Przeczytane w 2014: Non-fiction

Za każdym razem, gdy przychodzi mi użyć niezgrabnie obcego wyrazu non-fiction, ubolewam, że język polski nie dorobił się zbiorczego określenia na literaturę nie będącą fikcją, dramatem ani poezją. Wspaniały zwrot „literatura faktu”, którego zazdroszczą nam nawet Anglosasi, został zagarnięty sto lat temu przez reportaż i gatunki ościenne. Jaką etykietkę przypiąć więc do wora z biografiami, podręcznikami, literaturą popularnonaukową i popularnohumanistyczną, książkami historycznymi, eseistyką, traktatami, dziennikami, poradnikami i wspomnianymi reportażami? Niemcy wychwalają swoją Sachlitteratur, Norwegowie posługują się sprytną wariacją sakprosa, Anglicy i Amerykanie mają rzeczowe non-fiction, a my tylko potworka o nazwie „niebeletrystyka”.

Najwyższa pora wylansować jakieś rozwiązanie. Przeciwieństwem płci pięknej jest płeć brzydka; może więc naprzeciw beletrystyki postawić leletrystykę?

Oto pięć wartych uwagi książek leletrystycznych przeczytanych przeze mnie w poprzednim roku.

5. Karawana literatury (Waldemar Łysiak)

karawana_literaturyZ biegiem lat walory Łysiakowych książek bardzo bledną. Borysowi dwudziestoletniemu, zatopionemu w lekturze Rzeczpospolitej Kłamców, nie przeszkadzał ani nagminny brak źródeł przy cytatach, ani choleryczne piętnowanie felerów polskiego życia politycznego, ani ślizganie się po naskórku lewicowo-liberalnych zjawisk bez intelektualnego zmierzenia się z ich przyczynami. Borys trzydziestoletni, choć utwierdził i utwardził się w swoim konserwatyzmie, podchodzi sceptycznie do nieudokumentowanych sensacji, zdaje sobie sprawę, że każdy kij ma dwa końce, ma też za sobą lekturę Legutki, który porusza mniej więcej te same tematy, ale konstruując argumenty zamiast bić pianę.

Poza tym Waldemar Łysiak brzydko starzeje się jako pisarz. Zaczynał swoją karierę od zaczarowanych esejów poświęconych sztuce w historii, historii w sztuce oraz Napoleonowi. W latach dziewięćdziesiątych spłodził wielotomowe opus magnum pod tytułem Malarstwo białego człowieka działającym na politycznie poprawne towarzystwo jak płachta na byka. Gdyby szedł dalej w kierunku wytyczonym przez konserwatyzm i estetyczne pasje, stałby się pewnie polskim Rogerem Scrutonem. Niestety, w nowym tysiącleciu skręcił w międlące pamfleciarstwo. Krytyka społeczna w wykonaniu przenikliwego umysłu zawsze na propsie, lecz podrzędna forma bezlitośnie wykrzywi najostrzejsze pióro.

Karawana literatury to najnowsze dzieło Łysiaka-pamflecisty. Posiada wszystkie wymienione dwa akapity wcześniej wady, aczkolwiek czyta się je szybko i przyjemnie. W końcu to Łysiak. Chwali się, iż W. Ł. w bezkompromisowy sposób przypomina o upolitycznieniu – zarówno światopoglądowym jak i partyjniackim – rodzimej literatury. Szkoda jednak, że znowu daje się ponieść niezdrowym emocjom nie służącym eseistyce.

Swoją drogą, zastanawiam się, kiedy młodzi prawicowcy, vulgo gimbaza, odkryją, że obok Krula, Maksa i Bosego Kowboja, chorążym polskiej prawicy jest także nolens volens Wilk Kuglarz.

4. Dzienniki kołymskie (Jacek Hugo-Bader)

dzienniki_kolymskieNajdomyślniejsi rozumieją już, że w 2014 r. przeczytałem mało porządnej leletrystyki, ale chciałem, aby poniższe zestawienie liczyło przynajmniej pięć pozycji. Dlatego właśnie na ostatnie miejsce trafiła książka, o której w gruncie rzeczy nie mam bardzo dobrego zdania. Pozostaje nadzieja, że chwiejność polecanki Karawany literatury zrekompensowałem króciutkim wywodem poświęconym kontrowersyjnemu autorowi.

Tymczasem przy Dziennikach kołymskich – literaturze faktu par excellence! – nie wiem, co napisać. Reportaż z Kołymy wspominam, owszem, nieźle, jednak konkretne polekturowe wrażenia wywietrzały z mojej głowy dawno temu, co automatycznie dyskwalifikuje książkę w biegu po najwyższe noty.

O czym to właściwie było? Przeglądam na chybcika internetowe recenzje. Ach, tak, Jacek Hugo-Bader przejechał się autostopem z Magadanu do Jakucka. Rozmawiał z napotkanymi ludźmi o przeszłości regionu, przeszłości okrutnej, naznaczonej blizną Gułagu. Liczący dwa tysiące kilometrów Trakt Kołymski budowali wszak w nieludzkich warunkach więźniowie stalinowskiego reżimu, podlewając zmarzniętą ziemię własnymi łzami i krwią. W radzieckiej Rosji autostrady jeżdżą ludźmi.

Dzienniki kołymskie wplatają zacierające się powoli wspomnienia o barbarzyńskiej niewoli zeków we współczesne gawędy made in Russia. Największą siłę książki Hugo-Badera stanowi właśnie owa śmieszno-straszna atmosfera. Czyta się dobrze, ale po reportażową wybitność musimy udać się gdzie indziej.

3. Poetyka (Arystoteles)

poetykaKonrad Wągrowski z Esensji słusznie kiedyś zauważył, że „lektura wakacyjna” nie powinna być utożsamiana z książką lekką, łatwą i przyjemną. Przecież właśnie latem cieszymy się nadwyżką wolnego czasu i intelektualnej energii. Nadarza się wtedy znakomita okazja, by sięgnąć po grubą, wymagającą powieść, a nawet po akademickie tomiszcze. Z drugiej strony, ludziom, którzy nie czytają prawie w ogóle, lektura byle sensacji lub prostej obyczajówki musi wydawać się bardzo wyczerpującym zajęciem, jakiemu można oddawać się bez przeszkód wyłącznie podczas urlopu.

Ja natomiast latem ubiegłego roku, po części w ramach odrabiania zaległości z filozoficznego kanonu, po części pod wpływem Innych pieśni Jacka Dukaja, poszedłem opalać się z Poetyką Arystotelesa. Ten niegruby traktat zamyka arystotelesowski korpus będąc zarazem pierwszym w dziejach podręcznikiem analizy literackiej. Styl, jak to u Stagiryty, dla niewprawnego oka będzie ciężkawy, ale lekturę z nawiązką wynagrodzi nam szereg mądrych spostrzeżeń związanych z konstruowaniem utworów fabularnych. Czytajmy klasyków – innego sposobu na konwersację z najmądrzejszymi ludźmi w historii cywilizacji na razie nie wymyślono.

Polecanie książki pokroju Poetyki zakrawa o brak recenzenckiej empatii. Mimo to uważam, że powinna zajrzeć do niej każda osoba, która sporo czyta i zastanawia się od czasu do czasu, dlaczego jedne zmyślone historie przykuwają do papieru, a inne okazują się niewypałami. Arystoteles, rzecz jasna, nie udziela wyrazistej odpowiedzi, ale porządkuje wraz z nami kluczowe pojęcia i podsuwa kilka rozsądnych propozycji.

Jeżeli nie macie czasu na literaturę podmiotu, zajrzyjcie przynajmniej na polską Wikipedię – zadebiutowałem tam szczegółowym hasłem o Poetyce właśnie. Jak widać, wielce mnie zainspirowała. Opalanie się udało.

2. Samobójstwo Europy (Andrzej Chwalba)

samobojstwo_europyW zeszłym roku Europa obchodziła setną rocznicę wybuchu Pierwszej Wojny Światowej. Chciałem uczcić tę okazję lekturą kilku książek o wydarzeniach lat 1914-1918 i uzupełnić tym sposobem poważne luki w swej historycznej wiedzy. Zaczęło się i skończyło na Samobójstwie Europy Andrzeja Chwalby. Na Sierpniowe salwy Barbary Tuchman ani na The Sleepwalkers Christophera Clarka czasu już nie wystarczyło. Szczęśliwie książka Chwalby była bardzo dobrym pierwszym wyborem.

Autor nie próbuje zaimponować stylem i nie układa kontrowersyjnych tez. Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w klarowny, wciągający sposób opowiada po prostu o przyczynach, przebiegu i skutkach Pierwszej Wojny Światowej. Za szczególną zaletę Samobójstwa Europy uważam staranne uporządkowanie materiału. Tom dzieli się na dziewięć części: I. Zaczyna się wojna; II. Wojna na lądzie; III. Modele wojny lądowej; IV. Los żołnierza; V. Wojna na morzu; VI. Wojna w powietrzu; VII. Wojna cywili; VIII. Wojna narodów: narodziny nowej Europy; oraz IX. Bilans wojny. Wymieniwszy ich tytuły, nie muszę w zasadzie pisać nic więcej o treści. (Pierwsza Wojna Światowa skądinąd gości ostatnio często na łamach Blogrysa).

Kuriozalna uwaga na koniec: Samobójstwo Europy jest książką… zbyt starannie wydaną. Trzymałem ją w ręku w księgarni, chciałem kupić, ale zniechęciły mnie zbyt szerokie marginesy i papier zbyt dobrej jakości. Dla wielu to oczywiste zalety, lecz gdy skończą się w domu półki, trzeba z westchnieniem zrezygnować z kupowania opasłych książek. Zresztą, nie o samą grubość tu idzie ˜– Samobójstwo Europy sprawia wrażenie woluminu nieporęcznego, takiego z nadwagą. Koniec końców wolałem wersję elektroniczną.

Polecam też wywiad z Chwalbą opublikowany na łamach Histmagu.

1. Blask i gorycz wolności (Dariusz Gawin)

blask_i_gorycz_wolnosciDariusz Gawin, nie mylić z Jarosławem Gowinem, jest filozofem zajmującym się myślą polityczną, historią idei i polityką historyczną. Pracuje od wielu lat jako wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. Para się też konserwatywną publicystyką najwyższej próby.

Blask i gorycz wolności wzięło mnie z zaskoczenia, bo nie spodziewałem się, że ten niepozorny tomik esejów okaże się aż tak dobry. Wbrew sugestii zawartej w tytule, Gawin nie skupia się na zaletach i wadach ustroju liberalnego. Motyw ten zajmuje centralne miejsce dopiero w jego następnej książce, Granicach demokracji liberalnej. Zasadniczy temat Blasku i goryczy wolności ujawnia natomiast podtytuł: Eseje o polskim doświadczeniu wolności. Gawin bierze pod lupę przełomowe wydarzenia z ostatnich siedemdziesięciu lat historii politycznej Polski – Powstanie Warszawskie, Poznański Czerwiec, Sierpień 1980 – i analizuje je przy pomocy instrumentarium swoich dyscyplin: historii idei i myśli politycznej. Poświęca też sporo miejsca związkom kultury ze społeczną świadomością pisząc między innymi o twórczości Gombrowicza oraz o Wajdowskiej ekranizacji Pana Tadeusza.

Eseje Gawina nie są utrzymane w akademickim tonie, ale nie są to też felietony do szybkiego połykania. Wicedyrektor MPW ustawia poprzeczkę na średniej wysokości. Jeśli wystarczy nam skupienia, by ją przeskoczyć, lektura poszerzy nasze horyzonty, pogłębi zrozumienie polskości (używam tego określenia w szerokim sensie i bez ironii), dostarczy sporo materiału do przemyśleń. Za najwybitniejszy tekst uważam Oślepiający blask wolności, dostępny notabene online. Mocniejszych i ciekawszych argumentów przemawiających za słusznością Powstania Warszawskiego ze świecą szukać. Zamierzam zresztą poświęcić im osobną notkę. Historii idei – również.

Niedawno Gazeta Wyborcza opublikowała wywiad z Gawinem (niestety za paywallem). Miesiąc temu publicysta wypowiadał się na temat kryzysu imigranckiego (tekst dostępny dla wszystkich). A Razemowców stęsknionych za ˜„prawdziwą lewicą” zainteresuje być może jego najnowsza książka.

Dzięki, Arku, za bezbłędną polecankę.

____________________
Zdjęcie w nagłówku przedstawia Trakt Kołymski. Autorką jest missyleone.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s