Co dali światu Baskowie?

Na przykład jezuitów. Okazuje się, że Ignacy (Iñigo) Loyola był Baskiem urodzonym w Azpeitia.

Polecam dwudziestominutowy filmik o Baskach z niedawno odkrytego kanału „Historia w 5 minut”, na którym kryje się poza tym sporo zajmujących treści. Autorowi chwali się dobra dykcja, zamiłowanie do map i rzetelne przygotowanie materiaów w oparciu o solidne źródła.

Stalin umarł w drugiej o czwartej

Twilight Struggle, wybitna, dwuosobowa gra strategiczna osadzona w realiach Zimnej Wojny, w przemyślny sposób scala z mechaniką najważniejsze wydarzenia epoki. Ich przetasowania czynią z każdej partii absorbującą zabawę w kontrafaktyczną narrację.

Autorzy zrezygnowali jednak z aktywnego zaangażowania w grę postaci przywódców obu bloków. W talii znajduje się karta związana z zabójstwem JFK-a, karty związane ze słynnymi przemówieniami Chruszczowa oraz Reagana, i to chyba tyle.

Musimy więc odpowiedzieć sobie na pewne ważkie pytanie.

Maksymalna długość trwania partii TS-a wynosi 10 rund. Trzy pierwsze trwają po sześć tur, siedem ostatnich po siedem. Łącznie daje to 67 tur. Nie wliczam nagłówkowych otwarć — zakładam, że rozgrywają się niejako w tle głównej chronologii — oraz nie uwzględniam bardzo rzadkiej możliwości przedłużenia niektórych rund o dodatkową turę.

Przyjmijmy, że Zimna Wojna rozpoczęła się w styczniu 1946 r. Jest to data dobra jak każda inna, gdyż historycy nie wyróżnili konkretnego wydarzenia, które dałoby sygnał startowy do powojennych zmagań sowiecko-amerykańskich. Najwcześniejszy godny uwagi fakt odnotowany przez skądinąd poczytne kalendarium na Wikipedii stanowi konferencja jałtańska w lutym 1945 r.

W styczniu 1946 r. wybuchł natomiast na nowo konflikt między chińskimi komunistami i nacjonalistami, a Austrię podzielono na strefy okupacyjne. Zaraz potem, w lutym, Stalin przemówił, że dalsze boje z kapitalizmem i imperializmem są nieuniknione, zaś Kennan wysłał swój słynny Długi Telegram. Niech więc będzie: styczeń ’46.

Liczba miesięcy musi dzielić się przez 67. Najbliżej przełomu 1989/1990 jest zatem sierpień ’90: wybucha Wojna w Zatoce, Estonia i Armenia opuszczają konający ZSRR. Dla potrzeb TS przyjmujemy więc, że Zimna Wojna trwała od stycznia 1946 do sierpnia 1990; 536 miesięcy. Jedna tłajlajtowa tura trwa w takim razie tych miesięcy osiem.

I teraz tak: Stalin umarł w marcu 1953 r., 86 miesięcy po styczniu ’46 tudzież prawie 11 tur po rozpoczęciu Zimnej Wojny. Czyli umiera w trakcie czwartej tury drugiej rundy.

Wcześniej karty destalinizacyjnej używamy tylko na własne ryzyko!

Przeczytane w 2020 (5)

Najbardziej zaskakująca:

Moje najmilsze wspomnienie lekturowe 2020 r.? Proszę bardzo: Kwiecień, środek pierwszego lockdownu. W Norwegii lasów nie zamknięto, toteż wyruszamy na sobotni marsz po podmiejskim borze. Po wielokilometrowym spacerze przychodzi pora na popas nad jeziorem. Rozpalamy grill, jemy obiad. I jeszcze sjesta celem zregenerowania się przed drogą powrotną – chociaż temperatura powietrza nie rozpieszcza.

Wyciągam Kindle’a i otwieram Wieki ciemne. Jestem właśnie w rozdziale o upadku i ruinie Merowingów. Charles Oman nie owija w bawełnę:

Czytaj dalej Przeczytane w 2020 (5)

Przeczytane w 2020 (4)

Najmądrzejsza:

Na temat średniowiecza pokutują dwa potężne mity, które zawładnęły historyczną wyobraźnią milionów skądinąd inteligentnych ludzi.

Mit pierwszy: Średniowiecze było epoką brudną, ciemną, zacofaną, zabobonną, ponurą, groźną, nędzną, fatalną po prostu. To nieprawda – a jeśli chodzi o drugą połowę średniowiecza, okres między wiekiem jedenastym a czternastym, nieprawda rozmyślna czyli kłamstwo. Nienawistni historycy renesansowi i oświeceniowi z wielkim sukcesem utkali wiekom średnim czarny piar, wzmocniony potem przez dziewiętnastowiecznych ateistów walczących.

Czytaj dalej Przeczytane w 2020 (4)

Nie sposób przecenić wpływu, jaki internet wywiera na historiografię. Ten, kto w 2019 r. przymierza się do dyskusji o przeszłości, będzie musiał zrobić to zupełnie inaczej niż dwadzieścia lat wcześniej. Olbrzymia dostępność informacji historycznych online, po które sięgnąć może każdy i wszędzie, całkowicie odmieniła społeczną rolę ludzi i instytucji organizujących kiedyś nasz dostęp do danych (…)

Pomyślcie o internecie jak o przepastnym oceanie pisemnych twierdzeń i wypowiedzi. Nie zarządzają nim żadne tradycyjne struktury wiedzy. Użytkownikami nawigują natomiast nastawione na zysk spółki, którym zależy na maksymalizowaniu zaangażowania bez zważania na koszty. Normy społeczne tego świata są również chaotyczne, ponieważ użytkownikom zezwala się na anonimowość zabezpieczając ich tym spopsobem przed zwyczajowymi towarzyskimi konsekwencjami. Interpretacje nieskończonej wiedzy oceanu rozkwitają niczym algi na powierzchni internetu. Ich przyrostu nie ogranicza ani prawo, ani wstyd, ani „prawda” – czynniki, na których wcześniej mogliśmy polegać podczas pertraktacji w imieniu większego dobra. W tej rzeczywistości [każde kontrowersyjne pojęcie historyczne] jest jak szczątki rozbitej narracji, płynące ku temu kulturowego wirowi, który porusza się najszybciej, zagęszczając i przyspieszając dyskursywne wzburzenia w okolicy.

– Josephine Livingstone (The New Republic, 11/6/2019)

Nowej notki na razie nie będzie (16)

nnnrnb

Czy raczej: „przez jakiś czas nie było”. Ale teraz już, jak widać, się pojawiła. Chociaż następnej przez jakiś czasu znowu może nie być. Nigdy nic nie wiadomo. Zobaczymy.

Bywalcy Blogrysa wiedzą, że zimą i wiosną pisałem nadzwyczaj często. Bodajże na przełomie stycznia i lutego zrobiło się też regularnie. Przez kilka miesięcy nowe notki pojawiały się w każdą środę i niedzielę. Systematyczność napędzał początkowo ich mały zapas. Jednak gdy się wyczerpał, zacząłem robić bokami i w połowie kwietnia odpadłem. Pomyślałem zresztą, że jeżeli odstawię blogowanie, to rozpędzę swój artykuł poświęcony historii amerykańskiego hip-hopu i zdołam napisać parę zaległych recenzji.

Nic takiego się nie zdarzyło.

Czytaj dalej Nowej notki na razie nie będzie (16)

Bézier na peryferiach

krzywe_beziera

Gdy byłem troszkę młodszy i gdy łatwiej było wywrzeć na mnie wpływ, Lord Thomas udzielił mi porady, którą obracam od tamtego czasu w głowie:

— Za każdym razem, gdy chcesz przeczytać książkę, która byłaby stratą czasu — powiedział — pamiętaj, że możesz raczej poświęcić się lekturze, z której dowiesz się czegoś nowego o otaczającym nas świecie.

Potem przez pół godziny utyskiwał nad bezsensem czytania biografii i natrząsał się z frajerów wertujących życie Steve’a Jobsa w nadziei, że sami lada miesiąc też zaczną zarabiać miliony na komputerowej technice. Tak było, Tomek.

Ze wszystkich mądrych książek, które przeczytałem w zeszłym roku, najlepiej wspominam Analizę systemów-światów. Wprowadzenie Immanuela Wallersteina. Srogi tytuł, surowe nazwisko! Analiza… wpasowała się tematem wprost idealnie w moje zaciekawienie historią światową (nie mylić z historią powszechną!1) dopiero co rozbudzone przez Andrew Marra (który co prawda opowiadał o historii powszechnej, nie światowej, ale czynił to w nad wyraz syntetyczny sposób).

Czytaj dalej Bézier na peryferiach

Trzy szybkie spojrzenia na polską transformację

strong

Patrząc na to co wydarzyło się w Polsce po ’89 roku wydaje mi się, że mamy ogromny problem z tym, że jesteśmy polonocentryczni. Zarówno apologeci polskiej transformacji i jej krytycy są tak obezwładnieni polską perspektywą, że (…) historia Polski tego okresu jest kompletnie przeinaczona.

Mamy w historii XX-wiecznej Polski takie momenty, kiedy to co się u nas działo miało oczywisty wymiar oryginalności – klasycznymi przykładami są: Powstanie Warszawskie i szerzej fenomen Armii Krajowej, albo Solidarność, szczególnie rok 1980. Akurat transformacja 1989 roku, podobnie jak chociażby sanacja w latach 20-tych i 30-tych były częścią bardzo szerokiego trendu. I w tym trendzie, jak dobrze się nad tym zastanowić, to faktycznie polska transformacja wyglądała trochę bezalternatywnie. (…)

Można było wykorzystać te trendy lepiej lub gorzej, ale raczej nie wchodziły w grę zupełnie inne rozwiązania. Polska na tym tle nie wypadła źle. Balcerowicz ówczesne trendy i polski potencjał wykorzystał, jeśli porównać z innymi reformatorami, optymalnie. Mamy wokół kraje, którym się mniej powiodło. (…)

Wspomniany przeze mnie polonocentryzm, jeżeli chodzi o pisanie historii – bo w tym sensie tego sformułowania używam – kompletnie nam odbiera zdolność do zbalansowanej oceny tamtego procesu. A w końcu historia jest po to by lepiej rozumieć.

– Paweł Kowal (4/4/2016)

Czytaj dalej Trzy szybkie spojrzenia na polską transformację

Świat według Andrzeja

frederick_dielman-history

inicjalWsiadasz do swojego ulubionego wehikułu czasu, ustawiasz tempomat na tysięczny rok przed Chrystusem, a geolokator na, dajmy na to, ówczesne Chiny. Nie zabawiasz jednak w starożytnym Państwie Środka zbyt długo. Uprowadzasz tylko jakiegoś średnio rozgarniętego, skośnookiego urzędnika i w try miga przywozisz z powrotem do dwa tysiące siedemnastego.

Załóżmy, że znasz jego język. Chcesz pokazać naszą epokę. Zaczynasz od techniki. Wciskasz do ręki smartfona. Próbujesz wytłumaczyć co i jak. Szanse powodzenia? Bliskie zeru. Działanie nowoczesnego telefonu komórkowego opiera się na tylu zaawansowanych koncepcjach – ekran dotykowy, system operacyjny, internet, media społecznościowe, sieć telekomunikacyjna, podzespoły elektroniczne, fale elektromagnetyczne, prąd – że za Chiny ludowe nie dałoby się go wyłuszczyć osobie przednowożytnej. Twój gość jest wstrząśnięty i zmieszany.

Zmieniasz więc temat. Rozmawiacie o polityce. Opowiadasz o skorumpowanym burmistrzu, którego proces toczy się od ponad roku, ale którego nie idzie skazać, bo ma koneksje. Przez twarz gościa przemyka cień uśmiechu. Opowiadasz o Unii Europejskiej, o problemach politycznych związanych ze scaleniem rozległego regionu w jeden pseudopaństwowy organizm, o kosmopolitycznych elitach, którym nie ufają zwykli obywatele. Starożytny Chińczyk uśmiecha się szerzej. Opowiadasz o historii politycznej XX wieku, o zawieruchach, wojnach, ludobójstwach. Twój gość kiwa gorliwie głową, bynajmniej nie dlatego, że rajcują go holokausty. „Tak, tak! Korupcja, nieudolne traktaty, dyktatorzy. U nas też tak jest!”

Jaki wniosek płynie z tego prostego eksperymentu myślowego? W przeciągu minionych tysiącleci – a w zasadzie w przeciągu ostatnich stu-dwustu lat – technika poczyniła postępy tak olbrzymie, że w jej wymiarze naszą cywilizację dzieli od czasów dawniejszych nieprzekraczalna przepaść. Jednakże w sensie politycznym tkwimy wciąż w tym samym miejscu. Chełpimy się demokracją i prawami człowieka, ale ta pierwsza jest wszak wynalazkiem starożytnych Greków, a te drugie istnieją zbyt krótko, by dało się stwierdzić, jaki wpływ będą miały na politykę w perspektywie wieków. Jak dotąd zestaw bolączek ustrojowych nie zmienił się ani na jotę. O polityce pogadałbyś bez problemów i z poddanym Filipa II, i z kupcem z rubieży Cesarstwa Rzymskiego. O używanych samochodach – nie.

Czytaj dalej Świat według Andrzeja

Przeczytane w 2016

przeczytane_w_2017

Rok 2016 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na papierze i w Kindlu zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne wydarzenia. Moje czytelnicze statystyki groźnie zaszumiały, zafalowały, spieniły się sprzecznościami, a z zielonego kajetu, w którym skrzętnie zapisuję tytuły lektur, powyłaziły cudaczne bałwany wykrzywiając niemiłosiernie czytelnicze trendy i stawiając pod znakiem zapytania książkową przyszłość. No dobra, troszkę przesadzam. Ale:

Czytaj dalej Przeczytane w 2016