Tańczę boso

baahubali02

Wiesz, że oglądasz indyjską superprodukcję fantasy, gdy:

• Główny bohater wieńczy wykonanie swego pierwszego miniquestu dwuminutowym, triumfalnym tańcem na bosaka na skąpanych wodospadem skałach.

• Seksapil kochanki bohatera podkreślany jest częstymi zbliżeniami na jej pobielony (komputerowo bądź też chemicznie) brzuch.

• Mężczyźni często podkręcają z sardonicznym uśmiechem wąsa.

baahubali01

• Bohaterowie porozumiewają się w języku, z którego nie rozumiesz ni sylaby. Nie pomagają koszmarnie koślawe angielskie napisy, które sprawiają wrażenie tłumaczonych z hinduskiego na angielski poprzez japoński, arabski i keczua. Za każdą iteracją – przez automat.

• Tytuł filmu pojawia się znienacka na ekranie po prawie godzinie seansu. Orientujesz się, że to, co obejrzałeś do tej pory, było jedynie „skromnym” prologiem.

• Po kolejnej godzinie przychodzi nieoczekiwanie pora na Bardzo Długi Flashback. Narracja cofa się do czasów dziadka głównego bohatera… i pozostaje w tamtej epoce prawie do napisów końcowych. Jak słusznie zauważył Seji, który film mi polecił: „Background musi być!”.

• Ostatnie pół godziny to zrealizowana z rozmachem bitwa tocząca się między CHEK-ami (Cywilizowanymi Hindusami Epoki Klasycznej) a PCzOD-ami (Prawie Czornymi Orkopodobnymi Dzikusami). Efekty komputerowe są momentami siermiężne – bollywoodzcy eksperci najwyraźniej nie opanowali jeszcze warstw – ale pomysły scenarzystów sprawiają kilkukrotnie miłą niespodziankę. Gigantyczna, pokryta łatwopalną substancją karmazynowa płachta spada na PCZoD-y na krótko przed wystrzeleniem w ich kierunku pojedynczej płonącej strzały. Czteronożowa młóckarnia podłączona do CHEK-owskiego rydwanu robi sieczkę z wrażych zastępów. „Zły porucznik” przywalany jest podczas walki trupami przez supersilnego protagonistę.

• Blisko finału odkrywasz, że bohater wcale nie posiadł magicznej umiejętności rozdwajania się. Ich jest dwóch! – dwóch łudząco podobnych do siebie książąt-braci – a twój nieogar wyniknął z punktu czwartego.

• Po prawie trzech godzinach film urywa się cliffhangerem. Okazuje się, że to dopiero pierwsza połowa. Na sequel musimy zaczekać dwa lata.

Jakkolwiek prześmiewczo nie brzmiałyby powyższe punkty, film Baahubali polecam wszystkim miłośnikom widowisk tego typu. Ogląda się nader przyjemnie, a ponieważ wyprodukowała go kultura inna niż zachodnia, jest z naszego punktu widzenia szalenie oryginalny. Powstał w 2015 r., druga część ma swoją premierę właśnie teraz. Zbroić się w cierpliwość w gruncie rzeczy nie potrzeba.

baahubali03

Reklamy

Przeczytane w 2016

przeczytane_w_2017

Rok 2016 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na papierze i w Kindlu zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne wydarzenia. Moje czytelnicze statystyki groźnie zaszumiały, zafalowały, spieniły się sprzecznościami, a z zielonego kajetu, w którym skrzętnie zapisuję tytuły lektur, powyłaziły cudaczne bałwany wykrzywiając niemiłosiernie czytelnicze trendy i stawiając pod znakiem zapytania książkową przyszłość. No dobra, troszkę przesadzam. Ale:

Czytaj dalej Przeczytane w 2016

Niewysłowione okrucieństwo Panisa

Miecz Prawdy (Sword of Truth) Terry'ego Goodkinda jest jednym z fielkich cykli fantasy dwóch ostatnich dekad. Licząca jedenaście tomów epicka opowieść rozpoczęta została Pierwszym prawem magii (Wizard's First Rule) w 1994 r., a zakończona Spowiedniczką (Confessor) w 2007 r. Jej bohaterami są leśny dziad przewodnik Richard Cypher, Matka Spowiedniczka Kahlan Amnell i czarodziej Zeddicus Zu'l Zorander. Wspólnymi siłami starają się — jakżeby inaczej — powstrzymać niewyobrażalne zło zagrażające światu. O ile każdy z ośmiu pierwszych tomów cyklu pomyślany został jako poniekąd zamknięta całość, o tyle trzy ostatnie tworzą już jeden ciąg prowadzący do fabularnego zwieńczenia Miecza Prawdy.

Czytaj dalej Niewysłowione okrucieństwo Panisa

Problem z wielkim Dickiem


Powieści Philipa K. Dicka raz za razem wprawiają mnie w konsternację. Z jednej strony wiem przecież, że Dick uchodzi za giganta fantastyki naukowej, a jego twórczość od kilku dekad cieszy się niesłabnącym mirem. Z tej samej strony na własnej skórze przekonuję się, że powieści pisarza mają czytelnikowi sporo do zaoferowania. Z drugiej strony jednak… z ciężkim sercem przyznaję, że nie czyta mi się ich za dobrze. Klimat? Jest, owszem, zdecydowanie przygnębiający, ale to się wcale na minus nie liczy. Pomysły? Też są, może i nie oszołamiające nowatorstwem, ale z pewnością przyzwoite. Postacie? Lekko surrealistyczne, ale zawsze wyraziste. Fabuła? Hm…

Czytaj dalej Problem z wielkim Dickiem

Filmowe fantasy na jesień ’07


Jutro z roziskrzonym wzrokiem powędruję do kina na 28 tygodni później, najnowszy horror z zombiakami, na który z wytęsknieniem czekałem od mniej więcej kwartału. Dziwnym zrządzeniem losu bowiem film ten trafia do kin, tak norweskich, jak i polskich, aż cztery miesiące po premierze światowej, dosłownie na kilka dni przed wydaniem go na DVD. Jest to tym dziwniejsze, że wyprodukowano go nie w USA, lecz w Europie. Mogłem oczywiście obejrzeć 28 tygodni później dawno temu, jednak remake Świtu żywych trupów pokazał mi dobitnie, że takie filmy chłonie się zdecydowanie lepiej w ciemnym kinie na wielkim ekranie aniżeli w domowym zaciszu w pomniejszonej i wyciszonej wersji. Różnica jest prawdopodobnie jeszcze większa niż w przypadku naszpikowanych efektami specjalnymi blockbusterów.

Dzisiejszą notką poświęcam jednak nie zombie-horrorom, o których pisałem przecież jakiś czas temu, ale dwóm wysokobudżetowym produkcjom fantasy, jakie obejrzeć będziemy mogli jeszcze w tym roku, a o których dużo się nie mówi, chociaż w najgorszym razie dostaniemy podwójną porcję solidnej baśniowej rozrywki, a w najlepszym — dwa majstersztyki.

Czytaj dalej Filmowe fantasy na jesień ’07