cyt. "MuadiM, spox, że popierasz Borysa, ale rób to samodzielniej." Logika the best. Bo: albo spox, albo Ci coś przeszkadza i coś mi doradzasz, choć znowu racji nie masz.I kto tu mnie chce pouczać/poprawiać? Cyt. "Niemal każdy z nas już jest piratem." – Mów lepiej za siebie. Ja piratem się nie czuję; nie sięgnąłem w życiu po ani jeden film, ani po jedną płytę; czy książkę.

  59. Borys:"ostre rozgraniczenie między "własnością fizyczną" a "własnością intelektualną", ale nie rozumiem, czym to rozgraniczenie jest motywowane."Na przykład tym, że "własność intelektualna" jest wyceniana jak "własność materialna". Przykład z życia wzięty – nowa płyta CD z dostawą do domu kosztuje 3.52, ten sam album do ściągnięcia w mp3 kosztuje 3.55."Może w tym, że rodzice innych dzieci nie wnieśli trwałego wkładu w kulturę?"Jaki trwały wkład w kulturę wnosi łyżwa Nike'a? Britney Spears? Szymborska? Sapkowski? Wszystko subiektywne. Co w ogóle uznamy za kulturę? I dlaczego wytwory niematerialne mają mieć przewagę nad wytworami materialnymi?Dom mogą sobie zabrać na tej samej zasadzie co piosenkę. Skopiować. Nie da się? To sorry. Przykład z milionami na koncie równie nieadekwatny, bo procent bierze się z obrotu kapitałem (nowe inwestycje), a pierdzący od n lat w stołek autor piosenki i jego dzieci dostaje dzięgi za ten sam utwór. Analogicznie murarz i jego dzieci powinien dostawać procent od każdego, kto zamieszka w wybudowanym przez niego domu – przynajmniej w przypadku domu można ustalić jakieś normy trwałości."nie przekłada na losowe bicie w alarmowy bęben"Tak, rzucam k100 przeciwko czemu by tu dziś zaprotestować.Borys & ScobinB:"piracąc "gwałcisz" dystrybucyjną wolę autora i bezprawnie korzystasz z jego dokonań kreatywno-intelektualnego"S: "uzasadnienia nielegalności piractwa, natomiast nie przesądza jeszcze o tym, czy jest ono nieetyczne."Przynajmniej do wczoraj istniało coś takiego jak dozwolony użytek osobisty, więc o czym piszecie jako o nielegalnym piractwie i bezprawiu?MuadiM Walisz jakimiś tysiącami, setkami z rękawa, a mi przypisujesz przesadę? Kradzież bułki i kradzież ferrari to nadal kradzież. Zapewniam że "posiadacze praw" będą bardziej upierdliwi – mi to dynda, co sobie na blogu wklejasz. "Posiadaczowi praw" dynda co ty i organizator konkursu literackiego uważacie – będzie można łatwo i wygodnie nałożyć "słuszną" grzywnę to nałoży. Niemal każdy z nas już jest piratem – skala nie ma znaczenia. I made my point.

  60. ================SCOBINSą potrzebne, ale z reguły znacznie, znacznie mniejsze niż przedstawicielom nauk ścisłych.BORYSPolemizowałbym, bo kazachska socjologia nie jest bardziej znana w świecie niż kazachska fizyka.================Nie do końca rozumiem, co ten przykład ma obalać. ;-)================Ale wróćmy do Twojej tezy, która rozpoczęła ten podwątek dyskusji:"Zauważ jednak, że jeśli znacząco zmniejszy się liczba takich ryzykantów, to tym trudniejsze będzie wydobycie nauki danego kraju z przepaści."Dlaczego miałoby być trudno wydobyć naukę danego kraju z przepaści? Cóż za mechanizm by ją tak głęboko pogrążył?================Mechanizm kumulatywny: coraz mniej polskich literaturoznawców czy socjologów znanych na Zachodzie (a i tak jest ich mało), coraz niższa świadomość tego, co się dzieje w nauce poza granicami kraju, itd.================Piracąc bierzesz od kogoś cichaczem jego własność. Ponieważ jednak własność ma charakter wirtualny, internetowy, cyfrowy, to ten ktoś tej własności nie "traci", bo pojęcie "materialnej utraty" w ogóle nie ma sensu. Co nie zmienia faktu, że jest to kradzież.================Kradzieżą będzie to wtedy, jeżeli usuniesz tej osobie plik z twardego dysku (co przecież jest fizycznie możliwe).================Wyobraź sobie, że włożyłeś dużo pracy w napisanie podręcznika akademickiego. Nie zrobiłeś tego z dobrego serca, ale po to, żeby zarobić. Wydałeś podręcznik elektronicznie po całkiem przystępnej cenie. Z czasem orientujesz się, że bardzo dużo studentów korzysta bezwstydnie z zajumanej wersji. Powiedz, ale tak szczerze: Czy czułbyś się bardziej "spiracony", czy bardziej "okradziony"?================Nie wiem, jak bym się poczuł (zakładam, że nie chodzi tutaj o pierwsze wrażenie, tylko o bardziej trwałe odczucia), ale wiem, że starałbym się sprawdzić, w jaki sposób piracenie podręcznika wpłynęło na wyniki sprzedaży. Oczywiście nie da się zagwarantować, że nielegalne kopiowanie zadziałałoby tak samo, jak w wypadku Gaimana czy Coelho – ale nie da się też stwierdzić, że na pewno zadziałałoby inaczej.================MISIOŁAKPrzynajmniej do wczoraj istniało coś takiego jak dozwolony użytek osobisty, więc o czym piszecie jako o nielegalnym piractwie i bezprawiu?================No, na przykład jak ściągnę sobie sto płyt Madonny i pięćdziesiąt z nich wrzucę w sieć. ;-) Wybacz skrajność, ale nie do końca rozumiem, do czego prowadzi Twoje pytanie.

  61. MuadiM"nie sięgnąłem w życiu po ani jeden film, ani po jedną płytę; czy książkę."Widać :D MSPANCScobin"jak ściągnę sobie sto płyt Madonny i pięćdziesiąt z nich wrzucę w sieć. ;-) Wybacz skrajność, ale nie do końca rozumiem, do czego prowadzi Twoje pytanie."Po prostu pytam co rozumiecie pod pojęciem nielegalności. Sto płyt możesz sobie ściągnąć, dopiero publiczne udostępnianie jest zabronione.MEGA-ULTRA-LOL!!!!!!!!!!1111!!1http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/376899,minister-boni-sciagam-filmy-i-muzyke-z-internetu.html

  62. "Po prostu pytam co rozumiecie pod pojęciem nielegalności".Niezgodność z obowiązującym prawem (np. prawem danego państwa). ;-) Natomiast przełożenie tego na konkretne przypadki jest już trudniejsze, bo przecież interpretacja przepisów często nie jest oczywista i nawet prawnicy potrafią mieć wątpliwości lub sprzeczne zdania, a co mam powiedzieć ja, zwykły żuczek. :)

  63. Pełny cytat;"Cyt. "Niemal każdy z nas już jest piratem." – Mów lepiej za siebie. Ja piratem się nie czuję; nie sięgnąłem w życiu po ani jeden film, ani po jedną płytę; czy książkę." – Z kontekstu zdania jasne jest (ja piratem się nie czuję), że chodziło o popieranie piractwa, sięganie po pirackie książki, filmy, muzykę. Twój żart był bardzo "tani" @Misiołak. Z każdej wypowiedzi można wybrać 3 wyrazy i je kosmicznie przeinterpretować. "Gratuluję". Słyszałeś o takiej przyzwoitości/normalności jak; cytowanie pełnych zdań złożonych?

  64. @Misiołak:"Na przykład tym, że "własność intelektualna" jest wyceniana jak "własność materialna". Przykład z życia wzięty – nowa płyta CD z dostawą do domu kosztuje 3.52, ten sam album do ściągnięcia w mp3 kosztuje 3.55."Odpływamy od głównego wątku. Zapytałem, dlaczego prawa spadkowe nie miałyby obejmować "własności intelektualnej" (WI) na tych samych zasadach co "własności materialnej" (WM). W obu przypadkach mówimy o dziele czyichś rąk i/albo umysłu. Jeżeli, jak sam zauważasz, rynek wycenia tą pierwszą tak samo jak tą drugą, tym bardziej powinno się dziedziczyć prawa do dystrybucji WI na podobnych zasadach co prawa do posiadania WM."Jaki trwały wkład w kulturę wnosi łyżwa Nike'a? Britney Spears? Szymborska? Sapkowski?"Nike to znak towarowy, inna bajka. A co do piosenek Britney, wierszy Szymborskiej i powieści Sapkowskiego, to nie rozumiem, do czego zmierzasz, zadając swoje pytanie. Jeżeli te produkty nie wnoszą niczego trwałego w kulturę, to możemy przynajmniej traktować je jako rzemieślniczy produkt służący zaspokajaniu potrzeb rozrywkowych. Czemu w takiej sytuacji spadkobiercom miałoby nie przysługiwać prawo do tantiem? A jeżeli wnoszą — powód do dziedziczenia tantiem tym większy."I dlaczego wytwory niematerialne mają mieć przewagę nad wytworami materialnymi?"Skąd nagle ta przewaga? Ja nie mówię o przewadze, tylko o równowartości."Dom mogą sobie zabrać na tej samej zasadzie co piosenkę. Skopiować. Nie da się? To sorry"Piosenki mogą sobie komponować i nagrywać samemu. Nie potrafią? To sorry. Niech płacą za cudzy talent i czas."Przykład z milionami na koncie równie nieadekwatny, bo procent bierze się z obrotu kapitałem (nowe inwestycje), a pierdzący od n lat w stołek autor piosenki i jego dzieci dostaje dzięgi za ten sam utwór."Kapitał to nie tylko pieniądze. Jest jeszcze kapitał kulturowy i kapitał symboliczny. Traktuj tantiemy jak procent z obrotu kapitałem kulturowym właśnie."Analogicznie murarz i jego dzieci powinien dostawać procent od każdego, kto zamieszka w wybudowanym przez niego domu – przynajmniej w przypadku domu można ustalić jakieś normy trwałości."Nie powinien. Ale owszem, mógłby. Gdyby podpisał stosowną umowę z developerem. Oczywiście, murarskie umowy o prace nie są de facto formułowane w ten sposób. Nie ma jednak ku temu apriorycznych przeszkód.A jeśli chodzi o "nielegalność" — faktycznie, w ferworze dyskusji użyłem parę razy tego określenia, ale mnie naprawdę dużo bardziej niż o wymiar prawny piractwa chodzi o wymiar etyczny.@Scobin:"Nie do końca rozumiem, co ten przykład ma obalać. ;-)"Odniosłem wrażenie, że twierdzisz, iż pieniądze w branży humanistycznonaukowej liczą się zdecydowanie mniej niż pieniądze w branży ścisłonaukowej. Gdyby tak było, to zachodni naukowcy nie wiedliby prymu i w jednej, i w drugiej."Mechanizm kumulatywny: coraz mniej polskich literaturoznawców czy socjologów znanych na Zachodzie (a i tak jest ich mało), coraz niższa świadomość tego, co się dzieje w nauce poza granicami kraju, itd."No okej. Załóżmy, że taki stan rzeczy trwa przez ileś tam lat. Nagle rząd wykłada na stół pieniądze — na prężne instytuty, na stypendia dla młodych zdolnych, na promocję wyników naukowych za granicą. Ja myślę, że nauka odkułaby się bardzo szybko (w przeciągu 5-10 lat).Co do kwestii "piractwo a kradzież" — nie dogadamy się. :)

  65. @Borys===============Odniosłem wrażenie, że twierdzisz, iż pieniądze w branży humanistycznonaukowej liczą się zdecydowanie mniej niż pieniądze w branży ścisłonaukowej. Gdyby tak było, to zachodni naukowcy nie wiedliby prymu i w jednej, i w drugiej.===============Mogą wieść prym z wielu przyczyn naraz, zarówno finansowych, jak i ideowych (barbarzyńsko upraszczając: "Anglosasi zdołali narzucić światu pogląd, że ich nauka jest lepsza"). Wydaje mi się, że powody tego ostatniego rodzaju są istotniejsze w naukach społecznych i humanistycznych niż w naukach ścisłych.==============="Mechanizm kumulatywny: coraz mniej polskich literaturoznawców czy socjologów znanych na Zachodzie (a i tak jest ich mało), coraz niższa świadomość tego, co się dzieje w nauce poza granicami kraju, itd."No okej. Załóżmy, że taki stan rzeczy trwa przez ileś tam lat. Nagle rząd wykłada na stół pieniądze — na prężne instytuty, na stypendia dla młodych zdolnych, na promocję wyników naukowych za granicą. Ja myślę, że nauka odkułaby się bardzo szybko (w przeciągu 5-10 lat).===============Bardzo możliwe (chociaż przyjąłbym nieco dłuższy okres niż 5–10 lat, ale to już raczej detale). Natomiast czy to nastąpi? Nie wiemy. W tej sytuacji nawet szansa na drobną poprawę stanu polskiej humanistyki i rodzimych nauk społecznych wydaje się przynajmniej warta rozważenia. Oczywiście, to nie znaczy, że uzasadnione jest, aby wszyscy badacze piracili ile wlezie – decyzję musi każdy podjąć sam, nie mam gotowej odpowiedzi. :)===============Co do kwestii "piractwo a kradzież" — nie dogadamy się.===============To prawda. ;-)

  66. @MuadiMChciałem napisać coś merytorycznego, ale po wnikliwej analizie Twojego komentarza stwierdziłem, że nie mam za bardzo o czym. Com napisał, tom napisał, ale specjalnie dla Ciebie spreparuję szersze omówienie:1) O dozwolonym użytku pisałem wcześniej i zwracałem uwagę na chęć ograniczenia, jeśli nie wyeliminowania, tego prawa przez "posiadaczy własności intelektualnej". Sam ze sobą mogę podyskutować w domu, na forum publicznym wyglądałoby to co najmniej dziwnie.2) Cytowana przez Ciebie wykładnia dotyczy zdjęcia reporterskiego – Vallejo nie jest fotoreporterem (choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać inaczej :D)3) Reszta to pieniactwo i wycieczki osobiste, co już lapidarnie podsumowałem.@BorysNie ma znaku równości między własnością intelektualną a materialną. Po prostu nie ma, co wynika choćby z piramidy Maslowa. Sam piszesz, że bez WI można żyć (WI<WM), a machasz ręką gdy pokazuję ci przykład WI+WM<WI. Moim zdaniem stąd bierze się cały problem – ze stawiania znaku równości WM=WI, ale tylko wtedy gdy jest to na rękę posiadaczom WI. Wyceniają WI jak WM, a gdy ktoś mówi, że przecież można bezstratnie skopiować – "oj tam, oj tam". I wnet z równości mamy ostrą nierówność na rzecz WI.Ja rozumiem dlaczego chcą ten znak równości postawić, ale nijak nie mogę się na to zgodzić. W skrajnym przypadku w imię obrony WI poświęcamy ludzkie życie, bo mówimy lekom generycznym NIE.1) "rynek wycenia tą pierwszą tak samo jak tą drugą, tym bardziej powinno się dziedziczyć prawa do dystrybucji WI na podobnych zasadach co prawa do posiadania WM"Właśnie nie wycenia tak samo. W pierwszym przypadku płacę za treść plus produkcję nośnika, magazynowanie i transport. W drugim za samą treść, bo składowanie na serwerze to są koszty pomijalne. WI+WM<WI – hmmmm… czyli samo tłoczenie, składowanie i jeżdżenie w tę i nazad powinno generować mi zysk. Po co produkować jakieś treści? :) Poza tym nazywanie rynkiem sprzedawców to trochę nadużycie. 2) "możemy przynajmniej traktować je jako rzemieślniczy produkt służący zaspokajaniu potrzeb rozrywkowych. Czemu w takiej sytuacji spadkobiercom miałoby nie przysługiwać prawo do tantiem?"Rzemieślniczy produkt? Jak stół? Gdy stolarz umrze, dzieci mogą sprzedać zalegające w magazynie egzemplarze. Gdy umrze artysta, niech sprzedają "własności intelektualne" leżące w szufladzie.Na marginesie, nadal nie wiem jak określasz trwałość produktu intelektualnego, ani co zaliczasz do kultury, ani jak odnosisz się do faktu, że jeden producent WI MUSI dostać wynagrodzenie (Szymborska), a drugi NIE MOŻE (Waglowski). Przy okazji mógłbyś również podać równanie, z którego wyliczasz wartość kapitału kulturalnego i symbolicznego w jednostkach walutowych.3) "Piosenki mogą sobie komponować i nagrywać samemu. Nie potrafią? To sorry."Dom mogą sobie zbudować sami… Możemy odbijać tak piłeczkę w nieskończoność. Nie ma równości.4) "Niech płacą za cudzy talent i czas."Mogę płacić za talent i czas artysty, nie jego dzieci.5) ""Analogicznie murarz i jego dzieci powinien dostawać procent od każdego, kto zamieszka w wybudowanym przez niego domu…"Nie powinien."Dlaczego nie powinien? Dlaczego umowy nie powinny być de facto tak formułowane? Znowu mamy stawianie znaku równości tylko wtedy, gdy jest to wygodne dla obrony WI.

  67. Kurcze, odsubskrybowalo mi komcie i tyle mnie ominelo. Ale juz nadrabiam. ;)@Borys"Tutaj masz znowelizowaną ustawę (art. 29, punkt 2i). Nikt jednak nie wszczyna alarmu i nie straszy Gattacą."Jeszcze nie. Ale w Polsce toczy sie juz od jakiegos czasu debata – na razie w powazniejszych mediach – nad tym, ile i do jakich danych maja dostep sluzby i dlaczego za chwile sluzba celna i moze straz pocztowa albo SOK beda mieli prawo zakladania podsluchow. Na razie z NIK wybrnieto tak, ze zapomniano dookreslic dane. To tylko poakzuje, jak niechlujnie jest tworzone prawo w Polsce i do czego moze to doprowadzic."W Konstytucji RP istnieje zapis o wolności wyznaniowej, ale w Sejmie RP i tak wisi krzyż. Wszystko to kwestia interpretacji."A to jest rpzyklad olewania prawa przez rzadzacych, ktorzy wola kleczec rpzed katabasami i calowac w pierscionek ubersukienkowego z Watykanu, niz zajac sie problemami obywateli."A czy kiedykolwiek wysłałeś do takiego artysty (choćby i anonimowego) maila o treści "Ściągnąłem Twoją płytę, it's awesome, nie mam możliwości jej legalnego zakupu, czy posiadasz PayPalowe konto, na które mógłbym przelać kilka funtów?"Raz wyslalem ja, raz wyslal mi artysta.Raz – chcac kupic dodatek (pdf) do Little Fears – przyjmowali tylko paypala, byl rok 2003, paypal mial polske gdzis. napisalem, zeby podali alternatywny sposob zaplaty. Wyslali mi podrecznik.Dwa – kupilem plyty Atargatis, wtedy jeszcze dema nagrywane domowym spsobem (lightscribe itd), prosto od zespolu. Na pytanie, gdziue dorwac ich pierwza ever plyte odpisali, zebym sciagnal, bo sami juz nie maja. (zrezta, gdybym nie uslyszal ich kawalka w fanowskim filmie WH40K, to bym ni sciagnal ich plyt i w konsekwencji nie kupil wszystkich, jakie wydali – straszny ze mnie pirat, zlodziej i zabojca artystow)."Rozumiem oczywiście, że starasz się tutaj wprowadzić ostre rozgraniczenie między "własnością fizyczną" a "własnością intelektualną", ale nie rozumiem, czym to rozgraniczenie jest motywowane."Tym, ze to nie jest to samo i nie powinno byc to samo. Wlasnosc intelektualna to swiezy, XIX-wieczny pomysl. Doprowadozny do absurdu tak, ze za kradzez pyty w sklepie jest mniejsza kara, niz za wrzucenie jej w siec."Może w tym, że rodzice innych dzieci nie wnieśli trwałego wkładu w kulturę?"Arcitekci wnosza wiekszy wklad, a jakos tantiem ich dzieciom nikt nie wyplaca. Im zreszta tez nie. Inzynierom tez nie. Czym sie rozni projekt budynku od kartki z wierszem?"Piractwo jest nowoczesną formą kradzieży. Kradzież to kategoria przestępstwa. Obejmuje wyniesienie komuś z domu telewizora, zwędzenie komuś portfela w tramwaju, zdefraudowanie pieniędzy i zajumanie płyty z internetu."Nie wiem jak w Norge, ale pewnie tak samo – wg polskiego rpawa sciaganie tresci jest LEGALNE (poza oprogramowaniem). Nielegalne jest udostepnianie tresci, co do ktorych nie ma sie praw. tyle w kwestii jumania z internetu.Nie wiesz, o czym mowisz. Na przyszlosc wybierz, czy potepiasz tych, co wrzucaja za darmo, czy tych, co sciagaja. I sprawdz uwarunkowania prawne.I nadal nie powiedziales mi, dlaczego ludzie maja byc wykluczeni z uczestnictwa w kulturze i dlaczego takie wykluczenie jest dobre i pozadane. A to jest bardzo istotne pytanie dla calego problemu. Nikt nie twierdzi z nas tutaj, ze jest za tym, by nie placic artystom. Kwestia jest dostep do wytworow kultury. Wiec co z tym wykluczeniem?@MuadiMCzy wiesz, jak dziala przegladarka internetowa? Czy wiesz, po co jest w niej pamiec podreczna, co ta pamiec przechowuje i dlaczego i jak trafiaja tam tresci, do ktorych nie masz praw?Czy masz zgode na uzycie grafy, ktora masz w swoim avatarze i na stronie Info?

  68. @Scobin:"Mogą wieść prym z wielu przyczyn naraz, zarówno finansowych, jak i ideowych (barbarzyńsko upraszczając: "Anglosasi zdołali narzucić światu pogląd, że ich nauka jest lepsza"). Wydaje mi się, że powody tego ostatniego rodzaju są istotniejsze w naukach społecznych i humanistycznych niż w naukach ścisłych."W porządku. Ale dlaczego zdołali narzucić światu taki pogląd? Dlatego, że są tacy fajni, czy dlatego, że poprzez nakłady pieniężne i dobrą infrastrukturę zdołali skutecznie wypromować swoją naukę? :)@Misiołak:"Nie ma znaku równości między własnością intelektualną a materialną. Po prostu nie ma, co wynika choćby z piramidy Maslowa."Zgadzam się, że ten znak równości jest co najmniej problematyczny. Ale pamiętaj, że od kilku komentarzy rozmawiamy o dziedziczeniu praw, i jeżeli stwierdziłem, że WI = WM, to miałem przede wszystkim na myśli kontekst spadkowy."Sam piszesz, że bez WI można żyć (WI<WM), a machasz ręką gdy pokazuję ci przykład WI+WM<WI."Wybacz, który to był przykład, bo teraz nie jestem pewien…?"Moim zdaniem stąd bierze się cały problem – ze stawiania znaku równości WM=WI, ale tylko wtedy gdy jest to na rękę posiadaczom WI."Tobie mogę postawić analogiczny zarzut: Z jednej strony argumentujesz z pozycji pragmatycznej ("od kopiowania nikomu nie ubywa"), z drugiej strony ignorujesz (bo tak wygodnie :)) pragmatyczne motywy autora, który na swoim dziele chce zarobić i nie ma ochoty, by inni rozrywali się przy nim za friko. BTW, nie wypowiedziałeś się nigdy w kwestii M1 i M2 z mojego komentarza z 24/1/2012 3:39:41 PM."Wyceniają WI jak WM,"Ale ja niczego nie wyceniam, wycenia rynek. Myślisz, że jeśli iTunes ogłosi wieczystą pięćdziesięcioprocentową obniżkę, to zorganizuję protest pod hasłem "WI = WM"? :)"W skrajnym przypadku w imię obrony WI poświęcamy ludzkie życie, bo mówimy lekom generycznym NIE."Traktuję to jako dygresję, bo nie rozmawiamy o WI w najszerszym możliwym sensie (a więc leki, patenty, znaki towarowe itd.), tylko o produktach kulturowych.""1) rynek wycenia tą pierwszą tak samo jak tą drugą, tym bardziej powinno się dziedziczyć prawa do dystrybucji WI na podobnych zasadach co prawa do posiadania WM"Właśnie nie wycenia tak samo."Jak nie wycenia tak samo, skoro wycenia? Sam podałeś przykłady dwóch płyt, jednej fizycznej, drugiej wirtualnej, które kosztują mniej więcej tyle samo. Poniżej piszesz, że "nazywanie rynkiem sprzedawców to trochę nadużycie". Sugerujesz, że o cenach decyduje Układ, który za wszelką cenę należy rozbić?"W pierwszym przypadku płacę za treść plus produkcję nośnika, magazynowanie i transport."Produkcja pojedynczego nośnika oraz przetransportowanie i zmagazynowanie jednej płyty to też są minimalne koszty. Więc jeżeli oburzają Cię wysokie ceny płyt w wersji wirtualnej, równie mocno powinny Cię oburzać wysokie ceny w HMV. Tak czy owak: I płyta fizyczna, i płyta wirtualna kosztują mniej więcej tyle samo, bo liczy się esencja — czyli muzyczna treść."Rzemieślniczy produkt? Jak stół? Gdy stolarz umrze, dzieci mogą sprzedać zalegające w magazynie egzemplarze. Gdy umrze artysta, niech sprzedają "własności intelektualne" leżące w szufladzie."Ale dzieci wolą jednak sprzedawać "własności intelektualne", które z tej szuflady wyszły. A prawo przez 70 lat stoi po ich stronie, więc korzystają. Dziwisz im się? Ty i ja na tym poniekąd tracimy, owszem, ale świat jest już tak skonstruowany, że raz na wozie, raz pod wozem. Bądźmy szczerzy — gdybyś był synem Tolkiena, argumentowałbyś w sposób dokładnie odwrotny. :)Nie wiem właściwie, co Ci przeszkadza: fakt, że potomkowie w ogóle dziedziczą prawa do WI, czy fakt, że okres ochronny trwa aż siedem dekad. Mnie też się wydaje, że to za długo. Ale nie skracałbym tego okresu do zera, choćby ze względu na dwie możliwości:- Czasem artysta umiera w nędzy i nie zostawia potomstu złamanego grosza, ale kilka lat później jego dzieła stają się niespodziewanie bardzo popularne.- Czasem artysta umiera tuż po ukończeniu dzieła (a'la Stieg Larsson), które zaraz potem zamienia się w kurę znoszącą złote jajka.Czy w obu tych przypadkach dzieciom ma nie przysługiwać prawo do tantiem?"ani jak odnosisz się do faktu, że jeden producent WI MUSI dostać wynagrodzenie (Szymborska), a drugi NIE MOŻE (Waglowski)."Nie kumam, o co Ci tutaj chodzi. Waglowski może wprowadzić opłaty na swoim blogu, wolna droga. Co na tym zarobi, to jego."Przy okazji mógłbyś również podać równanie, z którego wyliczasz wartość kapitału kulturalnego i symbolicznego w jednostkach walutowych."Nie ma takiego równania. Decyduje rynek. A może chodziło Ci o to, że kapitał walutowy jest "namacalny", podczas gdy kulturowy i symboliczny — nie? Ale z tą namacalnością to różnie bywa, bo mnóstwo ludzi dorobiło się na spekulacjach i bańkach finansowych. "Dom mogą sobie zbudować sami… Możemy odbijać tak piłeczkę w nieskończoność."Właśnie. Mogą. A jak nie umieją, to nie zabiorą go Twoim dzieciom — tylko od nich kupią. Tak, wiem, zaraz mi znowu przypomnisz, że chodzi przecież o to, iż muzykę można skopiować, a dom nie. :) Ale zwróć uwagę: Prawa spadkowe dotyczące własności materialnej są tak samo umowne jak te dotyczące własności intelektualnej. Bo niby dlaczego dom dziedziczy się "na zawsze"? Dlaczego nie ma wymogu, żeby po 20 latach (to przecież wystarczająco długo, by spadkobierca się dorobił) oddawać go ubogim? Czy taki przepis byłby w jakiś sposób nielogiczny?"Dlaczego nie powinien? Dlaczego umowy nie powinny być de facto tak formułowane? Znowu mamy stawianie znaku równości tylko wtedy, gdy jest to wygodne dla obrony WI."Nieprecyzyjnie Ci wtedy odpowiedziałem. Nie chodziło o to, że murarzowi nie wolno dostawać procentu od dochodu z wynajmu, ale że nie sposób mówić tu o konieczności. GDYBY prawo, umowa i konwencja były odpowiednie, to murarz oczywiście MÓGŁBY ten procent dostawać. Nie byłoby w tym nic sprzecznego.

  69. 1) "jeżeli stwierdziłem, że WI = WM, to miałem przede wszystkim na myśli kontekst spadkowy."W żadnym kontekście nie ma równości.2) ""Sam piszesz, że bez WI można żyć (WI<WM), a machasz ręką gdy pokazuję ci przykład WI+WM<WI." Wybacz, który to był przykład, bo teraz nie jestem pewien…?" i "I płyta fizyczna, i płyta wirtualna kosztują mniej więcej tyle samo, bo liczy się esencja — czyli muzyczna treść."Ten z płytami. Nowa materialna płyta fizyczna kosztuje 3.50, w mp3 3.60 -a używaną kupię za 2.00. Czyli co? Treść się wytarła?3) M1 i M2Pisałem już, że wynagrodzenie się należy. Osobiście jako artysta wolałbym, żeby ludzie chcieli płacić za moją pracę bez względu na kanał dystrybucji. "Chcieli" to słowo kluczowe. Generalnie myślę podobnie jak Seji.4) "Sugerujesz, że o cenach decyduje Układ, który za wszelką cenę należy rozbić?"Sugeruję, że klient też ma coś do powiedzenia.5) "dzieci wolą jednak sprzedawać "własności intelektualne", które z tej szuflady wyszły"Dzieci stolarza wolą sprzedawać już raz sprzedane stoły.6) "A prawo przez 70 lat stoi po ich stronie, więc korzystają."Zdecyduj się – mówimy o prawie czy moralności.7) "Czy w obu tych przypadkach dzieciom ma nie przysługiwać prawo do tantiem?"Murarz umiera, ale w kilka lat/tuż po jego śmierci usługi murarskie są bardzo potrzebne.Nie chodzi o to, że dzieciom artysty nie wolno dostawać procentu od twórczości, ale że nie sposób mówić tu o konieczności. :D Chociaż osobiście uważam, że nie powinny.8) ""WI MUSI dostać wynagrodzenie (Szymborska), a drugi NIE MOŻE (Waglowski)." Nie kumam, o co Ci tutaj chodzi."Odsyłam do filmiku linkowanego na poprzedniej stronie. A tu znajdziesz bezpośrednie zestawienie Szymborska/Vagla: http://prawo.vagla.pl/node/8060 Nadal nie znam definicji produktu kulturowego i warunków, które musi spełnić, by dostać zań tantiemy.9) "Ale z tą namacalnością to różnie bywa, bo mnóstwo ludzi dorobiło się na spekulacjach i bańkach finansowych."Co jest moralnie naganne, ale kulturalne cyckanie już jest OK?10) "Bo niby dlaczego dom dziedziczy się "na zawsze"?"No właśnie nie "na zawsze", bo "jak sprzydam to nimam". Jak się rozpadnie ze starości to "tyż nimam".11) "Produkcja pojedynczego nośnika oraz przetransportowanie i zmagazynowanie jednej płyty to też są minimalne koszty."Tak minimalne, że niekiedy nawet ujemne! Rozumiem też, że standardowy nakład to jedna materialna płyta?

  70. @Borys"W porządku. Ale dlaczego [Anglosasi – przyp. S.K.] zdołali narzucić światu taki pogląd?"Dla przykładu: wątki kolonialne i ogólna potęga ekonomiczna US i UK z pewnością nie były tu bez znaczenia. :-)Swoją drogą jeżeli chodzi o nielegalne korzystanie z prac naukowych, to tutaj jest jeszcze jeden wątek (przedstawię go w uproszczeniu). Czy na pewno chcemy, żeby humanistyką i naukami społecznymi na dobrym poziomie zajmowali się głównie ludzie, którzy od początku byli wystarczająco bogaci, aby sobie na to pozwolić? Jeżeli nie, to trzeba wziąć pod uwagę, że obecny model dystrybucji dóbr intelektualnych jest jednym z czynników (oczywiście niejedynym i zapewne nie najważniejszym) utrwalających taki stan rzeczy.

  71. @Seji: "Czy masz zgode na uzycie grafy, ktora masz w swoim avatarze i na stronie Info?" ~ Bardzo dobre pytanie; spróbuj ściągnąć grafikę, którą mam na stronie info. Awatar jest zrobiony programikiem z moim zdjęciem; więc o co Ci chodzi? Spytasz czy pirackim programem? Widzę takie myślenie poza tym; ktoś przeszedł na czerwonym świetle – to jest dowód iż regulacja świetlna jest niewłaściwą regulacją.A Ty wiesz; jak dokładnie działa przeglądarka internetowa?@Misiołak: "2) Cytowana przez Ciebie wykładnia dotyczy zdjęcia reporterskiego – Vallejo nie jest fotoreporterem (choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać inaczej )" ~ Widać akurat zgłębiłeś temat praw autorskich zdjęć reportażowych. Poza tym on jest fotoreporterem; przecież robi zdjęcia nagim syrenom. Nie widziałeś, nie wiedziałeś?http://pl.wikipedia.org/wiki/Dyskusja_Wikipedii:Prawa_autorskie#D.C5.82ugo.C5.9B.C4.87_ochrony_prawa_autorskiegoPoza tym cała moja wypowiedź została w wygodny dla Ciebie sposób pominięta;"Istnieje kilka wyjątków, jak;cyt. "Czy można uznać, że skany i treść książek udostępnianych w Google Books, do których prawdopodobnie wygasły już prawa autorskie można udostępniać w projektach Wikimedia z opisem, że są w domenie publicznej, mimo że są one przez Google opatrywane klauzulą "Prosimy o wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych"?Jeżeli mamy pewność, że autorskie prawa majątkowe do utworu wygasły albo nigdy nie powstały, to możemy taki utwór rozpowszechniać, bowiem nie istnieje w zasadzie konstrukcja wtórnego nabycia praw, które wygasły ze względu na upływ czasu; wyjątek stanowią tutaj retroaktywne przepisy ustawy autorskiej oraz noweli do tej ustawy z dnia 9 czerwca 2000 r. Jeśli dany utwór jest w domenie publicznej ze względu na upływ okresu ochrony, to jego udostępnienie przez określony podmiot (np. Google Inc.) nie rodzi praw jakichkolwiek praw tego podmiotu, chyba że mamy do czynienia z tzw. pierwszym wydaniem albo wydaniem naukowym lub krytycznym (art. 991 oraz 992 ustawy autorskiej)."Cyt. "3) Reszta to pieniactwo i wycieczki osobiste, co już lapidarnie podsumowałem." ~ Ale to Ty uparcie to robisz. Ja Ciebie nie zagaduję, nie komentuję. I nie zamierzam w przyszłości. Ja po absolutnie nie wnikliwym i analitycznym spojrzeniu na Twoje manipulowanie i dorabianie filozofii daruję sobie wszelkie próby rozmów z Tobą.

  72. @MuadiM"Bardzo dobre pytanie; spróbuj ściągnąć grafikę, którą mam na stronie info. "Unikasz odpowiedzi? Czegos sie boisz?Sciagac nie musze. Nawet jesli zaloze, ze to grafika udosteniona przez NASA, to zgodnie z ACTA, na ktorej przyjecie sie tak cieszysz, obowiazek udowodnienia posiadania praw do korzystania z utworu spada na uzytkownika – odwrotnie niz w obowiazujacym dzisiaj prawie, gdzie to wlasciciel praw majatkowych musi udowodnic naruszenie tychze przez osoby trzecie.Wiec masz prawa do tej grafiki? Potraktuj to jako trening przed wejsciem nowego prawa. Przeciez nie masz sie czego bac, prawda?"Widzę takie myślenie poza tym; ktoś przeszedł na czerwonym świetle – to jest dowód iż regulacja świetlna jest niewłaściwą regulacją."Problemy z rozumieniem tekstu pisanego? To sie zdarza."A Ty wiesz; jak dokładnie działa przeglądarka internetowa?"Wiem, ze ludzie w Twoim wieku boja sie technologii, ale juz wyjasniam – BTW to nie wstyd przyznac sie do niewiedzy.Otoz przegladarka internetowa wszystkie tresci, ktore wyswietla, najpierw zapisuje w pamieci podrecznej, tworzac kopie – mozesz to podejrzec na dysku twardym (takie urzadzenie w Twoim komputerze, poczytasz o nim w Wikipedii). Idac dalej, jesli na kopiowanie nie masz zgody, automatycznie tworzysz nieautoryzowana kopie. Np. blog Borysa – nie zauwazylem nigdzie, aby Borys wyrazil zgode na kopiowanie tego, co napisal. Na szczescie ratuje Cie przed mianem wstretnego pirata-zlodzieja instytucja uzytku dozwolonego, wciaz jeszcze obecna w polskim prawie. Gdyby jednak go zabraklo, to wlasnie okradles biednego Borysa i naraziles go na wielomilionowe straty, tworzac nieautoryzowana kopie.Poza tym, niniejszym zaznaczam, ze NIE WYRAZAM zgody, by napisane przez mnie komentarze byly kopiowanie przez uzytkownika MuadiM. Sa to przejawy tworczosci o charakterze indywidualnym, chronione prawnie. Przygotuj sie zatem, piracie-zlodzieju, przez ktorego trace miliony, na proces i wiezienie. Poczekam tylko na ratyfikacje ACTA, by zamiast sprawy cywilnej z mojego powodztwa, panstwo zadzialalo z urzedu i wytoczylo sprawe karna.Dziekuje za uwage. Szykuj szczoteczke do zebow.PS. Wiesz co, Borysie, ACTA jednak fajna jest. :)

  73. @MuadiM1) Jeżeli coś pominąłem, proszę wskaż fragment, do którego mam się ustosunkować.2) Kolejny nieadekwatny cytat. Vallejo żyje i posiada pełnię praw do swoich prac. Musisz poczekać jeszcze kawał czasu, zanim jego prace trafią do domeny publicznej.3) Rozmawiamy na forum publicznym; jeżeli ktoś mija się z prawdą, ktoś inny ma prawo to skomentować.

  74. Arek writes:Borys, dajesz jeszcze radę, czy mam oznajmić zwycięstwo gangu antyjumackiego? :)

  75. @Misiołak:"1) "jeżeli stwierdziłem, że WI = WM, to miałem przede wszystkim na myśli kontekst spadkowy."W żadnym kontekście nie ma równości.""Równość" to pojęcie problematyczne i wrażliwe na kontekst, więc jeżeli dokonujesz gwałtownego uogólnienia a'la powyższa teza, i w żaden sposób go nie uzasadniasz, nie oczekuj, że będę z tym polemizował. :)"Ten z płytami. Nowa materialna płyta fizyczna kosztuje 3.50, w mp3 3.60 -a używaną kupię za 2.00. Czyli co? Treść się wytarła?"Na rynku często dochodzi do dziwnych fluktuacji cenowych. Co ma udowadniać ten konkretny przykład? Ja mogę Ci wskazać na muzykę z iTunes, która jest tańsza od swoich fizycznych odpowiedników (przynajmniej w Norwegii). Poza tym w swoim powyższym przykładzie automatycznie zakładasz, że MP3 jest z jakiegoś powodu zbyt drogie, i że to niesprawiedliwe. A może to nośnik fizyczny jest tu akurat — z jakiegoś powodu — wyjątkowo tani, i należy się z tego cieszyć?"5) "dzieci wolą jednak sprzedawać "własności intelektualne", które z tej szuflady wyszły"Dzieci stolarza wolą sprzedawać już raz sprzedane stoły."Ale stoły nie mają wkładu w kulturę."6) "A prawo przez 70 lat stoi po ich stronie, więc korzystają."Zdecyduj się – mówimy o prawie czy moralności."O moralności. Nie wyrywaj mnie z kontekstu, zaraz potem napisałem, że także według mnie 70-letni okres ochronny to zbyt długo."Nie chodzi o to, że dzieciom artysty nie wolno dostawać procentu od twórczości, ale że nie sposób mówić tu o konieczności. Chociaż osobiście uważam, że nie powinny."Ale są jakieś konkretne sytuacje, w których powinny, i jakieś, w których nie powinny?"Odsyłam do filmiku linkowanego na poprzedniej stronie. A tu znajdziesz bezpośrednie zestawienie Szymborska/Vagla: http://prawo.vagla.pl/node/8060 Nadal nie znam definicji produktu kulturowego i warunków, które musi spełnić, by dostać zań tantiemy."Przepraszam Cię, ale tekst jest długi i jeśli Tobie nie chce się w paru punktach napisać, o co Waglowskiemu chodzi, mnie się nie chce tego tekstu czytać. Waglowski rozprowadza swoje teksty za darmo za pośrednictwem bloga, więc z jakiej racji ma dostawać tantiemy? Natomiast Szymborska podpisała umowę z wydawnictwem i oczekuje, że jej tomiki wierszy będą kupowane w księgarniach. Prosta różnica. "9) "Ale z tą namacalnością to różnie bywa, bo mnóstwo ludzi dorobiło się na spekulacjach i bańkach finansowych."Co jest moralnie naganne, ale kulturalne cyckanie już jest OK?"Gdzie napisałem, że jest "moralnie naganne"? To Ty wydajesz się twierdzić, że kapitał walutowy jest "twardszy" od kapitału kulturalnego, więc prawo do obrotu nim jest bardziej usprawiedliwione. Dałem Ci przykład, że z tą twardością różnie bywa."10) "Bo niby dlaczego dom dziedziczy się "na zawsze"?"No właśnie nie "na zawsze", bo "jak sprzydam to nimam". Jak się rozpadnie ze starości to "tyż nimam"."Praw do własności intelektualnej też nie dziedziczy się na zawsze.@Seji:""Rozumiem oczywiście, że starasz się tutaj wprowadzić ostre rozgraniczenie między "własnością fizyczną" a "własnością intelektualną", ale nie rozumiem, czym to rozgraniczenie jest motywowane."Tym, ze to nie jest to samo i nie powinno byc to samo."Twoja argumentacja mnie wgniotła w podłogę i przejechała rowerem."Wlasnosc intelektualna to swiezy, XIX-wieczny pomysl." Po pierwsze, co ma do tego "świeżość"? Prawa kobiet do głosowania są jeszcze świeższe. Po drugie, uzupełnij wiedzę: http://en.wikipedia.org/wiki/History_of_copyright_law"Arcitekci wnosza wiekszy wklad, a jakos tantiem ich dzieciom nikt nie wyplaca. Im zreszta tez nie." Zastanówmy się. Do kogo właściwie trafiają pieniądze, które musisz płacić za każdym razem, gdy Twój wzrok omiecie PKiN? Och, wait…"Nie wiem jak w Norge, ale pewnie tak samo – wg polskiego rpawa sciaganie tresci jest LEGALNE (poza oprogramowaniem). Nielegalne jest udostepnianie tresci, co do ktorych nie ma sie praw. tyle w kwestii jumania z internetu."Czyli wszystko to, co zgodne z obowiązującym prawem, jest okej? Super. Jak tylko ACTA wejdzie w życie, przestaniesz się burzyć. :)"I nadal nie powiedziales mi, dlaczego ludzie maja byc wykluczeni z uczestnictwa w kulturze i dlaczego takie wykluczenie jest dobre i pozadane. A to jest bardzo istotne pytanie dla calego problemu. Nikt nie twierdzi z nas tutaj, ze jest za tym, by nie placic artystom. Kwestia jest dostep do wytworow kultury. Wiec co z tym wykluczeniem?"Są rzeczy gorsze od wykluczenia z kultury. Na przykład upośledzona pamięć długotrwała. Albo nieumiejętność czytania ze zrozumieniem. Ja się zadumam nad niedoskonałością tego świata, a Ty przeczytaj raz jeszcze trzecią odpowiedź w "FAQ-u" zawartym w powyższej notce.

  76. @Borys"Ale stoły nie mają wkładu w kulturę"O'rly?http://en.wikipedia.org/wiki/Round_Table"Waglowski rozprowadza swoje teksty za darmo za pośrednictwem bloga, więc z jakiej racji ma dostawać tantiemy?"Chocby z tgo wzgledu, ze zapytanie Vagli dotyczylo nagran, nie tekstow. Chcesz dyskutowac, poczytaj."Po pierwsze, co ma do tego "świeżość"? Prawa kobiet do głosowania są jeszcze świeższe. Po drugie, uzupełnij wiedzę: http://en.wikipedia.org/wiki/History_of_copyright_law"To do tego, ze wlasnosc nie jest ani odwieczna, ani niemzienna – np. niewolnictwo.A poza tym nie rozrowniasz prawa do wykonania kopii (copyright) od wlasnosci intelektualnej (intellectual property), wiec sam sie doksztalc.http://en.wikipedia.org/wiki/Intellectual_property"Zastanówmy się. Do kogo właściwie trafiają pieniądze, które musisz płacić za każdym razem, gdy Twój wzrok omiecie PKiN? Och, wait…"To w czym architekt jest gorszy od pisarza? Bo nie doslyszalem. nie wiesz? Ojej…"Są rzeczy gorsze od wykluczenia z kultury. Na przykład upośledzona pamięć długotrwała."Ostateczny dowod na to, ze na rozmowe z ignorantami szkoda czasu. Ale dam Ci druga szanse. :)W dalszym ciagu chcialbym wiedziec, dlaczgeo wykluczenie z uczestnictwa z kultury jest dobre. No, postaraj sie.

  77. 1) Podawałem już kilka przykładów na nierówność WI i WM. Kopiowanie, trwałość/zużycie, przenośność, hierarchia potrzeb. Mam podawać za każdym razem pełną listę z przykładami?2) Jeżeli muzyka "elektroniczna" jest tańsza od fizycznej kopii, to jest to OK. Koszty produkcji materialnych nośników nie są tak znikome jak w nośników wirtualnych. Spróbuj wydrukować 1000 kopii swojego bloga i rozprowadź choćby za darmo. Potem podziel się doświadczeniem jak długo spałeś na makulaturze i ile wydatków poniosłeś. Tymczasem prowadzisz bloga wirtualnego, do którego każdy ma nieograniczony dostęp, a ty nie musisz kiwać palcem, żeby się rozprowadzał.Ja domyślam się z jakiego powodu nowy fizyczny nośnik może być tańszy – sprzedawca ma dość metaforycznego spania na płytach, czyli nie chce więcej tracić. Używany, pojedynczy nośnik już takich problemów nie sprawia, czyli niechybnie musi gubić treść.3) "Ale stoły nie mają wkładu w kulturę"Po raz kolejny proszę, byś zdefiniował kulturę, produkt kultury i cechy jakie ma ów produkt posiadać, by należały się tantiemy. Stół może służyć artyście przy pracy i przy odpoczynku, stół sam w sobie może być dziełem sztuki: http://meble.swarzedz.pl/index.php 4) Uważam, że dzieci artystów nie powinny otrzymywać tantiem. Mogą je otrzymywać jeżeli dzieci murarza będą dostawały procent od każdego budynku, który wzniósł ich ojciec. 5) Szymborska vs. VaglaChodzi rekompensatę z tytułu kopiowania na użytek dozwolony – rekompensata należy się każdemu twórcy/producentowi bez względu na model dystrybucji. A tu okazuje się, że są Twórcy i twórcy. Wracamy do pytania – kto i według jakich kryteriów ma odróżniać Dzieło od dzieła? BTW: Waglowski też wydał książkę. Czyli zarabiać chce.6)"Gdzie napisałem, że jest "moralnie naganne"? To Ty wydajesz się twierdzić, że kapitał walutowy jest "twardszy" od kapitału kulturalnego, więc prawo do obrotu nim jest bardziej usprawiedliwione."Ja uważam za moralnie naganne czerpanie zysków z wykorzystywania luk prawnych. Bańkę finansową od obrotu WI różni tylko skala, chociaż już teraz rozdymanie WI ponad miarę jest widoczne.Waluta mimo wszystko jest twardsza, bo za piątaka kupię puszkę napoju, a jak przyjdę do sklepu z piosenką to niekoniecznie coś dostanę :)7) "Praw do własności intelektualnej też nie dziedziczy się na zawsze."Jest to sztuczne ograniczenie, które już wielokrotnie było wydłużane, zwłaszcza gdy okazywało się, że ze starej WI jeszcze można coś wycisnąć. Następny przystanek 100 lat?

  78. @Seji:LOL, Okrągły Stół? To jest Twój argument, że dzieci współczesnych stolarzy powinny dostawać tantiemy?"To do tego, ze wlasnosc nie jest ani odwieczna, ani niemzienna – np. niewolnictwo."Szkoda, że nie napisałeś nic o Holokauście."http://en.wikipedia.org/wiki/Intellectual_property"Przeczytaj ostatnie zdanie wstępu podlinkowanego hasła. Mnie naprawdę nie interesuje lingwistyczna ewolucja pojęć związanych z ochroną praw autorskich. Jeżeli za 100 lat zaczną używać określenia "wytwór mentalny", to coś się zmieni?"To w czym architekt jest gorszy od pisarza? Bo nie doslyszalem. nie wiesz? Ojej…"W niczym nie jest gorszy. Plany architektoniczne też są objęte stosowną ochroną. http://en.wikipedia.org/wiki/Copyright_in_architecture_in_the_United_States"W dalszym ciagu chcialbym wiedziec, dlaczgeo wykluczenie z uczestnictwa z kultury jest dobre. No, postaraj sie."Ode mnie się nie dowiesz, bo ja nie uważam, że wykluczenie z uczestnictwa w kulturze jest dobre. Ale mogę Ci przekleić to, co napisałem powyżej, skoro jesteś też wykluczony z posiadania paska do przewijania:

    Wątpię, czy naprawdę Cię nie stać — bo płyty, książki i filmy nie kosztują majątku — ale jeśli tak, to skorzystaj z darmowych alternatyw. Żeby posłuchać muzyki, włącz radio albo wklikaj się na Jamendo. Żeby pograć, kup za grosze jakąś starą-jarą grę. Żeby pooglądać, włącz telewizor. Żeby poczytać, idź do biblioteki.

    Seji, zacząłeś polemikę fajnie i konkretnie, ale niestety znowu wpadasz w typowe dla siebie koleiny erystyczne. Dziękuję za wymianę zdań, dziękuję za linki, ale już więcej tutaj na ten temat nie pisz, bo będę ciął. Mam ochotę na dyskusję, na "troll exchange" ani ochoty, ani czasu nie mam.Misiołak: Odpowiem Ci niebawem.PS. Seji, serio, nie marnuj swojego czasu. Jeżeli chcesz napisać ranta, jaki to jestem gópi i się nie znam, walnij go u siebie na blogu. :)

  79. @Misiołak: Ale dlaczego uważasz, że sympatyzuję z Brodem? Misiołaku, wyczuwam u Ciebie narastanie niepokojącej skłonności do zadawania pytań z tezą. :)@Seji: Odeślę Ci Twój wpis za moment mailem. I nie wiem, skąd ta nutka pretensji; przecież napisałem powyżej wyraźnie, że będę ciął. Wywaliłem tym szybciej, że zacząłeś lecieć ad hominem.

  80. Dziekuje, Borysie, ze skasowales moj wpis. Nastepnym razem bede pamietal, zeby zrobic kopie albo printscreen. Jesli w ogole zechce marnowac czas na Ciebie.

  81. "Misiołak: Odpowiem Ci niebawem."Tymczasem czytam notkę o "Zamku".Jak się czujesz gwałcąc wolę dystrybucyjną Kafki i sympatyzując z piratem-złodziejem Brodem?

  82. @BorysDobrze, z Brodem nie sympatyzujesz, tylko dostrzegasz pozytywny wpływ jego piractwa-złodziejstwa.Niemniej nie uciekaj od odpowiedzi w typowe koleiny erystyczne – gwałcisz dystrybucyjną wolę Kafki.

  83. Ekhm…X nie chciał, żeby jego dzieła były rozprowadzane w internecie. Są, jest "po ptokach", to, czy ja to przeczytam, czy nie, jest bez znaczenia. :) A przecież cały czas argumentowałeś, że to jednak ma znaczenie: "Czy naprawdę nie przeszkadza Wam kluczowy tu fakt, że taka osoba ma w czterech literach wolę artysty, który wybrał inny sposób dystrybucji?" itd. Kafka wyraził swoją wolę dystrybucyjną całkowitym zakazem, który gwałcisz i wykręcasz się typową piracko-złodziejską gadką. :) Przykro mi, Borysie, ale wyczuwam narastanie niepokojącej skłonności do relatywizmu moralnego. :)"gdyby na karcie tytułowej widniała adnotacja "Ja, Kafka, nie życzę sobie, by moje książki czytali Polacy"."Brod spiracił Kafkę, więc nie zamieścił adnotacji: "Ja, Kafka, nie życzę sobie, by ktokolwiek czytał Zamek".

  84. 1. Brod nie powinien był publikować dzieł Kafki. Z etycznego punktu widzenia należało je spalić, tak jak chciał tego autor.2. Nie piszę nigdzie o "pozytywnym wpływie", to Twoja interpretacja. Piszę tylko metaforycznie o "długu wdzięczności literatury dwudziestowiecznej". Literatura bez Kafki nie byłaby gorsza, byłaby po prostu inna.3. Nie gwałcę. Kafka nie chciał, żeby jego dzieła ujrzały światło dzienne. Ujrzały, jest "po ptokach", to, czy ja to przeczytam, czy nie, jest bez znaczenia. Inna sprawa, gdyby na karcie tytułowej widniała adnotacja "Ja, Kafka, nie życzę sobie, by moje książki czytali Polacy". Wtedy moje przeczytanie "Zamku" faktycznie byłoby pogwałceniem woli dystrybucyjnej autora.4. Czy uważam, że straciłbym coś, gdybym nie mógł przeczytać książek Kafki? Nie. Dlatego że mam na celowniku setki dobrze zapowiadających się książek, i każda z nich może mnie wzbogacić tak samo, jak zrobił to FK. Gdyby nie Kafka, przeczytałbym po prostu coś innego."Niemniej nie uciekaj od odpowiedzi w typowe koleiny erystyczne"Jeśli chcesz, to mogę zacząć odpowiadać na Twoje komentarze wyrywkowo i naokoło – wtedy doświadczysz na własnej skórze, co to są "typowe koleiny erystyczne". :)

  85. @Misiołak:Jeżeli dla Ciebie nie ma różnicy pomiędzy"X chciał, żeby wszystkie dzieła wrzucić po jego śmierci do pieca"a"X chce, żeby osoby, które mają ochotę zapoznać się z jego dziełem, zapłaciły wytwórni, z którą podpisał kontrakt, by X mógł liczyć na zysk (albo w formie tantiem, albo kolejnych "grubszych" kontraktów"to mamy niewielkie szanse, żeby dojść do jakiegoś kompromisu. Niemniej odpiszę wkrótce na Twojego wcześniejszego maila. :)

  86. Jezeli za kluczowy fakt uznamy wole dystrybucyjna, to roznicy nie ma. Przypominam, ze mnie interesuje wypracowanie takiego rozwiazania, w ktorym wilk bedzie syty i owca cala. Niezaleznie od tego kogo widzimy jako wilka, a kogo jako barana. Chce, zeby artysta otrzymywal wynagrodzenie za swoja prace, ale droga do tego nie wiedzie przez traktowanie potencjalnych klientow jak kryminalistow i stanowienie drakonskich praw nieprzystajacych do rozwoju techniki i spoleczenstwa. Artysta powinien wykorzystac nurt historii, a nie zawracac rzeke kijem. Nie chce, nie moze, nie potrafi? Kultura bez tego artysty nie bedzie gorsza, bedzie po prostu inna.

  87. @Misiołak"1) Podawałem już kilka przykładów na nierówność WI i WM. Kopiowanie, trwałość/zużycie, przenośność, hierarchia potrzeb. Mam podawać za każdym razem pełną listę z przykładami?"Koniecznie w sześciu egzemplarzach! Ale popatrz, skoro wersja elektroniczna jest trwalsza i bardziej przenośna, to może właśnie dlatego odpowiednio dużo kosztuje? :)"Koszty produkcji materialnych nośników nie są tak znikome jak w nośników wirtualnych. Spróbuj wydrukować 1000 kopii swojego bloga i rozprowadź choćby za darmo. Potem podziel się doświadczeniem jak długo spałeś na makulaturze i ile wydatków poniosłeś."Ze względu na moją nową pracę mam nieograniczony dostęp do kserokopiarki. :) Nie traktuj moich żartobliwych kontr jako ironii, ale dyskusja odbiegła tak daleko od głównego wątku, że nie jestem już pewien, o co dokładnie się spieramy. Na samym dole dokonuję próby podsumowania i wydaje mi się, że, wbrew pozorom, nasze stanowiska wyglądają dość zbieżnie."Tymczasem prowadzisz bloga wirtualnego, do którego każdy ma nieograniczony dostęp, a ty nie musisz kiwać palcem, żeby się rozprowadzał."Ja nie, ale Opera musi już utrzymywać serwery."3) "Ale stoły nie mają wkładu w kulturę"Po raz kolejny proszę, byś zdefiniował kulturę, produkt kultury i cechy jakie ma ów produkt posiadać, by należały się tantiemy."Podejrzewam, że o definicję kultury od dekad spierają się humaniści. Nie stawiaj więc przede mną herkulesowych zadań. Poza tym ta definicja nie ma w sumie tutaj większego znaczenia. Mogę podać Ci pragmatyczną maksymę: Jeżeli ktoś stworzy dzieło (nakręci film, napisze książkę lub program, nagra piosenkę) i ogłosi (za pośrednictwem wydawnictwa studia / wydawnictwa / wytwórni), że każdy kto chce obejrzeć / przeczytać / posłuchać dzieła, musi zapłacić określoną sumę pieniędzy (albo zapoznawać się z dziełem przy pomocy określonego kanału dystrybucji, który być może zapewnia zysk z reklam, jak w przypadku telewizji czy adów w sofcie), to potencjalny odbiorca ma dwa wyjścia: zastosować się do "dystrybucyjnej instrukcji", albo machnąć na dzieło ręką. Do tego sprowadzało się sedno mojej notki."Stół może służyć artyście przy pracy i przy odpoczynku, stół sam w sobie może być dziełem sztuki: http://meble.swarzedz.pl/index.php"Jeżeli Słynny Stół zostanie wystawiony na widok publiczny i różne snoby będą chciały przy nim odpłatnie na chwilę siadać, nie widzę powodów, dla których część zysków z tej wątpliwej imprezy nie powinna trafiać do kieszeni stolarza. :)Próba podsumowania:- Obaj zgadzamy się chyba, że jumactwo, tak jak określiłem je w notce i w M1 i M2 w komentarzach, jest moralnie naganne. Zgadza się też z nami i Scobin, i Seji. :) I właściwie w tym momencie cała dyskusja mogłaby się zakończyć, bo powyższy wpis dalej idących ambicji nie miał.- Obaj zgadzamy się, że w dobie cyfrowej uczestniczenie w kulturze to sprawa nader skomplikowana i przydałoby się stosowne usprawnienie przepisów prawnych. Ja uważam jednak, że takie nowe przepisy NIE powinny otwierać furtki do jumactwa na zasadzie "po co mam wydawać pieniądze, ściągnę sobie z netu i po 24 godzinach skasuję".- Nie zgadzamy się w kwestii dziedziczenia praw autorskich. Ty uważasz, że nie powinno się ich dziedziczyć w ogóle, ja uważam tylko, że okres ochronny powinien trwać krócej niż 70 lat.- Nie zgadzamy się też w kwestii ceny wersji elektronicznej produktu kulturowego względem wersji "fizycznej". Ty uważasz, że zdecydowanie mniej, ja, że niekoniecznie, bo takich sprawach decydują uwarunkowania rynkowe. (Tzn. ja również sądzę, że byłoby fajnie, gdyby wersja elektroniczna zawsze kosztowała mniej, ale nie będę strzelał focha, jeżeli nie będzie).

  88. "Ale popatrz, skoro wersja elektroniczna jest trwalsza i bardziej przenośna, to może właśnie dlatego odpowiednio dużo kosztuje?" Pewnie dlatego manuskrypty i starodruki mogę nabyć za grosze. Spróbuj przez chwilę pomyśleć o dziełach kultury bardziej jako usługach niż materialnych produktach. Jest to tym bardziej uprawnione w świetle wszelkich regionalizacji i licencji jakie nakłada się na owe dzieła. Nikogo nie dziwi, że wypożyczenie filmu kosztuje taniej niż kupno filmu – wirtualny produkt powinien mieścić się gdzieś pomiędzy, zwłaszcza jeśli nakładamy nań serię ograniczeń."odbiorca ma dwa wyjścia: zastosować się do "dystrybucyjnej instrukcji", albo machnąć na dzieło ręką"Jeżeli traktujemy produkt kultury w ten sposób, to klientowi należy się prawo do reklamacji, udostępnienia osobom trzecim, zwrotu (w przypadku "dzieł" z DRM) i odsprzedaży. Prawa te są obecnie olewane ciepłym parabolicznym – jak zgrabnie ujął Lord – X złotych w plecy? "Chuj z tego"."nowe przepisy NIE powinny otwierać furtki do jumactwa na zasadzie "po co mam wydawać pieniądze, ściągnę sobie z netu i po 24 godzinach skasuję"."Nowe przepisy powinny być dostosowane do nowych technologii, ale także dawać możliwość darmowego korzystania z dóbr kultury. "Ty uważasz, że zdecydowanie mniej, ja, że niekoniecznie, bo takich sprawach decydują uwarunkowania rynkowe."Dostrzegam niezdrową wiarę w samoregulującą rękę rynku.

  89. "Pewnie dlatego manuskrypty i starodruki mogę nabyć za grosze."Hej, naprawdę mam Ci mówić, dlaczego to fatalny kontrargument? :)"Spróbuj przez chwilę pomyśleć o dziełach kultury bardziej jako usługach niż materialnych produktach"Zaręczam Ci, że ja właśnie tak o tym myślę od samego początku tej dyskusji. I dlatego zżymam się, ilekroć słyszę tezę "nikomu nie ubędzie, więc kopiujmy"."Jeżeli traktujemy produkt kultury w ten sposób, to klientowi należy się prawo do reklamacji"Jeżeli nośnik jest uszkodzony, to możesz reklamować. Jeżeli plik jest uszkodzony, również."udostępnienia osobom trzecim", Ha, tylko jak to przeprowadzić, żeby nie okazało się, że wszyscy zaczynają "wymieniać" się muzyką z "kuzynami" z drugiej półkuli?"zwrotu (w przypadku "dzieł" z DRM) i odsprzedaży"Pełna zgoda."Nowe przepisy powinny być dostosowane do nowych technologii, ale także dawać możliwość darmowego korzystania z dóbr kultury."Po pierwsze to slogan. Znaczy, co? "Jak mi się będzie chciało, to kupię, jak nie, to ściągnę"?Po drugie, skąd właściwie przekonanie, że każdy ma mieć możliwość darmowego dostępu do każdego wytworu kultury? Z jakiej racji? Dlaczego właściwie część kultury nie może być postrzegana jako odpłatny towar tudzież usługa?"Dostrzegam niezdrową wiarę w samoregulującą rękę rynku."Bliżej mi do Hayeka niż do Keynesa, owszem.

  90. "naprawdę mam Ci mówić, dlaczego to fatalny kontrargument?"Zrób mi tę łaskę."Zaręczam Ci, że ja właśnie tak o tym myślę…"Najwyraźniej tylko w kategorii "należy się", a nie "należy się odpowiednio mniej"."Jeżeli nośnik jest uszkodzony, to możesz reklamować. Jeżeli plik jest uszkodzony, również."A dlaczego nie mogę reklamować treści? Przecież za to według ciebie płacę przede wszystkim."jak to przeprowadzić, żeby nie okazało się, że wszyscy zaczynają "wymieniać" się"Banalnie proste – user-friendly DRM (czyli nietraktowanie płacącego klienta jak złodzieja) + obniżenie ceny. Kupuję grę na Steamie za 3 funt. Prawda – chodzi o grę sprzed 2-3 lat, ale to też jest część problemu. Chcę grę tu i teraz – płacę 30 funtów, chcę poznać ten hit sprzed X lat płacę odpowiednio mniej. Wróćmy do gry za trójkę – jeżeli wykonamy mentalny rachunek, to okazuje się, że jest to niewiele – dwa porządne piwa. Są ludzie, którzy zawsze będą sępić darmowego łyka i wydudnią pół szklanki, ale myślę, że większość weźmie łyka i jak zasmakuje to kupi. Teraz DRM – czyli jak smakować. Na Steamie, zakupy są proste – wypieram grę, płacę, ściągam, gram. Na dowolnym komputerze. Jak nie ma połączenia z serwerem, to system zakłada, że mam prawo grać, a nie pluje "access denied". Nie widzę najmniejszego problemu, by do systemu dodać opcję "pożycz" – gra jest nadal przypisana do twojego konta, ale przez dany okres czasu korzysta z niej użytkownik X, właściciel w dowolnym momencie może wycofać się z pożyczki.Podobny system można przenieść na inne formy rozrywki z uwzględnieniem ich specyfiki."każdy ma mieć możliwość darmowego dostępu do każdego wytworu kultury? Z jakiej racji?"Powinna istnieć możliwość darmowego korzystania z dóbr kultury z takiej racji, że kultura jest istotnym składnikiem społeczeństwa. I albo kulturę krzewimy, albo likwidujemy ministerstwa kultury i część resortu edukacji i oddajemy w ręce "regulującego" rynku. BTW: Gdzie wyczytałeś, że każdego? "Dlaczego właściwie część kultury nie może być postrzegana jako odpłatny towar tudzież usługa?"Ale tu wracamy do pytania dlaczego właśnie ta część kultury i dlaczego tak drogo. Poniżej podejmuję próbę rozwiązania problemu, bo niestraszne mi herkulesowe prace :)Po pierwsze, cena towaru powinna maleć wykładniczo w zależności od czasu jaki upłynął od wydania i utrzymywać pewien niezerowy poziom do śmierci autora. Po drugie, w szczególnych wypadkach państwo powinno odkupywać prawa od autorów i wprowadzać dzieła do domeny publicznej np. filmy oskarowe, książki noblistów. Myślę, że to nie jest rozwiązanie idealne (uznaniowość!), ale ma więcej sensu niż wydawanie kasy na kampanie typu "Czytaj dzieciom" a później forsowanie ustaw(vat, opłaty od wypożyczeń, ACTA), które zniechęcają do sięgania po książkę.

  91. @Seji – Nie. Grafika pochodzi z odpłatnego portalu. Możesz to sobie "dogłębnie" sprawdzić. Nie sądzę, aby była gdzieś "spiracona" – do ściągnięcia udostępniona; choć kto wie. Ja przynajmniej o tym nie wiem. W każdym bądź razie; zapisać sobie tamtego obrazka (ot tak) bez pozwolenia z oryginalnej, odpłatnej strony – nie można.A wyjaśnienia jak działa przeglądarka internetowa można znaleźć w byle gazetce, nawet ludzie natykają się na nie niechcący (nawet ci starsi z techniką na bakier :))- od lat kilkunastu. Mimo wszystko gratuluję kreowania się na; Sieciopedię?Widzę, że świat tutaj jest taki, jak go widzą @Misiołak i @Seji. "Wszyscy jesteśmy piratami." Proponuję jeszcze zacząć zarządzać (tym) światem i wszystkimi faktami, które mają na nim miejsce. Życzę jeszcze więcej pewności siebie i oznajmień z cyklu; jacy, kim są wszyscy.

  92. ACTA/SOPA/podobne mają uderzyć w hurtowników. Rozumiem iż masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Ja pisałem iż nie potępiam w czambuł osób, które ściągnęły 5 piosenek w życiu. Można sprowadzać zawsze rozmowę do abstrakcji i surrealizmu. Nikt nigdy nie pójdzie do więzienia za jakieś zdjęcie albo jedną grę. Piosenkę.Cyt. z @Seji: "Poza tym, niniejszym zaznaczam, ze NIE WYRAZAM zgody, by napisane przez mnie komentarze byly kopiowanie przez uzytkownika MuadiM. Sa to przejawy tworczosci o charakterze indywidualnym, chronione prawnie. Przygotuj sie zatem, piracie-zlodzieju, przez ktorego trace miliony, na proces i wiezienie." – Masz znajomego psychiatrę?Zakłamanie i relatywizm moralny czasem nie znają granic.

  93. @Misiołak:"Zrób mi tę łaskę."Manuskrypty i rękopisy mają wartość antykwaryczno-kolekcjonerską. Argumentacja typu:- Oryginał "Dziewczyny z perłą" jest "fizyczny"- Skan kopii "Dziewczyny z perłą" jest "elektroniczny"- Oryginał jest droższy od skanu- Więc: Każdy "fizyczny" nośnik powinien być droższy do "elektronicznego"do mnie nie trafia."Najwyraźniej tylko w kategorii "należy się", a nie "należy się odpowiednio mniej"."Wcześniej dokonałeś uproszczenia zakładając, że piosenka plus fizyczny nośnik, na którym ta piosenka się znajduje, powinna mieć większą wartość niż sama piosenka w wersji elektronicznej. Rzecz w tym, że nośnik, poza swoją fizycznością, ogranicza użytkownika — chyba że ten zripuje płytę. Jak sam zauważyłeś, wersja elektronicza jest i trwalsza, i łatwiejsza w przenoszeniu."Nie widzę najmniejszego problemu, by do systemu dodać opcję "pożycz" – gra jest nadal przypisana do twojego konta, ale przez dany okres czasu korzysta z niej użytkownik X, właściciel w dowolnym momencie może wycofać się z pożyczki."Dobry pomysł. Śmieszna sprawa: Parę dni temu kupiłem sobie "Retro Gamera", ale dopiero dzisiaj odkryłem, że numery pisma można wypożyczać dowolnej osobie właśnie na opisanej przez przez Ciebie zasadzie. :) Zaraz Ci wypożyczę swój numer i przetestujemy ficzera. Tylko pamiętaj, że w dowolnym momencie mogę wycofać się z pożyczki! :P"Powinna istnieć możliwość darmowego korzystania z dóbr kultury z takiej racji, że kultura jest istotnym składnikiem społeczeństwa. I albo kulturę krzewimy, albo likwidujemy ministerstwa kultury i część resortu edukacji i oddajemy w ręce "regulującego" rynku. BTW: Gdzie wyczytałeś, że każdego?"Wyczytałem między wierszami — bo ile razy piszę, że istnieje przecież cała masa kultury, z której można korzystać za darmo, to wydajecie się ten argument kompletnie ignorować. Przyjąłem więc, że chodzi Wam o darmowy dostęp do wszystkiego.A poza tym Twoje uzasadnienie mnie nie przekonuje. Czy powinna istnieć możliwość darmowego korzystania z samochodów z takiej racji, że samochody są istotnym składnikiem społeczeństwa?"Ale tu wracamy do pytania dlaczego właśnie ta część kultury i dlaczego tak drogo."Bo jej twórcy tak chcą. Chyba zatoczyliśmy koło. :) "Po pierwsze, cena towaru powinna maleć wykładniczo w zależności od czasu jaki upłynął od wydania i utrzymywać pewien niezerowy poziom do śmierci autora."Zgoda."Po drugie, w szczególnych wypadkach państwo powinno odkupywać prawa od autorów i wprowadzać dzieła do domeny publicznej np. filmy oskarowe, książki noblistów."Hm… Od tego są chyba biblioteki? A jeżeli państwo nie potrafi ich dofinansować, to już inny problem. (Nie wiem, jak to wygląda w UK, ale ja w bibliotece publicznej w Oslo mogę wypożyczać, poza książkami, także komiksy, płyty i filmy. Wiadomo, nie ma tam wszystkiego, ale wybór jest niezły).

  94. O ile pamiętam; wspominałem już tutaj o prawie cytatu; ale po tych uporczywych wypowiedziach, postanowiłem wstawić inne źródło, które bardzo czytelnie to nakreśla. Proszę;http://zarabianie-na-blogu.pl/prawo-cytatu-czyli-przyjaciel-kazdego-blogera/Ja nie prowadzę bloga zarobkowo, nie mam żadnych dochodów z bloga – taka dodatkowa informacja. Zdjęć używam pisząc o czymś; notkę, artykuł. O krytycznych wyjątkach już nie będę przypominał. Przed chwilą nawet z ciekawości spytałem znajomą prawniczkę o takie używanie pojedyńczych zdjęć/fotek/grafik na blogu i także umocniła mnie w przekonaniu iż nic mi nie grozi z tego powodu i nikt mnie nie pozwie. W/g niej podpada to pod prawo cytatu. O takim prawie cytatu słyszał chyba każdy będąc nastolatkiem; ja – tak, ale jak widać; nie wszyscy. Oczywiście domyślam się iż zdanie tej czynnie wykonującej zawód osoby także zaraz zostanie podważone. Wy oczywiście zaraz będziecie lepiej obeznani, wykwalifikowani i … poinformowani. A raczej doinformowani. Poza tym możecie sobie sapać, dorabiać ideologię i atakować osoby, które mówią prawdę. Dla mnie ściąganie nowości filmowych i całych płyt jest złodziejstwem i nie muszę wysłuchiwać ani minuty dłużej pieprzenia w bambus iż jest inaczej. ACTA/podobne – wszystko przejdzie – prędzej lub później; przy lamentach małych buntowników.

  95. "świat tutaj jest taki, jak go widzą @Misiołak i @Seji"MuadiMie drogi, kim są @Misiołak i @Seji? Czy to zawoalowana obelga, że Misiołak to małpa? :D Cieszę się, że starasz się stosować makaronizmy i inne trudne wyrażenia, by wzbogacić wypowiedzi, ale warto poznać ich znaczenie. Warto też poznać takie słowa jak ironia, satyra i parodia – to odnośnie cytatu z Sejiego.Odnośnie dozwolonego użytku osobistego już powiedzieliśmy, co było do powiedzenia – przeczytaj proszę jeszcze raz i postaraj się zrozumieć.

  96. @Borys:"Manuskrypty i rękopisy mają wartość antykwaryczno-kolekcjonerską"Rozumiem, że chcesz pokazać mi te erystyczne koleiny :DPo pierwsze, przedmiotom materialnym da się przypisać wartość kolekcjonerską, o co trudno w przypadku przedmiotów wirtualnych – dobrze, że to dostrzegasz :)Po drugie, kolejną kwestię starasz się rozstrzygnąć binarnie – wszystko albo nic. Między astronomicznie droga a darmo jest wiele stopni pośrednich, np. cholernie drogo, drogo, w sam raz, tanio, śmiesznie tanio, a nawet można wyjść poza skale – za darmo bym tego nie wziął :) Po trzecie, nie widziałeś różnicy między fizyczną a wirtualną płytą, a przykład manuskryptów uważasz za absurdalny – zatem i tu wprowadźmy punkty pośrednie. Prześledźmy proces historyczny niebinarnie. Mam nadzieję, że system trójkowy rozwieje wątpliwości.Czasy Vermeera: Vermeera i inni holenderscy malarze pokrywają farbą płótna – jest to żmudna i czasochłonna praca, którą artysta musi wykonywać osobiście (albo przy pomocy uczniów), stworzenie idealnej kopii jest praktycznie niemożliwe – cena: w cholerę drogo nawet bez uwzględnienia wartości kolekcjonerskiej.Czas pierwszej wojny światowej: Alfons Mucha tworzy plakaty przy użyciu litografii. Stworzenie projektu i matrycy to też żmudna praca, ale tworzenie kolejnych kopii o wiele łatwiejsze, różnice między kolejnymi wydaniami zależą od użytych materiałów. Generalnie jak się szarpnę, to sobie kupię. Na późniejsze edycje nawet nie muszę się specjalnie szarpać.Czasy współczesne: Vallejo maluje nagie syreny. Oryginał na pewno kosztuje okrągłą sumkę, ale V. rozpowszechnia swoje wzory różnymi drogami – X kupi limitowaną edycję plakatu na czerpanym papierze (na którym Boris z Julią uprawiali radosny seks, po czym złożyli zamaszyste podpisy piórem atramentowym) za "zdecydowanie drogo", B kupi koszulkę z nadrukiem za "normalną cenę koszulki z nadrukiem", a M wstawi jpg na blogu za "darmo" :) Historia pokazuje, że jeśli coś łatwo skopiować i materiały potrzebne do tego są tanie, to jest to tańsze."Zaraz Ci wypożyczę swój numer i przetestujemy ficzera."A jak nie chcę? Działa toto w ogóle pod Windą, bo w instrukcji jest na pisane, że jakąś apkę ma ściągnąć oprócz iTunes, co pachnie ipadowo, czyli kłóci się z dowolnością platformy :)"Czy powinna istnieć możliwość darmowego korzystania z samochodów z takiej racji, że samochody są istotnym składnikiem społeczeństwa?"Kolejna koleina. Nie mówię powinna istnieć możliwość darmowego czytania książek na papierze kredowym, więc zmodyfikuję nieco pytanie. Czy powinna istnieć możliwość darmowego korzystania z transportu z takiej racji, że transport jest istotnym składnikiem społeczeństwa? Tak i istnieje. Transport publiczny – darmowe przejazdy dla dzieci i osób starszych, zniżki dla określonych grup."Bo jej twórcy tak chcą."To mi wygląda na kartel? :)"Od tego są chyba biblioteki? A jeżeli państwo nie potrafi ich dofinansować, to już inny problem."To ten sam problem – naciski ze strony lobbistów WI sprawiają, że państwo musi płacić coraz więcej za WI. W Polsce mamy "darmowy" użytek osobisty, za który płacimy podatkiem od nośników danych, a lobbiści WI i tak nazwą to złodziejstwem i nielegalem oraz "darmowe" biblioteki, w których niedługo mamy płacić od wypożyczenia (http://www.hotmoney.pl/artykul/ue-slono-zaplacimy-za-unijne-prawo-23827).

  97. @Misiołak:"(…) Historia pokazuje, że jeśli coś łatwo skopiować i materiały potrzebne do tego są tanie, to jest to tańsze."Przepraszam, że brutalnie ciachnąłem, ale ja się w zasadzie zgadzam z Twoimi argumentami. "W zasadzie", bo argumentujesz zdroworozsądkowo, ale wydajesz się nie mieć zrozumienia dla fluktuacji rynkowych, fluktuacji niekiedy irracjonalnych. Czy naprawdę należy oburzać się za każdym razem, gdy jakiś album w wersji elektronicznej kosztuje tyle samo lub trochę więcej niż jego odpowiednik fizyczny? Piszę pobłażliwie "jakiś", bo nawet już w Polsce działają od niedawna iTunes i Deezer, które oferują wirtualnie muzykę po przystępnych cenach — a ich wybór jest niemały."A jak nie chcę? Działa toto w ogóle pod Windą, bo w instrukcji jest na pisane, że jakąś apkę ma ściągnąć oprócz iTunes, co pachnie ipadowo, czyli kłóci się z dowolnością platformy"Ha, sam widzisz, domagasz się głośno nowych rozwiązań, ale jak przychodzi co do czego, okazuje się, że jesteś przestarzały i nieprzygotowany. :P"Czy powinna istnieć możliwość darmowego korzystania z transportu z takiej racji, że transport jest istotnym składnikiem społeczeństwa? Tak i istnieje. Transport publiczny – darmowe przejazdy dla dzieci i osób starszych, zniżki dla określonych grup."Jeżeli jesteś osobą starszą, która chce się przemieścić z punktu A do punktu B, możesz kupić zniżkowy bilet i pojechać tramwajem, owszem. A jeżeli chcesz przemieścić się z punktu A do punktu B swoim samochodem, musisz go wpierw kupić. I analogicznie: Jeżeli chcesz posłuchać sobie muzyki za darmo, odpalasz Jamendo. Jeżeli natomiast chcesz posłuchać konkretnej piosenki konkretnego artysty, będziesz musiał prawdopodobnie zapłacić."To ten sam problem – naciski ze strony lobbistów WI sprawiają, że państwo musi płacić coraz więcej za WI."Okej, okej, ale mnie chodziło o to, że kiepska kondycja bibliotek (przynajmniej polskich) wynika przede wszystkim z ich niedofinansowania przez rząd, nie z kulawego prawa, które nie nadąża za nowoczesnymi trendami kulturowymi.

  98. "wydajesz się nie mieć zrozumienia dla fluktuacji rynkowych, fluktuacji niekiedy irracjonalnych"Więcej niż ci się wydaje :) Rozumiem, na przykład że szykuje się zmiana warty, a stara gwardia nie chce się ruszyć z ciepłej miejscówki i robi wszystko, by utrzymać status quo, i napchać kabzę do oporu. :D"jakiś album w wersji elektronicznej kosztuje tyle samo lub trochę więcej niż jego odpowiednik fizyczny? Piszę pobłażliwie "jakiś""Nie bardzo rozumiem, co chcesz przekazać swoją pobłażliwością, z moich obserwacji wynika, że większość cierpi na "fluktuacje" (bo żadnych fluktuacji nie ma, jest jedna "słuszna" cena), więc oburzać się należy."okazuje się, że jesteś przestarzały i nieprzygotowany."Rewolucja pod sztandarem spadkobierców WI Jobsa? Podziękuję :D"A jeżeli chcesz przemieścić się z punktu A do punktu B swoim samochodem, musisz go wpierw kupić."Jeżeli chcę skorzystać z samochodu, mogę A) pożyczyć od znajomego/poprosić o podwiezienie, B) wynająć, C) zamówić taksówkę, D) łapać stopa – wszystko taniej niż kupno; zauważyłeś opcje potencjalnie darmowe? :) Wiem, że napisałeś swoim, ale swojość w ujęciu WI wygląda nieco inaczej. BTW, wspominałem już, że porównania WI i WM są co najmniej wątpliwe? Moim zdaniem kupno samochodu powinieneś porównać do sytuacji, gdy idę do H i zlecam napisanie piosenki o burakach, którą to piosenką mogę później dowolnie rozporządzać :)"kiepska kondycja bibliotek (przynajmniej polskich)"Nie jest tak źle w sensie zaopatrzenia – nawet z polskimi (chyba tylko komiksów za bardzo nie lubią). Problemem jest raczej brak środków na wdrażanie nowych technologii.Film na dziś – The Artist – o tym jak artysta przegrywa z nową technologią (i gdzie wszyscy mają takiego artystę) – "Przykro mi, George, publiczność ma zawsze rację". :D

  99. "Rozumiem, na przykład że szykuje się zmiana warty, a stara gwardia nie chce się ruszyć z ciepłej miejscówki i robi wszystko, by utrzymać status quo, i napchać kabzę do oporu."Każdy artysta w każdej chwili może przerzucić się na indywidualną dystrybucję online. Po prostu w moim odczuciu odbiorca chcący zmienić system powinien głosować portfelem, nie gardłem."Nie bardzo rozumiem, co chcesz przekazać swoją pobłażliwością, z moich obserwacji wynika, że większość cierpi na "fluktuacje" (bo żadnych fluktuacji nie ma, jest jedna "słuszna" cena), więc oburzać się należy."Ceny iTunes i Deezera mnie nie oburzają. :)"Rewolucja pod sztandarem spadkobierców WI Jobsa? Podziękuję"Oprogramowanie działające "w tle" i infrastruktura dystrybucyjna nie zrobią się same, a jeśli ktoś zrobi je za darmo, to najprawdopodobniej efekt końcowy będzie gorszy niż w wydaniu komercyjnym. Od miesiąca korzystam z iOS-a z przyległościami i wbrew temu, co mówią nieżyczliwi, widzę wyraźnie, że kupując iPoda nie zapłaciłem za markę. Zapłaciłem za funkcjonalność i wygodę użytkowania."Jeżeli chcę skorzystać z samochodu, mogę A) pożyczyć od znajomego/poprosić o podwiezienie, B) wynająć, C) zamówić taksówkę, D) łapać stopa – wszystko taniej niż kupno; zauważyłeś opcje potencjalnie darmowe?"Na tej samej zasadzie mogę Ci odpowiedzieć, że jeżeli chcesz posłuchać tej-konkretnej-piosenki nie płacąc za nią, możesz A) poszukać kumpla, który już ją ma, i wbić się do niego na chatę, B) "wynająć" ją w Deezerze (razem z wieloma innymi), C) posłuchać jej w sklepie na słuchawkach, D) nasłuchiwać do skutku przy radiu.

  100. "odbiorca chcący zmienić system powinien głosować portfelem, nie gardłem."Głosuje – wybiera cenę 0, skoro "artysta" woli "dużo"."Ceny iTunes i Deezera mnie nie oburzają."Porównaj zarobki nauczyciela z Norge, UK i Polski. Uzupełnij o uwarunkowania kulturowe a będziesz miał moją replikę :PBTW: w tym kontekście polecam wypowiedź pana Hołdysa: http://youtu.be/HeJAjPrvQHA?t=6h12m , który przytacza dane dotyczące cen płyt i eksperymentu Radiohead, ale wyciąga z tych danych kosmiczne wnioski. W skrócie: 50% ceny CD to marża sklepu, za wirtualną płytę Radiohead zapłacono 50% tego co zazwyczaj. Ja bym powiedział, że klient instynktownie czuje, za co nie powinien płacić w dystrybucji cyfrowej. "Artysta" jednak wie swoje."ktoś zrobi je za darmo, to najprawdopodobniej efekt końcowy będzie gorszy niż w wydaniu komercyjnym"Powiedział użytkownik Linuxa… ciekawe. "chcesz posłuchać tej-konkretnej-piosenki nie płacąc za nią"Do stu beczek zepsutych śledzi – chcę ZAPŁACIĆ za album w mp3, ale mniej niż za audio CD z przesyłką.

  101. "Głosuje – wybiera cenę 0, skoro "artysta" woli "dużo"."Na jumackie głosy artysta powinien mieć prawo odpowiedzieć głosem pozwu. Poza tym…"Porównaj zarobki nauczyciela z Norge, UK i Polski. Uzupełnij o uwarunkowania kulturowe a będziesz miał moją replikę"…co to dokładnie znaczy "dużo"? Jaki ułamek średniej krajowej musi stanowić cena płyty / filmu / gry, żeby mogła zostać uznana za "rozsądną"? Do obejrzenia ilu nowych filmów i odsłuchania ilu nowych płyt miesięcznie obywatel powinien mieć niezbywalne prawo? Mam wrażenie, że jesteśmy blisko socjalistycznego rozwiązania typu "jak ktoś ma pieniądze, niech płaci, jak ktoś nie ma, niech ściąga za darmo", ergo niech ci bogatsi fundują kulturę tym biedniejszym. A jeśli bogatsi nie mają na to ochoty i chcą ograniczyć się do płacenia podatków?"Powiedział użytkownik Linuxa… ciekawe. "Ja po siedmiu latach fascynacji odchodzę od Linuksa (tzn. odszedłem od niego już na 2/3 domowych platform :)) właśnie dlatego, że bardzo dużo rzeczy jest tam zrobionych byle jak i użytkownik ciągle musi grzebać pod systemową maską. A im jestem starszy, tym mniej czasu i ochoty mam na taką dłubaninę."Do stu beczek zepsutych śledzi – chcę ZAPŁACIĆ za album w mp3, ale mniej niż za audio CD z przesyłką."Do sto pierwszej beczki — czy w UK korzystanie z iTunes jest aż tak nieopłacalne? :)

  102. Ad. cena: Jumacy-cwaniacy zawsze będą ciągnęli cenę w dół. Ja nadal obstaję przy swoim: dzieło wyceniać powinien artysta. I to on powinien po swojemu optymalizować funkcję sprzedaż(cena).Ad. UK: Serio? Mówisz, że większość, albo przynajmniej znacząca część albumów na iTunes jest droższa (tudzież kosztuje tyle samo), co fizyczne albumy z HMV? W Norwegii iTunes są tańsze o ok. 30% (album fizyczny kosztuje ok. 150 kr, album wirtualny ok. 100 kr).

  103. 1)Producenci-cwaniacy zawsze będą ciągnęli w górę. Rozbrajające jest zaufanie jakim obdarzasz "twórców". Kartel, kartel :)2)Serio, serio. iTunes to najdroższa opcja.Flobots – Fight With ToolsITunes = 5.99Amazon-mp3 = 5.49Amazon-CD = 5.29Amazon-other = 3.10-5.27LadyGaga – Born This WayITunes = 6.99Amazon-mp3 = 6.49Amazon-CD = 4.50Amazon-other = 4.40-4.50OnceITunes = 5.99Amazon-mp3 = 4.40 (wow! w zeszłym miesiącu CD i mp3 były równo po 3.59)Amazon-CD = 4.97Amazon-other = 3.24-4.67itd. Bardzo rzadko się zdarza mp3 tańsze choćby o te 10%

  104. Ad. 1: Twórców czy dystrybutorów? Dopóki ci ostatni nie trzymają noża na gardle tym pierwszym, dopóty nie widzę problemu. W dzisiejszych czasach KAŻDY może promować i sprzedawać swoje dzieło przez internet, bez udziału pośredników. Ale mało kto decyduje się na taką strategię — i nie bez powodu.Ad. 2: W strasznym kraju żyjesz. :)

  105. Pingback: 500 | BLOGRYS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s