Mur i Błąd

Obejrzawszy Moonrakera stwierdziłem — rychło w czas — że Bondy z Rogerem Moorem są do bani.

Dziesięć lat temu nabyłem boks z (wówczas) wszystkimi przygodami 007 w formacie DVD. Odświeżam je sobie w żółwim tempie jednego filmu rocznie. Przez pewien czas o Bondzie z entuzjazmem blogowałem, ale nie bez powodu cykl notek urwał się na W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości.

Zaraz potem scenariusze z najwyższego pułapu rozpoczynają gwałtowny lot w dół. Historie z superagentem przestają być staroświeckimi, szpiegowskimi akcyjniakami i przez półtorej dekady flirtują z kampem — trzymając się kurczowo mainstreamu. Fatalna kombinacja. Dopiero w połowie lat osiemdziesiątych wraz z pojawieniem się na planie Timothy’ego Daltona producenci tchną w serię ożywczego ducha kina sensacyjnego.

Gwoździem do trumny jest Roger Moore, aktor, ogólnie rzecz biorąc, sympatyczny, ale całkowicie wyzuty z bondowskiej charyzmy. Z filmów, w których wystąpił, broni się tylko Człowiek ze złotym pistoletem (oczywiście za sprawą Christophera Lee, paradoksalnie specjalisty od kampu) i bodajże Tylko dla twoich oczu, lecz powtórka tegoż jeszcze przede mną.

Okrzyknięty sukcesem Szpieg, który mnie kochał jest natomiast nudny; w kierunku absurdu popchnęło go ponadto obsadzenie brytyjskiego kociaka w roli superagentki radzieckiego wywiadu. Moonraker, który zapamiętałem z dzieciństwa jako kosmicznie fajny, okazuje się zlepkiem wysokobudżetowych scen w mizerny sposób wynikających jedna z drugiej.

I ten nieszczęsny Szczęki…

Autor

Borys

Nauczyciel z Oslo. Bloguję na https://blogrys.wordpress.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s