Operacja „Piorun”


Nakręcony w 1965 r. Thunderball (po polsku: Operacja „Piorun”), czwarty odcinek przygód agenta 007, odniósł ogromny sukces kasowy. W przeliczeniu na dzisiejsze dolary film zarobił ich blisko miliard, stając się największym komercyjnym przebojem całego cyklu. Ostatnie bondowskie dzieło Terence’a Younga zapamiętałem jednak jako nudnawe, więc do ponownego seansu zasiadałem bez wielkiego entuzjazmu. Czekało mnie pozytywne zaskoczenie.

Thunderball okazał się wartkim i dynamicznym kinem – ale tylko wtedy, gdy akcja toczyła się nad powierzchnią wody. Tak się bowiem składa, że w prawie jednej czwartej film składa się z sekwencji podwodnych. Protagoniści i antagoniści nurkują z zapałem u wybrzeży Bahamów, a w finale czeka nas wielka bitwa akwalungowa nieopodal Miami. Niestety, za każdym razem, gdy kamera zjeżdża pod poziom morza, widza czeka zmulenie. Owszem, podwodne zdjęcia nie pozostawiają wiele do życzenia pod względem realizatorskim czy wizualnym, ale w montażowni zapomniano najwyraźniej, że to nadal powinien być film akcji.

Na szczęście fabuła Operacji „Piorun” przewyższa rozmachem nawet tę z Goldfingera. Tam chodziło tylko o wymordowanie mieszkańców Fortu Knox i napromieniowanie zapasów złota Stanów Zjednoczonych; tu geniusze zła ze SPECTRE grożą zachodniemu światu zniszczeniem dwóch metropolii. Destrukcja dokona się za pomocą bomb atomowych, które w brawurowy sposób zostały wykradzione NATO. Jedyny ratunek to diamentowy okup w wysokości stu milionów funtów szterlingów albo… interwencja najlepszego agentu brytyjskiego wywiadu. James Bond za przeciwnika będzie miał nieco bezbarwnego Emilia Largo czyniącego zło z pokładu jachtu Disco Volante (Latający Spodek).

Oto najlepsze momenty: …


007. Gdy Bond znajduje pod prysznicem szpiega, wielkodusznie pozwala mu ujść z życiem. Chwilę potem widzimy, jak Largo dokarmia swoje rekiny i już wiemy, że szpieg bynajmniej nie dostanie od szefa drugiej szansy na wykazanie się przebiegłością. Za to rekiny dostaną deser.

006. Chyba jedyny raz w historii serii mamy okazję zobaczyć wszystkich dziewięciu agentów 00 zgromadzonych razem. „Zobaczyć” to zresztą za dużo powiedziane, gdyż oko kamery nie skupia się prawie w ogóle na ich twarzach. Agenci siedzą po prostu w Whitehall na ministerialnej odprawie, podczas której dowiadują się o atomowym kryzysie. Bond przychodzi na zebranie spóźniony i zajmuje siódmy fotel od lewej strony.

005.
— Każdy mężczyzna ma swoją namiętność. Moja to łowienie ryby. A jaka jest pańska, panie Bond?
— Cóż… Nie można by mnie chyba nazwać namiętnym mężczyzną.

004. W prologu Bond likwiduje pułkownika Jacquesa Bouvara, notabene przebranego za kobietą w żałobie po sobie samym. Po uduszeniu SPECTRE-owego Numeru 6 pogrzebaczem i obrzuceniu jego zwłok kwiatkami z wazonu, Bond ewakuuje się z dachu budynku przy pomocy jetpacka. Imponująca scena, która przypomina, że Thunderball dostał zasłużonego Oskara za efekty specjalne.

003. W pierwszym akcie Operacji „Piorun” James Bond reperuje nadwątlone zdrowie w angielskim kurorcie. Przypadkowo wpada tam na ślad przygotowań do kradzieży bomb atomowych, choć wtedy nie wie jeszcze, o co toczy się gra… Sanatoryjny epizod filmu ogląda się nader dobrze. Swą konstrukcją przypomina thriller, ale nie brak w nim bondowskiego humoru — w końcu 007 jest na urlopie i może się całkowicie wyluzować. Komediowa nuta zostanie wzmocniona w Nigdy nie mów nigdy, remake’u Operacji „Piorun”. Remake’u niekanonicznym, ale za to ponownie (i po raz ostatni) z Seanem Connery w roli superagenta.

002. Najpiękniejszymi maszynami w filmach o Bondzie są zazwyczaj samochody, ale w Thunderballu należy zwrócić uwagę przede wszystkim na pojazdy latające. Smukły samolot RAF-u porwany dla bomb atomowych to Avro Vulcan B2. Bond szuka go potem na dnie morskim z pokładu helikoptera Bell 47J Ranger wyposażonego w charakterystyczne pływaki. Blisko finału z odsieczą przylatuje agentowi masywny Sikorsky HH52-A Seaguard, a w ostatnim akcie obserwujemy zrzut spadochroniarzy z luku „Latającej Fortecy” (niestety bez zbliżenia).

001. W Thunderball Sean Connery jest u szczytu swej playboyowatości, a u boku Bonda pojawiają się aż cztery nader atrakcyjne kobiety. Najpierw przy pomocy małego szantażu James rozbiera swoją fizjoterapuetkę Patricię (pierwszy negliż w historii bondowskiego cyklu, choć prawie całkowicie zasłonięty zaparowaną ścianą sauny). Potem 007 asystuje ponętna, spalona karaibskim słońcem Paula, najpewniej miejscowa przedstawicielka MI6 lub CIA. W tym czasie agent podrywa już Domino, młodą kochankę Largo, licząc, że okaże się ona kluczem do odzyskania bomb. Przez jego łóżko zdąży się jeszcze przewinąć wielkooka Fiona Volpe, zabójczyni na usługach SPECTRE, którą Bond niezapomnianym seksem będzie chciał przekabacić na dobrą stronę. Bezskutecznie. Fiona umrze więc w tańcu.

Autor

Borys

Nauczyciel z Oslo. Bloguję na https://blogrys.wordpress.com

4 myśli na temat “Operacja „Piorun””

  1. Pewnie obejrzany w połowie lat 90. na TVP? Ja swojego pierwszego nie pamiętam, ale niewykluczone, że były to Pozdrowienia z Rosji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s