Dyskusja literacka: „Zamek” (Franz Kafka)

Dyskutują: Stanisław Krawczyk i Borys Jagielski

Nawet jeśli afirmujemy problematyczny podział literatury na "popularną" i "wysoką", natychmiast trzeba zaznaczyć, że również i ta druga służy do czytania "dla przyjemności". Z tego oczywistego spostrzeżenia płynie mniej oczywisty wniosek — o literaturze wysokiej wolno dyskutować z punktu widzenia zwykłego czytelnika. Zwykłego, a więc takiego, którego bardziej interesuje, czy dany tytuł dobrze się czytało, aniżeli jaką teorię literatury najlepiej ilustruje, jak wpisuje się w swoją epokę i jaki jest jego stosunek do innych kanonicznych dzieł. Bo przecież "wysoka" literatura posiada także wymiar beletrystyczny. A beletrystykę ocenia się pod kątem pomysłu, fabuł, przekonywających postaci, zapadających w pamięci scen, tempa, klimatu, zwrotów akcji, dialogów, stylu. Podchodzenie na kolanach nie jest wymagane. Oczywiście, wielka literatura nie staje się wielką bez powodu, i zalety z reguły będą przewyższały wady. Mimo wszystko jednak, jeśli coś nam się nie spodoba, można śmiało wytknąć to palcem bez oglądania się na rzesze zawodowych krytyków. I odwrotnie: chwalić też zawsze należy po swojemu. W końcu każdy z nas szuka w literaturze czegoś innego.

Rozmawiamy o książkach. Tych głównonurtowych, tych kanonicznych, tych głośnych, tych uznanych, i to wcale niekoniecznie z ostatniego półwiecza. Rozmawiamy na luzie, choć czasem pozwalamy sobie również popaść w bardziej zaawansowany dyskurs.

Tego rodzaju dyskusje o wytworach kultury najlepiej czyta się po uprzednim zapoznaniu się z danym utworem. Zdajemy sobie zatem sprawę, że nasze wymiany poglądów są adresowane przede wszystkim do osób, które daną książkę znają i mogą skonfrontować swoje opinie z naszymi. Niemniej nie musi to wcale oznaczać, że nigdy nie zdołamy nikogo skłonić do sięgnięcia po pisarza z przysłowiowej górnej półki. Im więcej takich zachęconych, tym lepiej.

BORYS: Nie mam pojęcia, do jakich to interesujących konkluzji dojdziemy w naszej dyskusji, ale jedno nie ulega wątpliwości — "Zamek" Kafki to przede wszystkim powieść. A powieści służą w pierwszej kolejności do czytania; za analizę treści i poszukiwanie głębszych znaczeń należy brać się potem. Jaka jest więc Twoja ocena "Zamku" jako beletrystyki? Jak Ci się go czytało? Ja nie ukrywam, że nie jest to książka, którą bezwarunkowo bym komuś polecił, ale z drugiej strony na pewno nie będę też źle wspominał czasu spędzonego przy lekturze. "Zamek" po kilkudziesięciu stronach wciągnął mnie bowiem swoim klimatem, tak gęstym, że można by go kroić przysłowiowym nożem. Szkoda jednak, że budowa owej nastrojowości odbyła się kosztem fabuły. "Proces" w porównaniu z "Zamkiem" jawi się niczym trzymający w napięciu kryminał. Nie trzeba być złośliwym, by stwierdzić, iż w "Zamku" nie dzieje się niemalże nic. Ot, główny bohater, K., snuje się po wiosce położonej pod tytułowym zamkiem i toczy długie, rozwlekłe rozmowy z różnymi ludźmi.

STASZEK: Nastrój jest rzeczywiście bardzo gęsty. Niepowtarzalną atmosferę powieści tworzą rozważania K. na temat stosunków panujących w wiosce i na zamku i długie, długie monologi bohaterów niezależnych… przepraszam, drugoplanowych. Jest taki moment w książce, kiedy K. wysłuchuje trwającego chyba kilkadziesiąt stron opowiadania o rodzinie Barnabasa. Co jednak ciekawe, akurat ten ostatni monolog (bo trudno to nazwać rozmową) bardzo dobrze mi się czytało. Może dlatego, że paradoksalnie w nim właśnie całkiem sporo się dzieje… Ale dość o tym, nie możemy za dużo zdradzać.

Czytało się nieźle. Co więcej: pamiętasz pewnie naszą dyskusję sprzed lat o "Nowym wspaniałym świecie" Huxleya. Tam narzekaliśmy, że w książce mogłoby się dziać o wiele więcej i wcale nie zmieniłoby to jej charakteru. Tu zaś inaczej: gdyby wypadki toczyły się szybciej, sądzę, że Kafce nie udałoby się stworzyć tak niezwykłego, miejscami wprost przytłaczającego klimatu. …

Czytaj dalej

Reklamy

Filmorys (6)

Najwyższa pora na kolejny Filmorys, niewykluczone, że ostatni w tym roku. Uwagę zwraca nowa szata (typo)graficzna oraz całkiem wysokie notowania — aż pięć z dziewięciu omawianych dzisiaj tytułów zasłużyło w moim odczuciu na cztery gwiazdki. Niestety, nie ma żadnego must-see… za to jest jedno must-not-see. Zapraszam.

Czytaj dalej