Sądowe procenty

W którymś Kompendium Wiedzy – mowa oczywiście o „bibliach gracza” wydawanych w latach 90. przez pewien kultowy miesięcznik poświęcony grom komputerowym – przeczytałem swojego czasu dowcipne opowiadanie o podróży zatłoczonym autobusem miejskim. Zapamiętałem z niego trzy fragmenty.

Pierwszy: na tabliczce podającej dopuszczalną ilość pasażerów w pojeździe narysowano znak nieskończoności. Drugi: gdy po gwałtownym hamowaniu ktoś wrzasnął do kierowcy, żeby uważał, bo nie wiezie przecież kartofli, ten ze stoickim spokojem wyciągnął spod siedzenia reklamówkę z ziemniakami i zamachał nią w powietrzu. Trzeci: ten sam kierowca „łapał” bagaże spóźnionych pasażerów. Wyglądało to tak, że gdy do autobusu szykującego się do odjechania z przystanku dobiegała jakaś baba z tobołem, kierowca czekał cierpliwie udając wspaniałomyślność. Zdyszana, przepełniona przedwczesną wdzięcznością baba ładowała się do środka trzymając wypchaną torbę przed sobą. Wtedy kierowca zamykał niespodziewanie drzwi, przycinając nimi bagaż dokładnie w połowie i odjeżdżał pospiesznie z przystanku wyrywając go z rąk właścicielki i zostawiając ją bezradną na przystanku. Po odjechaniu kilkuset metrów zatrzymywał się, przetrząsał toból, wyciągał z niego najwartościowsze przedmioty i wiktuały, a resztę wyrzucał na zewnątrz.

Wykorzystajmy pomysł z opowiadania do zilustrowania pewnego paradoksu kognitywno-sądowniczego. Wyobraźmy sobie, że w jakimś mieście działają dwa przedsiębiorstwa autobusowe, PKR i PKT. PKR jest dużo większe, obsługuje 90% ruchu autobusowego. Pojazdy obu firm są jednak do siebie bardzo podobne. Te same marki, zbliżona kolorystyka itd.

Gdzieś w mieście kierowca pewnego autobusu „wycina” torbę z rąk niedoszłej pasażerki. Świadkowie potwierdzają przebieg zdarzenia, lecz nie dostrzegli oznakowania pojazdu, ani tym bardziej tablicy rejestracyjnej. Analiza rozkładów jazdy nie na wiele się zdaje, bo PKR i PKT jeżdżą po tych samych trasach. Sprawcą mógł być kierowca pracujący dla PKR, ale równie dobrze mógł to być kierowca pracujący dla PKT.

No właśnie – „równie dobrze”? Bynajmniej! Na zdrowy rozum poszkodowana powinna z dokładnie dziewięćdziesięcioprocentową pewnością wskazać jako winowajcę PKR. Jednak sąd na taką argumentację zapewne się nie zgodzi. Tymczasem szczegółowe zeznania świadków (w innych sprawach) rzadko odznaczają się pewnością wyższą niż 90 %. Ludzie są równi w obliczu prawa – ale prawdopodobieństwa nie.

Jeżeli ktoś uważa, iż paradoks jest bez sensu ze względu na idiotyczny punkt wyjścia, niech wymieni kradzież tobołka na potrącenie rowerzysty przez autobus, który następnie oddalił się z miejsca wypadku. Tak czy owak, w Blogrysie poświęcam chyba zbyt dużo miejsca tym szlachetnym pojazdom dwuśladowym

Reklamy

Autobusem

Zdziecinnienie społeczeństwa postępuje. Gdy jakiś czas temu jechałem na stojąco autobusem, po obu stronach siedziały kobiety w wieku balzakowskim, na dodatek grube. Ta po lewej łapała komórką pokemony, ta po prawej czytała któryś z wczesnych (poznałem po, ekhem, grubości) tomów Harry’ego Pottera.

Wolę własny infantylizm: Nie ma to jak po trzymiesięcznej przerwie w blogowaniu zmienić skórkę i udawać, że wszystko jest w porządku.

Sumienia nie da się jednak tak łatwo oszukać. Dobrze chociaż, że zmieniło podejście. Najnowszy jego wyrzut wywołany jest bowiem nie długą listą zalegających tematów na notki – backlog przekroczył wszak dziesięć tysięcy znaków daaawno temu – lecz nowymi subskrybentami Blogrysa, którzy powolutku skądś skapują i którzy mają prawo czuć się rozczarowani przewlekłą ciszą w eterze. Swoje do pieca dołożyło paru znajomych. Gdy rozmawialiśmy latem usłyszałem, że i owszem, gdy tylko naskrobię nową notkę, to oni zawsze z przyjemnością ją czytają. „Ale ostatnio nic nie pisałeś…”

Powody przeciągającego się milczenia są prozaiczne. Tak jak mniej więcej dziesięć lat temu przestało mi się chcieć forumować i komentować, tak ostatnio przestaje mi się chcieć siadać do pisania. Napisanie „porządnego” blogowego tekstu zajmuje około trzech godzin, które to godziny, im człowiek starszy, tym przyjemniej spędza mu się w intelektualnym pasie. Blog zabiera mi poza tym czas na pisanie opowiadań i artykułów z prawdziwego zdarzenia. Tych ostatnich w zasadzie też nie chce mi się pisać, lecz takie wytłumaczenie brzmi niezwykle ambitnie.

Jeszcze jedna sprawa: odbiór Blogrysa liczony w kliknięciach jest niezmiennie mizerny. Nie zależy mi bynajmniej na efekcie „majtek Dody”. Tych kilkanaście osób, które regularnie tu zagląda, uważam za bardzo wartościowych czytelników. Podobnie jak Heraklit nie zamieniłbym ich żadną mocą nawet i na dziesięć tysięcy przypadkowych internautów. Jednakże fakt, że nawet notki obiektywnie zasługujące na fejm nie potrafią się przebić, demotywuje.

Zostaje mi polowanie na pokemony i literatura młodzieżowa.

Blade Sitter

Rozumiem rozdrażnienie Jasia Fasoli. Mnie również od dawna irytują ludzie, którzy idąc wolno jakimś wąskim przejściem uniemożliwiają mi, choćby na kilka sekund, energiczne poruszanie się. W przeciwieństwie do Jasia jestem wyrozumiały dla osób starych i zniedołężniałych, lecz cała reszta spowalniaczy budzi we mnie zniecierpliwienie i uruchamia zarazem psychologiczną ciekawość. Czy osoba przede mną nie ogarnia topografii okolicy? Nie zna pojęcia bottlenecku? Nie zdaje sobie sprawy, że ktoś za nią idzie? Sądzi, że temu komuś też się nie spieszy? Ma tego kogoś gdzieś? Szczerze powiedziawszy, wolę przedostatnie wyjaśnienie od ostatniego, bo lepiej chyba być lekceważonym przez oczywistego dupka niż dobrotliwie bagatelizowanym przez flegmatyka.

Czytaj dalej Blade Sitter