Filmorys (26)

the_shawshank_redemption-kadr

W minionym roku uprawiałem gatunek mikrorecenzji filmowej (zawsze dokładnie tysiąc znaków!) intensywnie. Przedstawiłem w ten sposób 60 tytułów. Pora na przerwę. Następny Filmorys nastanie nieprędko.

 

Skazani na Shawshank
(The Shawshank Redemption; 1994)

Stephen King nie ma szczęścia do ekranizacji. Jednak może się pochwalić, iż na podstawie właśnie jego minipowieści nakręcono film wszech czasów. „Skazani na Shawshank” są zasłużonym numerem jeden na liście IMDB, choć w roku swojej premiery przegrali walkę o widza i o Oskary z „Pulp Fiction” i „Forrestem Gumpem”.

O wybitności więziennej epopei – wydarzenia rozgrywają się wszak na przestrzeni 20 lat – przesądziło mistrzowskie manewrowanie pośród gatunków. „Skazani…” rozpoczynają się jak dramat sądowy, potem płynnie przechodzą w sensację o brutalnym życiu za kratami. Środkowa część filmu to dobrze rozpisana obyczajówka z frapującymi postaciami. Akt trzeci skręca w kierunku thrillera, a zakończenie proponuje nam jeden z najsłynniejszych happy-endów w historii kina. Poza tym należy zaznaczyć, że reżyser i scenarzysta Frank Darabont wyminął wszystkie warsztatowe pułapki. Nie uświadczymy tu melodramy ani flashbacków, zaś kompozycja finałowej sceny stanowi dowód wielkiego wyczucia rzemiosła.

★★★★★

Czytaj dalej

Reklamy

Filmorys (25)

under_the_sun-kadr

Pod opieką wiecznego słońca
(Under the Sun; 2015)

under_the_sun-plakatW latach trzydziestych w ZSRR też panował zamordyzm, ale ludzie przynajmniej mieli kulturę. Ocenzurowaną, lecz mimo wszystko z humanistycznym ciężarem. W Korei Północnej nie ma nawet tego. Nieprzerwana indoktrynacja pochłania cały czas wolny obywateli.

Tak właśnie twierdzi Witalij Manski, rosyjski dokumentalista, który za zgodą północnokoreańskich władz pojechał z maleńką ekipą kręcić film o roku z życia małej Zin-mi. Wiedział, że przydzielą mu „opiekunów”, wiedział, że Wielki Brat pilnować będzie każdego kadru, ale nie sądził, że reżim zaplanuje jego rękami nakręcić ordynarną propagandówkę. Zdenerwował się i postanowił przechytrzyć partię. Filmował z ukrycia kulisy oficjalnych, zaaranżowanych scen, a potem jego asystentka podmieniała w toalecie karty pamięci.

Na ekranie widzimy więc głównie koszmarnie nudną propagandę – lekcje, wiece, akademie – spod której przeziera groteskowa rzeczywistość 25 milionów ludzi-marionetek. Mocna rzecz, choć mimo wszystko przydałyby się skróty montażowe.

★★★☆☆

Czytaj dalej

Filmorys (24)

dunkirk-kadr

Dunkierka
(Dunkirk; 2017)

Nie wierzyłem w „Dunkierkę”.

dunkirk-posterRaz, że Christopher Nolan od dłuższego czasu obniżał loty. Obawiałem się, że brytyjski reżyser, pomimo mocnych pomysłów i znakomitego warsztatu, nigdy nie osiągnie poziomu bezbłędnego „Prestiżu”. Dwa, że dunkierski epizod wydawał się dość słabym materiałem na opowieść z czasów Drugiej Wojny Światowej. Wojska alianckie stłoczone na francuskiej plaży nie były wszak pod naporem niemieckiej ofensywy. Ot, ewakuowały się po prostu przez Kanał.

Nolan pamięta o faktach, nie nagina historii do swoich potrzeb. Rozwija trzy w zasadzie proste wątki – żołnierz błąkający się po plaży; płynący na odsiecz angielski kuter rybacki; „dogfight” – lecz realizuje je z ogromnym kunsztem audiowizualnym i splata w nieliniowy, diachroniczny sposób. Niewidoczni Niemcy nadają lądowym strzelaninom horrowego posmaku, tykająca muzyka Zimmera odmierza czas, we wspaniałej finałowej scenie Spitfire urasta do rangi symbolu niezachwiannej wojennej odwagi.

Nolan znowu leci wysoko nad chmurami.

★★★★★

Czytaj dalej

Filmorys (23)

it-kadr

To
(It; 2017)

Niestraszny horror i wykastrowana ekranizacja przecenionej powieści Stephena Kinga.

Pierwowzór był zbyt długi, rozwlekły, fabuła wielokrotnie rozsypywała się niczym rozbite lustro na fragmenty będące ni to rozdziałami zwartej narracji, ni to opowiadaniami o upiornym klaunie prześladującym dzieci – ale oryginał manewrował przynajmniej na dwóch planach czasowych i czerpał w kluczowych momentach energię ze swej asynchronicznej kompozycji. Śledziliśmy losy dzieciaków stawiających czoło krwiożerczemu, odwiecznemu Złu, a jednocześnie poznawaliśmy je jako osoby dorosłe. Warstwa psychologiczna pogłębiała się wręcz samodzielnie.

W Hollywood komuś jednak poplątały się baloniki w mózgu. Ja rozumiem, że trudno zamknąć ponad tysiąc stron prozy w dwuipółgodzinnym filmie, lecz rozwiązaniem naprawdę nie jest delegowanie „dorosłej” części do sequela. Co gorsza, reżyser pokazuje strachy bez niedomówień, raz za razem zachłystując się możliwościami komputerowych efektów specjalnych. Nie tędy łódka płynie.

★★★☆☆

it-kadr2

Czytaj dalej

Filmorys (21)

black_pearl

W dzisiejszym Filmorysie aż trzy filmy otrzymały najwyższą możliwą ocenę. Haczyk? Dwa z nich już kiedyś widziałem. Nie ma to jak w pełni satysfakcjonująca powtórka! Mam zresztą taki cichy zamiar: Po skończeniu pięćdziesiątego, ewentualnie sześćdziesiątego roku życia, będę z premedytacją oglądać (prawie) wyłącznie filmy mi znane, „sprzed lat”, takie, o których będę wiedział, że są znakomite. Sentyment połączy się na zawsze z jakością.

Oczywiście, różnie to bywa. Gusta się zmieniają. Niekiedy powtórne seanse rozczarowują. Od takiego przypadku dzisiaj zaczniemy. Zaś na samym końcu znajdziecie omówienie wyjątkowego gniota.

Czytaj dalej

Filmorys (20)

the_king_of_comedy2

Lion: Droga do domu (Lion; 2016)

lion„Lwa” nominowano zasłużenie do Oskara za najlepszy film. Równie zasłużenie nagrody nie otrzymał. W gruncie rzeczy jest to bowiem wyciskacz łez, a produkcjom eksploatującym rzewne fakty po prostu nie przystoi zgarniać najważniejszych laurów. Wartościującego czasownika „eksploatować” użyłem z rozmysłem; paliwo „Liona” stanowi sentymentalizm, dowodem którego są wszystkie te kobiety chlipiące dookoła mnie na sali kinowej.

Na szczęście nie jest to sentymentalizm tani, film zrealizowano ze znawstwem rzemiosła. Najlepiej pod tym względem wypada długi pierwszy akt, w którym obserwujemy, jak mały Saroo (fenomenalna rola siedmioletniego Sunny’ego Pawara) gubi się na drugim końcu Indii. Właściwie cały film mógłby opowiadać o jego powrotnej wędrówce przez subkontynent, jednak prawdziwa historia potoczyła się przecież inaczej.

Dalsza część „Lwa” wypada troszkę gorzej. Za dużo tam rozterek, za mało konsekwentnego grania psychologią. Wzruszający finał zilustrowany piosenką Sii wynagradza niedostatki.

★★★★☆

Czytaj dalej

Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 2

virunga 2

5. Virunga
(2014)

Dawne dziecko-żołnierz, szlachetny belgijski arystokrata, francuska dziennikarka śledcza i prostoduszny opiekun zwierząt łączą siły, by obronić kongijski park narodowy Virunga, ostatnie siedlisko goryli górskich, przed partyzantami, kłusownikami oraz spragnionymi nafty korporacjami. Brzmi jak fabuła nowej powieści Johna Le Carré, ale to tylko — a właściwie aż — głośny film dokumentalny Netfliksu sprzed kilku lat. Pozycja tyleż gorzka, co obowiązkowa.

virunga

Czytaj dalej

Obejrzane w 2016: Rozczarowania, cz. 1

\perverts guide to ideology 2

10. Perwersyjny przewodnik po ideologiach
(The Pervert’s Guide to Ideology; 2012)

Bo Slavoj Žižek się powtarza. Co prawda nie podzielam opinii osób uważających słowackiego filozofa za intelektualnego hochsztaplera. Wprost przeciwnie: jego spostrzeżenia bywają frapujące, tyle że trzeba je najpierw rozpakować. Perwersyjny przewodnik po ideologiach uznałbym za inspirującą filozoficzną pogadankę, gdybym nie obejrzał wcześniejszej Z-Boczonej historii kina. Dwie i pół godziny Žižka analizującego filmy teorią psychoanalizy było w sam raz. Dodatkowe dwie i pół godziny, w których Słowak analizuje teorię psychoanalizy przy pomocy filmów, wywołuje uczucie przesytu. Moje ego powiedziało „Starczy!”, a id poszło na spacer z wyobrażonym psem.

perverts guide to ideology

Czytaj dalej

Obejrzane w 2012: Najlepsze

Po przeglądzie zeszłorocznych filmowych rozczarowań i niespodzianek przyszła nareszcie pora na zestawienie najważniejsze, bo "najlepsze". Znalazły się w nim zaledwie trzy nowości (tj. produkcje z roku 2012 lub końca 2011), ale za to jedna z nich, na przekór powszechnej opinii, zawędrowała bardzo wysoko. Poniższy wpis jest długi, lecz w obawie przed pretensjonalnością nie rozbijałem go na dwie części.

Czytaj dalej

Obejrzane w 2012: Rozczarowania

10. Sherlock Holmes (2009)
Listę największych filmowych rozczarowań minionego roku otwiera film, o którym z góry wiedziałem, że mnie rozczaruje, toteż i zawód był raczej niewielki. Literacki Sherlock Holmes to inspirująca postać, lecz Guy Ritchie nie wykorzystał tkwiącego w niej potencjału. Ekranowej charyzmie Roberta Downeya Jra nie mam nic do zarzucenia, ale kolorowy i dynamicznie zmontowany Londyn, do którego wrzucono nową inkarnację najsłynniejszego detektywa na świecie, zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. Czekam zatem dalej na wiktoriański odpowiednik Siedem z Holmesem i Watsonem zamiast Somerseta i Millsa.

Czytaj dalej