Najlepsze z przeczytanych w 2011 r. — niebeletrystyka


5. Zniewolony umysł (Czesław Miłosz)

Słynny esej Miłosza nie zestarzał się stylistycznie, a jeżeli odrobinę nuży, to tylko w dwóch ostatnich rozdziałach. Zniewolony umysł daje wgląd w umysł intelektualisty (i nie tylko) poddanego presji komunistycznej doktryny. Lektura uczy, że postaw z tamtych czasów nie sposób oceniać w kategoriach czarno-białych: nie wystarczy potępić konformistów, którzy współpracowali z reżimem, nie wystarczy wychwalać tych, którzy zdecydowali się na emigrację. Poza tym przemówiło do mnie — i napełniło zarazem lekkim niepokojem — spostrzeżenie, iż zewnętrzny opór jest w gruncie rzeczy dobry dla człowieka, bo go wzmacnia, hartuje i ulepsza mentalnie.


4. Państwo (Platon)

Whitehead stwierdził, że najbezpieczniejszą ogólną charakterystyką europejskiej filozofii byłoby nazwanie jej ciągiem przypisów do Platona. Gruba przesada, ale po magnum opus ateńskiego mędrca warto sięgnąć choćby dlatego, że to jeden z nielicznych klasycznych traktatów filozoficznych dających się czytać do poduszki. W Państwie odnajdziemy nie tylko opis słynnej "dystopijnej utopii" Platona, nie tylko metafory jaskini, słońca i linii, które wywarły przemożny wpływ na zachodnią kulturę, ale także szereg ciekawych komentarzy społeczno-politycznych, które nie straciły na aktualności pomimo upływu blisko dwóch i pół tysiąca lat.


3. Epicureanism (Tim O'Keefe)

Epikur kojarzy się nam z hedonizmem. Słusznie. A hedonizm kojarzy nam się z połową grzechów głównych. Niesłusznie. Epikur pokazał bowiem, że hedonizm może być doktryną surową w swojej prostocie. Owszem, rzecze filozof, w życiu liczą się tylko przyjemności. Ale stan przyjemności, ataraksję, osiągamy już w momencie, w którym nic nas nie boli, a wszystkie nasze potrzeby zostały zaspokojone. Te ostatnie należy z kolei ograniczać do minimum, ponieważ im prostsze mamy potrzeby, tym łatwiej będzie nam o satysfakcję. Epikureizm to zresztą nie tylko autentycznie pociągająca filozofia życiowa, ale również kilka frapujących pomysłów metafizycznych oraz zdroworozsądkowe podejście do epistemologii. W to wszystko wprowadza nas Epicureanism O'Keefe'a, książka napisana przystępnie i rzeczowo.


2. Izrael już nie frunie (Paweł Smoleński)

Okładka książki Smoleńskiego fascynuje. Czarno-białe zdjęcie przedstawia młodego Żyda w koszuli z krótkim rękawem, w jarmułce i z pejsami. Pogrążony w modlitwie oparł czoło o Ścianę Płaczu, zamknął oczy, przytknął dłoń do czoła. Przez prawe ramię ma niedbale przewieszony karabin maszynowy… Smoleński opowiada o współczesnym Izraelu przez pryzmat zamieszkujących go ludzi, ich radości i trosk, codziennych niepokojów i problemów. Wyczerpującą recenzję zbioru reportaży znajdziecie tutaj, ja jednak zastrzegam, że odebrałem książkę inaczej niż Dawid Warszawski: Dla niego jej tytuł oznacza, że Izrael stał się zwyczajny; dla mnie, że sprawy zmierzają tam w złym kierunku.


1. Maria Antonina (Stefan Zweig)

Nieprzyjazna królowej anegdota głosi, że gdy francuscy wieśniacy krzyczeli "Jesteśmy głodni, nie mamy chleba!", Maria Antonina odpowiedziała im, bynajmniej nie złośliwie, "To jedzcie ciastka". To nieprawda, ale nic nie zmieni faktu, że monarchini i jej dwór żyli ponad stan nie rozumiejąc i nie chcąc zrozumieć potrzeb swoich poddanych. Brawurowo napisaną biografię Zweiga warto przeczytać i ze względu na barwną bohaterkę, i na utalentowanego autora. Austriacki mistrz stylu uświadamia nam, że los rzuca czasami w zawieruchę dziejową jednostki, które nijak nie umiają podołać historycznemu wyzwaniu. Na każdego Winstona Churchilla przypada jakaś Maria Antonina.

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Najlepsze z przeczytanych w 2011 r. — niebeletrystyka

  1. "Zniewolony umysł" przeczytałem, rewelacja. "Państwo" przeczytałem prawie całe, jakoś przerwałem i nigdy nie dokończyłem. ;-)Ogólnie dzięki za omówienia, miło się czytało. Ciekawa jest dla mnie zwłaszcza informacja o Epikurze, interesująco się to czyta w kontekście pewnej obserwacji dotyczącej szczęścia, o której słyszałem kiedyś bodajże na wykładzie prof. Janusza Czapińskiego. Obserwacja ta mówi – obym niczego nie przekręcił! – że poziom dochodów w polskim społeczeństwie nie koreluje z poziomem szczęścia (w takim zakresie, w jakim można je mierzyć w psychologicznych badaniach ilościowych) w sposób liniowy. Ściślej mówiąc, poziom szczęścia jest najwyższy przy osiągnięciu pewnego progu, średnio bodaj 2500 zł netto na osobę w rodzinie. Oczywiście to są bardzo zgrubne dane, można by pod ich adresem skierować całą wuchtę zastrzeżeń metodologicznych i wskazać na potrzebę niezliczonych uściśleń, ale chyba coś jest na rzeczy.

  2. Arek writes:Boro, ale czemu niepokój czułeś czytając o wpływie zewnętrznego oporu?

  3. Staszek: Też niedawno czytałem o nieliniowym stosunku ilości posiadanych pieniędzy od odczuwanego szczęścia — ale nie pamiętam gdzie. Swoją drogą, ciekawe, czy faktycznie chodzi tu o pieniądze ("pieniądze szczęścia nie dają"), czy też o ogniwo pośrednie, jakim jest zawód i praca. Może być tak, że intratne posady powodują u pracowników więcej stresu niż te (nieco) gorzej płatne. A dlaczego miałoby tak być? Cóż, z intratnymi posadami często wiążą się wygórowane ambicje pracownika oraz duża odpowiedzialność, jaka na nim spoczywa.Arek: No bo wiesz, człowiek niby chciałby być beztroski, a bez troski może być jeszcze słabiej niż z troską. To trochę jak z wolnym czasem: jeżeli masz go mało, mądrze go wykorzystujesz, jeżeli masz go dużo, zaczynasz się obijać.

  4. @BorysTak, też przypuszczam, że rodzaj pracy może mieć duże znaczenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s