Małpa Do Pisania

Pamiętam amigowy CygnusEd z niebieskim tłem. Pamiętam profesjonalny, szary, dosowy TAG polskiej proweniencji. Gramotni i wieloletni użytkownicy komputerów z rozrzewnieniem nie tylko stare gry, lecz również stare edytory tekstowe. Gimby nie znają.

Nie pomnę, jakie wrażenie wywarł na mnie w połowie lat dziewięćdziesiątych Microsoft Word. Prawdopodobnie niezbyt wielkie; przełom w formatowaniu nastąpił trochę wcześniej za sprawą Ami Pro. Tak czy owak, z kolejnych odsłon Worda korzystałem długo z niekłamaną przyjemnością. Niestety, po kilku latach linuksowej przerwy dość skutecznie odrzucił mnie odeń interfejs wstążki. Dziś używam programu Microsoftu wyłącznie w pracy. Do tworzenia materiałów dydaktycznych nadaje się nieźle. Ale w domu, do prawdziwego pisania – czy to notek blogowych, czy wielostronicowych artykułów – zatrudniam Małpę.

Nowoczesne procesory1 oferują dziesiątki niepotrzebnych, obciążających pamięć funkcji, zaśmiecają ekran rozdętym interfejsem i psują autoformatowaniem układ tekstu. Alternatywy? Notatnik jest zbyt prymitywny, a bardziej zaawansowane narzędzia do obróbki TXT (np. skądinąd bardzo fajny Notepad++) adresowane są zazwyczaj do koderów. Wordpad? Ujdzie. Jednak o wiele lepiej sięgnąć po któryś z pełnoekranowych programów do pisania.

Jak sama nazwa wskazuje, ich podstawową cechę stanowi domyślne uruchamianie się w trybie pełnoekranowym. Nie ma tu miejsca na nazwę okna, na menu Plik-Edycja-Widok, ani na boczny suwak. Program zasłania całkowicie nie tylko przeglądarkę internetową z migającą zakładką Facebooka, lecz nawet pasek Start ze skrótami do innych aplikacji i zegarem. Słowem, pozostaje wyłącznie nasz tekst. W dobie nachodzących na siebie, obciążonych ikonami okienek, taki minimalizm z pewnością robi wizualne wrażenie, ale czy pomaga też przy pisaniu? Zaręczam – pomaga.

Początkowo korzystałem z FocusWritera, który wspominam bardzo dobrze. Dzięki programowi Graemego Gotta filozofia norweska wzbogaciła się o parę długich, pisanych na zaliczenie esejów. Potem wypróbowałem WriteMonkey i z Małpą Do Pisania zostałem. Różnica między FW a WM jest na pierwszy rzut oka żadna, lecz ten drugi oferuje parę dodatkowych (i przydatnych!) bajerów, których nie posiadał FocusWriter2.

WriteMonkey stanowi zatem pełnoekranowy edytor „gołego” tekstu. Oczywiście, da się swobodnie ustawić sposób jego wyświetlania: wielkość, czcionkę, barwę, a także interlinię, tabulację, kolor tła oraz szerokość marginesów. WriteMonkey obsługuje poza tym tzw. markup, więc jeżeli piszemy z myślą o publikacji w internecie (albo na blogu), możemy przy pomocy znaków specjalnych łatwo dodawać HTML-owe pogrubienia, kursywę, odnośniki i nagłówki. Małpa Do Pisania dysponuje też wewnętrznym systemem zakładek pozwalającym na łatwą nawigację w długich dokumentach. Sprawdzanie (polskiej) pisowni? Jest. Szukanie i zastępowanie? Jasne. Autozapis i backupy? Tak. Konfigurowalne „podmiany” (np. podwójnej kreski — drukarskim myślnikiem –)? Są. Oddalanie i powiększanie tekstu? A jakże. Schowek do kopipasty z pamięcią? W pluginie. Niczego nie brakuje. Zaznaczmy, że WriteMonkey odznacza się niewielką objętością3 i nie wymaga instalacji, dzięki czemu można odpalać go bezpośrednio np. z pendrajwa.

Program posiada również szereg dodatkowych ficzerów, których ze świecą szukać w typowych procesorach, a bez których żaden piszący się nie obejdzie, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie. Po pierwsze, WriteMonkey mierzy nasz postęp w pisaniu i dyskretnie, acz wyraźnie wyświetla go na dole ekranu (nieobowiązkowo, rzecz jasna). Sami określamy jednostkę miary wybierając między znakami, słowami, akapitami, stronami i czasem potrzebnym na przeczytanie naszego dzieła. Do wytężonej pracy zmotywujemy się ustawiając cel na dziś z paskiem postępu, lub uruchamiając stoper. Program może też delikatnie podświetlać aktywny fragment tekstu, co bardzo ułatwia – przynajmniej mnie – skupianie wzroku na ekranie.

Po drugie, WriteMonkey z chęcią podłączy pod nasz dokument tzw. repozytorium służące do zbierania konspektów, skrawków, cytatów lub nieobrobionych zdań. Między oboma oknami przełączamy się błyskawicznie klawiszem F5, natomiast w sensie dyskowym brudnopis znajduje się wciąż w tym samym pliku. Opcja jak znalazł dla osób, które chcą widzieć przed sobą wyłącznie właściwy dokument w trakcie przygotowywania, ale jednocześnie potrzebują podręcznego miejsca na przechowywanie zapisków oraz materiałów źródłowych, z pomocą których tenże dokument powstaje. Jeżeli natomiast ktoś woli rozmieszczać wokół dokumentu kolorowe „karteczki” z notatkami, wystarczy ściągnąć plugin Corkboards.

Po trzecie, choć WriteMonkey oddziela nas domyślnie pełnoekranowym oknem od rozpraszającego wpływu innych aplikacji, nie trzyma nas wbrew pozorom w całkowitej izolacji. Okno programu da się zmniejszyć, uczynić przezroczystym, a przytrzymanie F3 wyłączy je na chwilę, byśmy mogli zerknąć na najnowsze zdjęcia kotków w strumieniu memów. Edytor pozwala także na łatwe i szybkie sprawdzanie znaczenia słów w internetowych słownikach, encyklopediach i tym podobnych. Zaznaczamy problematyczne słowo, wciskamy odpowiedni skrót klawiaturowy i natychmiast przeskakujemy do przeglądarki, gdzie w nowej zakładce wskazany wyraz wczytuje się już w Wikipedii albo w Słowniku Języka Polskiego. Witryny sprawdzające ustawiamy sobie oczywiście sami.

Po czwarte, dźwięki klawiszy! Nie lubię pisać w absolutnej ciszy, ale nienatarczywa muzyka płynąca z radia też mi zazwyczaj przeszkadza. WriteMonkey oferuje optymalne i nader atrakcyjne rozwiązanie. Jeżeli zechcemy, w rytm naszego stukania na klawiaturze popłynie z głośnika hipnotyzujący, wprowadzający we flow stukot dowolnego typu. Dźwięków klawiszy jest do wyboru kilkanaście: parę rodzajów maszyn do pisania, klawiatura IBM, klawiatura Spectrum (sic!), ciche klikanie, a nawet skrobanie pióra. Mało tego. Jeśli kogoś inspiruje kawiarniany gwar, hałas ulicy, świergot ptaków lub szum deszczu przetykany hukiem piorunów, WriteMonkey zaserwuje nam w akustycznym tle zapętlony ambiencik.

Na tym zakończę litanię zalet, chociaż parę przydatnych drobiazgów jeszcze by się znalazło. Odkryjcie je sami (albo kliknijcie tutaj). Gorąco zachęcam do wypróbowania Małpy Do Pisania. Darmowa wersja programu jest pozbawiona reklam, jakichkolwiek ograniczeń i posiada wszystkie zachwycające mnie powyżej funkcje – z wyjątkiem odgłosów tła i wtyczek. Aby je odblokować, należy wesprzeć autora PayPalowym piątakiem4. Jednakowoż za friko też przekonamy się, że w gruncie rzeczy wystarcza tylko jedna małpa.


[1] Jako darmową alternatywę dla Microsoft Office, polecam znakomity, choć mało znany WPS Office (dawniej Kingsoft Office).

[2] Chyba nie posiadał – dokładnie nie sprawdzałem. DobreProgramy oceniają wysoko obie aplikacje; WriteMonkey odrobinę lepiej, lecz sądząc po liczbie ściągnięć, FocusWriter cieszy się czterokrotnie większą popularnością.

[3] 15 MB bez słowników, pluginów, dźwięków klawiszy i tła (wyjaśniam poniżej, o co chodzi). Po ściągnięciu ze strony i rozpakowaniu wszystkich dodatków, wielkość katalogu z programem nie przekracza 100 MB. WriteMonkey wymaga jednak uprzedniego zainstalowania platformy .NET.

[4] Otrzymany odeń kod uruchomi jeszcze wewnętrzny kalkulator i na poły żartobliwy tryb Flow, który permanentnie (tzn. do czasu restartu programu) dezaktywuje klawisze Backspace i Delete oraz kombinacje CTRL-Z, CTRL-X, CTRL-C i CTRL-V. Jak wiadomo, na maszynach do pisania ich nie było. Kiedyś w trakcie pisania każde słowo trzeba było ważyć. Przyzwyczajenie się do Flow Mode zajęłoby trochę czasu i frustracji, ale może na dłuższą metę piszący zyskałby na nim…?

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Małpa Do Pisania

  1. Testuję program od kilku dni i muszę przyznać, że jest interesujący. Szukam podpowiedzi, jak przeprowadzić „podmianę” podwójnej kreski — drukarskim myślnikiem –?

    Dzięki za pożyteczną recenzję.

  2. Jest ukryte w opcjach. Wejdź w Preferences (F10), zakładka Replacements. I tam musisz Add nową podmianę, w Trigger wpisujesz zwykłą kreskę, w Replacement wklejasz myślnik. W Replacements na górze trzeba oczywiście odhaczyć Enabled.

    Cieszę się, że tekst się przydał!

  3. Korzystam z WriteMonkey już ponad rok, do rewelacja, zwłaszcza do „czystych” tekstów (posty, artykuły) i jako brudnopis wszystkiego. Strona notatek (F5) jest hiperprzydatna. A stukanie klawiszy oldskulowo pieści uszy ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s