Longplay (5)

longplay

Frank Ocean: Blonde. Awangardowe R&B ze szczyptą psychodeli. Takie albumy obchodzę zwykle szerokim łukiem; niekiedy tylko trącę je ostrożnie kijem, a potem w popłochu uciekam. Jednak Blonde jest absolutnie fascynujący w warstwach muzycznej oraz wokalnej. Za każdym kolejnym razem zyskuje w moich uszach. W zestawieniach najlepszych płyt z 2006 r. trafia zwykle do ściślej czołówki. Zasłużenie.

Czytaj dalej Longplay (5)

Reklamy

Czyste brzegi

Najlepsze filmy kręcono w latach dziewięćdziesiątych. Jestem święcie przekonany o prawdziwości tej tezy i wiem, że owo przekonanie podziela reszta mojego rocznika oraz wiele roczników sąsiednich. Zarazem jest to oczywiście pogląd niemożliwy do obiektywnej obrony. Jeżeli dorastałeś w latach dziewięćdziesiątych, to siłą rzeczy odkrywałeś podówczas kino, więc filmy z tamtej dekady ukształtowały twój gust. Ale inne pokolenia wskażą inne złote okresy.

Pod rzeczową rozwagę da się prędzej poddać tezę pokrewną: filmy kręcone w latach dziewięćdziesiątych posiadały swój specyficzny styl. Wyewoluował on płynnie ze stylu lat osiemdziesiątych, ale przeobrażenie, jakie dokonało się w roku milenijnym, było już o wiele gwałtowniejsze. W roku 1989 swoje premiery miały na przykład Indiana Jones i ostatnia krucjata, Batman Tima Burtona i Stowarzyszenie umarłych poetów, a w 1991 – drugi Terminator, Robin Hood z Kevinem Costnerem oraz JFK. Przywołajcie powyższe produkcje pamięcią i porównajcie ich estetykę. Niewielka różnica, prawda? A teraz zerknijmy na drugi kraniec dekady. W 1999 r.: Szósty zmysł, Matrix, American Beauty, Zielona Mila. Rok 2001: pierwszy Harry Potter, pierwszy Władca Pierścieni, Ocean’s Eleven, Amelia. Dwie różne epoki.

Czytaj dalej Czyste brzegi