Dumanie (5)

Dzisiaj minęło okrągłe dwadzieścia pięć lat od śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, najwybitniejszego polskiego reżysera.

Miłośnicy Wajdy, Munka i Machulskiego muszą mężnie znieść potężny przymiotnik w stopniu najwyższym. Kieślowski osiągnął swą twórczością szczyty dramatycznej metafizyki i utrzymywał się na nich przez parę dekad. Jego filmy są ponadczasowe, także warsztatowo, a Dekalog to skończone arcydzieło (może z wyjątkiem części dziewiątej). Jeśli komuś wydaje się, że przecież Wajda też jest ponadczasowy, niech spróbuje obejrzeć Brzezinę.

Pamiętam, że w styczniu albo lutym 1996 r. oglądałem w telewizji wywiad z Kieślowskim. Gdy zaraz potem marcu media obiegła wiadomość o jego niespodziewanej śmierci, dziwiłem się bardzo. Jak to? Ten niestary pan, którego dopiero co widziałem na szklanym ekranie, naprawdę umarł?

— Dlaczego ludzie umierają?
— Różnie, w wypadku, na raka, ze starości…
— Mnie chodzi o to, co to jest śmierć.
— Śmierć? Serce przestaje pompować krew, krew nie dociera do mózgu. Wszystko zatrzymuje się, staje, koniec.
— A co zostaje?
— Zostaje to, co człowiek zrobił, pamięć o nim.

Autor

Borys

Nauczyciel z Oslo. Bloguję na https://blogrys.wordpress.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s