Longplay (3)

longplay

Zasady są trzy:

  • różne gatunki, dla każdego coś dobrego;
  • polecam albumy, które podobają mi się w całości (lub prawie w całości), nie takie, na których znalazło się zaledwie kilka przyzwoitych utworów;
  • linki prowadzą do wybranych kawałków (lub nawet całych albumów) na YouTubie.

 

Angles 9: Disappeared Behind the Sun. Najlepsi jazzmani ze Szwecji orbitują wokół słońca free jazzu. Tylko dla miłośników abstrakcji.

Flume: Skin. Dance’owa elektronika z Australii.

Prinz George: Illiterate Synth Pop. Jeżeli tak ma wyglądać analfabetyzm muzyczny, to ja ewijdkfjwljslkcjl. Synthpop z atmosferą.

Sia: This Is Acting. Popowy mainstream na dziś. Co druga piosenka świetna, pozostałe dobre. Energii na cały tydzień.

Slow Dakota: The Ascension of Slow Dakota. Kontemplacyjnie. Gdzieś pomiędzy poezją, muzyką i religią.

The 1975: I Like It When You Sleep, for You Are So Beautiful yet So Unaware of It. Cholernie różnorodny album indierockowy o cholernie długim tytule.

Różni wykonawcy: The Get Down OST (Part I & II). Eklektyczna składanka z bombowego miniserialu. Ze względu na jego epokę i tematykę, dużo tu hip-hopu i disco, ale zachęcam do przesłuchania, nawet jeśli w tych klimatach nie gustujecie. Łącznie prawie 40 piosenek, same perełki, kilka diamentów. Na przykład Toy Box to mistrzostwo erotycznego popu (i mam tu na myśli kombinację zmysłowej muzyki i przewrotnych słów, nie wygląd wokalistki). Nie wykluczam zarazem, że aby docenić geniusz tego soundtracku, należy najpierw obejrzeć i polubić serial.

The Range: Potential. Elektronika z Nowego Jorku.

Wye Oak: Shriek. Skrzyżowanie indie rocku z indie folkiem.

ZHU: generationwhy. Elektronika chińsko-amerykańska.

Reklamy

Longplay (2)

longplay

Pod okładkami płyt kryją się linki do wybranych piosenek na YouTubie.

Rihanna: Anti

rihanna-anti
Chociaż, jak wiedzą wszyscy zaglądający regularnie na Blogrysa, lubię prosty, radiowy pop – warunkiem niezbędnym i koniecznym jest „wpadnięcie w ucho” – Rihanna kojarzyła mi się jak dotąd z chłamem, żeby nie rzec – z chłamem wulgarnym. Byłem uprzedzony. To nie jest muzyka bardziej tandetna niż, powiedzmy, Shakira czy Carly Rae Jepsen, które bądź co bądź gościły na Mixtape’ie 2016. Wprost przeciwnie: Przesłuchawszy cały album Anti musiałem z miejsca przyznać, że mam oto przed audialnym sobą płytę przemyślaną, starannie wyprodukowaną, doskonale zaśpiewaną. Najsłynniejszej Barbadosyjce na świecie odmówić zdolności wokalnych wszak nie sposób. Poza tym mało na Anti dance’u, chociaż akurat najbardziej charakterystyczny singiel, Work, jest dance’owy do szpiku kości.

Czytaj dalej