Wszystkie wyróżnienia moje (3)

Forma [państwa] wymaga wyjątkowej powagi, ponieważ jeśli ma być prawdziwa, trwała i skuteczna, to musi się odwoływać do nieprzebranego zapasu energii, inaczej stanie się tragifarsą własnej idei. […] Polska w tym świetle poza pewnymi okresami nigdy nie była państwem. Polskiej wspólnocie politycznej brakuje siły i powagi dla państwowości, która sprawia, że polityka staje się sprawcza sama z siebie. […] Państwo w Polsce jest tylko płaszczem, którym wspólnota okrywa się, aby nie zmarzła w silnym przeciągu wiatru historii pomiędzy Zachodem i Wschodem.

Tomasz F. Krawczyk (15/1/2016)

Dobrowolne znalezienie się w obszarze czysto niemieckiego porządku i dominacji byłoby katastrofalne dla narodowego samopoczucia Polaków. Znalezienie się poza takim obszarem, w warunkach hipotetycznej destrukcji Unii, byłoby natomiast prawdziwą katastrofą polityczną kraju, a to co najmniej z dwóch fundamentalnych powodów. Po pierwsze – teren Polski i Niemiec stanowi dziś jednolity obszar gospodarczy, któremu nasz kraj zawdzięcza ostatnie 10 lat rozwoju. Po drugie […], to, czego dowiedzieliśmy się z ostatnich 350 lat polskiej historii, to fakt, iż Państwo Polskie nie miało zdolności suwerennego istnienia w warunkach powstałych w Europie po traktacie westfalskim i dopiero złamanie tych warunków po II wojnie światowej przez zjednoczenie Europy i sojusz z Ameryką przywróciło mu geopolityczne szanse na zmartwychwstanie. Wiele zdaje się wskazywać na to, że gdyby nastąpiła destrukcja politycznej jedności Zachodu, uczestnictwo w małej niemieckiej „Mitteleuropie” mogłoby okazać się katastrofą mimo wszystko mniejszą niż pozostawanie na zewnątrz.

Jan Rokita (14/12/2015)

Jak to możliwe, że metoda [lobotomia], która pozostawiła za sobą armię pozbawionych kontaktu z rzeczywistością nieszczęśników (w tej liczbie np. siostrę prezydenta Rosemary Kennedy) mogła funkcjonować przez tyle lat i to nie jako pokątna praktyka, ale w samym centrum uwagi naukowego świata? Jak wytłumaczyć zbiorowe zaślepienie, które Freemana [zwolennika lobotomii] uczyniło bohaterem? Jak zrozumieć milczenie środowisk medycznych? Czy podobna wyjaśnić obojętność na protesty ofiar i ich rodzin? Jaki rodzaj ciemnego fanatyzmu towarzyszy współczesnej nauce, że zdolna jest skłonić matkę do tego, by pozwoliła wbić szpikulec w mózg niegrzecznego synka? Warto o tym myśleć bo argument o „naukowości” powraca dziś w nową siłą. Najczęściej słyszą go osoby sceptyczne wobec rozmaitych ryzykownych eksperymentów, których dalszych skutków nie jesteśmy przecież w stanie przewidzieć. Czy naprawdę zdajemy sobie sprawę z ryzyka towarzyszącego obecnym technikom zapłodnienia pozaustrojowego? Czy znamy skutki eksperymentów z ludzką tożsamością? Powiedzmy to mocno. Argument z rzekomej naukowości jest w takich wypadkach po prostu głupi. Tak głupi i tak przerażająco niefrasobliwy jak wbijanie szpikulca w mózg.

Dariusz Karłowicz (9/10/2015)

Zmierzamy w stronę społeczeństwa, w którym okazje do poważnych polemik, wymiany idei, poznawania poglądów innych niż nasze własne będą coraz rzadsze. John Besley i Matthew Nisbet w tekście „How Scientists View the Media, the Public and the Political Process” (Jak naukowcy widzą media, proces publiczny i polityczny; 2011) ostrzegają, że sieci społeczne składające się w znacznym stopniu z ludzi podobnie myślących mogą […] wytworzyć jeszcze gęstsze filtry przeciw informacjom pochodzącym z zewnątrz. Efektem będzie nakręcająca się coraz bardziej spirala polaryzacji poglądów. Ofiarami tego procesu staną się nie tylko przeciętni odbiorcy informacji i komentatorzy, ale także środowiska opiniotwórcze, jak dziennikarze czy naukowcy.

W usieciowionym świecie gromad społecznościowych powrót do plemienności jest chyba nieunikniony. Wydaje się, że za sprawą internetu cofamy się do społecznego modelu przypominającego wspólnoty sprzed 10 tysięcy lat – proste gromady agrarne, których polityczne struktury nie sięgały poza plemię czy wioskę. Niedawni wolni sieciowi zbieracze łowcy zamieniają się w osiadłych, niechętnych przemieszczaniu się, poznawaniu innych miejsc i ludzi, za to gotowych do upadłego bronić swoich opłotków „rolników internetu”. Zróżnicowaną dietę idei i poglądów zastąpimy tysiącami odciętych od siebie politycznych monodiet.

Robert Siewiorek (9/1/2016)

Ekonomii nie prezentuje się osobom zaczynającym swoją przygodę z tym kierunkiem jako nauki społecznej, którą przecież jest. Jej nauczanie znacznie bardziej przypomina realia technicznych wydziałów politechniki niż na przykład socjologii. Na pierwszych latach studiów ogromny nacisk kładzie się na przedmioty matematyczne. […] Przedmioty takie jak historia myśli ekonomicznej i historia gospodarcza pojawiają się natomiast wyłącznie jako fakultatywne. […]

O roli, którą powinna odgrywać w nauczaniu marginalizowana obecnie historia gospodarcza pisał zmarły niedawno wybitny przedstawiciel tej dyscypliny, profesor Jacek Kochanowicz: „Historia gospodarcza uświadamia adeptom nauk ekonomicznych, że tworzone przez teorię konstrukcje myślowe to abstrakcyjne modele dużo bardziej złożonych i uwikłanych procesów zachodzących w rzeczywistości”. Wykazywał, że abstrahowanie od kontekstu jest siłą dedukcyjnych modeli ekonomicznych, ale gdy wykorzystujemy je do projektowania konkretnych strategii gospodarczych, nie uświadamiając sobie historycznych okoliczności, w których działamy, szybko ujawni się ich słabość.

Konstancja Święcicka (lato 2015)

[…] możemy stwierdzić, że dzisiaj istnieje [w Polsce] forma publicznego dyskursu, która charakteryzuje się pewnymi stałymi cechami. Trzy z nich chciałbym bliżej zdefiniować […]

Tożsamość narracyjna. […] Dla tożsamości narracyjnej decydujące są osoby, ich biografie, losy środowiska. Jest to rodzaj tożsamości odmiennej od tożsamości instytucjonalnej lub prawnej, gdzie zasadnicza rola przypada logice, regułom oraz pamięci instytucji lub tradycyjnej wykładni reguł prawnych. […] Mniejsze znaczenie, lub wręcz żadne, ma to, czy ktoś jest przewodniczącym Trybunału Konstytucyjnego, szefem Banku Narodowego czy rektorem Uniwersytetu, wobec tego, jaki ma stosunek do Magdalenki, KOR-u, „Gazety Wyborczej”, braci Kaczyńskich, katolicyzmu, Smoleńska, etc. […]

Słuszność relacyjna. […] Nie szukamy prawdy o sobie (w tym, co dobre, i w tym, co złe), nie tworzymy katalogu błędów, z których możemy się czegoś nauczyć lub zestawu osiągniętych sukcesów, by zrozumieć własną wartość. Ćwiczymy się za to w udowadnianiu sobie słuszności relacyjnej – polega ona na tym, że słuszne jest to, co nasi przeciwnicy atakują, dlatego właśnie, że atakują. Niesłuszne jest to, co chwalą, ponieważ chwalą. […]

Histeryczna szczerość. […] Tutaj niczego nie można utrzymać w dyskrecji (być może z braku wzajemnego zaufania), tutaj nic dłużej niż jeden dzień nie utrzyma się w tajemnicy, tutaj zaraz ktoś pobiegnie do TVN lub na Czerską i wyleje wszystkie swoje żale, tutaj niemal każdy za jeden lunch u ambasadora jakiegoś dużego europejskiego kraju potrafi otwarcie opowiedzieć mu o wszystkich najskrytszych problemach swojego kraju. W polityce rządzi zasada: powiedzieć wszystko, o czym się wie i co się zamierza zrobić, najlepiej najdobitniej i najgłośniej jak tylko można, i to tak, aby wszystkim z wrażenia kapcie pospadały. […]

Tworzyli tą naszą obecną Polskę i Adam Michnik, i Jarosław oraz Lech Kaczyńscy, i Lech Wałęsa, i Wojciech Jaruzelski, i Czesław Kiszczak, i Tadeusz Mazowiecki, i Bronisław Geremek, i Donald Tusk, i Aleksander Kwaśniewski oraz Leszek Miller. Ci ludzie ulepili dzisiejszą Polskę i do dzisiaj mają ją w sensie dosłownym i w przenośnym w swoim wyłącznym posiadaniu. […] Jeśli spojrzeć na współczesną Anglię, to w życiu politycznym nie znajdziemy tam już praktycznie ludzi premier Margaret Thatcher. W Niemczech już dawno przeminęła epoka Helmuta Kohla. We Francji dawno skończyła się władza ludzi Francoisa Mitteranda. W Polsce jest jednak inaczej. W Polsce wciąż trwa jedno i to samo polityczne pokolenie.

Marek A. Cichocki (8/1/2016)

W marcu rozpocznie się szósty rok wojny domowej w Syrii. ONZ podaje, że zginęło ponad ćwierć miliona ludzi […] a przeszło 7,6 miliona musiało uciekać z miejsca swojego zamieszkania. Prawie 4,3 miliona Syryjczyków – jedna piąta przedwojennej populacji – zostało zarejestrowanych jako uchodźcy w regionie: w tej liczbie mieści się 245 000 w Iraku, 633 000 w Jordanii, 2,3 miliona w Turcji i 1,1 miliona w Libanie. […]

Choć uchodźcy najbardziej obciążają Turcję, jest ona dużym krajem liczącym 75 milionów ludzi. Liban stanowi małe państwo – o rozmiarach połowy Walii – z czterema milionami obywateli. Dzisiaj w Libanie przynajmniej jedna osoba na cztery to Syryjczyk. Żaden inny naród na świecie nie ma tylu uchodźców na mieszkańca. „Jesteśmy krajem goszczącym inny kraj”, jak to ujął Hala El Helou, doradca libańskiego ministra spraw społecznych.

Xan Rice (26/12/2015)

Jakiś czas temu Krystyna Janda powiedziała, że przedwojenna Polska była krajem „okrutnym, endeckim i antysemickim”. To dość często spotykana opinia. Rzeczywiście tak było?

Oj, tak, pamiętam to wyznanie… Świadome zacieranie różnicy między antysemickimi zajściami a stanem prawnym państwa prowadzi do takich absurdalnych stwierdzeń. Piłsudczycy nie wprowadzili do ustawodawstwa ani segregacji eugenicznej, ani etniczno-rasowej w sytuacji, gdy podobne prawa funkcjonowały w wielu europejskich krajach.

Jednak eugenika cieszyła się w międzywojennej Polsce popularnością. Co sprawiło, że nie wprowadzono u nas, wzorem wielu państw Zachodu, ustaw zezwalających na przymusową sterylizację?

Stało się tak dlatego, że II RP nie była państwem rasistowskim, to znaczy kierującym się biologicznymi kryteriami oceny wartości obywateli. Ustawy sterylizacyjne wprowadzano tam, gdzie istniało coś, co można nazwać rasistowskim podglebiem kulturowym. Dotyczyło to krajów, w których panowało przeświadczenie o wyższości rasy nordyckiej i gdzie państwo gotowe było selekcjonować i dyskryminować grupy uznawane za zagrożenie dla zdrowej tkanki narodu. Nie kwestionuję tego, że w międzywojennej Polsce był obecny antysemityzm, ale w polskiej kulturze politycznej ani rasistowskie, ani eugeniczne hasła nie znajdowały odzewu.

Czy wynikało to z silnej pozycji Kościoła katolickiego w Polsce?

Kościół odegrał tu pozytywną rolę. Hamował pomysły eugeników, którzy chcieli przebudować społeczeństwo. Miał swoją wykładnię człowieczeństwa, zgodnie z którą nawet ciało chore, zdeformowane czy stare zasługuje na godność i szacunek. Z uporem powtarzał, że człowiek nie jest kupą mięsa, ale istotą obdarzoną nieśmiertelną duszą, że nie wolno poddawać go hodowlanym zabiegom na wzór cieląt czy rasowych psów. W efekcie prawa sterylizacyjne wymierzone w ludzi „małowartościowych”, czyli genetycznie chorych lub społecznie nieprzystosowanych wchodziły w życie głównie w krajach protestanckich. W Kanadzie czy Szwajcarii ustawodawstwo eugeniczne wprowadzano w regionach protestanckich, a w katolickich już nie. Nawet w totalitarnych Niemczech masowa eksterminacja chorych została zahamowana dzięki protestom biskupów katolickich.

Magdalena Gawin (rozmawiał Adam Tycner) (29/9/2012)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s