Wszystkie wyróżnienia moje (5)

Zawsze istnieć będą ludzie zdolni znaleźć wymówkę dla czynienia zła, niezależnie od wyznawanej ideologii. Absurdem jednak jest negowanie, że niektóre ideologie są bardziej podatne na przemoc niż inne. […] Jeżeli ktoś, kto uważa, że jego pogląd P jest słuszny i ważny, zabije kogoś innego, ponieważ tamten się z nim nie zgadza, to powiemy, że pogląd P skłonił pierwszą osobę do przemocy. Ale właśnie nie do końca tak jest. Trzeba najpierw dorzucić do P dodatkowe przekonanie – że dopuszczalne […] jest wymuszanie słusznych, ważnych poglądów […] przemocą wymierzoną w tych, którzy ich nie wyznają. I to właśnie owo drugie przekonanie, nazwijmy je D, dostarcza motywu dla przemocy. […]

Tutaj dochodzimy do sedna sprawy: w skład niektórych ideologii wchodzą […] przekonania takie jak D […], w skład innych nie. Jest w pełni rozsądnym sprawdzić, czy jakaś określona ideologia je zawiera. […] Sprawę należy rozpatrywać systematycznie. Sprawdzanie tego nie jest ani nienawiścią, ani fobią. Można zbadać pod tym względem chrześcijaństwo, islam, ateizm, demokrację, marksizm itd. Stwierdzenie, że żadna ideologia nie zawiera przekonań takich jak D […] jest naiwne i błędne. Uznanie, że wszystkie ideologie zawierają przekonania w rodzaju D, również.

James Hannam (22/01/2016)

W latach 90’ wszyscy delektowali się konceptem, że oto mamy kapitalizm bez kapitału. Należało to rozumieć w taki sposób, że skoro chcemy odejść od komunizmu, to nie wypada patrzeć ani skąd wzięły się pieniądze, ani do kogo należą. Uwłaszczająca się nomenklatura? Proszę bardzo. Dziwne prywatyzacje? Trudno! Lewe kredyty? Przykre, lecz nie do uniknięcia! Media, energetyka, banki w obce ręce – cudnie! Przecież kapitał nie ma narodowości, zachodnie standardy nas rozwiną, miejsca pracy są potrzebne, a transfer zysków, to daleka przyszłość. W wypadku przejmujących majątek służb dodawano jeszcze (tonem ludzi dobrze znających nie tylko mechanizmy rynku, ale i tajniki ludzkiej natury), że jeśli dość dużo ukradną, to przestaną być groźni – więc w naszym najlepiej pojętym interesie jest by kradli ile wlezie. „W trzecim pokoleniu zostaną filantropami” – uspokajano. […]

Szczególna podłość transformacyjnej operacji polegała na tym, że uczono pogardy dla tych, którym odbierano szanse. Pedagogika wstydu za solidarność przyniosła owoce. Wielu, zbyt wielu uwierzyło, że serduszko od Owsiaka i 1% załatwia problem. […] dochowali się nawet całkowicie lokalnej odmiany lewicy, która gotowa jest protestować przeciw projektowi 500 złotych na dziecko.

Dariusz Karłowicz (31/01/2016)

[O programie 500+] Nawet jeśli ci, którzy korzystali dotąd z zasiłków, w efekcie otrzymają niewiele więcej, to zmiana polegać będzie na podniesieniu społecznego statusu rodzin z dziećmi poprzez docenienie ich wkładu w rozwój państwa. Symbolika ma znaczenie, pieniądze w tym wypadku tym bardziej. Upodmiotowienie rodziny jako ważnego zasobu kapitału społecznego jest w Polsce potrzebne, co nie znaczy, że programu nie trzeba będzie krytycznie analizować i dopracowywać.

[…] mogę tylko uśmiechnąć się w odpowiedzi na zarzut, że Polacy to naród roszczeniowy. Jest wręcz przeciwnie, ostatnie ćwierćwiecze skutecznie oduczyło nas tzw. roszczeniowości i liczenia na państwo, i stąd tak łatwo jest nam je deprecjonować. Polacy dopiero pozbywają się poczucia winy z powodu oczekiwań wobec tej instytucji.

Marta de Zuniga (5/1/2016)

[Chrześcijańskokonserwatywni republikanie mogą pojednać pogląd o wolności jednostki z moralnością zabraniającą aborcji i homoseksualizmu, ponieważ] traktują ludzi jako socjoekonomicznie swobodne jednostki, które dają sobie radę same, poszukują szczęścia, utrzymują siebie i rodzinę. Jeśli popadną w kłopoty finansowe, powinny szukać pomocy u rodziny, w ostateczności u kościoła lub innych organizacji dobroczynnych, ale nie u państwa federalnego. Żeby ten mechanizm działał, rodzina musi pozostać silną instytucją. Dlatego [republikanie] bronią rodzinnych wartości ze wszystkich sił. Twierdzą poza tym, że jeśli zbyt wielu ludzi uzależni się od datków od państwa federalnego, zostanie mniej pieniędzy na wojsko, które jest ważne dla zachowania pozycji USA w świecie.

Frank Rossavik (30/1/2016)

Czytanie oznacza zaakceptowanie władzy [autora], władzy, która nawet jeśli nie jest podobna władzy boskiej, jest mimo wszystko – wewnątrz tekstu – władza absolutną.

Tara Isabella Burton (7/1/2016)

Technologia bowiem, najkrócej rzecz ujmując, miała uwolnić człowieka […] od przymusu ciężkiej pracy, a tym samym trwale go uszczęśliwić, a przynajmniej uszczęśliwienie takie organizacyjne umożliwić. Ani pierwsze, ani drugie, mimo niewątpliwego rozwoju technologicznego, nie urzeczywistniło się. […] Widuję na co dzień pracowników firm i korporacji, którzy „na czworakach” niemal i z obłędem w oczach powracają do swych domów, psychicznie i nerwowo (a też i, wbrew pozorom, fizycznie) wykończeni, niezdolni prawie do jakichkolwiek form samorealizacji, niemający ni sił ni czasu dla rodziny, na samodzielne myślenie, na czytanie, na urzeczywistnianie swych zainteresowań i pasji – na oglądanie świata. […]

Nie dostrzegają przy tym najoczywistszych nawet znaków, świadczących jednoznacznie o powolnym „psuciu” się świata. Przyjrzyjmy się realności dzisiejszej i porównajmy ją z tą dawną – choćby pod względem estetyki. Zestawmy dla przykładu teraźniejsze bloki mieszkalne z dawnymi kamienicami: zwróćmy uwagę nie tylko na wymiar ściśle estetyczny, ale też jakość wykonania, trwałość, solidność, kompozycję i harmonię elementów, usytuowanie w dokolnej przestrzeni. Porównajmy dawne meble, z jakim smakiem, starannością i dbałością o szczegół zostały wykonane i zestawmy je z dzisiejszą (i to wcale nie tą najtańszą) produkcją. Porównajmy ongisiejszą porcelanową zastawę ze współczesnymi kompletami z przysłowiowej już „Ikei”. Zobaczmy jak kiedyś wydawano książki – a jak wydaje się je dzisiaj. […] Porównajmy dzisiejszą edukację, zwłaszcza tę na – teoretycznie – wyższym poziomie z dawniejszym wykształceniem akademickim: teraźniejszy magister (a obawiam się, że i niejeden doktor) nie miałby najmniejszych nawet szans w intelektualnym starciu z przedwojennym maturzystą. Weźmy dalej malarstwo, rzeźbę, ceramikę, ale też literaturę, o filozofii już nawet nie wspominając… można wymieniać do woli.

Bartosz Jastrzębski (4/2/2016)

Wiele z naszych poglądów na temat ery prohibicji jest błędnych. Wedle obowiązującej mitologii wojujące dewotki wymachując toporkami wywalczyły całkowity zakaz alkoholu. Zakaz ten był tak powszechnie znienawidzony, mówi dalej ta opowieść, że gorzałka lała się jeszcze szerszym strumieniem w dzikich spelunkach. Z czasem ów „szlachetny eksperyment” poniósł klęskę.

Prohibicja nie była jednak nigdy kompletnym zakazem. Prościej było podówczas o legalne picie alkoholu wbrew 18. Poprawce do Konstytucji niż dzisiaj o legalne palenie trawki. W każdym stanie można było dostać receptę na leczniczą whiskey, pić gorzałkę zmagazynowaną zanim prawo weszło w życie, albo pędzić własne wino. Zakaz nie był całkowity. Nie był także porażką, w każdym razie nie był nią, jeśli mierzyć jego powodzenie wskaźnikami zdrowia publicznego. Gorzałka stała się towarem rzadszym, amerykańskie nawyki spożywania alkoholu uległy zmianie, a jego konsumpcja utrzymywała się na stosunkowo niskim poziomie przez kolejne trzy dekady. Kolejne nieporozumienie: zakładamy, że Amerykanie pili na umór przed (i w trakcie) prohibicji, dużo więcej niż obecnie. W gruncie rzeczy dzisiaj [piją] mniej więcej tyle, co w 1910 r.

Josh Feldman i Temma Ehrenfeld (28/1/2016)

Advertisements

5 uwag do wpisu “Wszystkie wyróżnienia moje (5)

  1. Odnośnie cytatu z Franka Rossavika – właśnie dlatego od lat powtarzam, że jestem republikaninem. Bezpośrednia pomoc państwa powinna być ograniczona do niebędnego minimum dla szczególnych przypadków losowych. Zaś ustawowe rozdawnictwo dotacji takich jak 500+ i w ogóle rozbudowana pomoc socjalna przede wszystkim uzależnia i rozleniwia. I w ujęciu strategicznym nie leży w finansowym interesie państwa, bo wychowuje nie obywateli-podatników, ale beneficjentów. Prawdziwą pomocą byłby taki system prawny, który stymuluje inicjatywę, ułatwia start, promuje chęć wyrwania się z ekonomicznego dna, a nie tylko karmi. Jest to oczywiście jakieś uogólnienie, nie wchodzę w szczegóły rozmaitych sytuacji losowych, ale tak to mniej więcej widzę. Znając z bliska rodziny wielodzietne jestem zniesmaczony roszczeniową mentalnością, dającą się z grubsza sprowadzić do „państwo ma nas karmić, bo my rodzimy obywateli, więc jest to w interesie państwa”. G… prawda, bo jak widzę, już drugie, a jeszcze bardziej trzecie pokolenie, jest przyzwyczajone do tego, że wystarczy rodzić dzieci, a państwo nas wyżywi. „Bądźcie jak ptaki niebieskie – nie sieją i nie żną, a Ojciec niebieski je żywi”. W tym przypadku żywimy ich my, płatnicy podatków.

  2. Tekst Bartosza Jastrzębskiego to słaby jest. Typowy rant o tym, że kiedyś było lepiej.

    Jak porównuje dzisiejszy prekariat to może lepiej do dawnego proletariatu, a nie sfer wyższych. Ile rodzin robotniczych miało porcelanową zastawę, a ile dzisiejszych ‚biurw’ ma kubki z Ikei?

  3. @Michał: Poruszasz skomplikowaną sprawę. Zgadzam się, że „prawdziwą pomocą byłby taki system prawny, który stymuluje inicjatywę, ułatwia start, promuje chęć wyrwania się z ekonomicznego dna, a nie tylko karmi”. Z drugiej strony państwo powinno prowadzić politykę rodzinną. 500+ jest rozwiązaniem cokolwiek topornym, ale to nie znaczy automatycznie, że złym. Jasne, beneficjantami programu będą roszczeniowi, leniwi rodzice z mnóstwem dzieci, ale będą nimi też rodzice, którzy pracują, ale mimo to są ubodzy. Czy rzeczywiście tych pierwszych jest więcej niż tych drugich…?

    @Lord: Uważasz, że wszystkie jego przykłady są nietrafione? Rzecz chyba w tym, że zostaliśmy tak zglajchszaltowani, iż nawet ludzie zamożni skorzy są robić zakupy w Ikei, zależy im mniej na walorach estetycznych niż ludziom zamożnym kiedyś.

  4. Zacytuje tekst:

    „Nie dostrzegają przy tym najoczywistszych nawet znaków, świadczących jednoznacznie o powolnym „psuciu” się świata. Przyjrzyjmy się realności dzisiejszej i porównajmy ją z tą dawną – choćby pod względem estetyki.”

    On mówi generalnie, że „kiedyś było lepiej” wobec czego oponuje. Estetyka jest tylko przykładem którego postanowił użyć. Nawet jeśli w tej konkretnej kwestii ma racje to nie powoduje, że automatycznie ma rację w całej tezie.

    A jeśli chodzi o estetykę to nie jestem przekonany. Cały czas mam wrażenie, że porównuje wyższe warstwy z ubiegłych wieków do średnich warstw obecnego świata.

    Ale nawet abstrahując od tego to mam jeszcze takie przemyślenie, że z tą przysłowiową Ikeą chodzi o wygodę. Ludzie tam kupują bo jest łatwiej logistycznie. Dużo różnych mebli w jednym miejscu, urządzając mieszkanie nie trzeba jeździć po różnych sklepach bo w jednym łóżka, w drugim krzesła. Jak coś kupisz to masz to popakowane w paczkach i jest szansa, że zabierzesz w samochód i pojedziesz do domu, a nie że trzeba się umawiać na transport i brać dzień wolnego żeby odebrać. Takie drobne rzeczy. W sumie to podobny mechanizm jak supermarkety. Zamożni ludzie też tam kupują, tak samo jak biedni. Co najwyżej zmieniają Tesco na Almę.

    W minionych czasach po prostu nie było takich możliwości. Ludzie nie mieli wyboru miedzy stylem i upierdliwością, a brakiem stylu i łatwą logistyką. Gdyby mieli to mam takie podejrzenie że wybraliby wygodę. Również ci zamożni. No ale ja generalnie jestem cyniczny.

  5. Tak, zgoda, estetyka to tylko jeden przykład. Teza jest sformułowana zbyt ogólnie. Ale pozostańmy przy tej estetyce.

    Wydaje mi się, że sformułowania „wyższa warstwa kiedyś” i „średnia warstwa dzisiaj” są mylące, bo dawniej społeczeństwo dzieliło się na inne klasy. Kiedyś mieliśmy wyższe sfery, rzemieślników i proletariat. Dzisiaj mamy bogaczy, górną klasę średnią, dolną klasę średnią i prekariat. Pytanie, jak to chcemy porównywać.

    Zaryzykowałbym jednak pogląd, że dawniej 20% najlepiej zarabiających ludzi żyło estetyczniej i otaczało się większą ilością kultury niż obecne górne 20%. Oczywiście, bardzo trudno to zmierzyć i moglibyśmy kłócić się długo o metodologię.

    Co do dostępności towarów i usług, to ja się oczywiście zgadzam. Niemniej tu jest właśnie pies pogrzebany. Dużo rzeczy zostało zmakdonaldyzowanych. Dawniej kupowało się książki w prawdziwej księgarni, dzisiaj mamy empiki. Dawniej kupowałeś żywność bez konserwantów wyprodukowaną w okolicy, dzisiaj dużo produktów przyjeżdża w chłodniach zza granicy. Jest prościej i taniej, ale czy lepiej?

    Jasne, ludzie wybierają wygodę. Konserwatyści o tym wiedzą, mają przecież umiarkowanie pesymistyczny pogląd na ludzką naturę. Dlatego też uważają, że jeśli bez końca będziemy wszystko sobie ułatwiać, to na dłuższą metę wyjdziemy na tym źle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s