Filmorys (21)

black_pearl

W dzisiejszym Filmorysie aż trzy filmy otrzymały najwyższą możliwą ocenę. Haczyk? Dwa z nich już kiedyś widziałem. Nie ma to jak w pełni satysfakcjonująca powtórka! Mam zresztą taki cichy zamiar: Po skończeniu pięćdziesiątego, ewentualnie sześćdziesiątego roku życia, będę z premedytacją oglądać (prawie) wyłącznie filmy mi znane, „sprzed lat”, takie, o których będę wiedział, że są znakomite. Sentyment połączy się na zawsze z jakością.

Oczywiście, różnie to bywa. Gusta się zmieniają. Niekiedy powtórne seanse rozczarowują. Od takiego przypadku dzisiaj zaczniemy. Zaś na samym końcu znajdziecie omówienie wyjątkowego gniota.

Czytaj dalej Filmorys (21)

„Uwierz” w Jezusa

W ewangeliach raz za razem czytamy, jak [Jezus] strofuje swych uczniów za brak “wiary” wychwalając zarazem “wiarę” gojów, którzy wydają się rozumieć go lepiej niż rodacy Żydzi. Od błagających o uzdrowienie wymagane jest “uwierzenie” nim dokona się cud, ich modlitwa rozbrzmiewa więc czasami tymi słowy: “Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”. W innych wielkich tradycjach nie odnajdziemy podobnego zaaferowania wiarą. Dlaczego Jezus robił o nią tyle hałasu? Prosta odpowiedź brzmi: W gruncie rzeczy nie robił. Słowo przetłumaczone jako “wiara” (“faith”) w greckim Nowym Testamencie to “pistis” (forma czasownikowa “pisteuo”), co oznacza “zaufanie”, “lojalność”, “zaangażowanie”, “poświęcenie”. Jezus nie chciał, by ludzie “uwierzyli” w jego boskość, gdyż wcale jej sobie nie rościł. Prosił natomiast o oddanie sprawie. Chciał, by uczniowie, którzy zaangażują się w jego misję, oddali cały swój majątek ubogim i nakarmili głodnych, by nie dali się krępować więzami rodzinnymi, by odłożyli na bok dumę, porzucili zadufanie i tytuły, by żyli jak ptaki w powietrzu i lilie na polu, by zaufali Bogu, który jest ich ojcem. Mieli zanosić dobrą nowinę o Królestwie wszystkim mieszkańcom Izraela, nawet prostytutkom i poborcom podatkowym, mieli wieść życie pełne współczucia nie ograniczając swej życzliwości do kręgu osób powszechnie szanowanych i cnotliwych wedle obowiązujących norm. Takie “pistis” mogło przenosić góry i wyzwalać niespodziewany człowieczy potencjał.

Gdy Nowy Testament został przetłumaczony z greki na łacinę przez Św. Hieronima (ok. 342-420) “pistis” zamieniło się w “fides” (“wierność”). “Fides” nie posiadało formy czasownikowej, więc zamiast “pisteuo” Hieronim użył łacińskiego czasownika “credo”, wyrazu wywodzącego się od “cor do” — “daję swoje serce” — nie sięgnął natomiast po “opinor” (“uważam”). Po przetłumaczeniu Biblii na angielski “credo” i “pisteuo” przekształciło się w Biblii Króla Jakuba (1611) w “wierzę” (“I believe”). Jednakże słowo “wierzenie” (“belief”) od tamtego czasu zmieniło swoje znaczenie. W języku średnioangielskim “bileven” oznaczało “cenić”, “szanować”, “być przywiązanym” i było spokrewnione z niemieckim “belieben” (“kochać”), “liebe” (“kochany”) oraz łacińskim “libido”. “Wierzenie” znaczyło więc początkowo “wierność”, “lojalność względem osoby, z którą jest się związanym obietnicą lub obowiązkiem”. Gdy Chaucerowski rycerz prosił wasala o “przyjęcie swej wiary” (“accepte my bileve”) prosił o przyjęcie poddaństwa i lojalności. We “Wszystko dobre, co się dobrze kończy” Szekspira, napisanym prawdopodobnie około roku 1630 i krótko przed wydaniem Biblii Króla Jakuba, młody szlachcic Bertram wzywany jest, by “nie wierzył swej pogardzie” (“believe not thy disdain”) — nie wolno mu lekceważyć nisko urodzonej Heleny i pozwolić, by wzgarda zakorzeniła się w jego sercu. Jednak pod koniec siedemnastego wieku, gdy nasze pojęcie wiedzy się uteoretyczniło, wyraz “wierzę” zaczęto rozumieć jako intelektualną zgodę na jakąś hipotetyczną — i często wątpliwą — propozycję. Naukowcy i filozofowie byli pierwszymi, którzy użyli go w tym znaczeniu, lecz w kontekstach religijnym łacińskie “credo” i angielskie “belief” zachowały swe pierwotne konotacje aż po dziewiętnasty wiek.

— Karen Armstrong, „The Case for God”
Ch. 4: „Faith”
tłumaczenie własne