Filmorys (20)

the_king_of_comedy2

Lion: Droga do domu (Lion; 2016)

lion„Lwa” nominowano zasłużenie do Oskara za najlepszy film. Równie zasłużenie nagrody nie otrzymał. W gruncie rzeczy jest to bowiem wyciskacz łez, a produkcjom eksploatującym rzewne fakty po prostu nie przystoi zgarniać najważniejszych laurów. Wartościującego czasownika „eksploatować” użyłem z rozmysłem; paliwo „Liona” stanowi sentymentalizm, dowodem którego są wszystkie te kobiety chlipiące dookoła mnie na sali kinowej.

Na szczęście nie jest to sentymentalizm tani, film zrealizowano ze znawstwem rzemiosła. Najlepiej pod tym względem wypada długi pierwszy akt, w którym obserwujemy, jak mały Saroo (fenomenalna rola siedmioletniego Sunny’ego Pawara) gubi się na drugim końcu Indii. Właściwie cały film mógłby opowiadać o jego powrotnej wędrówce przez subkontynent, jednak prawdziwa historia potoczyła się przecież inaczej.

Dalsza część „Lwa” wypada troszkę gorzej. Za dużo tam rozterek, za mało konsekwentnego grania psychologią. Wzruszający finał zilustrowany piosenką Sii wynagradza niedostatki.

★★★★☆

Czytaj dalej Filmorys (20)

Reklamy

Obejrzane w 2014: Najlepsze, cz. 2

(Poprzednia część)

5. Taksówkarz (Taxi Driver; 1976)

Nie przekonują mnie jakoś filmy wielkiego Martina Scorsese. Infiltracja rozczarowała w ostatnim akcie, Wściekły Byk w ogóle nie porwał, a Chłopcy z ferajny wynudzili. Wyspa tajemnic była pod wieloma względami bardzo dobra, ale i tak brakowało jej tego czegoś. W zeszłym roku obejrzałem wreszcie Scorsesesowskie opus magnum czyli Taksówkarza z Robertem De Niro w wieku chrystusowym i jeszcze młodszą Jodie Foster. W trakcie seansu daleko było mi do zachwytu, ale film w głowie został i z biegiem czasu musiałem sam przed sobą przyznać, że jest dobry.

Plusy za nocny Nowy Jork z lat 70., za sylwetkę psychologiczną tytułowego bohatera, za Petera Boyle’a w drugoplanowej roli i za finałową, plastyczną sceną z krwią skapującą powoli z palców. Dowiadujemy się też, jak w koncertowy sposób spalić pierwszą randkę.

taxi_driver
Narysował: Neneza

Czytaj dalej Obejrzane w 2014: Najlepsze, cz. 2

Obejrzane w 2012: Rozczarowania

10. Sherlock Holmes (2009)
Listę największych filmowych rozczarowań minionego roku otwiera film, o którym z góry wiedziałem, że mnie rozczaruje, toteż i zawód był raczej niewielki. Literacki Sherlock Holmes to inspirująca postać, lecz Guy Ritchie nie wykorzystał tkwiącego w niej potencjału. Ekranowej charyzmie Roberta Downeya Jra nie mam nic do zarzucenia, ale kolorowy i dynamicznie zmontowany Londyn, do którego wrzucono nową inkarnację najsłynniejszego detektywa na świecie, zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. Czekam zatem dalej na wiktoriański odpowiednik Siedem z Holmesem i Watsonem zamiast Somerseta i Millsa.

Czytaj dalej Obejrzane w 2012: Rozczarowania