Kod pierogowy

Lubię przyrządzać i konsumować pierogi. Niestety, ich przygotowanie – w przeciwieństwie do zjedzenia – zajmuje sporo czasu.

Problemu nie stanowi bynajmniej wyrobienie ciasta, które nie przysparza mi (już nie…) więcej trudności niż ciasto do pizzy. Żmudna część przepisu wiąże się natomiast z wykrawaniem kółek, zalepianiem farszu, i iterowaniem skrawków.

Co prawda sprawdziłem kiedyś na stoperze, że przygotowanie porcji dwudziestu pierogów zajmuje mi równą godzinę – od wyciągnięcia patelni do nałożenia parującego finalnego wyrobu na talerz. To niby nie aż tak długo, jednak spędzam tę godzinę na najwyższych kulinarnych obrotach. A potem czeka mnie jeszcze intensywne zmywanie, no i czyszczenie blatu.

Tymczasem Tomasz Strzelczyk, twórca znakomitego serialu o gotowaniu Oddaszfartucha (najlepszy znany mi tego typu kanał na YouTube), przedstawił niedawno sensacyjne odkrycie: pierogi w wersji rolowanej. Przetestowałem pomysł kilka dni temu. Potrawa rzeczywiście jest wygodniejsza w przygotowaniu. I zgodnie z oczekiwaniami smakuje obłędnie.

Takie podejście do pierogów przypomina swoją drogą beyti, turecki smakołyk pokropiony sosem pomidorowym. Konstantynopolczycy zawijają mięso w lawasz, my w prosty, mączno-jajeczny placek, ale mam wrażenie, że serca obu dań biją blisko siebie. W Oslo pyszne beyti zjeść można w La Villa, niepozornej restauracji na Grønlandzie.

Swoja drogą, noszę się z zamiarem przygotowania przeglądu najciekawszych lokali gastronomicznych w stolicy Norwegii – jednak to temat na inną notkę.

Żurek w Norwegii

Przyrządzenie żurku w Norwegii to niemała sztuka. Po pierwsze, nie kupimy tutaj zakwasu. Tradycyjnych piekarni nie ma w Oslo w ogóle, natomiast w zwyczajnych supermarketach brak zakwasu w butelce jest z reguły najmniejszym z niedostatków. Żurkowej „esencji” nie dostaniemy także w tureckich sklepach, chociaż sprzedają w nich przeróżne egzotyki z batonikami „Prince Polo” włącznie.

Po drugie, na tradycje kiełbasiane Norwegii należy spuścić zasłonę milczenia. Biała kiełbasa jest tutaj towarem nieznanym. Nie można zresztą wiele oczekiwać w tym względzie po kraju, którego język jednym słowem określa „kiełbasę”, „parówka” i „serdla” („pølse”, wym. [pulse]).

Należy więc wziąć sprawy we własne ręce. Zakwas trzeba przyrządzić samemu, a białą kiełbasę – wymyślić od nowa.

Czytaj dalej Żurek w Norwegii

Przepis na ceviche

Już dwukrotnie miałem przyjemność współuczestniczyć w przygotowaniu i konsumpcji wybornej potrawy latynoamerykańskiej zwanej ceviche (cebiche, seviche, sewicze). Wychowanemu na kluskach, barszczu i wieprzowinie Polakowi pierwsze zetknięcie z jej smakiem jawi się iście kolumbowo.

Cóż to takiego, ceviche? Nasza Wikipedia w swoim króciutkim opisie jest niekonsekwentna: najpierw wspomina o „sałatce z owocami morza”, a zaraz potem straszy „surową, posiekaną rybą”. Tymczasem wersję, którą znam ja (choć rzeczywiście istnieje wiele odmian), należałoby określić mianem zupy-chłodnika na kwaśno z krewetkami; krewetkami, podkreślmy, przegotowanymi, których spożycie nie grozi połknięciem ichtiogronkowca. Oto przepis na dwie porcje.

Czytaj dalej Przepis na ceviche