Filmorys (12)

W numerze:
Smaki miłości, czyli zaskakujący dobry film o miłości
Odważna, czyli Jodie Foster jako Paul Kersey w spódnicy
Alamar, czyli młody człowiek i morze
Hipnos, czyli gniot na schwał
Transfer, czyli ciemne strony Wojny z Terrorem
URO, czyli norweska sensacja



Smaki miłości
(Feast of Love; 2007)

Oba tytuły (oryginalny i polski) oraz mozaikowa okładka sugerują, że Smaki miłości są w najlepszym razie n-tą komedią romantyczną, a w najgorszym — komedią romantyczną usiłującą naśladować To właśnie miłość, a więc film, który zupełnie mi się nie podobał. Pierwsza niespodzianka: Dzieło Roberta Bentona, choć opowiada o miłości w codziennym, słodko-gorzkim wydaniu, nie tylko nie próbuje rozśmieszyć widza, ale śmiało eksploatuje pokłady melancholijnej zadumy nad życiem. Druga niespodzianka: Film nie unika golizny, co ze względu na dwie ładne aktorki (Radha Mitchell i Alexa Davalos) jest zaletą samą w sobie, ale stanowi także realistyczną odmianę po wszystkich produkcjach romantycznych, gdzie sceny łóżkowe są wycinane, a po coitusie prześcieradło przybiera kształt litery "L" (on zasłonięty do pasa, ona do szyi). Trzecia niespodzianka: Meandrująca fabuła nie daje się łatwo przewidywać, a losy bohaterów angażują widza. Czwarta niesp… Wróć. Aktorska charyzma Morgana Freemana to żadna niespodzianka, lecz standard. Niemniej jednak króciutka scena, w której profesor Scott wspomina syna, naprawdę wzrusza.

Słowem, niespodziewanie dobry film.


*****
Odważna
(The Brave One; 2007)

Reżyserowi Neilowi Jordanowi z pewnością bardzo zależało na tym, by jego film nie był porównywany do Życzeń śmierci z Charlesem Bronsonem, ale skojarzeniu naprawdę nie sposób się oprzeć: Znana dziennikarka radiowa (Jodie Foster) i jej narzeczony (Naveen Andrews, czyli Sayid z LOST-a) zostają napadnięci i brutalnie pobici podczas wieczornego spaceru w parku. On ginie, ona z ciężkimi obrażeniami zostaje odwieziona przez pogotowie. Po wyjściu ze szpitala uzbraja się w pistolet, wbrew pozorom nie po to, żeby samej rozprawić się z oprawcami, ale dla większego poczucia osobistego bezpieczeństwa. Wkrótce jednak natyka się na zbira in flagrante delicto, palec nie wiadomo kiedy pociąga za spust, a Erica wchodzi na ścieżkę, którą przed nią wydeptywali Batman i Rorschach.

Kłopot z Odważną polega na tym, że Jordan chciał nakręcić realistyczne i psychologicznie pogłębione kino o wigilancie — cywilu, który rozczarowany niewydolnością policji bądź pobłażliwością sędziów, zaczyna wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Nie ukrywajmy jednak, że takie filmy ogląda się przede wszystkim dla wygrzewu. Niestety, scen pistoletowych w Odważnej niewiele, w przeciwieństwie do nużących monologów Eriki z offu (Piotr Dobry bardzo trafnie zatytułował swoją krytyczną recenzję filmu w Esensji). Gdy w końcu przychodzi do wymiany argumentów siłowych, wypadają one niewiarygodnie: raz, że filigranowa i niezaprawiona Erika nieodmiennie wychodzi z nich zwycięsko, a dwa, że widz zastanawia się, jak to możliwe, iż nieszukająca rozróby kobieta tak często napotyka na swej drodze różne odmiany bandziorów.

Zresztą, cholera wie, to obrzydliwie kapitalistyczny Nowy Jork, może tam rzeczywiście w co drugim zaparkowanym w ustronnym miejscu samochodzie siedzi naćpany stręczyciel z uprowadzoną czarnoskórą dziewczyną.


*****
Nad morzem
(Alamar; 2009)

Polski tytuł sugeruje nieautoryzowany sequel Rejsu, lecz Alamar (o ileż ładniej to brzmi!) to dokumentalna, wyciszona opowieść o pięcioletnim Natanie spędzającym kilka tygodni ze swoim ojcem, meksykańskim rybakiem, łowiącym w rejonie Banco Chinchorro nieopodal granicy z Belize. Jorge pokazuje synkowi swój daleki od cywilizacji świat, w którym rytm życia wyznacza ciepły plusk fal Morza Karaibskiego. Film Pedra Gonzáleza-Rubia to przede wszystkim pochwała ojcostwa realizowanego w ramach tradycyjnego modelu życia, ale także pretekst do ukazania piękna nawodnej i podwodnej części rafy koralowej Chinchorro rozciągającej się na przestrzeni ośmiuset kilometrów kwadratowych.

Alamar jest dziełem tyleż uroczym, co odrobinę monotonnym. Fale pluszczą o kwadrans za długo. Nabrałem za to ochoty na ponowne obejrzenie Waterworld.


*****
Hipnos
(2004)

Nieczęsto zdarza się, by dosłownie pierwsza scena filmu zapowiadała chałę do sześcianu. Otwierający Hipnos jednoujęciowy wypadek drogowy z udziałem ciężarówki bije po gałach taką siermiężnością, że łatwo się domyślić udręki czekającej nieszczęsnego widza. Co prawda jeżeli widz jest facetem, to niewątpliwą osłodę stanowić będzie uroda Cristiny Brondo. Główna bohaterka to lekarka podejmująca pracę w klinice specjalizującej się w leczeniu chorób psychicznych hipnozą i nabierająca rychło podejrzeń co do prawdziwych intencji pozostałych pracowników. A jeśli widz jest kobietą, to być może przypadnie jej do gustu tajemniczy pacjent z błyskiem w oku i pornograficznym wąsem. Jednakże niezależnie od płci oglądającego warstwa fabularna i realizacyjna Hipnos zafundują mu istną "ścieżkę zdrowia", chyba że telewizor przeszkodzi w seansie samoczynnie przekierowując nas na żal.pl.


*****
Transfer
(Rendition; 2007)

CIA po cichu aresztuje i wywozi za granicę podejrzanego o terroryzm amerykańskiego inżyniera egipskiego pochodzenia. Ciężarna żona Anwara wszczyna poszukiwania, a analityk CIA, będąc świadkiem brutalnych przesłuchań Anwara, nabiera wątpliwości co do słuszności stosowanych przez jego agencję środków… Wyżej wspomniany Piotr Dobry napisał swojego czasu minirecenzję Transferu, z którą zgadzam się tak bardzo, że po prostu ją tutaj przekleję i podpiszę się pod nią własną oceną — mimo wszystko nie najniższą, bo film oglądało mi się nieźle, a końcowy twist przyjemnie zaskakuje (choć faktycznie niczemu w gruncie rzeczy nie służy).

Kolejny nieudany transfer postwrześniowej traumy w hollywoodzkie realia. Aktorsko bez zarzutu, jednak wysiłek utalentowanej obsady idzie na marne, gdyż podjętych tu wątków starczyłoby na mini-serial, a wciśnięte w ramy dwugodzinnej fabuły i dodatkowo pogmatwane dla samej zasady, służą tylko stylistycznym ćwiczeniom, niczemu więcej. Gavin Hood chciał mieć swój "Babel", ale wyszedł mu bubel.


*****
URO
(2006)

Doskonale przeciętny dramat sensacyjny typu "obejrzeć dla zabicia czasu i szybko zapomnieć". Tyle że wyprodukowany w Norwegii, więc można przynajmniej ponarzekać na polskich filmowców, którzy nie opanowali w równym stopniu nowoczesnego warsztatu. Hans Petter, syn alkoholiczki i dawny przestępca, pracuje obecnie jako tajniak w jednostce policyjnej URO ("brak spokoju", "niepokój") i rozpracowuje środowisko dilerów narkotykowych w Oslo. Wkrótce los postawi na jego drodze Mette, dawną koleżankę z klasy, która prowadzi knajpę należącą do ojca-gangstera. I jak to w takich filmach bywa, HP wpakuje się w niemałą kabałę, a jego lojalność zostanie wystawiona na ciężką próbę.

W główną rolę kobiecą wcieliła się Ane Dahl Torp uznawana za jedną z najładniejszych norweskich aktorek. Obejrzenie URO da więc pojęcie także o urodzie tych pozostałych.


*****

Reklamy

8 uwag do wpisu “Filmorys (12)

  1. Przede wszystkim chodzi o długość. :)Kliknij na plakat w notce i obejrzyj trailer filmu. Ten pan pojawia się parę razy w kadrze. Załapiesz szybko, o co chodzi.

  2. Arek writes:"Feast of Love" bardzo fajne, szkoda tylko, że tak, a nie inaczej się kończy. Ale abstrahując od pozostałych filmów – jakie warunki musi spełnić wąs, aby być pornograficznym? :)

  3. Wróciłem i widzę, że piszesz w najlepsze. Będę miał sporo do przeczytania, jak tylko skończę Myśliwskiego (prezent), więc muszę :lol: Pod wrażeniem treści jakie publikujesz i wytrwałości w udawaniu Norwega, pomilczę wymownie.Ukłony.

  4. Originally posted by anonymous:

    jakie warunki musi spełnić wąs, aby być pornograficznym? :)

    Służę pomocą: długi, gruby, sztywny, wywołujący charakterystyczny okrzyk: jeszcze, jeszcze! oraz częściowe omdlenia. Podobne wrażenie robi też broda na znanego celebrytę, ale to już nie porno, to promocja.Borys,

    a po coitusie prześcieradło przybiera kształt litery "L"

    Chwile trwało nim "położyłem" L we właściwy sposób. Proszę bez takich zagadek. Tu w RP uprawiamy tradycyjny nierząd. :whistle:

  5. Misiołak: Cieszę się, że rozumiesz, o co chodzi. :)Lama: Witam z powrotem, zastanawiałem się, czy jeszcze się kiedyś tutaj pojawisz. Dzięki za doprecyzowanie, o co chodzi z wąsem — sam bym tego lepiej nie ujął. :) A "L" nie musisz układać w żaden sposób, wystarczy, że pod zwykłym "L" kobietę położysz po lewej stronie. :)

  6. Teraz ja doprecyzuję, właściwszym słowem byłoby "postawić". Niniejszym naprawiam swój błąd. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s