Moje stanowisko w sprawie zjawiska globalnego ocieplenia

Zgadzam się oczywiście, że produkowane przez człowieka gazy, w szczególności dwutlenek węgla, mają wpływ na zjawiska klimatyczne i średnią temperaturę na powierzchni naszego globu. Niemniej:

• Są to zmiany zachodzące powoli, w skali pokoleń, nie dziesięcioleci. Nie wierzę w scenariusz nagłego załamania się klimatu, jaki odmalowano w filmie The Day After Tomorrow (skądinąd obejrzałem go ponownie parę lat temu i wydał się fajniejszy niż wówczas, gdy widziałem go w kinie).

• Ponieważ zmiany te zachodzą powoli, działa tu też skomplikowany system społeczno-kulturowo-technicznego feedbacku. Krótko mówiąc, ludzie będą stopniowo dostosowywać się do zmian, czy to wymyślając odpowiednie rozwiązania, czy też modyfikując swój na klimat wpływ.

• Uważam – bez zgrywy – że większym zagrożeniem dla ludzkości są arsenały jądrowe, pandemie, superburza słoneczna. Znajmy proporcje, szanujmy prawdopodobieństwo, strzeżmy się czarnych łabędzi.

Alfabet włoski

W zeszłoroczne wakacje pojechaliśmy na do Włoch. Wycieczka była intensywna. W ciągu dwóch tygodni odwiedziliśmy — i gruntownie obspacerowaliśmy — aż siedem miejscowości. W italieński but wbiliśmy się od północy (Mediolan), pojechaliśmy nad Adriatyk (Padwa, Wenecja, Vicenza), potem do Toskanii (Florencja), aż w końcu zawitaliśmy do Wiecznego Miasta. Przed odlotem z Rzymu zdążyliśmy jeszcze wyskoczyć na południe i urządziliśmy sobie jednodniowe dolce far niente na sperlondzkiej plaży w połowie drogi między Rzymem a Neapolem.

Alfabetyczna lista włoskich wrażeń oraz obserwacji miała powstać jeszcze we wrześniu. Far d’una mosca un elefante. Przyjmijmy, że zwlekałem z nią tak długo w nadziei, iż publikując notkę dopiero po capo d’anno zdołam zainspirować osoby planujące wakacje w 2017 r. Zdołam? Magari!

alfabet_wloski

Czytaj dalej Alfabet włoski

Nowej notki na razie nie będzie (12)

1. Ujrzawszy w metrze reklamę książki obyczajowej (Ferrante?) zacząłem dumać, czy tomik poezji mógłby stać się bestsellerem na miarę Kodu Leonarda da Vinci albo 50 twarzy Greya. Pytanie brzmi absurdalnie i naiwnie, no ale gdyby tak wydawnictwo ów tomik porządnie wypromowało, podsunęło ludziom pod nos w mediach, rozesłało egzemplarze nawet do blogerów książkowych i recenzentów zazwyczaj nie zajmujących się poezją, zainicjowało cykl rozmów, słowem — gdyby z autentycznym zapałem, pełnym profesjonalizmem i wykorzystaniem narzędzi marketingowych wszelakiej maści spróbowało jakiś zbiór wierszy wylansować? Wierszy, które nie byłyby leśmianowskimi zawijasami ani chirurgicznymi barańczakami, ale nie byłyby też prostackie ani częstochowskie, tylko takie w sam raz, koftowe, osieckie.

Czy istniałaby realna szansa na osiągnięcie czytelniczej masy krytycznej, sytuacji, w której zbiorek sprzedałby się na pniu w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, przez kilka miesięcy byłby na ustach wszystkich jako wydarzenie literackie roku, a autor stałby się z tygodnia na tydzień bogatym człowiekiem? Czy taka sytuacja mogłaby zaistnieć w Polsce? Za granicą? Kod Leonarda da Vinci skanalizował społeczną podejrzliwość wobec kościoła katolickiego, 50 twarzy Greya wydoił ciągoty do BDSM. A czy zręczny poeta wespół z gotowym do podjęcia ryzyka wydawcą potrafiliby zrymować pospolitą chęć powiększenia kapitału kulturowego „szerokiego odbiorcy” z ogromnym sukcesem komercyjnym?

Czytaj dalej Nowej notki na razie nie będzie (12)