KGB #2

Za nazwą „karnawał blogowy” kryją się dwie odmienne inicjatywy. Ta pierwsza, mniej ciekawa, sprowadza się do przygotowania listy sznurków polecającej cudze wpisy blogowe. Ta druga, zdecydowanie fajniejsza, polega na ogłoszeniu konkretnego tematu i wyznaczeniu terminu. Chętni piszą stosowne notki, a organizator po upływie deadline’u publikuje u siebie ich spis.

Pierwszy wariant realizuję poniekąd jako Kabel Od Internetu. W drugim natomiast jeszcze nigdy nie uczestniczyłem. Ponieważ gry elektroniczne pozostały bliższe memu sercu niż gry fabularne, postanowiłem dołączyć do inicjatywy kryjącej się pod złowrogim skrótem KGB (Karnawał Graczy Blogerów); dołączyć przynajmniej do jej drugiej edycji, tak na próbę.

Tytuł „Dźwięk pikseli” mówi wszystko. Nie mam jednak weny na felieton, a o muzyce w grach wiem o wiele za mało, by pisać przeglądowy esej. Pójdę więc po linii najmniejszego oporu. Oto krótki przegląd growych kawałków, które zapamiętałem najlepiej: …


Przez kilka pierwszych lat zerowej dekady grałem dużo w jRPG na pierwszym PlayStation. Jak wiadomo, kanoniczną serię gatunku stanowi Final Fantasy, muzykę do której przez wiele lat komponował Nobuo Uematsu. Jego najpotężniejszym dokonaniem jest One Winged Angel z finałowego starcia z Sephirothem z „siódemki”, lecz ja zawsze wolałem spokojniejszy, nastrojowy, ale nie pozbawiony epickiego wydźwięku motyw głównego bohatera.

FF7 nie jest bynajmniej moim ulubionym jRPG. Wyżej cenię pesymistyczną część szóstą oraz niezapomnianego Suikodena II. Ten ostatni posiadał wspaniałą czołówkę z ręcznie malowanymi, płaskimi postaciami oraz muzyką Mikiego Hagashino. Utwór z intra wykonano i nagrano w… Warszawie.

Wyżej wymienione gry robiły wszystko, by zatrzymać mnie przy konsoli na długie godziny. Nie sposób jednak zapomnieć innej produkcji Konami, która sięgnęła po szeroki asortyment sposobów, aby odstraszyć mnie od telewizora. Żwawe, ale podszyte niepokojem gitarowe riffy z czołówki Silent Hill zapowiadają obezwładniającą grozę późniejszych wydarzeń. Wolałbym nie słuchać muzyki Akiry Yamaoki na leśnym kempingu po zapadnięciu zmierzchu.

Dopiero co pisałem o piątej odsłonie Grand Theft Auto. Utworem, który zawsze będzie kojarzył mi się z całą serią, jest oczywiście Joyride Da Shootaz. Na osobne wyróżnienie zasługuje jednak motyw z „czwórki”. Nie, nie mam na myśli Soviet Connection Michaela Huntera, ale wolniejszą muzykę z menu. Analogiczny kawałek z „piątki” też zresztą jest niezły.

Cofnijmy się do czasów, w których prymitywna technologia nośników prowadziła do muzycznych krzyżówek. Gdy w 1996 i 1997 r. zagrywałem się w drugą Cywilizację, moim podbojom na sześciu kontynentach towarzyszyła podniosła muzyka z zupełnie innej strategii. Miałem bowiem cedeka-combo, na którym pan z giełdy wypalił również drugiego Warcrafta. Azeroth i Eurazja zlały się w jedną krainę. Zabawna sprawa: Oficjalna muzyka z cywilizacyjnego menu na tamtej płycie się uchowała, więc tam-tamy wciąż przyspieszają bicie mojego serca, ale całej reszty ścieżki dźwiękowej z Civa 2 nigdy nie było dane mi poznać.

Chciałem zakończyć jakimś fajnym ośmiobitowym akcentem. Niestety, moja pamięć muzyczna nie sięga aż tak daleko wstecz. Ucieknę się więc do małego oszustwa. To przecież też muzyka z ukochanej gry!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s