Tagged: lata 90. Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • Borys 16:00 on 13/07/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: lata 90.   

    Pachnie „Teen Spiritem” 

    30kwintali

    (tl;dr: Link do playlisty tutaj)

    Usiadłem, żeby napisać muzyczny list miłosny do lat 90. Przejrzałem notatki i zabrałem się za układanie mixtape’u spod znaku nieśmiertelnych najntisów. Przypomniawszy sobie nagle o Blogrysie pomyślałem, że mogę przecież podzielić się składanką z innymi. Ale zestawień typu „Najlepsze piosenki dekady” jest w internecie bez liku. Żeby wysforować się choć troszkę, przykroiłem swoją plejlistę nożyczkami metodologicznymi, tak jak zrobiłem to niegdyś tworząc ranking coverów.

    • Lata 90. zaczynają się u mnie w 1990 a kończą w 1999. Na razie bez innowacji.

    • I pierwsza innowacja: Każdy wykonawca może pojawić się tylko raz. Wybacz, Michael. Zasada ta obowiązuje także wtedy, jeżeli komuś zdarza się śpiewać czasem solowo, czasem w grupie. Wybacz, Phil.

    • Z każdego roku wziąłem pięć zachodnich (czyli przeważnie anglosaskich, choć trzech Włochów – zgadniecie, którzy to? – też się załapało) przebojów. Dorzuciłem 15 utworów polskich z całej dekady. Docisnąłem pięcioma zachodnimi kawałkami, dla których zabrakło miejsca w pierwszym etapie selekcji. Razem 70 kawałków.

    • Decyduje wcześniejsza data premiery – singla lub albumu. Zadałem sobie odrobinę trudu i dość dokładnie te roczniki posprawdzałem.

    • Do zestawienia nie trafiły The Sweetest Thing U2 oraz You’re My Heart, You’re My Soul Modern Talking, które uwielbiam, ale które są w gruncie rzeczy piosenkami z pierwszej połowy lat 80., tyle że pod koniec lat 90. wydano je z pompą i sukcesem ponownie.

    • W mixtapie nie ma przebojów, które nagrano na potrzeby soundtracków lub które trafiły do (głośnych) filmów w roku swojej premiery. W przedbiegach odpadły więc I Will Always Love You Whitney Houston, Streets of Philadelphia Bruce’a Springsteena, Gangsta’s Paradise Coolio, I Don’t Wanna Miss a Thing Aerosmith, My Heart Will Go On Celine Dion, Iris Goo Goo Dolls, Golden Eye Tiny Turner, Everything I Do (I Do It For You) oraz Have You Ever Really Loved A Woman? Bryana Adamsa (szczególnie tej ostatniej mi żal).

    • Ograniczam eurodance i disco, ale ich nie rugam.

    • Queen musi być reprezentowany przez coś innego niż Bohemian Rhapsody (1992), bo to wszak przebój ponadczasowy.

    • Składanka jest subiektywna, podstemplowana moim gustem i napędzana moim sentymentem. Trafiły tutaj piosenki, które lubię i które kojarzą mi się z latami dziewięćdziesiątymi najmocniej. Niby oczywista sprawa… lecz w zestawieniu nie znajdziecie m.in. Nothing Compares 2 U Sinéad O’Connor (szanuję, ale zbyt ckliwe), Ironic Alanis Morissette (nigdy mi do końca nie przypadło), Bitter Sweet Symphony The Verve (supercharakterystyczne, owszem, ale przegrało z innymi kawałkami), Freestyler Bomfunk MC’s (nie znosiłem i nie znoszę! schowajcie kosy! na szczęście to sama końcówka dekady, więc wybaczenie przyjdzie łatwo…), ani tytułowego (mowa o tytule notki) Smells Like Teen Spirit Nirvany (kiedyś uwielbiałem, potem mi się przejadło).

    • Z drugiej strony wszystkie pozycje na liście (bez wyjątku) są utworami powszechnie znanymi. Nie trafiła tu zatem żadna Shawawa z albumu Hopsum-dyrdum grupy Blak Blak People tylko dlatego, że słyszałem ją często w dziewięćdziesiątym szóstym na wakacjach w Pcimiu Środkowym, i teraz wybornie mi się kojarzy.

    • Zawsze myślałem, że tytułowy „teen spirit” to „gorzałka dla szczyli”, czyli jakaś odmiana taniego likieru. Tymczasem okazuje się, że Kurt Cobain śpiewał o dezodorancie dla nastolatek (serio)!

    • Wahając się między utworem skoczniejszym a rzewniejszym, wybierałem skoczniejszy. Kogoś to dziwi? Przepraszam, Axl. Nie lubię deszczu w listopadzie.

    • Nie ma tu w ogóle hip-hopu (nie licząc paru hip-popowych wyjątków), jako że w latach 90. go nie słuchałem.

    • Zabrakło Chłopaków Z Tylnej Ulicy, ale są Pikantne Dziewczyny. Nie wpuściłem za to Britney Spears, zawsze mnie wkurzała.

    • Odkryłem, że Typ niepokorny Stachursky’ego jest coverem. Pierwowzór znalazł się na plejliście.

    • Metodologia przemienia się w wyliczankę ciekawostek, co znaczy, że niezwłocznie trzeba przejść do rzeczy!

    Miłego słuchania. Jeżeli urodziłeś się mniej więcej w połowie lat osiemdziesiątych, na bank poniesie Cię za chwilę fala nostalgii. Jednakże ucieszę się najbardziej, jeśli mixtape przypomni Ci chociaż jeden od dawna nie słyszany szlagier.

    :: YOUTUBE ::
    :: SPOTIFY ::

    (Na dzień dzisiejszy wersja YT jest kompletna; wersja S niestety nie, brakuje czterech polskich piosenek).

    Bonusy:
    25 nieśmiertelnych gwiazd jednego przeboju lat 90.
    30 najwspanialszych teledysków lat 90.
    Zestawienie alternatywne

    Reklamy
     
    • m. 15:13 on 14/07/2018 Bezpośredni odnośnik

      Na początek zobaczyłem listę i myślę, a gdzie jest Freddie Mercury! Potem doczytałem, że każdy tylko raz, licząc wszystkie możliwe zespoły. No i „Mr. Bad Guy” jest z 1985. Ja chyba jestem bardziej ukierunkowany na lata 70-te i 80-te. ;-)
      A sama playlista zacna, rzeczywiście wyciąga z pamięci to co się wtedy często grało w radiu, czy w telewizji.

      A co do Teens Spirit to swego czasu Wojciech Mann miał cykl z tłumaczeniem tekstów piosenek i opisywał właśnie ten fakt:
      http://www.archiwum.wyborcza.pl/Archiwum/1,0,4155920,20040830RP-DGW_D,SMELLS_LIKE_TEEN_SPIRIT,.html – fajne były te artkuły.

  • Borys 20:19 on 25/10/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , lata 90., , , ,   

    Longplay (5) 

    longplay

    Frank Ocean: Blonde. Awangardowe R&B ze szczyptą psychodeli. Takie albumy obchodzę zwykle szerokim łukiem; niekiedy tylko trącę je ostrożnie kijem, a potem w popłochu uciekam. Jednak Blonde jest absolutnie fascynujący w warstwach muzycznej oraz wokalnej. Za każdym kolejnym razem zyskuje w moich uszach. W zestawieniach najlepszych płyt z 2016 r. trafia zwykle do ściślej czołówki. Zasłużenie.

    (More …)

     
  • Borys 19:17 on 30/04/2015 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: lata 90.   

    Czyste brzegi 

    Najlepsze filmy kręcono w latach dziewięćdziesiątych. Jestem święcie przekonany o prawdziwości tej tezy i wiem, że owo przekonanie podziela reszta mojego rocznika oraz wiele roczników sąsiednich. Zarazem jest to oczywiście pogląd niemożliwy do obiektywnej obrony. Jeżeli dorastałeś w latach dziewięćdziesiątych, to siłą rzeczy odkrywałeś podówczas kino, więc filmy z tamtej dekady ukształtowały twój gust. Ale inne pokolenia wskażą inne złote okresy.

    Pod rzeczową rozwagę da się prędzej poddać tezę pokrewną: filmy kręcone w latach dziewięćdziesiątych posiadały swój specyficzny styl. Wyewoluował on płynnie ze stylu lat osiemdziesiątych, ale przeobrażenie, jakie dokonało się w roku milenijnym, było już o wiele gwałtowniejsze. W roku 1989 swoje premiery miały na przykład Indiana Jones i ostatnia krucjata, Batman Tima Burtona i Stowarzyszenie umarłych poetów, a w 1991 – drugi Terminator, Robin Hood z Kevinem Costnerem oraz JFK. Przywołajcie powyższe produkcje pamięcią i porównajcie ich estetykę. Niewielka różnica, prawda? A teraz zerknijmy na drugi kraniec dekady. W 1999 r.: Szósty zmysł, Matrix, American Beauty, Zielona Mila. Rok 2001: pierwszy Harry Potter, pierwszy Władca Pierścieni, Ocean’s Eleven, Amelia. Dwie różne epoki.

    (More …)

     
c
Compose new post
j
Next post/Next comment
k
Previous post/Previous comment
r
Odpowiedz
e
Edycja
o
Show/Hide comments
t
Idź do góry
l
Go to login
h
Show/Hide help
shift + esc
Anuluj