Przeczytane w 2015: Leletrystyka

Z uporem godnym lepszej sprawy będę lansował określenie ukute przeze mnie kilka miesięcy temu. Przypominam: leletrystyka to niebeletrystyka, czyli zbiorcze określenie na książki popularnonaukowe, historyczne, literaturę faktu, wszelką non-fiction, a nawet rozmaite podręczniki i poradniki.

Czytaj dalej Przeczytane w 2015: Leletrystyka

Przeczytane w 2014: Non-fiction

Za każdym razem, gdy przychodzi mi użyć niezgrabnie obcego wyrazu non-fiction, ubolewam, że język polski nie dorobił się zbiorczego określenia na literaturę nie będącą fikcją, dramatem ani poezją. Wspaniały zwrot „literatura faktu”, którego zazdroszczą nam nawet Anglosasi, został zagarnięty sto lat temu przez reportaż i gatunki ościenne. Jaką etykietkę przypiąć więc do wora z biografiami, podręcznikami, literaturą popularnonaukową i popularnohumanistyczną, książkami historycznymi, eseistyką, traktatami, dziennikami, poradnikami i wspomnianymi reportażami? Niemcy wychwalają swoją Sachlitteratur, Norwegowie posługują się sprytną wariacją sakprosa, Anglicy i Amerykanie mają rzeczowe non-fiction, a my tylko potworka o nazwie „niebeletrystyka”.

Najwyższa pora wylansować jakieś rozwiązanie. Przeciwieństwem płci pięknej jest płeć brzydka; może więc naprzeciw beletrystyki postawić leletrystykę?

Oto pięć wartych uwagi książek leletrystycznych przeczytanych przeze mnie w poprzednim roku.

Czytaj dalej Przeczytane w 2014: Non-fiction

Najlepsze z przeczytanych w 2013: Niefikcja

W minionym roku zdołałem przeczytać 62 książki. Wynik okazał się rekordowy. U schyłku roku wywindowała go niespodziewanie lektura dziewiętnastowiecznych nowel, z którymi nie zdążyłem zetknąć się w polskiej szkole. Skoro jednak osiemsetstronicowa antologia antropologiczna liczy się w statystykach czytelniczych za jedną książkę, tak samo potraktować trzeba cieniutkiego Sachema Sienkiewicza.

Drugi rekord związany jest z ebookami, których przeczytałem aż trzynaście. Ma to oczywiście bezpośredni związek ze styczniowym zakupem Kindle’a. Przeczytanych ebooków byłoby zresztą dużo więcej, gdyby Kindle nie służył mi przede wszystkim do lektury czasopism i dłuższych artykułów z Internetu.

Po raz pierwszy od pięciu lat przeczytałem zdecydowanie więcej beletrystyki niż szeroko pojętej literatury faktu. O dominacji fikcji zdecydowały po części wspomniane nowele, a po części… komiksy, których przerobiłem aż kilkanaście. Odświeżyłem sobie Asteriksy (nieco zdziecinniały), przeczytałem From Hell (recenzja), dwa pierwsze tomy antologii 100 Bullets (fantastyczna kreska, świetne dialogi, średnia fabuła), pierwszego Kick-Assa (film lepszy) oraz Tekkonkinkreet (inteligentna rzecz, ale nie do końca w moim guście).

Nowele, ebooki i komiksy były więc u mnie na fali wznoszącej. Kosztem czego? Ano, fantastyki. W 2013 r. nie sięgnąłem ani razu po fantasy (nie licząc pewnej słabej antologii), a większość (tzn. dwie z trzech) przeczytanych książek SF okazała się słaba. Dobre imię gatunku uratował horror. Tytuł zdradzę następnym razem, bowiem wpierw chciałbym wspomnieć trzy świetne książki niebeletrystyczne przeczytane w ubiegłym roku. Wszystkie polskie. Pierwsza pozwoliła mi inaczej spojrzeć na pewną znaną postać (wielu powie: indywiduum), druga przyrządziła na moich oczach apetyczną sałatkę z języka polskiego, trzecia wreszcie uderzyła mocno w mój liberalny światopogląd.

Czytaj dalej Najlepsze z przeczytanych w 2013: Niefikcja

Krótkie nogi


„Mnie oszukasz, przyjaciela oszukasz, mamusię oszukasz, ale życia nie oszukasz”, przestrzegał Król Sedesów młodego Laskę. Natomiast Sam Harris, autor rozprawki pt. Kłamanie nie uważa bynajmniej, że nie można oprzeć życia na kłamstwie. Jego tezie bliżej raczej do przysłowia (rzekomo starego i rosyjskiego), że kłamiąc da się przejść przez cały świat, lecz powrotu nie będzie.

Jeżeli nigdy nie słyszałeś o Harrisie, to znaczy, że nie wiesz nic o odrodzeniu się antyreligijnych ruchów społecznych w Stanach Zjednoczonych w zeszłej dekadzie. Czterema najważniejszymi przedstawicielami amerykańskiego Nowego Ateizmu są słynny biolog Richard Dawkins, świecki filozof Daniel Dennett, zmarły dwa lata temu publicysta Christopher Hitchens i właśnie Sam Harris, od kilku lat doktor neurobiologii. Ostatni z wymienionych panów zdobył sławę książką zatytułowaną Koniec wiary, w której poddał ostrej krytyce wierzenia religijne i utożsamił je in toto z groźnym fundamentalizmem. Kilka lat później Harris wywołał po raz wtóry kontrowersje, tym razem wśród etyków, wydając rozprawę Pejzaż moralny o wszystko mówiącym podtytule W jaki sposób nauka może określać wartości. Ogłoszona w 2011 r. książeczka pt. Kłamanie (jak dotąd nie przełożona na język polski) rezygnuje z reformatorskiego tonu, choć zawiera frapującą tezę – niby oczywistą, ale wcale nie banalną.

Otóż Harris głosi, że należy wystrzegać się kłamania. Jednak według autora złe jest nie tylko takie kłamstwo, którym chcemy komuś z premedytacją zaszkodzić lub którym z wyrachowaniem zabezpieczamy własne interesy. Kłamstwo stanowi czyn niepotrzebny i szkodliwy również wtedy, gdy mówimy komuś świadomą nieprawdę dla jego dobra. Harris nie ma cienia wyrozumiałości dla tzw. „białych kłamstw” i bezzwłocznie bierze się za bary z szeregiem typowych przykładów. …

Czytaj dalej Krótkie nogi

O naturze wszechrzeczy


Po książki sięgam zazwyczaj pod wpływem recenzji lub polecanek. Trzy ewolucje autorstwa Bernarda Korzeniewskiego, doktora biofizyki i biochemii z Uniwersytetu Jagiellońskiego, stanowią pierwszy przypadek, kiedy do nabycia nowej lektury skłonił mnie udostępniony w Internecie fragment1 tejże. Esej Korzeniewskiego, w którym autor "rozprawiał się" z filozofią, spodobał mi się zarówno pod względem merytorycznym jak i stylistycznym; z jednej strony autor przedstawiał nieznany mi wcześniej punkt widzenia, z drugiej czynił to w sposób przystępny, ale i precyzyjny. Zakup Trzech ewolucji w pierwszym obiegu okazał się niemożliwy. Z pomocą pospieszył popularny serwis aukcyjny, chociaż i tam trzeba było na książkę przez dłuższą chwilę polować2.

Czytaj dalej O naturze wszechrzeczy

Antropologia kultury na poważnie

Wśród moich przyjaciół odnaleźć można przedstawicieli najróżniejszych profesji. Między innymi — antropologii kulturowej. Ale antropologię kulturową, jak każde inne poletko humanistyczne, uprawiać można na najróżniejsze sposoby. Na przykład na kolanach, głosząc abstrakcyjną równość wszystkich kultur, przy jednoczesnym wymownym marszczeniu nosa na widok cygańskich muzykantów. Zupełnie odmienne podejście stosuje Wojciech Cejrowski. Nie jest co prawda zawodowym antropologiem, lecz "tylko" wytrawnym podróżnikiem. Jednak tak jak każdy fizyk musi być po trosze matematykiem, tak każdy podróżnik siłą rzeczy przygląda się innym kulturom i posiada na ich temat wiedzę z pierwszej ręki.

Czytaj dalej Antropologia kultury na poważnie