Obejrzane w 2017 r.

five_came_back

Gdybym pracowicie policzył linijki w pliku obejrzane_2017.txt, mógłbym obwieścić światu, ile jakich filmów widziałem w zeszłym roku. Tylko kogo właściwie to obchodzi?

Lepiej ograniczyć się do treściwych zestawień — treściwszych niż zwykle, bo o prawie wszystkich zeszłorocznych, pełnometrażowych seansach pisałem sumiennie w 1000-znakowych Filmorysach. Dziś więc mogę po prostu odciąć kupony i rozrzucić linki.

Notabene, owe tysiącznakowce były fajnym ćwiczeniem formy, jednak z czasem zbrzydło mi skrzętne zamienianie „ale” na „lecz” celem dodania bądź odjęcia litery. W tym roku Filmorysów będzie zatem mniej, albo nawet nie pojawią się w ogóle. Być może ich kosztem uda mi się więcej pisać o przeczytanych książkach. A może nie.

Ciekawostka: Na pięć poniższych list trafiło łącznie 39 tytułów. Prawie połowa z nich to nowości, tzn. filmy i seriale wyprodukowane w latach 2016-2017. A właściwie ponad połowa, ponieważ należałoby odliczyć powtórki (czyli obejrzane ponownie klasyki), które z definicji świeżością się nie odznaczają. Najwyraźniej coś się u mnie zmieniło, ponieważ kiedyś oglądałem głównie starocie.

Czytaj dalej Obejrzane w 2017 r.

Reklamy

Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 2

virunga 2

5. Virunga
(2014)

Dawne dziecko-żołnierz, szlachetny belgijski arystokrata, francuska dziennikarka śledcza i prostoduszny opiekun zwierząt łączą siły, by obronić kongijski park narodowy Virunga, ostatnie siedlisko goryli górskich, przed partyzantami, kłusownikami oraz spragnionymi nafty korporacjami. Brzmi jak fabuła nowej powieści Johna Le Carré, ale to tylko — a właściwie aż — głośny film dokumentalny Netfliksu sprzed kilku lat. Pozycja tyleż gorzka, co obowiązkowa.

virunga

Czytaj dalej Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 2

Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 1

rope 2

10. Sznur
(Rope; 1948)

Hitchcockowy kanon. Dwóch snobistycznych dupków morduje kolegę, ukrywa zwłoki w skrzyni, przykrywa ją obrusem i urządza kolację, na którą przychodzą między innymi ojciec i narzeczona denata, zastanawiający się na głos, co też mogło tak opóźnić przybycie Davida…

Alfred Hitchcock nakręcił Sznur, swój pierwszy technikolorowy film, w dziesięciu długich ujęciach. Większość z nich została sprytnie sklejona, tak, że liczba cięć wydaje się mniejsza niż dziewięć. Efekt: Formalny majstersztyk z imponującą cykloramą w tle (Hitchcock zalicza kameo przebrany za czerwony neon!). Ale: W Sznurze jest dużo gadania i mało akcji. To w zasadzie teatr telewizji. Niektórych zniecierpliwi.

rope

Czytaj dalej Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 1

Obejrzane w 2013: Najlepsze

W minionym roku zawarłem wreszcie znajomość z twórczością drugiego słynnego Krzysztofa polskiego kina – Zanussiego. Na pierwszy ogień poszła Iluminacja, film o ambitnym studencie fizyki, który odkrywa, że życie nie kończy się wcale na naukach ścisłych (wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób oraz zdarzeń przypadkowe). Według niektórych Zanussi kręci filmy-wydmuszki. Po obejrzeniu Iluminacji rozumiem, co może się u niego nie podobać, ale mnie akurat taka intelektualizująca forma odpowiada, nawet pomimo nierównej narracji. Treści z pewnością tu więcej niż u Terrence’a Malicka. Przy okazji dowiedziałem się, jak prezentował się na żywo Władysław Tatarkiewicz.

Wszyscy mówili, że Nietykalni to znakomita komedia typu feel-good… i mieli stuprocentową rację. Powinno się oglądać zaraz po Motylu i skafandrze. Albo zaraz przed, jeżeli nie chcemy pozostać z wrażeniem, że każdemu paralitykowi do szczęścia wystarczy wesoły Murzyn pchający wózek.

Obejrzałem też dwa słynne filmy z 2011 r. o pięcioliterowych tytułach, z Carey Mulligan u boku głównych bohaterów. Wstyd to szansa na potężne kino zaprzepaszczona tchórzliwym zakończeniem. Niemniej trzeba obejrzeć dla seksualnej grozy i doskonałego Michaela Fassbendera. W Drive fabuła podobała mi się jeszcze mniej, ale za to klimat wylewał się szerokim strumieniem z ekranu (pod drugim linkiem spojler!). Pierwszy raz w życiu żałowałem, że nie mogę podrywać na samochód.

W zestawieniach „Najlepsze z obejrzanych” nigdy nie umieszczam filmów już kiedyś widzianych, ale dla Watchmen: The Ultimate Cut zrobię wyjątek. Rozszerzona wersja jest w końcu o prawie godzinę dłuższa od kinowej, a wpleciona w narrację animowana ekranizacja Tales of the Black Freighter wzbogaca wymowę całości tak jak korsarski komiks wzbogacał wymowę pierwowzoru. O Watchmenach Snydera już kiedyś pochlebnie pisałem; moje poglądy się nie zmieniły.

Darren Aronofsky nigdy nie zawodzi. Dopiero co wspominałem jego majstersztyk Requiem dla snu, od pewnego czasu mam wielką ochotę na odświeżenie Źródła (w 2006 r. byłem chyba jeszcze za głupi na ten film), tymczasem w zeszłym roku obejrzałem Zapaśnika. Jak to się mawia w internetach, natychmiastowy klasyk. Melancholijna opowieść o przemijaniu z ostrożnie optymistycznym przesłaniem – jeżeli za późno na zmianę, rób do końca to, co cię definiuje – i życiową rolą Mickeya Rourke’a. Oprawa wizualna, jak zwykle u Aronofsky’ego, perfekcyjna.

Mam problem z Quentinem Tarantino, gdyż jedynym jego filmem, który podobał mi się od początku do końca, było Pulp Fiction. Teraz na tę króciutką listę trafiła także pierwsza część Kill Bill. Uma Thurman nigdy nie była śliczniejsza, wygrzew z bronią białą nigdy nie był fajniejszy. Wielka szkoda, że druga część jest już tak horrendalnie przegadana (na szczęście broni się końcówką).

A oto trzy najlepsze filmy, jakie obejrzałem w 2013 roku:

Atlas chmur – rekord świata w rozmachu fabularnym (chociaż bardzo brakowało mi odpowiednio epickiej muzyki). Właśnie dla takich filmów wymyślono kino. Mam nadzieję, że Wachowscy wrócili do formy i z niecierpliwością wypatruję ich kolejnego blockbustera.

Wynalazek (Primer) – nikt nigdy nie nakręci równie przemyślnego kina SF, w każdym razie nie za tak małe pieniądze. Hiperinteligentny film, którego nowelizację powinien napisać Dukaj.

Grawitacjazachwalałem zaraz po premierze.

Obejrzane w 2012: Najlepsze

Po przeglądzie zeszłorocznych filmowych rozczarowań i niespodzianek przyszła nareszcie pora na zestawienie najważniejsze, bo "najlepsze". Znalazły się w nim zaledwie trzy nowości (tj. produkcje z roku 2012 lub końca 2011), ale za to jedna z nich, na przekór powszechnej opinii, zawędrowała bardzo wysoko. Poniższy wpis jest długi, lecz w obawie przed pretensjonalnością nie rozbijałem go na dwie części.

Czytaj dalej Obejrzane w 2012: Najlepsze

Najlepsze z obejrzanych w 2008

Już styczeń? A więc najwyższa pora na zrobienie rankingów najlepszych filmów i najlepszych książek, z którymi zawarłem znajomość w minionym roku. Zaczniemy od kina. Podkreślam, że na poniższej liście znalazły się nie najlepsze filmy z 2008 r., ale najlepsze filmy, które obejrzałem (po raz pierwszy) w 2008 r. Różnica zasadnicza, ale w rankingu moje uwielbienie dla staroci wcale nie będzie razić w oczy, bo trafiły tam aż cztery nowości.

I jeszcze jedna ważna sprawa: Lista jest subiektywna i wybierając dziesiątkę najlepszych tytułów, kierowałem się kryterium "czy to mi się naprawdę podoba i czy chciałbym zobaczyć to jeszcze raz?". Dlatego nie znajdziecie tu na przykład THX 1138 i Wall.E'ego — filmów wartych obejrzenia (co odzwierciedlają cztery gwiazdki przyznane każdemu w Filmorysach), ale w przypadku których odpowiedź na powyższe pytanie brzmi "nie i nie". …

Czytaj dalej Najlepsze z obejrzanych w 2008

Najlepsze z obejrzanych w 2007


Anormalny zwyczaj spisywania tytułów obejrzanych filmów (lub przeczytanych książek; analogiczny wpis poświęcony "przeczytankom 2007" ukaże się do końca stycznia) ma tę zaletę, że raz na rok mogę sporządzić rzetelną listę debeściaków z minionych dwunastu miesięcy. Od razu uwypuklijmy istotne rozróżnienie: "Z minionych dwunastu miesięcy" nie w sensie "nowości kinowych", a "filmów, z którymi się zetknąłem, czy to w kinie, czy w telewizji, czy na DVD". Do kina chodzę co prawda sporo, więc hipotetycznie mógłbym ograniczyć się do samych premier. Z drugiej strony wszystkich nowości nie widziałem, więc tak sprofilowany ranking siłą rzeczy dawałby fałszywy obraz sytuacji. Z trzeciej wreszcie strony, gdy ułożyłem poniższą "listę przebojów", okazało się, że tylko jeden z umieszczonych tu filmów nie pochodzi z 2007 roku (lub z końcówki roku 2006). Tak jakoś wyszło.

Lecimy.

Czytaj dalej Najlepsze z obejrzanych w 2007

Najlepsze z obejrzanych w 2006


Oceniając kolektywnie obejrzane w minionym roku filmy (nie tylko nowości, ale w ogóle wszystkie filmy, które widziałem w 2006), stwierdzam wystąpienie trzech tendencji spadkowej: ilościowej, czasowej i nastrojowej, lecz na szczęście nie jakościowej. Przede wszystkim zetknąłem się z dwa razy mniejszą liczbą tytułów niż w roku poprzednim, czyli 2005. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest najwyraźniej jedna: W telewizji interesujące mnie filmy emitowano rzadziej. Czasowa tendencja spadkowa polega natomiast na tym, że na produkcje ryjące się głęboko w pamięć musiałem czekać aż do ostatniego kwartału. I wreszcie kwestia nastrojowości — owe trzy filmowe debeściaki '06 okazały się utworami w najlepszym razie ponurymi, w najgorszym zaś przygnębiającymi.

Co zatem przyniósł szklany i srebrny ekran w ciągu minionych dwunastu miesięcy?

Czytaj dalej Najlepsze z obejrzanych w 2006