Kabel od internetu (18)

kabel_od_internetu2

1. Boi się podróżować w realu, ponieważ cierpi na agorafobię. Wędruje więc przez Google Street View i robi zdjęcia – screenshoty – fotogenicznym lokacjom. Brzmi jak głupotka, ale zajrzyjcie koniecznie, bo te kadry mają niezaprzeczalny urok i charakter. Przede wszystkim: są bardzo spójne stylistycznie.

2. Filmowy pixel art. Gustavo Viselner wydestylował retro!

3. Niziurski, Nienacki, Bahdaj i Ożogowska stanowią dla mnie żelazny kwartet polskiej literatury dziecięcej i młodzieżowej. Jednak przecież książki tego typu pisali nie tylko oniflaga_polska

4. Kolekcja klasycznych obrazów i rycin o tematyce biblijnej. Bardzo chciałbym wejść kiedyś w posiadanie tak ilustrowanej Biblii.

5. Porządny blog podróżniczy. „Porządny”, to znaczy z dobrymi zdjęciami i poczytnymi opisami – wielu travel-blogerów albo nie posiada zmysłu migawkowego, albo kleci niechlujne akapity. Dawid Białowąs radzi sobie zaś i z tym, i z tym. Polecam na początek jego niedawny wpis poświęcony industrialnej, wschodniej stronie Ukrainyflaga_polska

6. Odkryłem fenomenalny kanał na YouTubie o matematyce, ulokowany gdzieś pomiędzy przemyślaną popularyzacją i krótkimi wykładami. Zachwycają precyzyjne, eleganckie animacje. Jeżeli ogarniasz angielski i jeżeli interesujesz się matmą – zajrzyj koniecznie. Ja wsiąkłem. flaga_uk

7. Figury retoryczne to nie tylko anafora, epifora, metafora. To także asfalia (gwarantowanie czegoś własną osobą), horyzm (krótka definicja wyjaśniająca różnice między powiązanymi pojęciami), paronomazja (kalambur), oraz kilkaset innych. Niesamowity zbiórflaga_uk

8. Wiedzieliście, że istnieje Wikipedia sporów? Zbiera „za” i „przeciw” dla przeróżnych zagadnień: zapalnych (globalne ocieplenie), niszowych (podatek od tłustego jedzenia), egzystencjalnych (aborcja) i trywialnych (książki papierowe a elektroniczne). Szkoda, że nie mieliśmy czegoś takiego, gdy za młodu tłukło się w budzie rozprawki. flaga_uk

9. I jeszcze jedna siostra Wikipedii, tym razem poświęcona pseudonauce, antynauce, medycynie alternatywnej, teoriom spiskowym, ufologii i zjawiskom paranormalnym. Omówienia są raczej sceptyczne, ale niepozbawione humoru. Szkoda, że nie mieliśmy czegoś takiego, gdy za młodu po uszy siedzieliśmy w Z Archiwum Xflaga_uk

10. Zrób sobie hałas. Na przykład deszcz pukający o namiot. Albo zawodzenie zorzy polarnej. Albo spacer po skrzypiącym śniegu. Albo stukot kół pociągu. Bo czasami cisza to za mało, ale muzyka to już za dużo.

pixelart-leon.png

Nowej notki na razie nie będzie (13)

nowej_notki_na_razie_nie_bedzie_8

1. Cezary Krysztopa, prawicowy rysownik satyryczny, wygląda jak syn Bogusława Lindy i Cezarego Pazury.

2. Znakomite motto dla wszystkich polemistów, nie tylko w erze dyskusji na buniu: „Niech twoje poglądy będą skrajne, ale starannie uzasadnione. Bądź zawsze gotów na ich zmianę, jeżeli tylko ktoś przedstawi solidne kontrargumenty.” Niestałe skrajne poglądy są bez wątpienia ciekawsze od poglądów letnich, lecz tożsamościowo niewzruszonych.

3. Niedawno kilka razy przytrafiło mi się coś takiego, że szedłem sobie chodnikiem, z naprzeciwka nadchodziła inna osoba, z oddali wydawało mi się, że jej twarz jest znajoma, ale z bliska – już taka nie była. Dziwne wrażenie. Rysy twarzy wydawały się wręcz morfować na moich oczach. Czy tak właśnie wygląda życie z prozopagnozją? Pewnie nie. Dla prozopagnostyków każda twarz wygląda tak samo.

4. „Zasadzał się on [pomysł] na tym, by obszar KL Auschwitz-Birkenau z przyległościami przekazać Niemcom na wieczność jako niepodzielne ich dziedzictwo, pomnik ich kultury, techniki, obyczaju, militarna zdobycz w skali tysiącleci.” To Marian Pilot. No ale coś za coś. Po Drugiej Wojnie Światowej należało wysiedlić wszystkich Niemców z Badenii-Wirtembergii i oddać kraj w wieczne posiadanie Żydom. Alternatywny Izrael na terenie Europy? Ciekawe, jak wskutek takiego zabiegu potoczyłaby się historia naszego kontynentu i reszty świata.

5. Muhammad Ali był największy. Umiał fruwać jak motyl, umiał żądlić jak pszczoła, ręka wroga nie trafi, jeśli oko ujrzeć nie zdoła.


6. Wyższą odmianą zwrotu akcji jest zwrot gatunku. Czytasz sobie książkę lub oglądasz film. Wydaje ci się, że rozpoznałeś już schemat gatunkowy. Wtem okazuje się, że kryminał przeistacza się w dramat (Gdzie jesteś, Amando) albo thriller w horror (Drabina Jakubowa). To najfajniejsza niespodzianka, jaką mogą zgotować nam powieściopisarze, reżyserzy i scenarzyści, choć oczywiście czytelnicy / widzowie o ograniczonych horyzontach estetyczno-intelektualnych na taki manewr zareagują z obrzydzeniem. Uwaga: zwrotu gatunku nie należy mylić z nieokreślonością gatunkową, czyli sytuacją, gdy twórcy świadomie mieszają ze sobą kilka schematów (The Host: Potwór, Atak na posterunek 13).

Oglądałbym

Jestem człowiekiem prostych marzeń. Marzy mi się na przykład telewizyjna debata z udziałem największych „inteligentnych pieniaczy” polskiej sceny publicystyczno-politycznej. Pod pojęciem „inteligentnego pieniacza” rozumiem osobę posiadającą wyraziste poglądy i gotową do ich zaciekłej obrony bez poszanowania zasad kulturalnej dyskusji na argumenty.

Dziennikarze ze zrozumiałych powodów boją się zapraszać krzykaczy do studia en masse. Jednak tak jak miłośnicy boksu gotowi są siedzieć do późna w nocy, by na HBO obejrzeć mistrzostwa wagi ciężkiej, tak ja z chęcią zapłaciłbym nawet stówę, by w jakimś infotainmentowym systemie pay-per-view obejrzeć dwugodzinną pogadankę na żywo z udziałem Stefana Niesiołowskiego, Kazimiery Szczuki, Janusza Korwin-Mikkego, Wojciecha Cejrowskiego, Joanny Seneszyn oraz Jacka Kurskiego. Tematy? Och, nic wyszukanego, na przykład podatki, aborcja i konkordat. Poszczególne tematy anonsuje z telebimu prof. Bogusław Wolniewicz, a debatę moderują Monika Olejnik i Mariusz Max Kolonko.

debata

Płaciłbym, wymagałbym. Dyskusję winna poprzedzać dynamiczna czołówka a’la Drużyna A przedstawiająca rozmówców przy pomocy krótkich ujęć, albo archiwalnych, albo zainscenizowanych: Cejrowski ucieka boso przed toczącą się kulą cywilizacji śmierci (zainscenizowane). Szczuka bije po mordzie męskie szowinistyczne świnie (archiwalne). Korwin masakruje lewaków w auli, na ulicy, na plaży (zainscenizowane). Niesiołowski łapie motyle na łączce, je szczaw z nasypu, za chwilę sanitariusze krępują go kaftanem bezpieczeństwa, a potem Platforma odbija Bestię z zakładu psychiatrycznego (archiwalne). Na Seneszyn i Kurskiego nie mam pomysłów.

Ktoś nie wierzy, że taka debata doskonale by się sprzedała?

–– notkę wsparli swoimi sugestiami MZ i AS – dzięki!

Dyskusja literacka: „Dżuma” (Albert Camus)

Dyskutują: Stanisław Krawczyk i Borys Jagielski

Nawet jeśli afirmujemy problematyczny podział literatury na "popularną" i "wysoką", natychmiast trzeba zaznaczyć, że również i ta druga służy do czytania "dla przyjemności". Z tego oczywistego spostrzeżenia płynie mniej oczywisty wniosek — o literaturze wysokiej wolno dyskutować z punktu widzenia zwykłego czytelnika. Zwykłego, a więc takiego, którego bardziej interesuje, czy dany tytuł dobrze się czytało, aniżeli jaką teorię literatury najlepiej ilustruje, jak wpisuje się w swoją epokę i jaki jest jego stosunek do innych kanonicznych dzieł. Bo przecież "wysoka" literatura posiada także wymiar beletrystyczny. A beletrystykę ocenia się pod kątem pomysłu, fabuł, przekonywających postaci, zapadających w pamięci scen, tempa, klimatu, zwrotów akcji, dialogów, stylu. Podchodzenie na kolanach nie jest wymagane. Oczywiście, wielka literatura nie staje się wielką bez powodu, i zalety z reguły będą przewyższały wady. Mimo wszystko jednak, jeśli coś nam się nie spodoba, można śmiało wytknąć to palcem bez oglądania się na rzesze zawodowych krytyków. I odwrotnie: chwalić też zawsze należy po swojemu. W końcu każdy z nas szuka w literaturze czegoś innego.

Rozmawiamy o książkach. Tych głównonurtowych, tych kanonicznych, tych głośnych, tych uznanych, i to wcale niekoniecznie z ostatniego półwiecza. Rozmawiamy na luzie, choć czasem pozwalamy sobie również popaść w bardziej zaawansowany dyskurs.

Tego rodzaju dyskusje o wytworach kultury najlepiej czyta się po uprzednim zapoznaniu się z danym utworem. Zdajemy sobie zatem sprawę, że nasze wymiany poglądów są adresowane przede wszystkim do osób, które daną książkę znają i mogą skonfrontować swoje opinie z naszymi. Niemniej nie musi to wcale oznaczać, że nigdy nie zdołamy nikogo skłonić do sięgnięcia po pisarza z przysłowiowej górnej półki. Im więcej takich zachęconych, tym lepiej.

STASZEK: Chyba pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy podczas lektury, było pierwsze dwadzieścia stron. Gdyby to sprowadzić do poziomu samych zdarzeń, mielibyśmy do czynienia z iście beletrystyczną konwencją fabularną: protagonista utworu odnajduje martwego szczura, potem pojawiają się następne, w kolejnych dniach ich liczba idzie w setki, później w tysiące. W końcu epidemia wśród zwierząt gwałtownie ustaje, ale tylko po to, aby za cel obrać sobie ludzi. Potem jednak narrator w kilku miejscach odchodzi od takiego sposobu opowiadania, zatrzymując się czasami na opisach, a co ważniejsze — na dialogach i przemyśleniach postaci. Bardziej od przyrody interesują go przy tym ludzie i ich dzieła. "Dżuma" odchodzi zatem od typowych struktur literatury popularnej a spowolnienia akcji pozwalają pogłębić tło zdarzeń, ba! — wysunąć je nawet na pierwszy plan.

Tyle tytułem wstępu. Od razu powiem, że powieść Camusa czytało mi się nieźle, choć kontrast między momentami "beletrystycznymi" a retardacjami był dość znaczny i niekiedy nieco przeszkadzał. A jak u ciebie?

BORYS: Anegdota głosi, że pewien uczeń, zapytany, o czym tak właściwie jest "Dżuma", odpowiedział: "to książka o problemach służby zdrowia w czasie epidemii". Zakładając, że anegdota jest prawdziwa — w końcu kroniki szkolne notują nie takie kwiatki — i zakładając, że rzeczony uczeń spróbował być złośliwy, muszę powiedzieć, że doskonale go rozumiem. Tylko że ja powiedziałbym nie "książka", a "kiepska książka"…

Tak jak i ty od razu więc określę swoje stanowisko: Mnie powieść Camusa się nie podobała, ani jako dzieło beletrystyczne, ani jako metaforyczne. Owszem, pierwsze dwadzieścia stron było fajne i pozytywnie kojarzyło mi się z "Epidemią" bądź "Bastionem". Autorowi nieźle udało się sportretować przysłowiową ciszę przed burzą; wiszące nad miastem zagrożenie pomorem, którego my jako czytelnicy jesteśmy świadomi, ale o którym mieszkańcy Oranu niczego nie wiedzą. Niestety, według mnie to pierwsza i ostatnia zaleta "Dżumy", bo potem warstwa beletrystyczna wyparowuje i zamienia się w metaforę. Oczywiście, niczego innego się nie spodziewałem, wiedziałem przecież, że nie trzymam w ręku thrillera medycznego. Rzecz w tym, że owa Camusowa metafora ani trochę do mnie nie przemówiła. …

Czytaj dalej Dyskusja literacka: „Dżuma” (Albert Camus)

Dyskusja literacka: „Zamek” (Franz Kafka)

Dyskutują: Stanisław Krawczyk i Borys Jagielski

Nawet jeśli afirmujemy problematyczny podział literatury na "popularną" i "wysoką", natychmiast trzeba zaznaczyć, że również i ta druga służy do czytania "dla przyjemności". Z tego oczywistego spostrzeżenia płynie mniej oczywisty wniosek — o literaturze wysokiej wolno dyskutować z punktu widzenia zwykłego czytelnika. Zwykłego, a więc takiego, którego bardziej interesuje, czy dany tytuł dobrze się czytało, aniżeli jaką teorię literatury najlepiej ilustruje, jak wpisuje się w swoją epokę i jaki jest jego stosunek do innych kanonicznych dzieł. Bo przecież "wysoka" literatura posiada także wymiar beletrystyczny. A beletrystykę ocenia się pod kątem pomysłu, fabuł, przekonywających postaci, zapadających w pamięci scen, tempa, klimatu, zwrotów akcji, dialogów, stylu. Podchodzenie na kolanach nie jest wymagane. Oczywiście, wielka literatura nie staje się wielką bez powodu, i zalety z reguły będą przewyższały wady. Mimo wszystko jednak, jeśli coś nam się nie spodoba, można śmiało wytknąć to palcem bez oglądania się na rzesze zawodowych krytyków. I odwrotnie: chwalić też zawsze należy po swojemu. W końcu każdy z nas szuka w literaturze czegoś innego.

Rozmawiamy o książkach. Tych głównonurtowych, tych kanonicznych, tych głośnych, tych uznanych, i to wcale niekoniecznie z ostatniego półwiecza. Rozmawiamy na luzie, choć czasem pozwalamy sobie również popaść w bardziej zaawansowany dyskurs.

Tego rodzaju dyskusje o wytworach kultury najlepiej czyta się po uprzednim zapoznaniu się z danym utworem. Zdajemy sobie zatem sprawę, że nasze wymiany poglądów są adresowane przede wszystkim do osób, które daną książkę znają i mogą skonfrontować swoje opinie z naszymi. Niemniej nie musi to wcale oznaczać, że nigdy nie zdołamy nikogo skłonić do sięgnięcia po pisarza z przysłowiowej górnej półki. Im więcej takich zachęconych, tym lepiej.

BORYS: Nie mam pojęcia, do jakich to interesujących konkluzji dojdziemy w naszej dyskusji, ale jedno nie ulega wątpliwości — "Zamek" Kafki to przede wszystkim powieść. A powieści służą w pierwszej kolejności do czytania; za analizę treści i poszukiwanie głębszych znaczeń należy brać się potem. Jaka jest więc Twoja ocena "Zamku" jako beletrystyki? Jak Ci się go czytało? Ja nie ukrywam, że nie jest to książka, którą bezwarunkowo bym komuś polecił, ale z drugiej strony na pewno nie będę też źle wspominał czasu spędzonego przy lekturze. "Zamek" po kilkudziesięciu stronach wciągnął mnie bowiem swoim klimatem, tak gęstym, że można by go kroić przysłowiowym nożem. Szkoda jednak, że budowa owej nastrojowości odbyła się kosztem fabuły. "Proces" w porównaniu z "Zamkiem" jawi się niczym trzymający w napięciu kryminał. Nie trzeba być złośliwym, by stwierdzić, iż w "Zamku" nie dzieje się niemalże nic. Ot, główny bohater, K., snuje się po wiosce położonej pod tytułowym zamkiem i toczy długie, rozwlekłe rozmowy z różnymi ludźmi.

STASZEK: Nastrój jest rzeczywiście bardzo gęsty. Niepowtarzalną atmosferę powieści tworzą rozważania K. na temat stosunków panujących w wiosce i na zamku i długie, długie monologi bohaterów niezależnych… przepraszam, drugoplanowych. Jest taki moment w książce, kiedy K. wysłuchuje trwającego chyba kilkadziesiąt stron opowiadania o rodzinie Barnabasa. Co jednak ciekawe, akurat ten ostatni monolog (bo trudno to nazwać rozmową) bardzo dobrze mi się czytało. Może dlatego, że paradoksalnie w nim właśnie całkiem sporo się dzieje… Ale dość o tym, nie możemy za dużo zdradzać.

Czytało się nieźle. Co więcej: pamiętasz pewnie naszą dyskusję sprzed lat o "Nowym wspaniałym świecie" Huxleya. Tam narzekaliśmy, że w książce mogłoby się dziać o wiele więcej i wcale nie zmieniłoby to jej charakteru. Tu zaś inaczej: gdyby wypadki toczyły się szybciej, sądzę, że Kafce nie udałoby się stworzyć tak niezwykłego, miejscami wprost przytłaczającego klimatu. …

Czytaj dalej Dyskusja literacka: „Zamek” (Franz Kafka)

Dyskusja o „Władcy Pierścieni”

W marcu 2005 r., na łamach internetowego magazynu Inkluz, dyskutowałem ze Staszkiem o Nowym wspaniałym świecie Aldousa Huxleya. Dyskusja owa miała być pierwszą w cyklu rozmów o znanych książkach fantastycznych. W następnej kolejności zabraliśmy się za samego Władcę Pierścieni, ale zabrakło nam wytrwałości, a niedługo potem Inkluz zamknął swe podwoje. Dyskusja, niedokończona, choć całkiem wyczerpująca, przeleżała długie lata na twardym dysku Staszka (ja w międzyczasie zaliczyłem kilka formatów, lecz w końcu zdecydowaliśmy, że powinna ujrzeć światło wirtualne. Nie próbowaliśmy kończyć jej „na siłę”, bo w zasadzie wszystko, co było do powiedzenia, zostało powiedziane. Dyskusja ukazuje się jednocześnie na obu naszych blogach. Przeczytajcie ją najlepiej u tego, do kogo wklikacie się najpierw… a potem zajrzyjcie do drugiego rozmówcy w poszukiwaniu dodatkowych komentarzy.

Miłej lektury! I uwaga, tekst jest długi, najdłuższy chyba ze wszystkich, które ukazały się dotąd na naszych blogach. Mamy jednak nadzieję, że i tak ciekawy.

Czytaj dalej Dyskusja o „Władcy Pierścieni”