Niebieski jak gołąbek

golab_je

Jeśli dobrze poszukać, w internecie da się znaleźć mądre odpowiedzi na ważkie i palące pytania dotyczące kondycji mediów. Na przykład:

  • Na czym, w jednym zdaniu, polega największa szkodliwość Twittera? (Na zakazie marynowania.)
  • Czy powinien martwić nas odwrót druku pod naporem internetu? (Niekoniecznie.)
  • Dlaczego internet wymusza dzielenie się informacjami osobistymi w nieporównywalnie większym stopniu niż dawniej? (Psychogeografia, głupcze!)
  • Co mają wspólnego nałogowi użytkownicy Facebooka z gołębiami? (Lubią to!)
  • Czy znalazł się jakiś mądry chłop, który w mniej niż czterech tysiącach znaków podsumował bez pudła, dlaczego tradycyjne media znalazły się w ogromnym kryzysie i jak jawi się ich przyszłość? (Owszem.)

Uzasadnienia i rozwinięcia za tydzień, żartowałem, poniżej.

 

Myśli, które przed nastaniem epoki smartfonów zachowywaliśmy dla siebie, które marynowały się i pogłębiały, tak, że w pewnym momencie nie dało się ich już wyrazić w 140 znakach – teraz od razu wyrzucane są w przestrzeń publiczną. Internet nagradza ponadto przede wszystkim szybkość, cechę nie sprzyjającą deliberacjom. Według ustaleń Forrester Research internauci w 2006 r. uważali, że sklepowe witryny online powinny ładować się w czasie krótszym niż cztery sekundy. Trzy lata później liczba ta skurczyła się do dwóch. Strony wolniejsze odstraszały potencjalnych nabywców.

– Teddy Wayne (The New York Times, 11/06/2016)

Teoria duńskiego akademika Thomasa Pettitta głosi, że cały długi okres po wynalezieniu prasy drukarskiej przez Gutenberga – czyli epoka czcionki i drukowanego tekstu rozciągająca się od XV do XX wieku – stanowił jedynie przerwę, był li tylko przestojem w zwyczajowym sposobie międzyludzkiej komunikacji. Duńczyk nazwał go Gutenbergowskim Nawiasem. Internet, powiada Pettitt, przywraca nas do przedgutenbergowskiego stanu cechującego się tradycją ustną; płynną i ulotną.

Przez 500 lat wiedza była zamknięta w niezmiennym formacie. Wierzyliśmy, że zawiera on rzetelną wersję prawdy. Obecnie, przemieszczając się do ery postdruku, powracamy zarazem do czasów, w którym informacje, czasami prawdziwe, czasami nie, słyszy się od przypadkowo napotkanych ludzi. Pettitt twierdzi, że obecnie nasz tryb myślenia przypomina sposób myślenia średniowiecznego chłopa. Opiera się na plotce, pogłosce i konwersacji.

– Katharine Viner (The Guardian, 9/10/2013)

Wskazówka wyroczni delfickiej brzmiała: „Poznaj siebie”. Obecnie, w świecie internetowych sieci społeczneściowych, rada wyroczni winna brzmieć: „Pokaż siebie”. (…)

Co charakteryzuje internetowe społeczności, w których spędzamy coraz więcej czasu? Ich strony cechują się specyficzną psychogeografią. Dekadę temu, jak zauważyli badacze pracujący dla Pew, protosieci społecznościowe wykorzystywały metaforę miejsca do organizowania swoich członków. Ludzie łączeni byli w wirtualne miasta, społeczności i strony domowe. W 1997 r. serwis GeoCities chwalił się trzydziestoma cyfrowymi „dzielnicami”, w których mogli gromadzić się „domownicy” lub „geoobywatele”. Poradom rodzinnym i rodzicielskim poświęcony był „Heartland”, spotkaniom towarzyskim – „SouthBeach”, miłośnicy muzyki klasycznej mieli swój „Wiedeń”, amatorzy teatru – „Broadway”, i tak dalej.

Dzisiaj natomiast strony społecznościowe urządzane są wokół metafor osoby. Posiadają indywidualne profile z listami pasji i zainteresowań. Dlatego też wejście do tego świata nie odbywa się już poprzez wirtualną dzielnicę, lecz poprzez udostępnianie osobistych informacji.

– Christine Rosen (The New Atlantis, lato 2007)

Psychologowie od dawna próbują zrozumieć, w jaki sposób zwierzęta reagują na różnorakie formy informacji zwrotnej. W 1971 r. psycholog Michael Zeiler siedział w laboratorium naprzeciwko trzech głodnych gołębi rasy karno. (…) Chciał wypracować najefektywniejszy sposób ich nagradzania. Najoczywistsza opcja polegała na premiowaniu każdego pożądanego zachowania. Można jednak też było nagradzać pożądane zachowania w sposób nieregularny, tak, by wytworzyć otoczkę tajemnicy, taką samą, jaka zachęca niektórych ludzi do kupowania losów loteryjnych. (…)

Gołębie dziobały prawie dwa razy częściej bez gwarancji nagrody. Ich mózgi, jak się okazało, wytwarzały o wiele więcej dopaminy, gdy ich nagroda była nieoczekiwana.

W 2012 r., kilkadziesiąt lat po opublikowaniu powyższych wyników, zespół deweloperów Facebooka przyszykował podobny eksperyment feedbackowy dla setek milionów ludzi. (…) Nie da się wyolbrzymić, jak bardzo przycisk do lajkowania zmienił psychologię korzystania z Facebooka.

Zajęcie, które zaczęło się jako bierne śledzenie życia znajomych, stało się nagle na wskroś interaktywne, uzyskało poziom nieprzewidywalności podobny do tego, który motywował Zeilerowskie gołębie. Użytkownicy ryzykują za każdym razem, gdy wrzucają fotkę, dzielą się linkiem albo uaktualniają swój status. Post z zerową ilością lajków nie tylko doskwiera autorowi w sensie osobistym. Staje się również rodzajem publicznego potępienia: bo albo nie miałeś wystarczającej ilości internetowych znajonych, albo, co gorsza, nie byli oni zachwyceni twoim wynurzeniem. Tak jak gołębiom, zależy nam bowiem na feedbacku najbardziej, gdy nie jest on zagwarantowany.

– Adam Alter (The Guardian, 28/2/2017)

Jesteśmy‌ świadkami największego kryzysu w historii mediów. Wydawcy zamykają kolejne tytuły, a dziennikarze coraz częściej zamieniają swoją dotychczasową profesję na lepiej płatne stanowiska w agencjach reklamowych. Paradoksalnie żyjemy w czasach, w których praca dziennikarza staje się istotna jak nigdy wcześniej, ale konia z rzędem temu, kto wymyśli, jak uczynić ją finansowo opłacalną. (…)

Politycy‍ i osoby publiczne wcześniej potrzebowali dziennikarzy do promocji własnych myśli medialnymi kanałami. Dziś mogą to robić sami za pośrednictwem własnej strony internetowej, profilu na Facebooku czy tweetów. Dzisiaj dziennikarz musi opowiadać świat, nie podawać samych informacji. W świecie medialnej postprawdy i inflacji treści umiejętność ich selekcji, analizy i zestawienia w sensowną całość staje się towarem deficytowym.

Dziennikarze muszą zdobyć te zdolności i wejść w rolę swoistych proroków: wyławiać z informacyjnego chaosu to, co najistotniejsze, starając się wyjaśniać i przewidywać procesy, które dopiero niedługo wyłonią się z tysiąca, jeśli nie miliona mylących i często prowadzących do ślepych uliczek bodźców. Muszą stać się analitykami (big‌ data!) i prorokami (liczy się przyszłość), którzy potrafią stworzyć atrakcyjną językowo i wizualnie (grafiki, infografiki) opowieść o zmieniającym się wokół nas świecie.

Jednocześnie‍ sprawczość i wpływ dziennikarstwa na rzeczywistość spadły. W latach dziewięćdziesiątych znaczna część tekstów rodziła konkretne konsekwencje, a dziś przechodzi bez echa. Ma to oczywiście konkretne powody.

Po pierwsze, media straciły monopol w informowaniu, a media społecznościowe rozproszyły naszą uwagę. Po drugie, zwiększyła się rola PR-u i marketingu, przez co materiały dziennikarskie straciły swą moc. Wreszcie po trzecie, zaufanie do dziennikarzy i mediów znacznie spadło, na co wpływa jakość wykonywanej przez nich pracy.

Śledztwa jak w przypadku afery reprywatyzacyjnej czy afery taśmowej (jej autorzy w następstwie stracili pracę w tygodniku „Wprost”) można policzyć na palcach jednej ręki. Dominuje kult felietonów i krótkich tekstów, których dziennikarze tworzą nawet kilka dziennie – jak w przypadku amerykańskiej wersji Business Insidera, gdzie dostarczają ich aż sześć dziennie (!). (…)

Zasadniczo przyszły kształt mediów będzie sprowadzał się do któregoś z trzech następujących modeli. Pierwszy z nich, najbardziej oczywisty, związany jest z klikalnością, podkręconymi tytułami, rozbudowanym działem reklamy, niewielką selekcją informacji, niską jakością publikowanych materiałów, gdzie emocje mają przewagę nad merytoryczną zawartością.

Model drugi zakłada pewną hermetyczność, wynikającą ze ścisłej specjalizacji. Chodzi tutaj o tworzenie pism branżowych skierowanych do jasno określonej grupy odbiorców, którzy pozwalają na utrzymanie rynkowej opłacalności.

Najciekawszy wydaje się jednak model trzeci, który obejmuje pisma jakościowe, czy też tożsamościowe. Ich specyfika będzie wynikała z ideowej wyrazistości. Budując spójną i konsekwentną opowieść, będą przyciągały czytelników, tworząc wokół siebie środowisko ludzi podzielających ich spojrzenie na państwo, media, gospodarkę czy choćby zagadnienia związane z designem. Kluczem będzie właśnie narracja. W świecie, w którym coraz większe znaczenie odgrywają big data, fundamentalnym zadaniem dla mediów jakościowych będzie selekcja informacji i tworzenie z nich atrakcyjnej dla odbiorców opowieści o otaczającym ich świecie, zgodnie z logiką ekonomiki uwagi.

– Paweł Grzegorczyk (Pressje, styczeń 2017)

________________
Autorem zdjęcia wykorzystanego w nagłówku jest Sean MacEntee (Flickr, CC).

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Niebieski jak gołąbek

  1. m. 23/07/2018 / 16:18

    Bardzo ciekawe wnioski, szczególnie przyrównanie pisania stylem twittera do czasów średniowiecznych. Szczególnie, że coś w tym naprawdę jest. Wszyscy oburzają się fake newsami, czyli sami się sobie dziwią, że udało się komuś ich tak prostacko oszukać. ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s