Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 2

virunga 2

5. Virunga
(2014)

Dawne dziecko-żołnierz, szlachetny belgijski arystokrata, francuska dziennikarka śledcza i prostoduszny opiekun zwierząt łączą siły, by obronić kongijski park narodowy Virunga, ostatnie siedlisko goryli górskich, przed partyzantami, kłusownikami oraz spragnionymi nafty korporacjami. Brzmi jak fabuła nowej powieści Johna Le Carré, ale to tylko — a właściwie aż — głośny film dokumentalny Netfliksu sprzed kilku lat. Pozycja tyleż gorzka, co obowiązkowa.

virunga

Czytaj dalej Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 2

Obejrzane w 2016: Rozczarowania, cz. 2

arrival

5. Thank you for playing
(2015)

Bo za mało tu o grach komputerowych lat 90. Półtoragodzinny film poświęcony polskim czasopismom komputerowym legendarnej dekady pozornie nie może być poświęcony również i grom jako takim, ale bądź co bądź Secret Service i Gamblera czytało się przede wszystkim dla nich, w przeciwieństwie, na przykład, do Programu Trzeciego Polskiego Radia, który, odnoszę wrażenie, fani Manna i Niedźwieckiego słuchają przede wszystkim po to, żeby posłuchać Programu Trzeciego Polskiego Radia, ale może się czepiam i jestem złośliwy, bo wciąż nie mogę Trójce wybaczyć promocji Bukartyka.

Wracając do tematu: Dokument Thank you for playing sporo by zyskał, gdyby od niechcenia wspomniano w nim o kilku konkretnych pecetowych tytułach, które ukształtowały elektroniczną rozrywkę. Na przykład o Doomie, Warcrafcie, Half-Lifie, UFO, Cywilizacji, Carmageddonie, jakiejś przygodówce. Tym sposobem przełamano by też formułę gadających głów. Pod koniec robią się monotonne, chociaż z drugiej strony przefajnie jest posłuchać Pegaz Assa, Gulasha, Dra Destroyera oraz Mr Roota i przypomnieć sobie, jak budowało się społeczność fanów w przedinternetowej epoce przy pomocy gęsto zadrukowanego, szeroko kolportowanego papieru.

TYFP porusza także fascynujące zagadnienie z pogranicza etyki dziennikarskiej. Potęga polskich czasopism komputerowych tamtej ery zbudowana została poniekąd na złodziejstwie. Przepraszam za mocne słowo, ale nazwijmy rzecz po imieniu, nawet jeśli za chwilę spróbujemy ją usprawiedliwić:

Otóż w latach 90. praktycznie wszyscy piracili. Redaktorzy może i korzystali z oryginałów, lecz wiedzieli doskonale, że odbiorcami ich magazynów są (młodzi) ludzie, którzy najpierw z wypiekami na twarzy czytają recenzje nowego Battle Isle, a potem bez skrępowania wędrują na giełdę. Tak, wiem, trudno mówić tu o nagannym oportunizmie, choćby dlatego, że prawo polskie przez wiele lat zezwalało na piracki proceder. Poza tym inaczej się nie dało, ceny oryginalnych gier wołały wówczas o pomstę do nieba. Niemniej, sytuacja nie była w stu procentach czysta.

Za to TYFP jest w stu procentach nostalgiczny. Ale, kurczę, tego Dooma i Warcrafta mogli przez minutę powspominać!

Niezwykle znamienna jest scena, w której Pegaz, niegdyś naczelny Secret Service, rysuje kamieniem na piachu miejsce, w którym stała redakcja magazynu. Dlaczego na piachu? Bo dziś jest tam tylko plac budowy. Mało kto pamięta, że w latach 90, pracowali tam idole młodego pokolenia. Mnie ta scena bardzo poruszyła uświadamiając po raz kolejny, że magia lat 90. już nigdy nie wróci. Ale może to i lepiej. Niech to wszystko pozostanie w naszych wspomnieniach.

Roger Żochowski (PPE, 30/9/2015)

(Kliknijcie na link i zerknijcie do recenzji Żochowskiego dla pewnego cudnego zdjęcia.)

thank you for playing

Czytaj dalej Obejrzane w 2016: Rozczarowania, cz. 2

Obejrzane w 2016: Krótki metraż

Kilka zacnych instytucji kulturalnych — Stowarzyszenie Filmowców Polskich, WFDiF, Filmoteka Narodowa, PISF, Kino Kultura, Muzeum Sztuki Filmowej Iluzjon — zorganizowało wiosną plebiscyt na najlepszy polski film dokumentalny wszech czasów. Wśród finałowej dziesiątki znałem zawczasu jedynie Gadające głowy (1980) Krzysztofa Kieślowskiego oraz Muzykantów (1960) Kazimierza Karabasza. Ponieważ wszystkie nominowane filmy dostępne były przez jakiś czas w dobrej jakości na stronie konkursu, skorzystałem z okazji i odrobiłem zaległości.

Moim osobistym faworytem stał się Takiego pięknego syna urodziłem (1999), ekshibicjonistyczny porter rodziny mającej, eufemistycznie rzecz ujmując, niejakie problemy z komunikacją. Debiut Marcina Koszałki zajął drugie miejsce; pokonał go Marcel Łoziński opowiadaniem o spotkaniu dzieciństwa ze starością pt. Wszystko może się przytrafić (1995). Oba te wyśmienite, trwające mniej więcej po pół godziny dokumenty polecam bez najmniejszych zastrzeżeń, dorzucając przy okazji inne tragikomiczne, późniejsze dzieło Koszałki zatytułowane Do bólu (2008).

takiego_pieknego_syna_urodzilam

W finałowej dziesiątce 100/100 odnajdziemy kilka dalszych pozycji wartych uwagi: Usłyszcie mój krzyk (1991) o samospaleniu Ryszarda Siwca na Stadionie Dziesięciolecia, Rodzinę człowieczą (1966) o polskiej wsi lat sześćdziesiątych oraz Kilka opowieści o człowieku (1983), których bohaterem jest inwalida bez rąk; dokument z mocnym, niespodziewanie lirycznym zakończeniem. Plebiscyt skłonił mnie również do sięgnięcia po najsłynniejszego półkownika III Rzeczpospolitej, czyli Witajcie w życiu Henryka Dederki o Amwayu, osławionej firmie sprzedającej środki czystości w systemie marketingu wielopoziomowego. Również warto.

Opuśćmy granice Polski. Z niekłamaną fascynacją obejrzałem Africa: The Serengeti, krótkometrażowy film przyrodniczy nakręcony w połowie lat dziewięćdziesiątych dla IMAX-ów, ale zmontowany tak sprawnie, że wielkie wrażenie robi nawet w małym okienku YouTube’a (podziękowania dla M.M. za polecankę). W robieniu tegoż wrażenia wydatnie dopomaga mu niski głos narratora Jamesa Earla Jonesa (czyli Dartha Vadera) oraz „epicka” kompozycja Hansa Zimmera. Z Afryki cofnijmy się do Norwegii. Magnus: A Spring Day jest naturalistycznym drobiazgiem opowiadającym o życiu narkomana w stolicy państwa dobrobytu. Film nakręcił sam o sobie jego tytułowy bohater, któremu wypożyczono kamerę. Ostrzegam wrażliwych: sporo zbliżeń na wbijanie igły.

Krótki metraż to nie tylko dokument. Obejrzałem kilka najeżonych efektami specjalnymi, aktorskich film(ik)ów fantastycznych wyprodukowanych przez Allegro i wyreżyserowanych przez Tomasza Bagińskiego, nawiązujących do polskich baśni oraz legend. Jako tako bronią się obie części Twardowsky’ego, oczywiście dzięki Robertowi Więckiewiczowi w tytułowej roli. Natomiast Jaga oraz Operacja Bazyliszek kiepszczą i stanowią kolejny dowód tezy, że specjaliści od efektów specjalnych nie powinni siadać na krzesełku reżyserskim. Wiedźmin Bagińskiego okaże się prawdopodobnie jeszcze większą padaką niż bulwersująca ekranizacja Brodzkiego i Szczerbica z 2001 r.

twardowsky

Wracając na zakończenie do dokumentów, polecam również patriotyczny inaczej film pt. Wojtek: Niedźwiedź, który poszedł na wojnę. Gdy powiedziałem żonie, że w wojsku polskim służył niedźwiedź, który w stopniu kaprala walczył z Niemcami pod Monte Cassino, pomyślała chyba, że zakolegowałem się z Magnusem.

____________________
Autorką zdjęcia nagłówkowego jest Christiane Birr (CC).

Obejrzane w 2015: Kino świata

sin_nombreUcieczka z piekła (2009)

Koprodukcja meksykańsko-amerykańska o dziewczynie z Hondurasu jadącej pociągiem przez Meksyk, by nielegalnie przedostać się do Stanów Zjednoczonych. Jej losy krzyżują się z losami Caspra, młodocianego członka krwiożerczego meksykańskiego gangu.

Każda godzina podróży przybliża bohaterów do amerykańskiej Ziemi Obiecanej, a każdy kwadrans seansu przybliża widza do hollywoodzkiej sztancy. Sin Nombre zaczyna się od mocnych scen przywodzących na myśl Miasto Boga, a kończy… bardzo przewidywalnie. Na szczęście reżyseria i zdjęcia trzymają cały czas wysoki poziom. W obu kategoriach film Cary’ego Fukunagi, reżysera pierwszego sezonu True Detective, zdobył nagrody na festiwalu Sundance.

Czytaj dalej Obejrzane w 2015: Kino świata

Filmorys (12)

W numerze:
Smaki miłości, czyli zaskakujący dobry film o miłości
Odważna, czyli Jodie Foster jako Paul Kersey w spódnicy
Alamar, czyli młody człowiek i morze
Hipnos, czyli gniot na schwał
Transfer, czyli ciemne strony Wojny z Terrorem
URO, czyli norweska sensacja

Czytaj dalej Filmorys (12)

Najlepsze z obejrzanych w 2011

Ostatni ranking najlepszych filmów obejrzanych przeze mnie w minionym roku (nie mylić z nowościami!) ukazał się trzy lata temu. Powróćmy do tradycji. W ramach rozgrzewki wymienię pięć skądinąd niezłych tytułów, które z rozmaitych powodów do bieżącego zestawienia się jednak nie załapały.

Czarny łabędź — bo choć baletowy horror Aronofsky'ego oglądało mi się bardzo dobrze, to nie mam w ogóle ochoty doń wracać.
Życie na podsłuchu — bo ukazuje agenturalną rzeczywistość nie bez charakterologicznej naiwności.
Poważny człowiek — bo z każdym kolejnym obejrzanym filmem braci Coen utwierdzam się w przekonaniu, że nie rozumiem ich twórczości (z wyjątkiem To nie jest kraj dla starych ludzi).
Mr. Nobody — bo zabrakło pomysłu na spojną i wciągającą fabułę.
Sierociniec — bo o ile trochę się przejąłem, o tyle wcale się nie bałem.

A najlepsze z obejrzanych w 2011 r. to: …

Czytaj dalej Najlepsze z obejrzanych w 2011