Alfabet włoski

W zeszłoroczne wakacje pojechaliśmy na do Włoch. Wycieczka była intensywna. W ciągu dwóch tygodni odwiedziliśmy — i gruntownie obspacerowaliśmy — aż siedem miejscowości. W italieński but wbiliśmy się od północy (Mediolan), pojechaliśmy nad Adriatyk (Padwa, Wenecja, Vicenza), potem do Toskanii (Florencja), aż w końcu zawitaliśmy do Wiecznego Miasta. Przed odlotem z Rzymu zdążyliśmy jeszcze wyskoczyć na południe i urządziliśmy sobie jednodniowe dolce far niente na sperlondzkiej plaży w połowie drogi między Rzymem a Neapolem.

Alfabetyczna lista włoskich wrażeń oraz obserwacji miała powstać jeszcze we wrześniu. Far d’una mosca un elefante. Przyjmijmy, że zwlekałem z nią tak długo w nadziei, iż publikując notkę dopiero po capo d’anno zdołam zainspirować osoby planujące wakacje w 2017 r. Zdołam? Magari!

alfabet_wloski

Czytaj dalej Alfabet włoski

Nowej notki na razie nie będzie (12)

1. Ujrzawszy w metrze reklamę książki obyczajowej (Ferrante?) zacząłem dumać, czy tomik poezji mógłby stać się bestsellerem na miarę Kodu Leonarda da Vinci albo 50 twarzy Greya. Pytanie brzmi absurdalnie i naiwnie, no ale gdyby tak wydawnictwo ów tomik porządnie wypromowało, podsunęło ludziom pod nos w mediach, rozesłało egzemplarze nawet do blogerów książkowych i recenzentów zazwyczaj nie zajmujących się poezją, zainicjowało cykl rozmów, słowem — gdyby z autentycznym zapałem, pełnym profesjonalizmem i wykorzystaniem narzędzi marketingowych wszelakiej maści spróbowało jakiś zbiór wierszy wylansować? Wierszy, które nie byłyby leśmianowskimi zawijasami ani chirurgicznymi barańczakami, ale nie byłyby też prostackie ani częstochowskie, tylko takie w sam raz, koftowe, osieckie.

Czy istniałaby realna szansa na osiągnięcie czytelniczej masy krytycznej, sytuacji, w której zbiorek sprzedałby się na pniu w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, przez kilka miesięcy byłby na ustach wszystkich jako wydarzenie literackie roku, a autor stałby się z tygodnia na tydzień bogatym człowiekiem? Czy taka sytuacja mogłaby zaistnieć w Polsce? Za granicą? Kod Leonarda da Vinci skanalizował społeczną podejrzliwość wobec kościoła katolickiego, 50 twarzy Greya wydoił ciągoty do BDSM. A czy zręczny poeta wespół z gotowym do podjęcia ryzyka wydawcą potrafiliby zrymować pospolitą chęć powiększenia kapitału kulturowego „szerokiego odbiorcy” z ogromnym sukcesem komercyjnym?

Czytaj dalej Nowej notki na razie nie będzie (12)

Wszystkie wyróżnienia moje (5)

Zawsze istnieć będą ludzie zdolni znaleźć wymówkę dla czynienia zła, niezależnie od wyznawanej ideologii. Absurdem jednak jest negowanie, że niektóre ideologie są bardziej podatne na przemoc niż inne. […] Jeżeli ktoś, kto uważa, że jego pogląd P jest słuszny i ważny, zabije kogoś innego, ponieważ tamten się z nim nie zgadza, to powiemy, że pogląd P skłonił pierwszą osobę do przemocy. Ale właśnie nie do końca tak jest. Trzeba najpierw dorzucić do P dodatkowe przekonanie – że dopuszczalne […] jest wymuszanie słusznych, ważnych poglądów […] przemocą wymierzoną w tych, którzy ich nie wyznają. I to właśnie owo drugie przekonanie, nazwijmy je D, dostarcza motywu dla przemocy. […]

Tutaj dochodzimy do sedna sprawy: w skład niektórych ideologii wchodzą […] przekonania takie jak D […], w skład innych nie. Jest w pełni rozsądnym sprawdzić, czy jakaś określona ideologia je zawiera. […] Sprawę należy rozpatrywać systematycznie. Sprawdzanie tego nie jest ani nienawiścią, ani fobią. Można zbadać pod tym względem chrześcijaństwo, islam, ateizm, demokrację, marksizm itd. Stwierdzenie, że żadna ideologia nie zawiera przekonań takich jak D […] jest naiwne i błędne. Uznanie, że wszystkie ideologie zawierają przekonania w rodzaju D, również.

James Hannam (22/01/2016)

Czytaj dalej Wszystkie wyróżnienia moje (5)

Modlitwa wśród szumiących wrzosów

— Something to drink?
— Yes… I would like this… Fraoch.
— ‚Scuse me?
— Fra-och.
— Uhm… Say again, please.
— Frach? — próbuję inaczej.
— Sorry?
— Fraż?
— Say again.
— Frakee?
— ???
— F-r-o… — zrezygnowany pokazałem kelnerce menu i puknąłem palcem w odpowiednim miejscu.
— Ah! You mean [pierwszą głoską było na pewno „f”, ale jak to brzmiało dalej, nie zrozumiałem]. Right away.

Jest stare. Być może najstarsze na świecie. Archeolodzy odnaleźli jego ślady na Wyspie Rum wchodzącej w skład Wewnętrznych Hebrydów, w neolitycznych skorupach sprzed czterech tysięcy lat. Lecz nie wiekiem będę się zachwycał, a smakiem. Choć nie wątpię, że to drugie wynika z tego pierwszego.

Fraoch. Ciemne piwo warzone z dodatkiem kwiatów wrzosu. Tylko jak tymi siedmioma prostymi słowami objąć nieskończone kontinuum smaku? Jak wyrazić spienioną, bursztynową barwę i głęboki aromat pozbawiony typowej dla ale ostrej goryczy? Jak opisać zawartą w każdej kropli melodię wygrywaną wiatrem na wrzosowiskach Szkocji w pochmurne dni? Niepodobna…

Wiemy, że na kilka wieków przed Chrystusem Zbawicielem delektowali się nim pogańscy Piktowie. Legenda głosi, że wtedy było jeszcze lepsze, bo obok wrzosu kluczowy składnik stanowiła mgła. Inne podanie opowiada o szkockim królu, który zapragnął posiąść recepturę cudownego napoju. Po wyrżnięciu w pień piktyjskiego plemienia, królewscy siepacze schwytali żywcem wodza i jego syna. Nieszczęśników poddano kaźni chcąc od nich wydrzeć tajemny przepis. Wódz zgodził się ujawnić plemienny sekret, jeśli tylko synowi oszczędzone zostaną dalsze cierpienia. Chłopca zrzucono więc niechybnie z urwiska, a wtedy umęczony ojciec zwrócił się do króla i zawołał w te słowa: Lecz teraz na próżno będziecie mi zadawać ból, nawet ogień mnie nie przemoże, albowiem tu w mojej piersi umrze sekret wrzosowego ale!

Gdy traficie już do Szkocji, powędrujcie niezwłocznie do najbliższego pubu i poproście o schłodzoną butelkę „Wrzosu” — bo „Fraoch” w gaelickim to właśnie oznacza. Niekiedy barman rozłoży bezradnie ręce, No Fraoch, mate. Wtedy krzyknijcie mu prosto w twarz Pog mo thon!, tak jak szkockie wiarusy krzyczały przez stulecia do angielskich ciemiężców, i udajcie się do innego, szlachetniejszego przybytku. A gdy przelejecie już przez gardło ostatni łyk wrzosowego nektaru, wiedzcie, że dopiero teraz wypada Wam rozpocząć zwiedzanie.

Szczęśliwcy być może natrafią podczas swoich wojaży na inne gatunki piwa sporządzone wedle Starych Receptur. Na Grozeta warzonego z dodatkiem agrestu; na Albę o delikatnym posmaku świerkowego igliwia; na Ebulum z dodatkiem dzikiego bzu; lub nawet na wodorostową Kelpie. Niestety, duchy druidów na mej drodze postawiły jedynie Fraocha. Kto wie, czy chciały zachęcić mnie do ponownego odwiedzenia deszczowej Kaledonii, czy też przestrzec przed pokładaniem wiary w fałszywych proroków z Kopenhagi, Zoeterwoude i Żywca.

Fraoch. I żadne inne.

Pij z B(l)o(g)rysem (1)


W przeciągu mijającego weekendu miałem przyjemność wypić dwa smaczne koktajle. O walorach smakowych White Russian zdążyłem przekonać się już kilka miesięcy temu, a ostatnia konsumpcja tylko potwierdziła znakomite wrażenie. Z kolei z Long Island Iced Tea spotkałem się po raz pierwszy. Jeśli picie alkoholu uznajesz tylko w stanie czystym i jak najbardziej stężonym, poniższa notka wywoła w Tobie uczucie antysnobistycznej odrazy. Jeżeli natomiast jesteś świadom tego, że procenty pić można nie tylko po to, żeby się szybko narąbać, ale także po to, by cieszyć się ich smakiem, zapraszam do lektury.

Czytaj dalej Pij z B(l)o(g)rysem (1)