Tagged: najlepsze z obejrzanych Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • Borys 06:00 on 16/03/2019 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: najlepsze z obejrzanych,   

    Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 3 

    …trzecia i ostatnia.

    American Vandal (pierwszy sezon; 2017)

    Ktoś zakradł się na licealny parking i namalował olbrzymie penisy na dwudziestu siedmiu samochodach należących do dostojnych pedagogów. Poparte zeznaniem świadka podejrzenie skrupia się na szkolnym dowcipnisiu Dylanie Maxwellu. CIAŁO bezpardonowo i bezwłocznie usuwa łobuza ze szkoły. Dwaj młodsi uczniowie nie wierzą jednak w jego winę. Postanawiają nakręcić reportaż, który oczyści Dylana z zarzutów i zdemaskuje prawdziwego sprawcę.

    Błyskotliwa krzyżówka kpidokumentu (mockumentary), parodii true crime, serialu obyczajowego o licealnych perypetiach oraz satyrycznej odpowiedzi na Netfliksowego Making a Murderer. Drugiego sezonu należy się natomiast wystrzegać; twórcy zachłysnęli się po sztubacku koncepcją i wyszła im kupa.

    american_vandal

     

    Better Call Saul (czwarty sezon; 2018)

    Prequel Breaking Bad czwarty rok z rzędu udowadnia, że wolniej znaczy lepiej. Śmiała redukcja tempa fabularnego nie musi bynajmniej oznaczać nudy – pod warunkiem, że reżyser i zdjęciowiec wychuchają formalną stronę, a scenarzyści napną psychologiczne struny między postaciami i będą konsekwentnie wygrywać na nich tragikomiczne nuty. Pierwszy sezon Better Call Saul oglądałem bez przekonania. Wciągnął mnie dopiero drugi, entuzjazm widza pojawił się przy trzecim. Sezonem czwartym zaś BCB przeskoczył poprzeczkę zawieszoną przez Breaking Bad (sic!), chociaż pamiętać musimy, że seriale, mimo pozornego podobieństwa, poruszają się w innych rejestrach. Gdy historia Saula Goodmana dobiegnie końca, z niecierpliwością wyczekiwać będę kolejnego projektu Vince’a Gilligana.

    better call saul s4

     

    The Computer Programme (1982)

    W świecie komputerów – hardware’u i software’u – wiele zmienia się w przeciągu sześciu lat. W przeciągu dwudziestu sześciu lat zmienia się wszystko, i to kilka razy. Jeżeli więc program telewizyjny o komputerach z początku lat osiemdziesiątych oglądamy z niekłamanym zaciekawieniem pod koniec drugiej dekady XXI wieku, należy sprawdzić natychmiast, kto zdołał nakręcić wówczas taką perełkę. No tak, BBC. Te trzy na wskroś brytyjskie litery są wszak od dawna gwarantem jakości.

    Program komputerowy (cóż za bezbłędna nazwa!) polecam serdecznie wszystkim osobom używającym na co dzień komputera. Czyli wszystkim. Kto nie zakocha się w samej czołówce podpartej hipnotyzującym kawałkiem Kraftwerku, ten powinien GOTO 10 i się zawiesić.

    the_computer_programme

     

    Dispatches: Africa’s Witch Children (2008, 2009)

    Joseph Conrad pisał o „jądrze ciemności”, Jacek Dukaj straszył afrykańską skoliozą. Zbyt gorliwi czytelnicy mogliby oskarżyć obu panów o literacki rasizm (tego pierwszego: anachronicznie). Nagle okazuje się, że w niektórych zakątkach Czarnego Kontynentu dochodzi do rzeczy, które przerastają wyobraźnię najpłodniejszych pisarzy. Z wielkim trudem, naginając do granic wytrzymałości empatię, potrafię zrozumieć (czy raczej „zrozumieć”) sytuację, w której z perwersyjnych przyczyn o charakterze religijno-kulturowym rodzice zabijają jedno ze swoich dzieci (no bo demografia, Rdz 22, itd.). Jednakże sytuacja, w której dziecko, oskarżone o praktykowanie czarnej magii, zostaje brutalnie okaleczone i pozostawione na śmierć, wykracza daleko poza progi mojej wyobraźni. Brytyjski cykl reporterski Dispatches wyemitował w 2008 i 2009 r. dwa dokumenty poświęcone tym brakuje-mi-przymiotnika praktykom. Obowiązkowo.

    dispatches_witch_children

     

    Dzienniki motocyklowe (2004)

    Rzutem na taśmę, w ostatnich dniach 2018 r., zetknąłem się z nadspodziewanie dobrym kinem drogi rodem z dalekiej Argentyny. Jego siła tkwi bez wątpienia w biograficznych faktach leżących u podstawy historii – i jej ciągiem dalszym, którego co prawda film już nie obejmuje, ale który wszyscy doskonale znamy. W 1951 r. młody, obiecujący, dwudziestotrzyletni student medycyny wyruszył wraz z przyjacielem w podróż przez całą Amerykę Południową. Wyjechali z Buenos Aires na wiernym nortonie, dotarli przez Chile do północnego Peru. Nasz bohater zobaczył na własne oczy jak wygląda skrajna bieda i jak wygląda wielka solidarność. Powrócił do domu dziewięć miesięcy później, odmieniony. Niedługo potem stał się najsłynniejszym rewolucjonistą XX wieku. Gdyby był postacią fikcyjną, Dzienniki motocyklowe nosiłyby pewnie tytuł Che Guevara Begins.

    dzienniki motocyklowe

     

    Roma (2018)

    Zazwyczaj nie lubię filmów „osobistych”, gdzie reżyserzy nicują wspomnienia bądź rozprawiają się z demonami. Zbyt często autentyzm wyklucza się wzajemnie ze zrozumiałością: powstaje albo (pseudo)narracyjny galimatias, którego aspiracje artystyczne przerastają talent twórcy, albo banał, którego treść zostawia mnie doskonale obojętnym na psychologiczne potyczki osobnika stojącego po drugiej stronie kamery. Ale gdy do świata swojego dzieciństwa zaprasza nas Alfonso Cuarón, arcymistrz kina hołdujący zasadzie „jak najrzadziej, jak najlepiej” – nie przystoi odmówić.

    Roma to urzekająca, czarno-biała, przepięknie nakręcona opowieść o stolicy Meksyku na początku lat siedemdziesiątych, którą, mam wrażenie, nie dzieli znowu tak wiele od latynoamerykańskiego realizmu magicznego. Jej bohaterką jest bardzo zwyczajna i bardzo wyjątkowa kobieta, gosposia zatrudniona w domu zamożnej i po tołstojowsku nieszczęśliwej rodziny. W niewiele ponad dwugodzinnym filmie znalazło się miejsce i na niełatwe relacje, i na osobistą tragedię, i na politykę, i na przyjaźń, i na kulturę, i na obyczaje, i na prawdopodobnie najbardziej przejmującą scenę porodu w historii kina. Roma to krótko mówiąc dzieło, po którym człowiek odzyskuje na pewien czas wiarę we współczesną kinematografię.

    roma

     

    Apokalipsa: Pierwsza Wojna Światowa (2014)

    Z okazji stulecia wybuchu Wielkiej Wojny, chyba bardziej jako ostrzeżenie niż podsumowanie, francuska telewizja wyprodukowała znakomity serial dokumentalny o przyczynach, przebiegu i zakończeniu konfliktu z lat 1914-1918, określanego przez niektórych mianem europejskiej wojny domowej. Archiwalne, rachityczne nagrania z prymitywnych kamer zostały odrestauruowane i pokolorowane, dopisano do nich narrację godną pióra Normana Daviesa, a następnie zmontowano obraz i dźwięk w czteroipółgodzinną opowieść o apokaliptycznej, krwawej erupcji politycznej i ludzkiej głupoty, która nie tak dawno temu odmieniła oblicze naszego kontynentu.

    apokalipsa-1ws

     

    Ciekawe historie

    Na historyczne zakończenie polecam Waszej uwadze ten oto kanał YouTube’owy. Amator-hobbysta montuje dokumentalne filmiki o przywódcach ZSRR i PRL, których nie powstydziłaby się TVP Historia. Odkryłem przypadkiem, obejrzałem wszystko. Bawi i uczy.

    Reklamy
     
  • Borys 17:18 on 25/01/2019 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: najlepsze z obejrzanych,   

    Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 2 

    the bad sleep well kadr

    Zły śpi spokojnie (reż. Akira Kurosawa; 1960)

    the bad sleep wellKurosawa zdobył światowe uznanie jako mistrz kina samurajskiego, lecz osobiście wolę chyba jego dokonania sensacyjne. Zły śpi spokojnie to tematyczny krewniak drugiego sezonu Detektywa. Tutaj również oglądamy, jak korupcja przeżera tkankę społeczną, a protagonista stawiający jej dzielnie czoła skazany jest na szekspirowską porażkę. Cóż, gdy sprytni biznesmeni i cwani politycy prowadzą konszachty z nieprzebierającymi w środkach bandytami, należy w ekspresowym tempie wynosić się z miasta.

    Zły śpi spokojnie stanowi środkową część tzw. „trylogii noir” Kurosawy. Jej bohater, Koichi Nishi (w tej roli oczywiście niezawodny Toshiro Mifune), pracuje jako sekretarz pana Iwabuchi, wiceprezesa dużej, państwowej firmy budowlanej. Poznajemy go w chwili awansu społecznego: Nishi żeni się właśnie z okulałą Yoshiko, córką Iwabuchiego. W trakcie wesela wychodzi na jaw, że firma Iwabuchiego zamieszana jest w aferę korupcyjną. Niedługo potem widz odkryje, że przeszłość Nishiego także skrywa pewną tajemnicę.

    Zły… to po części „agresywna opowieść o chciwości i morderstwie podszyta filozoficzną nutką”, a po części demonstracja kunsztu reżyserskiego Kurosawy będącego wówczas u szczytu formy. Na uwagę zasługuje już pierwsze, starannie skadrowane ujęcie, w którym oczami zafrapowanych dziennikarzy obserwujemy początek uroczystości weselnych. Obiektyw lizać. I niech nikogo nie zmyli gwałtowne, pozornie toporne zakończenie. Wszak w rzeczywistości bad-endy też nie bywają poetyckie.

    (More …)

     
    • m. 17:59 on 26/01/2019 Bezpośredni odnośnik

      Przyjęcie… to świetny film, i świetna rola Niemczyka. Socjalistyczny dyrektor z ludzką twarzą. Swoją drogą to ciekawe jakby dzisiejsza kadra menadżerska odnalazła się w minionej rzeczywistości.

  • Borys 20:45 on 11/01/2019 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: najlepsze z obejrzanych,   

    Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 1 

    motorway

    Michael Jackson: Live in Bucharest (1992)

    Stadion Narodowy w Bukareszcie, 1 października 1992 r. Sto tysięcy par oczu wpatruje się w hipnozie w gotową na przyjęcie artysty scenę. Rozentuzjazmowany tłum napiera na barierki. W pierwszych rzędach mnóstwo młodych Rumunek.

    Wtem – strzelają fajerwerki, ON wyskakuje skądś na proscenium i nieruchomieje w półobrocie pokazując światu swój bajeczny profil. Ma złotą rękawicę i złoty ochraniacz na kroczu.

    michael_jackson-bucharest

    Histeria dosięga zenitu. „Michael! Michael!”, krzyczą błagalnie fani. ON – ani drgnie. Mógłby być posągiem nowoczesnego półboga wykutym z promocyjnego marmuru przez Quincy’ego Jonesa. Laski mdleją pod sceną. Służby porządkowe wynoszą w pocie czoła fanki, dla których koncert skończył się nim się zdążył zacząć. Rumuński stadion wibruje w przedmuzycznej ekstazie, chociaż ON stoi nadal zupełnie bez ruchu, a z głośników nie popłynęła na razie ani jedna nuta.

    Nagle – ON wykonuje gwałtowny gest ręką! Zmienia w pół sekundy ułożenie ciała. Kamienieje ponownie.

    (More …)

     
    • m. 21:34 on 12/01/2019 Bezpośredni odnośnik

      Muszę dokładnie przeanalizować, bo nie widziałem niczego z tej listy. Ciekawe.

    • Cichy 19:37 on 13/01/2019 Bezpośredni odnośnik

      Co do „Crocodile”, absolutnie nie mogę się zgodzić – ma to wprawdzie słaby punkt wyjścia, pierwsze morderstwo totalnie niewiarygodne fizycznie ani psychologicznie, ale potem rozwija się bardzo ładnie, choć przewidywalnie. Jak dla mnie jeden z lepszych odcinków.

      „Arkangel” – fakt, blade to i nijakie, nie wykorzystuje potencjału pomysłu w pełni.

      „USS Callister” – hmm, z jednej strony ogląda się dobrze, z drugiej strony absurdy walą po oczach: np. gdyby z DNA dało się odtwarzać ludzi razem ze wspomnieniami, to byłoby to ciężkim przestępstwem, a ludzie prędzej by chodzili w hermetycznych kombinezonach niż ryzykowali zostawienie śladu DNA gdziekolwiek. Albo zachowanie bohaterów – zdobyli dostęp do netu i zamiast po prostu wezwać policję lub/i wyjaśnić prawdziwym sobie co jest grane, bawią się w jakieś brawurowe podchody. Mogło być lepiej.

      „Hang the DJ” – w bohaterce zakochałem się od pierwszego wejrzenia, ale co ona widziała w tym facecie, pojęcia nie mam. Ani za piękny, ani intelektem nie grzeszy, ani charakteru za grosz, ona musi go ciągle prowadzić za rączkę – nie wiem, może chodziło o dowartościowanie części widzów, że nawet jak są totalnymi przegrywami, to i tak jest nadzieja, że poleci na nich jakaś ekstra laska.

      „Metal Head” – o tak, odcinek bardzo zacny, aczkolwiek z bateriami słonecznymi to twórcy grubo przesadzili z optymizmem – za cholerę by ten robot nie mógł jechać tylko na takim napędzie. No i z pluskwami też trochę przekombinowany pomysł – nie lepiej by było dać do tych pocisków truciznę albo środek nasenny, żeby od razu unieszkodliwić trafiony obiekt zamiast za nim ganiać?

      „Black Museum” – oj, było tam sporo nonsensu. Samochód ładowany baterią słoneczną wielkości może metra kwadratowego, w dwie godziny na full? Technologia pozwala na transfer ludzkiej osobowości do maszyny, ale tylko do lalki z dwoma „przyciskami” – i takie coś jest na dodatek legalne? Podobnie jak dręczenie wirtualnej osobowości prądem dla zabawy? I właściciel muzeum jeszcze pilnuje, żeby gościa nie zabić, jakby to był jakikolwiek problem zrobić backup? No bez jaj. Fabularnie odcinek daje radę, pierwsza historyjka bardzo fajna, ale późniejszy zalew nonsensów mocno mnie zniesmaczył.

    • Borys 20:51 on 13/01/2019 Bezpośredni odnośnik

      @Cichy:

      „Crocodile” – mogę tylko powiedzieć (bez ironii): dobrze, że innym się podobało.

      „USS Callister” – tak, racja, ta genetyczna rekonstrukcja jest niewiarygodna – też o tym od razu pomyślałem – chociaż stanowi dziurę łatwą do załatania. Wystarczyłoby, żeby kopie tworzone były na podstawie DNA („nature”) oraz profilu internetowego danej osoby zawierającego przegląd jej zachowań i zainteresowań („nurture”). Tak zresztą wyglądało to w odcinku „Be Right Back”. A policji chyba nie chcieli wzywać, bo nikt by im nie uwierzył. Uznali, że „podchody” są ich najlepszą szansą.

      „Hang the DJ” – tak, urocza dziewczyna. A co „widziała” w facecie – cóż, serce nie sługa, a poza tym zakończenie rzuca inne światło na charakter ich związku. (Co oczywiście nie rozwiązuje niczego do końca, bo spotkali się tak czy owak).

      „Metal Head” – masz rację, nie pomyślałem ani o bateriach słonecznych, ani o „pluskwie”. Za to zafascynował mnie fortel, który bohaterka wykorzystała, żeby zejść z tego drzewa. Tak właśnie trzeba walczyć z algorytmami.

      „Black Museum” – też masz w sumie rację, chociaż w tym momencie z lekkim zniecierpliwieniem stwierdzę, że zbyt analitycznie do tych odcinków podchodzisz. :)

      Widziałeś już „Bandersnatcha”? Ze względu na formę oglądało mi się to bardzo dobrze i nieźle ten odcinek wspominam, chociaż jako BM wypada tylko na trójkę z plusem.

    • Cichy 18:19 on 14/01/2019 Bezpośredni odnośnik

      > A policji chyba nie chcieli wzywać, bo nikt by im nie uwierzył.

      Czemu? Technologia istniała od lat, więc gość raczej nie był pierwszym, który jej użył w tego typu sposób. A gdyby nawet, to zawsze można by dodać, że trzyma na tym kompie pornografię dziecięcą i sprawdziliby na pewno.

      > Za to zafascynował mnie fortel, który bohaterka wykorzystała, żeby zejść z tego drzewa. Tak właśnie trzeba walczyć z algorytmami.

      Też się przy tym szeroko uśmiechnąłem, ale zaraz potem bohaterka zawaliła sprawę – skoro robot był chwilowo bezbronny, to wystarczyłoby go przykryć kurtką czy czymś, żeby nie mógł się naładować i miałaby go z głowy na dobre…

      > w tym momencie z lekkim zniecierpliwieniem stwierdzę, że zbyt analitycznie do tych odcinków podchodzisz. :)

      Każdy ma jakieś zboczenia;-).

      „Bandersnatcha” jeszcze nie widziałem, zamierzam oczywiście, ale recenzje jakoś mnie nie zachęcają do pośpiechu.

  • Borys 12:00 on 21/01/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , najlepsze z obejrzanych, ,   

    Obejrzane w 2017 r. 

    five_came_back

    Gdybym pracowicie policzył linijki w pliku obejrzane_2017.txt, mógłbym obwieścić światu, ile jakich filmów widziałem w zeszłym roku. Tylko kogo właściwie to obchodzi?

    Lepiej ograniczyć się do treściwych zestawień — treściwszych niż zwykle, bo o prawie wszystkich zeszłorocznych, pełnometrażowych seansach pisałem sumiennie w 1000-znakowych Filmorysach. Dziś więc mogę po prostu odciąć kupony i rozrzucić linki.

    Notabene, owe tysiącznakowce były fajnym ćwiczeniem formy, jednak z czasem zbrzydło mi skrzętne zamienianie „ale” na „lecz” celem dodania bądź odjęcia litery. W tym roku Filmorysów będzie zatem mniej, albo nawet nie pojawią się w ogóle. Być może ich kosztem uda mi się więcej pisać o przeczytanych książkach. A może nie.

    Ciekawostka: Na pięć poniższych list trafiło łącznie 39 tytułów. Prawie połowa z nich to nowości, tzn. filmy i seriale wyprodukowane w latach 2016-2017. A właściwie ponad połowa, ponieważ należałoby odliczyć powtórki (czyli obejrzane ponownie klasyki), które z definicji świeżością się nie odznaczają. Najwyraźniej coś się u mnie zmieniło, ponieważ kiedyś oglądałem głównie starocie.

    (More …)

     
    • xpil 22:36 on 21/02/2018 Bezpośredni odnośnik

      „8. Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego (serial) — […] bawią tylko przez pierwszy kwadrans. Na dodatek ja fanem twórczości Douglasa Adamsa nie jestem.”

      A ja Adamsa uwielbiam, ale wyłącznie w książce. Obejrzałem kilka filmów na bazie jego książek i żaden do mnie nie trafił. Tę holistyczną agencję też niedawno zacząłem, ale poddałem się po 3 czy 4 odcinkach, nie wrócę.

  • Borys 21:39 on 15/07/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , , najlepsze z obejrzanych,   

    Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 2 

    virunga 2

    5. Virunga
    (2014)

    Dawne dziecko-żołnierz, szlachetny belgijski arystokrata, francuska dziennikarka śledcza i prostoduszny opiekun zwierząt łączą siły, by obronić kongijski park narodowy Virunga, ostatnie siedlisko goryli górskich, przed partyzantami, kłusownikami oraz spragnionymi nafty korporacjami. Brzmi jak fabuła nowej powieści Johna Le Carré, ale to tylko — a właściwie aż — głośny film dokumentalny Netfliksu sprzed kilku lat. Pozycja tyleż gorzka, co obowiązkowa.

    virunga

    (More …)

     
  • Borys 21:32 on 10/07/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , , , najlepsze z obejrzanych, , ,   

    Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 1 

    rope 2

    10. Sznur
    (Rope; 1948)

    Hitchcockowy kanon. Dwóch snobistycznych dupków morduje kolegę, ukrywa zwłoki w skrzyni, przykrywa ją obrusem i urządza kolację, na którą przychodzą między innymi ojciec i narzeczona denata, zastanawiający się na głos, co też mogło tak opóźnić przybycie Davida…

    Alfred Hitchcock nakręcił Sznur, swój pierwszy technikolorowy film, w dziesięciu długich ujęciach. Większość z nich została sprytnie sklejona, tak, że liczba cięć wydaje się mniejsza niż dziewięć. Efekt: Formalny majstersztyk z imponującą cykloramą w tle (Hitchcock zalicza kameo przebrany za czerwony neon!). Ale: W Sznurze jest dużo gadania i mało akcji. To w zasadzie teatr telewizji. Niektórych zniecierpliwi.

    rope

    (More …)

     
  • Borys 10:10 on 21/12/2016 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: mad max, najlepsze z obejrzanych, , ,   

    Obejrzane w 2015: Najlepsze 

    the_killing-kadr

    „Zabójstwo” (1956), pierwszy dojrzały film Stanleya Kubricka, mimo upływu dekad pozostaje wzorowo nakręconym noirem. Dzisiejsi młodzi reżyserzy mogą z powodzeniem uczyć się zeń prowadzenia akcji i budowania napięcia.

    (More …)

     
  • Borys 21:24 on 14/04/2014 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: najlepsze z obejrzanych, ,   

    Obejrzane w 2013: Najlepsze 

    W minionym roku zawarłem wreszcie znajomość z twórczością drugiego słynnego Krzysztofa polskiego kina – Zanussiego. Na pierwszy ogień poszła Iluminacja, film o ambitnym studencie fizyki, który odkrywa, że życie nie kończy się wcale na naukach ścisłych (wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób oraz zdarzeń przypadkowe). Według niektórych Zanussi kręci filmy-wydmuszki. Po obejrzeniu Iluminacji rozumiem, co może się u niego nie podobać, ale mnie akurat taka intelektualizująca forma odpowiada, nawet pomimo nierównej narracji. Treści z pewnością tu więcej niż u Terrence’a Malicka. Przy okazji dowiedziałem się, jak prezentował się na żywo Władysław Tatarkiewicz.

    Wszyscy mówili, że Nietykalni to znakomita komedia typu feel-good… i mieli stuprocentową rację. Powinno się oglądać zaraz po Motylu i skafandrze. Albo zaraz przed, jeżeli nie chcemy pozostać z wrażeniem, że każdemu paralitykowi do szczęścia wystarczy wesoły Murzyn pchający wózek.

    Obejrzałem też dwa słynne filmy z 2011 r. o pięcioliterowych tytułach, z Carey Mulligan u boku głównych bohaterów. Wstyd to szansa na potężne kino zaprzepaszczona tchórzliwym zakończeniem. Niemniej trzeba obejrzeć dla seksualnej grozy i doskonałego Michaela Fassbendera. W Drive fabuła podobała mi się jeszcze mniej, ale za to klimat wylewał się szerokim strumieniem z ekranu (pod drugim linkiem spojler!). Pierwszy raz w życiu żałowałem, że nie mogę podrywać na samochód.

    W zestawieniach „Najlepsze z obejrzanych” nigdy nie umieszczam filmów już kiedyś widzianych, ale dla Watchmen: The Ultimate Cut zrobię wyjątek. Rozszerzona wersja jest w końcu o prawie godzinę dłuższa od kinowej, a wpleciona w narrację animowana ekranizacja Tales of the Black Freighter wzbogaca wymowę całości tak jak korsarski komiks wzbogacał wymowę pierwowzoru. O Watchmenach Snydera już kiedyś pochlebnie pisałem; moje poglądy się nie zmieniły.

    Darren Aronofsky nigdy nie zawodzi. Dopiero co wspominałem jego majstersztyk Requiem dla snu, od pewnego czasu mam wielką ochotę na odświeżenie Źródła (w 2006 r. byłem chyba jeszcze za głupi na ten film), tymczasem w zeszłym roku obejrzałem Zapaśnika. Jak to się mawia w internetach, natychmiastowy klasyk. Melancholijna opowieść o przemijaniu z ostrożnie optymistycznym przesłaniem – jeżeli za późno na zmianę, rób do końca to, co cię definiuje – i życiową rolą Mickeya Rourke’a. Oprawa wizualna, jak zwykle u Aronofsky’ego, perfekcyjna.

    Mam problem z Quentinem Tarantino, gdyż jedynym jego filmem, który podobał mi się od początku do końca, było Pulp Fiction. Teraz na tę króciutką listę trafiła także pierwsza część Kill Bill. Uma Thurman nigdy nie była śliczniejsza, wygrzew z bronią białą nigdy nie był fajniejszy. Wielka szkoda, że druga część jest już tak horrendalnie przegadana (na szczęście broni się końcówką).

    A oto trzy najlepsze filmy, jakie obejrzałem w 2013 roku:

    Atlas chmur – rekord świata w rozmachu fabularnym (chociaż bardzo brakowało mi odpowiednio epickiej muzyki). Właśnie dla takich filmów wymyślono kino. Mam nadzieję, że Wachowscy wrócili do formy i z niecierpliwością wypatruję ich kolejnego blockbustera.

    Wynalazek (Primer) – nikt nigdy nie nakręci równie przemyślnego kina SF, w każdym razie nie za tak małe pieniądze. Hiperinteligentny film, którego nowelizację powinien napisać Dukaj.

    Grawitacjazachwalałem zaraz po premierze.

     
    • smallideacollider 20:11 on 16/04/2014 Bezpośredni odnośnik

      Coś czuję, że Iluminacja mi się spodoba, dzięki za zrobienie smaku na nią. Co do Źródła, ostatnio widziałem i ciesze się, ze tak późno. Dopiero jak się umie docenić ciszę i spokój to tego typu filmy nabierają osobliwego uroku. Ze swojej strony polecam The Addiction, Abel Ferrara (taki digestif po iluminacji ;) ) i Snowpiercer. All that is solid melts into air and freezes in an ice age outside the train :) ;)

    • Borys 18:55 on 17/04/2014 Bezpośredni odnośnik

      Tak, myślę, że „Iluminacja” może Ci się spodobać. Dużo filmów Zanussiego dostępnych jest legalnie na YT, na kanale Toru. „Snowpiercer” – niektórzy albo kategorycznie odradzają, albo gorąco polecają… więc pewnie będę musiał sam obejrzeć.

  • Borys 20:04 on 01/04/2013 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , , , najlepsze z obejrzanych, ,   

    Obejrzane w 2012: Najlepsze 

    Po przeglądzie zeszłorocznych filmowych rozczarowań i niespodzianek przyszła nareszcie pora na zestawienie najważniejsze, bo "najlepsze". Znalazły się w nim zaledwie trzy nowości (tj. produkcje z roku 2012 lub końca 2011), ale za to jedna z nich, na przekór powszechnej opinii, zawędrowała bardzo wysoko. Poniższy wpis jest długi, lecz w obawie przed pretensjonalnością nie rozbijałem go na dwie części.

    (More …)

     
  • Borys 21:01 on 15/01/2009 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: najlepsze z obejrzanych,   

    Najlepsze z obejrzanych w 2008 

    Już styczeń? A więc najwyższa pora na zrobienie rankingów najlepszych filmów i najlepszych książek, z którymi zawarłem znajomość w minionym roku. Zaczniemy od kina. Podkreślam, że na poniższej liście znalazły się nie najlepsze filmy z 2008 r., ale najlepsze filmy, które obejrzałem (po raz pierwszy) w 2008 r. Różnica zasadnicza, ale w rankingu moje uwielbienie dla staroci wcale nie będzie razić w oczy, bo trafiły tam aż cztery nowości.

    I jeszcze jedna ważna sprawa: Lista jest subiektywna i wybierając dziesiątkę najlepszych tytułów, kierowałem się kryterium "czy to mi się naprawdę podoba i czy chciałbym zobaczyć to jeszcze raz?". Dlatego nie znajdziecie tu na przykład THX 1138 i Wall.E'ego — filmów wartych obejrzenia (co odzwierciedlają cztery gwiazdki przyznane każdemu w Filmorysach), ale w przypadku których odpowiedź na powyższe pytanie brzmi "nie i nie". …

    (More …)

     
    • scobin 22:01 on 15/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Dzięki za notkę! Przeczytałem, jak zawsze, z dużą przyjemnością. A jaka to luka w "Equilibrium"? Możesz napisać na priva, jeśli wolisz nie spoilować tutaj.

    • anonymous 17:01 on 17/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Atok writes:Ciekawie… Zachęcasz do Cloverfield-a. Dobrze. Może się wreszcie zbiorę i obejrzę. Z pozostałych też niewiele wdziałem. Tylko Equilibrium, który ani trochę do mnie nie przemówił — sztuczny i wydumany. Ciekawe widoczki i jeeedna wielka dziura zamiast fabuły. Totalitaryzm OK, ale ludzie bez uczuć? Dobre sobie.. I jeszcze ten syn.. i piesek.. no nie mogę po prostu!

    • Borys 17:01 on 17/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Dzięki za komentarze.@Scobin: Zaraz wyślę info na privie.@Atok: Widzisz, najśmieszniejsze jest to, że ja w sumie jestem skłonny się zgodzić, że "Equilibrium" było sztuczne i wydumane. Ale… ten film miał po prostu w sobie to coś i dlatego tak dobrze mi się go oglądało.

    • mwisniewski 13:01 on 18/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Ech, koneser polskiego kina się znalazł. :)Nie powiem, zaskoczyłeś mnie w kilku miejscach, co nie znaczy jednak, że konwergencja się oddaliła. Dobrze wiesz, że "Cloverfield" to dla mnie mistrzostwo świata i najlepszy monster movie ever.

    • Borys 14:01 on 18/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      A którymi tytułami Cię zaskoczyłem? :)

    • mwisniewski 20:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Hm, myślałem, że "To nie jest kraj dla starych ludzi" wyprzedzi "Aż poleje się krew", widocznie coś pomieszałem. "Cloverfield" też mnie mimo wszystko zaskoczył, nie wiedziałem, że dla Ciebie (również) ten film pozamiatał aż tak bardzo. "Batman" dość nisko, "Borat" wysoko… i kiedy Ty obejrzałeś "30 dni nocy"? Nie w zeszłym roku? Bo jeżeli tak, to mamy do pogadania.

    • LordThomas 20:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Powiem tak: "Dark Knight" zdecydowanie za nisko, "Cloverfield" naprawde bardzo dobre, ale nie az tak, "30 dni nocy" tym bardziej, a "Az poleje sie krew" troche niemrawy byl co nie zmienia faktu ze fajny.Gdzie nowy Indiana z miedzywymiarowymi kosmitami? :PA tak przy okazji. Ostatnio bylem na kolejnej ekranizacji komiksu. Nazywalo sie toto "Spirit" i bylo dzielem goscia odpowiedzialnego za "Sin city" i "300". Pierwszy z tych dwoch byl fajny, drugi wiadomo. Jeszcze mialem watpliwosci czy komiksy na duzym ekranie maja racje bytu, ale po "Spirit" przychylam sie do stwierdzenia ze nie.Po czym przypomnialem sobie ze "30 dni nocy" to byl komiks. Moze jeszcze jest nadzieja? Ale cos mi sie wydaje ze tworcy "Sin city" film ten wyszedl przypadkiem bo reszta to niezla kaszana.This is Sparta!

    • Borys 20:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      @MateuszPo dłuższym zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że "Aż poleje się krew" jest mimo wszystko filmem głębszym od "To nie jest kraj dla starych ludzi", a że oba filmy starają się psychologizować, stąd taka, a nie inna, kolejność w rankingu. O "Mrocznym Rycerzu" już przecież rozmawialiśmy, o "Boracie" również. :) A co do "30 Dni Nocy"… Cóż, kiedyś byłeś największym ekspertem od Blogrysa. Najwyraźniej ten czas minął. :( Zajrzyj tutaj (siódme miejsce). "30 dni nocy" widziałem późną jesienią 2007, czyli wtedy, gdy w cywilizowanym świecie wszedł na ekrany kin. :)@TomekOkej, ale bardziej podobał Ci się "Mroczny Rycerz" czy "Transformers" (tak, wiem, że to drugie to 2007…)? Pytam, bo "Transformerów" ciągle nie widziałem, a wiem, że Tobie bardzo podeszły.Że "Aż poleje się krew" niemrawe, zgadzam się w całej rozciągłości, ale cóż, też piszesz, że mimo to fajne. :)Nowego Indianę znajdziesz tutaj… ale chyba już to widziałeś. :)"Spirita" nie widziałem, dużo osób mówi, że posysa, ale co niektórzy twierdzą, że należy to po prostu odbierać jako pastisz "Sin City". A Frank Miller z "30 dni nocy" nie był akurat związany, komiks rysował ktoś inny i film reżyserował ktoś inny.

    • LordThomas 20:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      "Mroczny…" mimo wszystko lepszy (ale "Transformersy" zaraz za)."Az poleje…" fajne ale przez swoja niemrawosc nie zasluguje na tak wysokie miejsce.Indiana: "Squeal, squeal like a pig!" :P"Spirit" – nie zrozumielismy sie. Wiem ze w "30…" nie maczal palcy gosc od "300", rzecz w tym ze wlasnie na podstawie jego filmow wnioskowalem ze komiksy w kinie to kaszana. Okazuje sie, ze moze nie, ze tylko komiksy w jego wykonaniu w kinie to kaszana (a "Sin city" bylo przypadkiem). A "Spirita" nie wazne jak odbierzesz i tak ssie.This is Sparta!

    • Borys 20:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Aaaa… No oczywiście. To z tego jest (słynne już) S!SLAP! (zapisane skrótowo też fajnie wygląda). :DA wracając do filmów Millera albo na podstawie Millera… Dalej się chyba nie rozumiemy, bo w zasadzie są tylko trzy: "Sin City", "300", "Spirit". "Sin City" był fajny, "300" bez rewelacji, ale do obejrzenia i tylko "Spirit" jest zjechany. Więc skąd od razu wniosek, że wszystko to kaszana?

    • Borys 21:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      A Bolandy też nienawidzisz?

    • LordThomas 21:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Spodobal Ci sie nagi poslad krola? :PSpecyficzne to jest wchodzenie Macia pod stol. A "300" to kaszana. Tak mowi konstytucja.This is Sparta!

    • Borys 21:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      "300" było specyficzne, nie mówię, że mi się podobało, ale nie nazwałbym tego kaszaną. A Twoje poglądy, Lordzie, są mi wstrętne i burzy się przeciwko nim całe moje poczucie człowieczeństwa… czy jakoś tak. :)

    • LordThomas 21:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      "300" bez rewelacji?! Rezyser Cie przekupil zebys to rozpowiadal czy jak? Z takimi pogladami sie nie dyskutuje, je sie tepi. :PThis is Sparta!

    • LordThomas 21:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Walcze z jej jezykiem.Czy nie nadszedl czas abys zaczal kasowac moje komcie?This is Sparta!

    • Borys 22:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      @TomekMasz zakaz dalszego wypowiadania się w tym wątku.@MateuszNie moja wina, że w tamtym roku nie obejrzałem niczego lepszego od "Gwiezdnego pyłu" a gorszego od "30 dni nocy". :) Na pocieszenie mogę dodać, że gdybym dzisiaj robił tamten ranking, to film według komiksu Nilesa poszedłby w górę o jedną pozycję — ponieważ spadłaby mocno "Szklana pułapka 4"."Spirit" jest pastiszem "Sin City" według specjalistów z Poltera, patrz tutaj. Dołącz do dyskusji, może spotkasz swojego starego znajomego, tamtego katolika. :)Głębokości? Nie zro… Aaaa… Aaaa… Uuu… uuuUUUUUUUuuuu… UUUUUuuuuu…Uf.No cóż, "Borat", "Kariera Nikodema Dyzmy" i "Cloverfield" mają inne walory, którymi przewyższają "To nie jest kraj dla starych ludzi".

    • mwisniewski 22:01 on 20/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      No tak. Ale "30 dni nocy" zaraz za "Gwiezdnym pyłem"? Wolne żarty. Poza tym – scenariusz komiksu i filmu napisał ten sam człowiek – Steve Niles. "Spirit" to samodzielny debiut reżyserski Franka Millera, tak BTW. Gdzie go tak jadą? Od kiedy jest to pastisz "Sin City"? Ja wiem, że Bolanda to Bolanda, ale akurat Ty, Bo, o GŁĘBOKOŚCI nie powinieneś się wypowiadać. Musiałeś chyba długo dochodzić do wniosku, skoro "To nie jest kraj dla starych ludzi" jest dopiero w połowie rankingu.

    • DeckardPL 21:01 on 27/01/2009 Bezpośredni odnośnik

      Equi – kino europejskie potrafi zaskoczyć ;)A propo odważnego kina – Paramount Vantage, który wypuścił There will oraz No Country został zlikwidowany w ramach cięć kosztów. Od tego momentu jedyne, co w Stanach wyszło a potencjalnie jest mocne, to Doubt oraz Frost/Nixon.U mnie top 5 od końca to: Wizards, No country for old men, Michael Clayton, There will be blood, Dark Knight.

    • Misiolak 19:02 on 09/02/2009 Bezpośredni odnośnik

      Kierując się kryterium "widziałem, polubiłem, obejrzę jeszcze raz" mogę podać top 6:12 gniewnych ludziHellboy AnimatedLet the right one inShoot'em upChocolateCloverfieldJak widać, murowane hiciory się nie załapały.

    • Borys 12:02 on 10/02/2009 Bezpośredni odnośnik

      @Deckard: "Michaela Claytona" chcę obejrzeć, "Doubt" i "Frost/Nixon" też (podobnie jak "Milk"), ale w przypadku tych ostatnich muszę trochę poczekać zanim trafią na DVD. "Wizards" — pierwsze słyszę. Sprawdziłem na IMDB, to jest to animowane Bakshiego?@Misiołak: "12 gniewnych ludzi", wiadomo, klasyka, świetny film. "Shoot'em up" było bardzo fajne. "Chocolate" gdzieś zjechał Łysiak, że propaguje lewackie rozpasanie. :P A przereklamowane "Let the right one in" z kolei ja sam niemiłosiernie zjadę w najbliższym Filmorysie…

    • Misiolak 13:02 on 12/02/2009 Bezpośredni odnośnik

      Piszesz o "Chocolate" z Depp'em? Swoją drogą dobry film, czyli podoba mi się lewackie rozpasanie. Mi chodziło o tajską kopaninę twórców OngBak (http://www.imdb.com/title/tt1183252/) :P Małe niedopatrzenie z mojej strony."Let the right one in" przereklamowane? Przecież to jeden z najlepszych filmów wampirycznych,, jeżeli nie w ogólności, to przynajmniej w ostatnim czasie. Żeby było śmieszniej, to "Let…" obejrzałem po przeczytaniu dwóch zdań na DevArt'cie. Widzę, że masz coraz bardziej wypaczony gust. Czas zacząć go prostować :>

    • Borys 21:02 on 12/02/2009 Bezpośredni odnośnik

      O tamtej "Czekoladzie" nawet nie słyszałem, jestem mocno do tyłu, jeśli chodzi o tego typu kino. :(Co do "LTROI", to zaczekajmy z flejmem, okej? Za dwie notki będzie nowy Filmorys, wtedy dokładnie napiszę, co mi leży na wątrobie. I będziesz miał twardy orzech do zgryzienia, bo "LTROI" oglądało trzy czwarte Fandomu Centrum i film nie spodobał się nikomu (chociaż ja łudziłem się mniej więcej do połowy, że będzie z niego coś dobrego, podczas gdy Tomek "rozgryzł" go już po pierwszej scenie, brawo, Tomek).

    • Misiolak 02:02 on 16/02/2009 Bezpośredni odnośnik

      Mam nadzieję, że tym razem bedzie z czym dyskutować.3/4?Przypomniało mi się jeszcze "Zack and Miri Make a Porn", czyli "Clover" spada oczko niżej.

c
Compose new post
j
Next post/Next comment
k
Previous post/Previous comment
r
Odpowiedz
e
Edycja
o
Show/Hide comments
t
Idź do góry
l
Go to login
h
Show/Hide help
shift + esc
Anuluj