„Chłopi” według Nowickiego

Kilka lat temu napisałem krótko i pochlebnie o ekranizacji Chłopów. Gdy kilka miesięcy temu przyszło mi obejrzeć powtórnie serial Jana Rybkowskiego, skupiłem się przede wszystkim na wizualnej stronie produkcji. Marek Nowicki spisał się fenomenalnie tworząc mnóstwo przepięknych ujęć, których kolorystyka i kompozycja przywodzą na myśl olejne obrazy o tematyce wiejskiej. Chłopi to ta sama zdjęciowa liga co o dwa lata starszy Barry Lyndon, tyle że Kubrick nakręcił wszystko w naturalnym świetle, natomiast pewnym mankamentem rodzimej produkcji są cienie z reflektorów padające niekiedy w niewłaściwych miejscach i kierunkach.

Z trzynastu odcinków dzieła Rybkowskiego wyciąłem 107 najlepszych kadrów i utworzyłem z nich album. Przypuszczam, że to największy zbiór kadrów z Chłopów w internecie. Może kiedyś przyda się komuś do prezentacji maturalnej. :)

Apologia Tsubasy

Moje pokolenie, pokolenie ’85±2, da się podzielić na dwie grupy: tych, którzy mieli w dzieciństwie dostęp do kanału Polonia 1, i pozostałych. Dzisiaj co prawda oferta programowa Polonii 1 sprowadza się do poranno-popołudniowego pasma telezakupów, popołudniowo-wieczornego pasma telenowelowego i wieczorno-nocnego pasma jarmarcznej pornografii, ale kanał ten posiada przecież całkiem ciekawą tradycję. Po pierwsze, to najstarsza działająca nieprzerwanie polska stacja komercyjna. Po drugie, zaraz na początku swojego istnienia, w połowie lat dziewięćdziesiątych, Polonii 1 przypadła moralnie niejednoznaczna rola kata i obrońcy. Kata — bo wbiła gwóźdź do trumny Bolka, Lolka, Reksia, Dobromira i innych Uszatków. Obrońcy — bo Polonia 1 wespół z Cartoon Network uchroniła zmysł popkulturowy dziesiątków tysięcy młodych ludzi od pokemonowo-pieskoleszkowych mózgożernych debilizmów, które zalały rynek rozrywki dziecięcej niedługo potem. Z dumą więc mogę o sobie powiedzieć, że należę do Pokolenia Tsubasy.

Czytaj dalej Apologia Tsubasy

Wszyscy kochają Raymonda


Przeszło dwutygodniową przerwę w blogowaniu spowodował natłok obowiązków uczelnianych związanych z zaliczeniami (już za mną) i pisaniem raportu z laborek jądrowych (jeszcze w trakcie, ale zdołałem wreszcie wyjść na prostą). Jako że mam właśnie teraz wytęsknioną wolną chwilę, poświęcę ją na odkurzenie Blogrysa i zakończenie minicyklu poświęconego sitcomom. Rzeczony minicykl nie cieszył się, licząc w komentarzach, szczególną popularnością. Najwyraźniej zachwalane przeze mnie zagraniczne seriale komediowe nie są zbyt znane. Cóż, w takim razie wszystko przed Wami… a ja doprowadzę dzisiaj swoją blogową tetralogię do końca.

Czytaj dalej Wszyscy kochają Raymonda

Zwariowany świat Malcolma


Amerykańskie sitcomy oglądam nieregularnie, ale zawsze z przyjemnością. Oczywiście, nie wszystkie jak leci. Także i w tej dziedzinie kultury obowiązuje prawo Sturgeona ("90% wszystkiego jest do bani"), więc przeważającą część produkcji należy omijać szerokim łukiem. Na szczęście pozostałe dziesięć procent potrafi dostarczyć solidną porcję zdrowego, telewizyjnego ubawu. Świat według Bundych i Simpsonów znają wszyscy. W przeciągu minionych lat skakanie po kanałach pozwoliło mi zidentyfikować cztery dalsze, godne polecenia tytuły: Kroniki Seinfelda (Seinfeld), Ja się zastrzelę (Just Shoot Me), Wszyscy kochają Raymonda (Everybody Loves Raymond) i Zwariowany świat Malcolma (Malcolm in the Middle). Pierwszy z nich to bezsprzeczna klasyka gatunku, kultowy przebój lat dziewięćdziesiątych, który jednak, o ile dobrze się orientuję, nigdy nie doczekał się stosownej promocji w Polsce i nie zdobył przez to u nas wielkiej popularności. Trzy następne są w rodzimych stronach znane jeszcze mniej. Jeśli więc kiedyś "odkryjesz" któryś z wymienionych seriali w programie telewizyjnym, poświęć pół godziny swojego cennego czasu i obejrzyj na próbę jeden odcinek. Raczej się nie zawiedziesz — pod warunkiem, że nie masz nic przeciwko sitcomom jako takim i że nie trafisz na któryś z późnych epizodów, gdzie humor jest już zużyty. Dzisiaj natomiast chciałem przedstawić bliżej na łamach bloga jeden z nich.

Czytaj dalej Zwariowany świat Malcolma