Obydwa społeczeństwa – polskie i argentyńskie – karmione…

Obydwa społeczeństwa – polskie i argentyńskie – karmione narracjami służącymi bieżącym interesom liderów partyjnych (gdzie partia „optymatów” zawsze przypominała mafię, a partia „popularów” – sektę), nie miały się przez to szansy skupić na analizie rzeczywistych problemów oraz realnym dialogu konkurujących ze sobą grup społecznych. W takich społeczeństwach nie ma poważnych dyskusji o kształcie instytucji, bezrobociu, awansie społecznym, polityce zagranicznej, edukacji itd., są za to debaty o brzydko pachnącym proletariacie, który bezczelnie zaludnia plaże we Władysławowie i Mar del Plata, o „propagandzie homoseksualnej”, o banderowcach i brytyjskich kolonialistach okupujących Malwiny. Wszystko to jest na rękę dwóm konkurującym ze sobą oligarchiom, które mogą angażować milionowe elektoraty w symboliczne spory, bez jednoczesnego angażowania ich w mechanizmy nieistniejących wewnątrzpartyjnych demokracji.

 Łukasz Maślanka (14/4/2017)

Obejrzane w 2015: Kino świata

sin_nombreUcieczka z piekła (2009)

Koprodukcja meksykańsko-amerykańska o dziewczynie z Hondurasu jadącej pociągiem przez Meksyk, by nielegalnie przedostać się do Stanów Zjednoczonych. Jej losy krzyżują się z losami Caspra, młodocianego członka krwiożerczego meksykańskiego gangu.

Każda godzina podróży przybliża bohaterów do amerykańskiej Ziemi Obiecanej, a każdy kwadrans seansu przybliża widza do hollywoodzkiej sztancy. Sin Nombre zaczyna się od mocnych scen przywodzących na myśl Miasto Boga, a kończy… bardzo przewidywalnie. Na szczęście reżyseria i zdjęcia trzymają cały czas wysoki poziom. W obu kategoriach film Cary’ego Fukunagi, reżysera pierwszego sezonu True Detective, zdobył nagrody na festiwalu Sundance.

Czytaj dalej Obejrzane w 2015: Kino świata

Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (14)

Cumbia to gatunek muzyczny cieszący się wielką popularnością w Ameryce Łacińskiej. Narodził się w kulturowym tyglu kolumbijskiego wybrzeża Karaibów czasów kolonialnych. Jego zarodkiem jest zachodnioafrykański taniec godowy przywieziony zza Atlantyku przez czarnych niewolników. W Kolumbii połączono go z elementami tańców indiańskich i okraszono dźwiękami różnorakich instrumentów, tak lokalnych jak i europejskich. Salsa jest przereklamowana — w wielu częściach rejonu andyjskiego oraz na południu kontynentu dużo częściej gra i tańczy się cumbię.

Oto próbka w wykonaniu Pacho Galana, słynnego kolumbijskiego artysty, który w połowie minionego wieku po swojemu cumbię przetworzył i rozpowszechnił. Jeżeli znacie piosenkę Ay Cosita Linda Nata Kinga Cole’a, pamiętajcie, że jest to cover utworu Galana właśnie.

Czytaj dalej Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (14)

Przepis na ceviche

Już dwukrotnie miałem przyjemność współuczestniczyć w przygotowaniu i konsumpcji wybornej potrawy latynoamerykańskiej zwanej ceviche (cebiche, seviche, sewicze). Wychowanemu na kluskach, barszczu i wieprzowinie Polakowi pierwsze zetknięcie z jej smakiem jawi się iście kolumbowo.

Cóż to takiego, ceviche? Nasza Wikipedia w swoim króciutkim opisie jest niekonsekwentna: najpierw wspomina o „sałatce z owocami morza”, a zaraz potem straszy „surową, posiekaną rybą”. Tymczasem wersję, którą znam ja (choć rzeczywiście istnieje wiele odmian), należałoby określić mianem zupy-chłodnika na kwaśno z krewetkami; krewetkami, podkreślmy, przegotowanymi, których spożycie nie grozi połknięciem ichtiogronkowca. Oto przepis na dwie porcje.

Czytaj dalej Przepis na ceviche

Ucieczka Michaela Corleone

Dwie pierwsze części Ojca chrzestnego, choć osadzają fabułę w minionej epoce, nie mają nic wspólnego z kinem historycznym – z jednym pamiętnym wyjątkiem. Michael Corleone oraz szef mafii żydowskiej Hyman Roth jadą w sequelu na Kubę, by podzielić między siebie tamtejsze wpływy. Jest grudzień 1958 r., Kubą od sześciu lat rządzi dyktator Fulgencio Batista. USA kontroluje za jego przyzwoleniem większą część kubańskiej gospodarki, a zorganizowana przestępczość czerpie grube zyski z hawańskiej rozpusty. Jednak Batista właśnie traci poparcie armii i potężnego sąsiada. Dyktator ucieka w Nowy Rok z wyspy, po władzę natychmiast sięga zaprawiony w boju partyzant Fidel Castro. Corleone i Roth czym prędzej pryskają widząc na własne oczy gwałtowny kres tłustej dekady.

Castro błyskawicznie znacjonalizował gospodarkę i nawiązał porozumienie ze Związkiem Radzieckim. Prezydent Eisenhower ograniczył w odpowiedzi import cukru z Kuby do USA, a dwa lata później Kennedy nałożył na Kubę całkowite embargo. Dopóki trwała Zimna Wojna, dopóty izolacja sowieckiego satelity była usprawiedliwiona. Jednak po upadku Związku Radzieckiego amerykańscy decydenci miast przystąpić do normalizacji stosunków z karaibskim sąsiadem, postawili sobie za honorowy cel zgnoić go ze szczętem. Nie wiem, co jest w tej historii ciekawsze – rozmaite środki ekonomicznej represji, po jakie sięgneły Stany Zjednoczone, czy raczej środkowy palec pokazywany konsekwentnie największej światowej potędze przez Fidela.

W 1992 r. amerykański Kongres, na mocy tzw. ustawy Torricelliego, ogłosił, że każdy zagraniczny statek, który ośmieli się przybić do kubańskiego wybrzeża, przez pół roku objęty będzie zakazem wpłynięcia na terytorium USA. Sankcjami postraszono też państwa skore do udzielenia Kubie pomocy finansowej. Każdy dolar przekazany Kubańczykom oznaczać miał jednego dolara mniej otrzymanego od Stanów Zjednoczonych. Kiedy w 1996 r. kubańskie myśliwce zestrzeliły dwa amerykańskie samoloty rozrzucające propagandowe ulotki nad wyspą, rozwścieczony Wujek Sam zemścił się ustawą Helmsa-Burtona. Na czarną listę Waszyngtonu trafiały odtąd niemal wszystkie zagraniczne przedsiębiorstwa handlujące z reżimem Castro. Producenci samochodów zainteresowani rynkiem amerykańskim musieli na przykład udowadniać Departamentowi Finansów, że ich pojazdy nie zawierają kubańskiego niklu. To nic, że Rada Europy, Unia Europejska, Wielka Brytania i Kanada potępiły nowe przepisy jako niezgodne z prawem międzynarodowym. Widocznie nie dostrzegli jego szlachetnego tytułu: Uchwała o Kubańskiej Wolności i Demokratycznej Solidarności (Libertad).

Nieco później administracja młodszego Busha postanowiła boleśnie nakłuć tkankę społeczną. Kubańskim emigrantom z amerykańskim obywatelstwem drastycznie ograniczono możliwość odwiedzania pozostawionych w ojczyźnie rodzin. Zabroniono też eksportu aparatury medycznej na wyspę. A gdy w 2006 r. trzynastoletni nieuleczalnie chory Kubańczyk wygrał aparat fotograficzny w międzynarodowym konkursie dla dzieci zorganizowanym przez ONZ, Nikon otrzymał od Białego Domu zakaz wysyłania urządzenia („bo amerykańska technologia”).

Sytuacja zmieniła się na lepsze wraz z dojściem do władzy Obamy. Trzy miesiące temu amerykański prezydent zapowiedział przywrócenie stosunków dyplomatycznych między USA i Kubą. Trwają rozmowy rządowych przedstawicieli, w międzyczasie wskrzeszany jest powoli handel. Oczywiście, Republikanie natychmiast oskarżyli Obamę o prowadzenie polityki miękkich kolana, a Mariusz Max Kolonko wysnuł hipotezę, że USA chcą przytulić do siebie Kubę zanim zrobi to Putinowska Rosja. Niewykluczone, że po prostu Waszyngton postanowił raz na zawsze uśmiercić kubański komunizm bronią ostatecznej zagłady, czyli neoliberalnym miotaczem kapitalizmu.

Bal sylwestrowy ’58/59 był początkiem końca machlojek Freda Corleone, który otrzymał podówczas od brata pocałunek śmierci. „Buziaki” rządu amerykańskiego przesyłane przez pół wieku Kubie okazały się dużo mniej skuteczne. Castrowie mogą sobie pogratulować. Ich era dobiega końca z przyczyn naturalnych, nie amerykańskich. Z pojedynku z gigantem wyszli zwycięsko.

____________________
Autorem wykorzystanego zdjęcia jest Artur Staszewski (CC). Fotografię wykonano w kubańskim kurorcie Varadero. Pisząc powyższą notkę korzystałem z artykułu Salima Lamrani z Le Monde Diplomatiqe.

Antropologia kultury na poważnie

Wśród moich przyjaciół odnaleźć można przedstawicieli najróżniejszych profesji. Między innymi — antropologii kulturowej. Ale antropologię kulturową, jak każde inne poletko humanistyczne, uprawiać można na najróżniejsze sposoby. Na przykład na kolanach, głosząc abstrakcyjną równość wszystkich kultur, przy jednoczesnym wymownym marszczeniu nosa na widok cygańskich muzykantów. Zupełnie odmienne podejście stosuje Wojciech Cejrowski. Nie jest co prawda zawodowym antropologiem, lecz "tylko" wytrawnym podróżnikiem. Jednak tak jak każdy fizyk musi być po trosze matematykiem, tak każdy podróżnik siłą rzeczy przygląda się innym kulturom i posiada na ich temat wiedzę z pierwszej ręki.

Czytaj dalej Antropologia kultury na poważnie