Ridleya Scotta koniec nie będzie naszym początkiem


Nie dałem się porwać promocyjnemu hype'owi. Byłem dużo bardziej nakręcony idąc zimą na Szpiega; będę dużo bardziej nakręcony idąc latem na nowego Batmana. Od Ridley Scotta oczekiwałem po prostu wciągającego i solidnego kawałka fantastyki naukowej. Nie za duże to wymagania wobec reżysera, który przedefiniował kino science-fiction Obcym i Łowcą androidów. Myślałem, że w najgorszym razie w Prometeuszu zawiedzie jakiś jeden, konkretny element. Niestety, było jeszcze gorzej: przez dużą część seansu mentalnie ziewałem.

Tytułowy "Prometeusz" to statek kosmiczny, który po kilkuletniej podróży dociera do przypominającego Ziemię księżyca odległej planety. Cel wyprawy wskazały znaleziska archeologiczne z różnych miejsc naszego globu, sugerujące, że rasę ludzką stworzyła pozaziemska cywilizacja. Ekspedycję do gwiazd finansuje Weyland Industries, więc choć naukowcom lecącym na pokładzie "Prometeusza" przewodzą archeologowie Elizabeth Shaw (Noomi Rapace) i Charlie Holloway (Logan Marshall-Green), całe przedsięwzięcie nadzorują przedstawiciele korporacji: zimnosucza Meredith Wickers (Charlize Theron) i zimnokrwisty android David (Michael Fassbender). Po dotarciu do celu statek ląduje nieopodal wielkiej kamiennej budowli. Rozpoczyna się eksploracja, a wraz z nią rozpoczynają się kłopoty.

Przez pierwszą połowę filmu niewiele się w nim dzieje. Nie byłem bynajmniej spragniony nieustającego łubudu z udziałem ciężkiej broni i miotaczy ognia. Rozumiem doskonale potrzebę powolnego budowania napięcia i doceniam, że twórcy chcieli wywołać u widza "sense of wonder" poświęcając pierwszych kilkadziesiąt stron scenariusza na zgłębianie tajemnicy obcego gmachu. Rzecz w tym, że narrację zaburza organizacyjny chaos, jaki wydaje się panować wśród załogantów "Prometeusza". Nie dość, że brakuje im procedur, co skutkuje szeregiem dziwnych decyzji, nie dość, że nie wiadomo, kto tam właściwie dowodzi, to na dodatek pojawiają się też wyraźne nielogiczności (na przykład Milburn i Fifield, którzy, posiadając przecież dostęp do dokładnej mapy tuneli, ni stąd ni zowąd się gubią). Krótko mówiąc, panuje rozgardiasz i aż trudno uwierzyć, że Ridley Scott nie potrafił lepiej ogarnąć filmowej materii.

Gdyby widza wrzucono szybko w wir akcji, na fabularne niedociągnięcia dałoby się bez trudu przymknąć oko. W Prometeuszu ograniczono jednak czas ekranowy kosmitom-potworom i oddano go do dyspozycji ludziom, by w gęstniejącej atmosferze zagrożenia rozegrać pewną intrygę. Ambitny plan spalił na panewce przez źle rozpisane postacie. Michael Fassbander wcielający się w knującego androida Davida stworzył najlepszą kreację filmu, ale co z tego, skoro jego knucie szybko zostaje ujawnione widzowi i czar niejednoznaczności pryska? Wielką zagadką była dla mnie natomiast Meredith Vickers, lecz tylko dlatego, że nie rozumiem, po co znalazła się ona w fabule. Charlize Theron miała początkowo zagrać Elizabeth Shaw, ale okoliczności produkcyjne sprawiły, że tamta rola przypadła w udziale Noomi Rapace. Podejrzewam, że nie chciano rezygnować z oskarowego nazwiska i dla Theron na siłę dopisano drugoplanową postać demonicznej Vickers.

Nuda i nieudana intryga to poważne zarzuty. Czy Prometeusz należy uznać za film do cna zły? Na szczęście nie, bo ratuje go druga połowa. Począwszy od mrożącej krew w żyłach sceny w kapsule medycznej — która może wręcz lekko straumatyzować wrażliwych widzów płci żenskiej — akcja nabiera rumieńców i pojawia się wreszcie długo wyczekiwane napięcie, którego kulminację stanowi "epickie" starcie w finale. Niestety, nie mogę stwierdzić, że w ostatecznym rozrachunku Prometeusz wypada nieźle. Widzę tu bowiem zbyt wiele zmarnowanego potencjału. Elizabeth, niby główna bohaterka, przez większą część filmu jest zbyt mało widoczna i zbyt mało wyraźna. Relacje między ludzkimi członkami ekspedycji i Davidem są psychologicznie niezgrabne (a z dwóch powodów, których nie chcę tu zdradzać, powinny być przecież motorem napędowym całego filmu). Wreszcie, metafizyczny trójkąt ludzie-Obcy-Bóg, do którego pojawiają się wyraźne aluzje, wypada bardzo blado.

Owszem, nie miałem wygórowanych oczekiwań względem Prometeusza. Nie zależało mi na tym filmie tak jak zależy mi niekiedy na innych produkcjach, lecz przecież z przyjemnością dałbym się przecież wgnieść w kinowy fotel. Nie bez żalu muszę więc teraz spuentować tak: Ridley Scott skończył się na Gladiatorze.

*****

Advertisements

10 uwag do wpisu “Ridleya Scotta koniec nie będzie naszym początkiem

  1. W skrócie: zawiniło klejenie scenariusza i brak odwagi Scotta, aby pójść dalej. Btw, za ten pierwszy w głównej mierze odpowiedzialni są koleś, który słynie z pisania odcinków Nasha Bridgesa i Lostów (Lindeloff) i jeden ze scenarzystów The Darkest Hour (nic szczególnego). Co do Scotta zaś – szkoda, że kino nie ma już takiego potencjału, aby nakręcić pierwotną wersję "prequelu", dziejącą się u Inżynierów i odwołującą się do całej mitologii uniwersum.Czekam do lipca na premierę w kraju, co zrobić :-D

  2. "W skrócie: zawiniło klejenie scenariusza i brak odwagi Scotta, aby pójść dalej"Tak sobie myślę, że autorzy i reżyserzy 70+ nie powinni zabierać się za SF, bo są na to zbyt zramolali. Pamiętam, że nudziłem się jak mops czytając dwie ostatnie części "Odysei kosmicznej" Clarke'a. Chociaż pewnie znalazłyby się też wyjątki…"Co do Scotta zaś – szkoda, że kino nie ma już takiego potencjału, aby nakręcić pierwotną wersję "prequelu", dziejącą się u Inżynierów i odwołującą się do całej mitologii uniwersum."Końcówka Prometeusza otwiera szeroko furtkę dla sequela."Czekam do lipca na premierę w kraju, co zrobić"Moja propozycja: Spóźnij się do kina na seans o godzinę. :)

  3. AnonimGal writes:SPOJLERY SPOJLERY SPOJLERY Może mi ktoś wyjaśnić w jaki sposób doszło do infekcji Elizabeth Shaw? No skądeś ta "kalamarnica" musiała się w niej znaleźć (nie bardzo mam czas więc obejrzałem tylko urywki). I jeszcze jedno: czy w filmie jest gdzieś moment ukazujący tzw. "proto aliena", co do którego można znaleźć filmik na YT?

  4. SPOJLERY! Zaznacz poniżej myszą, żeby przeczytać.Elizabeth uprawiała seks z Charliem niedługo po tym, jak on został zarażony. "Proto aliena" masz na samym końcu, tuż przed napisami końcowymi.

  5. AnonimGal writes:Dobra już po sprawie. Obejrzałem brakujące sceny – wiem skąd infekcja, zaś filmik na YT (

    ) nie jest zawartością filmu, a tylko jakąś bujdą z nawiązaniem.

  6. Nie no, podlinkowany przez Ciebie filmik nie jest bujdą. Ten fragment faktycznie pojawia się w Prometeuszu, jak już napisałem, w samej końcówce.

  7. Recenzja, z którą zgadzam się po przeczytaniu i połączeniu w kupę mnóstwa recenzji/dyskusji oraz obejrzeniu fragmentów "wersji z kina". Gdzieś w okolicach są 4 minuty pytań do scenarzystów, na które film nie odpowiada chociaż się na nich opiera.Marketingowo film był reklamowany jako prequel Obcego – nie jest nim, marketingowcy i producenci pewnie właśnie się zastanawiają, czy to restart prequela, czy filler między pierwotnym prequelem. Wiadomo, każda odpowiedź to utrata/wpływy rzędu milionów USD. Ta *ostatnia scena w filmie* powinna być wyświetlana chyba z disclaimerem "macie i się odstosujcie…", bo w sumie z niej też nic nie wynika.Director's cut na blu-ray'u ma zawierać 20-30 minut dłuższy materiał, podobno mają wyjaśnić jak Inżynierowie opatentowali technologię stworzenia rasy na swoje podobieństwo z uwzględnieniem 3,7-4 mld lat nieprzewidywalnej ewolucji i dlaczego weylandowskie hełmy w misjach zwiadowczych nie mają mapy na HUDzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s