Wszystkie wyróżnienia moje (1)

Nasz popęd ku tworzeniu sensu jest wystarczający potężny, by obrócić nihilizm przeciwko niemu samemu. Fryderyk Nietzsche, autor jednej z najbardziej zjadliwych diagnoz nihilizmu w dziejach Zachodu, napisał u schyłku XIX wieku, iż człowiek „woli raczej pożądać nicości, niżli wcale nie pożądać” [przeł. Leopold Staff]. Ten gęsty aforyzm opiera się na zasadniczej myśli Nietzscheańskiej filozofii, akceptowanej dziś tak powszechnie, że niemal nierozpoznawalnej: istoty ludzkie same tworzą sobie sens z życia. […]

Nasza umiejętność tworzenia sensu jest tak wszechstronna i potężna, że potrafimy dzięki niej znieść niemalże każdy rodzaj egzystencji, z niekończącym się cierpieniem włącznie, o ile tylko nasz los zostanie wpleciony w jakąś większą, przepełnioną sensem opowieść. Ludzie przetrwali i odnieśli sukces w najbardziej niegościnnych środowiskach Ziemi – na arabskich pustyniach i na arktycznych połaciach – dzięki owej zdolności organizowania wspólnego życia wokół symbolicznych konstelacji sensu: anirniitów, kapitału, jihadu. „Mając swe dlaczego? życiowe”, pisał Nietzsche, „godzimy się z każdem niemal jak?” [przeł. Stanisław Wyrzykowski].

Roy Scranton (21/12/2015)

wiedzminOtóż – na bardzo ogólnym poziomie – możemy spojrzeć na intelektualną historię Europy przez pryzmat tego, jak w niej zmieniał się stosunek do czasu. Paradygmat nowoczesności polega na koncentracji na przyszłości, z którą wiązane są nadzieje na lepsze życie. Odbywa się to przy jednoczesnym odcięciu się od przeszłości, która postrzegana jest jako zbędna. W tej optyce zanika topos historii jako nauczycielki życia, bo to z przyszłości – a nie przeszłości – dowiadujemy się, kim mamy być. Z tego bierze się poczucie nieustannego przyśpieszania historii. […]

jan_pawel_2-golabNie dbamy też o swoich bohaterów. Naszym najpopularniejszym bohaterem jest dziś Wiedźmin i to tylko dzięki prywatnej firmie informatycznej. Z pewnością Wiedźmin zmienił oblicze kultury popularnej, ale my mamy kogoś, kto odmienił oblicze Ziemi: Jana Pawła II. Dlaczego ten największy rewolucjonista XX w., pierwszy prawdziwie globalny przywódca, w którym skupia się to, co najpiękniejsze w polskiej kulturze, nie został przez nas w atrakcyjny sposób pokazany światu? I to w roku 2015, który Sejm ogłosił Rokiem Jana Pawła II? Moglibyśmy mieć przecież w każdym kraju – na podobieństwo niemieckich fundacji politycznych – Centra Jana Pawła II. Brakuje nam tu jednak kreatywności, determinacji, skoordynowania – i tylko czasem brak nam zasobów.

Michał Łuczewski (06/01/2016)

Wśród konsekwencji okropieństw popełnionych w Paryżu […] jedna wydaje się w miarę czytelna. Państwo powróci do swej podstawowej funkcji, którą stanowi zapewnianie bezpieczeństwa. Oddziały specjalne pilnujące ulic Londynu i Brukseli podczas stanu wyjątkowego były czymś więcej niż doraźną odpowiedzią na zagrożenie kolejnymi atakami. Jesteśmy oto świadkami ponownego odkrycia zasadniczej prawdy: nasze swobody nie są samodzielnymi absolutami, lecz kruchymi konstrukcjami, które muszą być osłaniane siłą państwa. Wyidealizowany porządek liberalny, którzy rzekomo wyłaniał się w Europie, należy już do przeszłości. Zadanie zapewnienia bezpieczeństwa publicznego zostaje na powrót przekazane narodowym rządom, jedynym instytucjom zdolnym do chronienia swoich obywateli. […]

Zadano śmiertelny cios marzeniu o Schengen, w którym ludności wolno przemieszczać się bez ograniczeń po pozbawionym granic kontynencie europejskim. […] Lekcja, jaką powinniśmy wynieść z paryskich zamachów, brzmi: pokojowa współegzystencja wcale nie jest naturalnym stanem nowoczesnej ludzkości. Musimy przyzwyczaić się do innej rzeczywistości. „Życie wygodne” nie przychodzi tanio.

John Gray (3/12/2015)

Oto pewien znany biolog pisze w tygodniku mniej więcej coś takiego: „Argumentem przeciwko istnieniu Stwórcy jest fakt […], że te same zróżnicowania, które powstają w wyniku doboru naturalnego, mogą zostać wytworzone przez hodowców zwierząt.” […] Udowadnia on tu tylko, że te same przyczyny materialne (rekombinacja chromosomów, krzyżowanie itd.) wystarczą do wyjaśnienia wszystkich zaobserwowanych różnic. Analogicznie możemy w sposób materialny wytłumaczyć kombinacjami tych samych dźwięków zarówno Sonatę księżycową Beethovena jak i hałas robiony przez kota idącego po klawiaturze fortepianu. Jednak koci występ nie udowadnia ani istnienia, ani nieistnienia Beethovena. Biolog wykazał tylko, że nie potrafi rozróżnić między przyczyną materialną a celową.

Dorothy Sayers (1947)

bronislaw_pawlik[Bronisław Pawlik] był jednym z najważniejszych przedstawicieli powojennego polskiego teatru, ale był również – dzięki telewizji, filmowi, kabaretowi – niezwykle popularnym i rozpoznawanym aktorem. Tę twarz znali wszyscy. „Jest to twarz, którą od czasu do czasu spotyka się także na naszej ulicy. Jej właściwością jest właśnie to, iż się nie narzuca, to plama, korzeń, bogactwo plamy, bogactwo korzenia. Jest to aktor z rasy Łomnickiego, choć w pewnym sensie stanowi jego przeciwieństwo. Pierwszy od razu rzuca się na ciebie, ten tutaj inaczej. Jeśli chcesz w nim odnaleźć drapieżność, musisz ją wpierw odnaleźć w sobie, cokolwiek chcesz w nim odnaleźć, musisz wpierw odnaleźć w sobie. Należy on do aktorów znanych do znudzenia i zupełnie nieznanych. Uczestniczy we wszystkich śmieciach filmu i telewizji. Robi wszystko, aby znudzić sobą, aby ukryć swoją twarz. […]”

Maria Czanerle zaliczyła Bronisława Pawlika razem z Tadeuszem Fijewskim i Wiesławem Michnikowskim do polskiej rodziny aktorów „chaplinoidalnych”. Bohater chaplinowski jest znerwicowany, reaguje alergicznie na bodźce zewnętrzne. Mały człowiek i wielki świat, którego nie ogarnia; stąd bierze się jego niepokój. „Chaplinizm” oznacza formę nieprzystosowania dorosłego człowieka; zagubiony ośmiesza i demaskuje rzeczywistość. Błazen w wielkim cyrku świata. […] Pawlik szukał tej prawdy w słabości, małości granych bohaterów; w ich „prostocie”, jak malarski prymitywista. Czasem bronił postaci, czasem musiał ją oskarżyć, zawsze walczył w niej do końca o to, co ludzkie.

Michał Smolis (6/2012)

III RP nie pozostawiła żadnych bezpieczników w postaci autorytetów, społecznych przewodników, które w takim momencie potrafiłyby wyjść poza logikę plemienności, partykularnego interesu, nawet narażając się na ostracyzm części swojego środowiska. Sytuacja ta pokazała również, że światy gorzej i lepiej uposażonych (a raczej mających mniejsze i większe szanse życiowe) tworzą zasadniczy podział stojących po obu stronach barykady. Tymczasem z jednej strony słyszymy odwetowy dyskurs nowych elit władzy, stawiający większość swoich przeciwników poza obrębem wspólnoty „dobrych Polaków”, z drugiej zaś mamy współorganizowany i wspomagany przez tracące na zmianie władzy grupy interesu „oddolny ruch oporu”, który – słowami swoich celebrytów – na swój sposób maluje podział na gorszych i lepszych obywateli. Czy weźmiemy pod lupę wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o gorszym sorcie Polaków, czy manifestacje KOD-u, patrzymy z różnych stron na ten sam beznadziejny konflikt tożsamościowy, w którym brak najmniejszego choćby wyłomu pozwalającego na zawarcie kompromisu. […]

Postawa polityków wszystkich partii parlamentarnych napawa mnie natomiast obrzydzeniem. Szczucie na siebie nawzajem dużych grup społecznych w imię politycznego interesu jest czymś karygodnym, czymś, co burzy wszelkie zaufanie i wiarę, że którejkolwiek ze stron może chodzić o Polskę, społeczeństwo i silne państwo, a nie polityczny interes. […] Nie można agresji i oburzenia kwitować epitetami, określając część społeczeństwa mianem motłochu tylko dlatego, że wyznaje inny zestaw wartości czy dlatego, że kontestuje aktualny porządek społeczny. Nie da się dłużej tłumić gniewu poprzez stygmatyzowanie protestujących i symboliczną przemoc tak doskonale wykorzystywaną w ostatnim ćwierćwieczu. Bez zrozumienia, że tortem należy się podzielić, możemy spodziewać się jedynie dalszej eskalacji konfliktu, którego zakończenie będzie czekało na ulicy.

Filip Leśniewicz (28/12/2015)

Pomimo wyrażanego poparcia dla demokracji, humaniści z poczuciem winy nosili chyba w sobie przeświadczenie, że umasowienie wyższego wykształcenia nie jest im wcale na rękę. Działo się tak poniekąd dlatego, że wyrzeczenia wymuszane przez neoliberalne reformy – utylitarystyczne kryteria doboru przedmiotów, większe klasy ograniczające kameralny, preferowany przez nauki humanistyczne sposób prowadzenia zajęć – wydawały się przeważać nad zaletami płynącymi z szerszej rekrutacji na studia. Gdzieś głęboko kryło się również przekonanie, że ogół nie chciał albo nie potrzebował humanistyki, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. […]

Wieloetniczna populacja była zazwyczaj nastawiono wrogo lub obojętnie do europejskiej kultury wyższej, na której nauki humanistyczne wciąż się opierały. Humaniści martwili się przede wszystkim, choć często tylko sotto voce, że demokracja rzuca wyzwanie ich autorytetowi. Te lęki utrzymały się pomimo coraz liczniejszych dowodów na to, iż masowy system szkolnictwa wyższego nie jest bardziej niechętny humanistyce niż system elitarny.

Peter Mandler (17/12/2015)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s