Ekologia na własność

strong

— No dobrze, ale jak to się stało, że pomimo tego wszystkiego, o czym Pan powiedział, dziś ekologia jest kojarzona z lewicą, a „antyekologia” z prawicą?

— Wynika to z tego, że pojęcie „prawicowy” w pewnym momencie zostało utożsamione przede wszystkim ze sprzyjaniem gospodarczemu liberalizmowi (…). Cechą [szczególną] prawicowości miał być liberalizm, a nawet libertarianizm ekonomiczny. W tym ujęciu ochrona przyrody to działania przeciwko ludzkiej wolności i świętemu prawu własności, wymagają bowiem pewnych ograniczeń na rzecz dobra wspólnego.

Czytaj dalej Ekologia na własność

Reklamy

Księgarnia na Kolumba

bracia_karamazow.jpg

W połowie lipca w pewnej księgarni na Alei Krzysztofa Kolumba w Quito doszło do niesłychanego zdarzenia, które później okoliczni mieszkańcy przez czas jakiś zaciekle roztrząsali, usiłując ustalić nie tylko jego przebieg i następstwa, ale także, że się tak wyrażę, moralny, inherentny charakter. Wypada w tym momencie ujawnić — co nieskromne, lecz konieczne dla zrozumienia przebiegu opowieści — że wasz narrator był jednym z tegoż zajścia uczestników.

Czytaj dalej Księgarnia na Kolumba

Filmorys (26)

the_shawshank_redemption-kadr

W minionym roku uprawiałem gatunek mikrorecenzji filmowej (zawsze dokładnie tysiąc znaków!) intensywnie. Przedstawiłem w ten sposób 60 tytułów. Pora na przerwę. Następny Filmorys nastanie nieprędko.

 

Skazani na Shawshank
(The Shawshank Redemption; 1994)

Stephen King nie ma szczęścia do ekranizacji. Jednak może się pochwalić, iż na podstawie właśnie jego minipowieści nakręcono film wszech czasów. „Skazani na Shawshank” są zasłużonym numerem jeden na liście IMDB, choć w roku swojej premiery przegrali walkę o widza i o Oskary z „Pulp Fiction” i „Forrestem Gumpem”.

O wybitności więziennej epopei – wydarzenia rozgrywają się wszak na przestrzeni 20 lat – przesądziło mistrzowskie manewrowanie pośród gatunków. „Skazani…” rozpoczynają się jak dramat sądowy, potem płynnie przechodzą w sensację o brutalnym życiu za kratami. Środkowa część filmu to dobrze rozpisana obyczajówka z frapującymi postaciami. Akt trzeci skręca w kierunku thrillera, a zakończenie proponuje nam jeden z najsłynniejszych happy-endów w historii kina. Poza tym należy zaznaczyć, że reżyser i scenarzysta Frank Darabont wyminął wszystkie warsztatowe pułapki. Nie uświadczymy tu melodramy ani flashbacków, zaś kompozycja finałowej sceny stanowi dowód wielkiego wyczucia rzemiosła.

★★★★★

Czytaj dalej Filmorys (26)

Sympatia do diabła

woland_berlioz

„…Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro.”

— J.W. Goethe, „Faust”

Michał Bułhakow to szczególna i tragiczna postać rosyjskiej – radzieckiej – literatury. Urodzony w Kijowie, był jednym z siedmiu synów wysoko postawionego urzędnika państwowego, teologa i znanego eseisty. Skończył medycynę, przez czas jakiś praktykował na smoleńskiej prowincji. W 1919 r. porzucił zawód i zajął się pisarstwem.

Jego twórczość cieszyła się początkowo wielkim uznaniem Stalina. W latach dwudziestych Bułhakow był wręcz (mimowolnym?) protegowanym dyktatora. Wkrótce jednak komunistyczna krytyka rozpętała nagonkę na pisarza. Względy wielkiego szefa bolszewii uratowały go przed więzieniem, lecz nie uchroniły przed zakazem publikacji.

Wpędzony w depresję Bułhakow spalił pierwszą wersję swej najwybitniejszej powieści, Mistrza i Małgorzaty. Wrzucił do ognia bruliony z gotowym rękopisem, któremu – po napisaniu na nowo i wydaniu w latach sześćdziesiątych, ćwierć wieku po śmierci autora – przeznaczone było stać się jednym z arcydzieł literatury światowej.

„Los oszczędził Bułhakowi drastycznych represji, lecz przeprowadził go za to przez piekło nienawiści, zapoznania, niezrozumienia. Przekonany o swoim literackim posłannictwie i w ogóle posłannictwie literatury (…) uporczywie pisał, choć odebrano mu możliwość dotarcia do czytelnika. Co może być większą tragedią dla pisarza?”, mówiła w posłowiu Jadwiga Śliszowa.

Czytaj dalej Sympatia do diabła

Ludzie, którzy nikogo nie dyskryminowali

czarna_wolga2

Poprzednio pisałem o rzeczach kiepskich, antologiach i fantastyce. Pozostańmy przez chwilę w obrębie tych właśnie kategorii. Trzecią rozłączymy co prawda niezwłocznie z dwiema poprzednimi, ale rzeczy kiepskie i antologie zachowają część wspólną.

To się nigdy nie kliknie jest „subiektywnym wyborem najlepszych tekstów, które ukazały się w Interii w 2016 r.”; tekstów na tyle długich, że aspirujących do miana „długiej formy”, lecz na tyle krótkich, iż dwadzieścia jeden z nich zmieściło się w niegrubej antologii. Antologii nierównej – z naciskiem na „nie” – chociaż niepozbawionej kilku wartych przejrzenia artykułów.

Czytaj dalej Ludzie, którzy nikogo nie dyskryminowali

Blogrys Mixtape 2017

zycie_wedlug_singli

Parę lat temu bardzo spodobała mi się piosenka Dana Crolla pt. From Nowhere. Jej wartość zwiększał pomysłowy teledysk opowiadający o turnieju wpatrywania sobie w oczy bez mrugania. Wczoraj przesłuchałem wreszcie cały album pt. Sweet Disarray. Żena do kwadratu. Dobry był tylko tamten kawałek. Cała reszta to jakieś mruczando rodem z podrzędnego klubu studenckiego.

W Życiu Według Singli pisałem o takich właśnie utworach: bardzo dobrych (podług mojego ucha nastrojonego w danym momencie na muzykę lekką i przyjemną), ale pochodzących z płyt, które nie zachwycają od początku do końca. Dwa tysiące siedemnasty już się skończył, pora więc zebrać wszystkie te piosenki w jedną playlistę. Oto Blogrys Mixtape 2017. Liczy ponad sto kawałków. W prawie żadnym miejscu nie jest ambitny, ale eklektyczności mu nie odmówicie.

Cóż to, nie macie czasu na pięciogodzinną playlistę gościa pasjonującego się Eurowizją? Poniżej więc wersja skrócona, skondensowna do dwudziestu jeden tytułów, posegregowana, zagnieżdżona, nic tylko poklikać.

Czytaj dalej Blogrys Mixtape 2017

Podarunek

creatio

Miejmy to od razu za sobą.

Najgorszą przeczytaną przeze mnie książką w minionym roku i jedyną, której na Goodreads wystawiłem najniższą możliwą ocenę, była oczywiście antologia opowiadań fantastycznych. Piszę „oczywiście”, bo chociaż od kilku lat starannie dobieram lektury i obchodzę szerokim łukiem pozycje kiepskie – nawet jeśli same pchają mi się do łap – to jednak ciągle odczuwam słabość do fantastycznych antologii, szczególnie rodzimych.

Czytaj dalej Podarunek

Ale mądrzy ci Rzymianie!

osiol_oslu_najpiekniejszy

Obeliks byłby innego zdania, jednak wygląda na to, że Rzymianie (starożytni) o życiu wiedzieli wszystko. Oddziedziczywszy zrozumienie spraw ludzkiego świata po Grekach, wzbogacili je własnymi doświadczeniami kulturowymi i politycznymi. Kto nie wierzy, niech odkurzy klasyków, porozmawia na klatce schodowej z sąsiadem-filologiem klasycznym lub niech przynajmniej przejrzy jakąś kolekcję łacińskich sentencji.

Taki właśnie pokaźny zbiór, ogłoszony przez polski portal Imperium Romanum, polecałem Waszej uwadze w poprzednim Kablu Od Internetu. Oczywiście, sam również go przepatrzyłem celem wynotowania subiektywnie najciekawszych aforyzmów.

Większość z nich przypadła mi do gustu ze względu na niebanalną treść (np. Assidue addiscens ad senium venioNieprzerwanie ucząc się, dochodzę ku starości), choć inne, znane mi od dawna w spolonizowanej wersji, przykuły oko łacińską formą (np. Quod licet Iovi, non licet bovi — Co wolno Jowiszowi, nie wolno wołowi, czyli swojskie „Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”). Jeszcze inne połączyły spostrzegawczość z urodą, jak na przykład przecudne, wieloznaczne Asinus asino pulcherrimusOsioł osłu najpiękniejszy.

Tym sposobem mój prywatny zbiór światłych cytatów i mądrych aforyzmów poszerzył się o ponad pół setki pozycji zgromadzonych pod tagiem „łacina”. Zapraszam do przejrzenia.

Dowiecie się między innymi, że nudne zebranie w pracy najlepiej przerwać okrzykiem O spectaculum miserum et acerbum! i że od retorycznego pytania „co, ze mną się nie napijesz?” lepiej brzmi władcze aut bibat, aut abeat. Blogrys radzi – poznacie też źródło wielkiego dochodu dostepne dosłownie każdemu (magnum vectigal est parsimonia).

 

____________________
Ilustracja nagłówkowa jest fragmentem fotografii Tima Greena (Flickr, CC).

Będę grał w grę

tombraider.jpg

– W Polsce jest bardzo dużo studiów gier wideo, jest ich więcej, niż, na przykład, we Francji.

– To jest przypadek, czy ma jakieś uzasadnienie w uwarunkowaniach kulturowych?

– Pewnie że ma. To jest stosunkowo młoda branża… Jeżeli brać sprawy archeologicznie, (…) pierwsze gry wideo pojawiły się w latach 40., ale na dobrą sprawę zaistniały na przełomie lat 70. i 80. W związku z tym pewne rezultaty polityki kulturalnej PRL-u są stosunkowo mało obecne w branży gier wideo, podczas gdy bardzo mocno warunkują kino komercyjne w Polsce. To jest coś, co długo rozwijało się niezależnie i w związku z tym przelatywało zupełnie pod radarem czynników politycznych. Więc druga sprawa jest taka, że jest to branża stosunkowo mało upolityczniona – jeżeli rozumiemy przez to umocowanie instytucjonalne (…) I po trzecie, to jest coś, w czym Polacy od samego początku byli dobrzy. Polskie gry, odkąd zaczęły powstawać, na poziomie wytwórstwa były nieodróżnialne od produkcji zachodnich. W związku z tym w tej branży nigdy nie funkcjonował mit, że jedyne, co możemy robić, to powielać wzorce importowane z kultury zachodniej, co jest charakterystyczne dla większości branży rozrywkowych w Polsce.

(…)

– Na koniec pytanie trochę z innej beczki: obecnie w Polsce obserwujemy pewny renesans gier planszowych…

– Nie tylko w Polsce, na świecie się to dzieje.

– Ale z czego to wynika? Czy to jest konkurencja dla gier wideo, jakaś alternatywna rozrywka?

– Czytałem kiedyś bardzo interesującą analizę, która pokazywała, że istnieje korelacja pomiędzy zainteresowaniem grami planszowymi a 11 września. Że w pewnej mierze strach przed terroryzmem na jakiś czas skłonił Amerykanów do tego, żeby spotykać się w domach, a nie wychodzić do pubu. A więc takie na pół zapomniane gry planszowe, które były straszne popularne na przełomie lat 50. i 60., powyciągano z szafy.

– Tomasz Z. Majkowski (rozmawiała Anna Svetlova) (12/4/2016)

Czytaj dalej Będę grał w grę

Życie według singli (4)

zycie_wedlug_singli

Oto dwadzieścia dwie chwytliwe i bardzo zróżnicowane – pod tym względem można na mnie zawsze liczyć – piosenki na koniec roku. Czekają tu na Was między innymi takie atrakcje jak:

Cała playlista kryje się tutaj.