Jak zacząłem kochać design

Moroccan

W marcu dzieliłem się wrażeniami z tygodniowego pobytu w Maroku. Napisałem dwie sążniste notki. Wypada wreszcie uzupełnić tamte wpisy ostatnią porcją zdjęć.

Ale skąd wziął się powyższy tytuł? Należy go rozumieć dosłownie. Otóż w Maroku, za kurzem ulic i brudem fasad, kryje się często przepiękny design. Mieszają się w nim elementy arabskie, berberskie i europejskie (francuskie). Wyprawa do Maroka pokazała mi, że jeśli chodzi o wystrój wnętrz i wykończenia mebli, Północna Europa i Europa Środkowo-Wschodnia zupełnie nie mają się (współcześnie) czym chwalić. Mówiąc dosadnie, w Polsce oraz w Norwegii żyjemy wśród funkcjonalnego paskudztwa spod znaku Ikei i meblościanki. Jak nie kicz, to szpanerstwo.

Podróże kształcą.

IMG_1191
Przykład designu, o którym mowa. Taki stół chciałbym mieć w domu. Niekoniecznie do grania w strategie na heksach.
IMG_1172
Przyzwoitymi drzwiami wejściowymi też bym nie wzgardził.
IMG_1124
Meczet, okręt wiary.
IMG_1160
Marokański smakołyk: Herbata ze świeżej mięty z pokaźna porcją cukru.

W Marrakeszu znajduje się Pałac Bahia zbudowany pod koniec XIX wieku przez wielkiego wezyra. „Bahia” oznacza „wspaniałość”. Nie użyto tego określenia na wyrost. Kolorowe mozaiki zachwycają.

(Kliknij w zdjęcie, żeby powiększyć.)

P1110574
Mortal Kombat. Ukryta komnata: Bahia Palace. Round 1. Fight!

W Marrakeszu natrafimy na jeszcze inny pałac, dużo starszy (z końca XVI wieku) i częściowo zrujnowany, ale o przestronniejszych dziedzińcach. Jego budowę sfinansowano z okupu zapłaconego przez Portugalczyków po przegranej Bitwie Trzech Króli w 1580 r. Pałac zwie się El Badi – „Nieporównywalnym”. Dziś na popękanych murach moszczą się bociany.

P1110263
Francuskie „Sens de la visite” – „Kierunek zwiedzania” – przetłumaczono na angielskie „Sense of visit” – „Sens wizyty”. Ciekawe, co jest napisane po arabsku na samej górze…

Trzecim wartym odwiedzenia miejscem jest Ogród Majorelle, niewielki botaniczny ogród z muzeum sztuki islamskiej. Od 1980 był własnością Yvesa Saint-Laurenta. Prochy słynnego projektanta mody są rozsypane właśnie tam.

Essaouira, o której pisałem wcześniej:

P1110376
Street art. Obok było nasrane i nie mówimy tutaj o dyskretnej, małej kupce. Do dziś cierpię na flashbacki. Czy tak podpisują się marokańscy graficiarze?
P1110387
Albo takie drzwi… Muszę poszukać na Allegro.
P1110461
Forteca w Essaouirze.
P1110469
Ten ornament to w gruncie rzeczy nabożny arabski napis stylizowany na berberski alfabet (albo odwrotnie).

Na zakończenie: wąskie uliczki w Marrakeszu. Jak u Lovecrafta.

Jeszcze zagadka: Jeżeli opisanie tygodniowego pobytu w Maroku zajęło mi trzy notki rozciągnięte na okres sześciu miesięcy, to ile wpisów i ile czasu zajmie mi opisanie siedmiotygodniowego pobytu w Ekwadorze (który, gdy czytacie te słowa, minął właśnie półmetek?).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s