Obejrzane w 2020: Dobre niezłe seriale (1)

Dwukrotnie poskarżyłem się na znane i powszechnie lubiane seriale. Czy Sex Education, Midnight Gospel i Dark są w gruncie rzeczy bardzo dobre? Niewykluczone. Zależy od gruntu.

Dzisiaj natomiast rzucę retrospektywnym okiem na produkcje subiektywnie dobre; niekoniecznie nowe, znane, czy powszechnie lubiane.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Dobre niezłe seriale (1)

Obejrzane w 2019 r.: Najlepsze

Struggle (2019) – w zeszłym roku nie tylko po raz pierwszy w życiu recenzja przeczytana podczas porannej podróży do pracy skłoniła mnie do obejrzenia omówionego filmu tego samego wieczoru („Mów mi Rockefeller”), ale i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów obejrzałem ten sam film dwa razy w ciągu tygodnia: netfliksowy dokument o Stanisławie Szukalskim, rzeźbiarzu urodzonym w 1893 r. pod Sieradzem, który rozkwitł twórczo w latach dwudziestych. Ten nadzwyczajny artysta czerpał ze sztuki azjatyckiej i mezoamerykańskiej, inspirował się Rodinem, flirtował z nacjonalizmem, założył Szczep Herbu Rogate Serce, promował wytrwale swe poglądy estetyczne, wynalazł Toporła, stworzył monumentalny pomnik Bolesława Chrobrego zniszczony nieszczęśliwie w trakcie bombardowania Warszawy.

Do USA wyemigrował już w roku 1929. Do ojczyzny nigdy nie wrócił. Resztę życia spędził w Los Angeles powoli osuwając się w zapomnienie. Wujkował małemu Leonardowi DiCaprio (który wyprodukował rzeczony dokument). Przez cztery dekady tworzył wielką syntezę historyczno-antropologiczną o dźwięcznej nazwie „Protong”. 43 tomy maszynopisu! Dogadałby się znakomicie z Thorem Heyerdahlem.

Szukalski zmarł w 1987 r. Jego prochy rozsypano na Wyspach Wielkanocnych. Magnetyczna osobowość, wizjoner, postrzeleniec, wybitny artysta, mistrz dłuta, rogate serce. Warto się o nim dowiedzieć.

struggle_plakat

szukalski-boleslaw_smialy
Posąg Bolesława Śmiałego

szukalski-toporzel
Toporzeł

Czytaj dalej Obejrzane w 2019 r.: Najlepsze

Obejrzane w 2019 r.: Zaległości

Albo kanon, albo przynajmniej wszyscy już widzieli. Ja na szarym końcu, biedny miś.

Dogville (2003) – Lars von Trier narysował scenografię kredą na czarnej podłodze, po czym kazał grupie doborowych aktorów zagrać opowieść o małoduszności i zemście. Pozornie chodzi o kobietę (Nicole Kidman), która znajduje schronienie przed gangsterami w górskiej mieścinie. Mieszkańcy są skłonni jej pomóc… tak jakby… i na pewno nie za darmo. Bezkompromisowy finał da się odczytać na wiele sposobów. Dla mnie Dogville to przypomnienie, że dużo jest rodzajów zła na tym świecie, i że czasem zło mniejsze pada ofiarą zła większego. Ale czy należy się z tego cieszyć? Czy cieszyć się wolno?

Dogville

Czytaj dalej Obejrzane w 2019 r.: Zaległości

Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 3

…trzecia i ostatnia.

American Vandal (pierwszy sezon; 2017)

Ktoś zakradł się na licealny parking i namalował olbrzymie penisy na dwudziestu siedmiu samochodach należących do dostojnych pedagogów. Poparte zeznaniem świadka podejrzenie skrupia się na szkolnym dowcipnisiu Dylanie Maxwellu. CIAŁO bezpardonowo i bezwłocznie usuwa łobuza ze szkoły. Dwaj młodsi uczniowie nie wierzą jednak w jego winę. Postanawiają nakręcić reportaż, który oczyści Dylana z zarzutów i zdemaskuje prawdziwego sprawcę.

Błyskotliwa krzyżówka kpidokumentu (mockumentary), parodii true crime, serialu obyczajowego o licealnych perypetiach oraz satyrycznej odpowiedzi na Netfliksowego Making a Murderer. Drugiego sezonu należy się natomiast wystrzegać; twórcy zachłysnęli się po sztubacku koncepcją i wyszła im kupa.

american_vandal

 

Better Call Saul (czwarty sezon; 2018)

Prequel Breaking Bad czwarty rok z rzędu udowadnia, że wolniej znaczy lepiej. Śmiała redukcja tempa fabularnego nie musi bynajmniej oznaczać nudy – pod warunkiem, że reżyser i zdjęciowiec wychuchają formalną stronę, a scenarzyści napną psychologiczne struny między postaciami i będą konsekwentnie wygrywać na nich tragikomiczne nuty. Pierwszy sezon Better Call Saul oglądałem bez przekonania. Wciągnął mnie dopiero drugi, entuzjazm widza pojawił się przy trzecim. Sezonem czwartym zaś BCB przeskoczył poprzeczkę zawieszoną przez Breaking Bad (sic!), chociaż pamiętać musimy, że seriale, mimo pozornego podobieństwa, poruszają się w innych rejestrach. Gdy historia Saula Goodmana dobiegnie końca, z niecierpliwością wyczekiwać będę kolejnego projektu Vince’a Gilligana.

better call saul s4

 

The Computer Programme (1982)

W świecie komputerów – hardware’u i software’u – wiele zmienia się w przeciągu sześciu lat. W przeciągu dwudziestu sześciu lat zmienia się wszystko, i to kilka razy. Jeżeli więc program telewizyjny o komputerach z początku lat osiemdziesiątych oglądamy z niekłamanym zaciekawieniem pod koniec drugiej dekady XXI wieku, należy sprawdzić natychmiast, kto zdołał nakręcić wówczas taką perełkę. No tak, BBC. Te trzy na wskroś brytyjskie litery są wszak od dawna gwarantem jakości.

Program komputerowy (cóż za bezbłędna nazwa!) polecam serdecznie wszystkim osobom używającym na co dzień komputera. Czyli wszystkim. Kto nie zakocha się w samej czołówce podpartej hipnotyzującym kawałkiem Kraftwerku, ten powinien GOTO 10 i się zawiesić.

the_computer_programme

 

Dispatches: Africa’s Witch Children (2008, 2009)

Joseph Conrad pisał o „jądrze ciemności”, Jacek Dukaj straszył afrykańską skoliozą. Zbyt gorliwi czytelnicy mogliby oskarżyć obu panów o literacki rasizm (tego pierwszego: anachronicznie). Nagle okazuje się, że w niektórych zakątkach Czarnego Kontynentu dochodzi do rzeczy, które przerastają wyobraźnię najpłodniejszych pisarzy. Z wielkim trudem, naginając do granic wytrzymałości empatię, potrafię zrozumieć (czy raczej „zrozumieć”) sytuację, w której z perwersyjnych przyczyn o charakterze religijno-kulturowym rodzice zabijają jedno ze swoich dzieci (no bo demografia, Rdz 22, itd.). Jednakże sytuacja, w której dziecko, oskarżone o praktykowanie czarnej magii, zostaje brutalnie okaleczone i pozostawione na śmierć, wykracza daleko poza progi mojej wyobraźni. Brytyjski cykl reporterski Dispatches wyemitował w 2008 i 2009 r. dwa dokumenty poświęcone tym brakuje-mi-przymiotnika praktykom. Obowiązkowo.

dispatches_witch_children

 

Dzienniki motocyklowe (2004)

Rzutem na taśmę, w ostatnich dniach 2018 r., zetknąłem się z nadspodziewanie dobrym kinem drogi rodem z dalekiej Argentyny. Jego siła tkwi bez wątpienia w biograficznych faktach leżących u podstawy historii – i jej ciągiem dalszym, którego co prawda film już nie obejmuje, ale który wszyscy doskonale znamy. W 1951 r. młody, obiecujący, dwudziestotrzyletni student medycyny wyruszył wraz z przyjacielem w podróż przez całą Amerykę Południową. Wyjechali z Buenos Aires na wiernym nortonie, dotarli przez Chile do północnego Peru. Nasz bohater zobaczył na własne oczy jak wygląda skrajna bieda i jak wygląda wielka solidarność. Powrócił do domu dziewięć miesięcy później, odmieniony. Niedługo potem stał się najsłynniejszym rewolucjonistą XX wieku. Gdyby był postacią fikcyjną, Dzienniki motocyklowe nosiłyby pewnie tytuł Che Guevara Begins.

dzienniki motocyklowe

 

Roma (2018)

Zazwyczaj nie lubię filmów „osobistych”, gdzie reżyserzy nicują wspomnienia bądź rozprawiają się z demonami. Zbyt często autentyzm wyklucza się wzajemnie ze zrozumiałością: powstaje albo (pseudo)narracyjny galimatias, którego aspiracje artystyczne przerastają talent twórcy, albo banał, którego treść zostawia mnie doskonale obojętnym na psychologiczne potyczki osobnika stojącego po drugiej stronie kamery. Ale gdy do świata swojego dzieciństwa zaprasza nas Alfonso Cuarón, arcymistrz kina hołdujący zasadzie „jak najrzadziej, jak najlepiej” – nie przystoi odmówić.

Roma to urzekająca, czarno-biała, przepięknie nakręcona opowieść o stolicy Meksyku na początku lat siedemdziesiątych, którą, mam wrażenie, nie dzieli znowu tak wiele od latynoamerykańskiego realizmu magicznego. Jej bohaterką jest bardzo zwyczajna i bardzo wyjątkowa kobieta, gosposia zatrudniona w domu zamożnej i po tołstojowsku nieszczęśliwej rodziny. W niewiele ponad dwugodzinnym filmie znalazło się miejsce i na niełatwe relacje, i na osobistą tragedię, i na politykę, i na przyjaźń, i na kulturę, i na obyczaje, i na prawdopodobnie najbardziej przejmującą scenę porodu w historii kina. Roma to krótko mówiąc dzieło, po którym człowiek odzyskuje na pewien czas wiarę we współczesną kinematografię.

roma

 

Apokalipsa: Pierwsza Wojna Światowa (2014)

Z okazji stulecia wybuchu Wielkiej Wojny, chyba bardziej jako ostrzeżenie niż podsumowanie, francuska telewizja wyprodukowała znakomity serial dokumentalny o przyczynach, przebiegu i zakończeniu konfliktu z lat 1914-1918, określanego przez niektórych mianem europejskiej wojny domowej. Archiwalne, rachityczne nagrania z prymitywnych kamer zostały odrestauruowane i pokolorowane, dopisano do nich narrację godną pióra Normana Daviesa, a następnie zmontowano obraz i dźwięk w czteroipółgodzinną opowieść o apokaliptycznej, krwawej erupcji politycznej i ludzkiej głupoty, która nie tak dawno temu odmieniła oblicze naszego kontynentu.

apokalipsa-1ws

 

Ciekawe historie

Na historyczne zakończenie polecam Waszej uwadze ten oto kanał YouTube’owy. Amator-hobbysta montuje dokumentalne filmiki o przywódcach ZSRR i PRL, których nie powstydziłaby się TVP Historia. Odkryłem przypadkiem, obejrzałem wszystko. Bawi i uczy.

Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 2

the bad sleep well kadr

Zły śpi spokojnie (reż. Akira Kurosawa; 1960)

the bad sleep wellKurosawa zdobył światowe uznanie jako mistrz kina samurajskiego, lecz osobiście wolę chyba jego dokonania sensacyjne. Zły śpi spokojnie to tematyczny krewniak drugiego sezonu Detektywa. Tutaj również oglądamy, jak korupcja przeżera tkankę społeczną, a protagonista stawiający jej dzielnie czoła skazany jest na szekspirowską porażkę. Cóż, gdy sprytni biznesmeni i cwani politycy prowadzą konszachty z nieprzebierającymi w środkach bandytami, należy w ekspresowym tempie wynosić się z miasta.

Zły śpi spokojnie stanowi środkową część tzw. „trylogii noir” Kurosawy. Jej bohater, Koichi Nishi (w tej roli oczywiście niezawodny Toshiro Mifune), pracuje jako sekretarz pana Iwabuchi, wiceprezesa dużej, państwowej firmy budowlanej. Poznajemy go w chwili awansu społecznego: Nishi żeni się właśnie z okulałą Yoshiko, córką Iwabuchiego. W trakcie wesela wychodzi na jaw, że firma Iwabuchiego zamieszana jest w aferę korupcyjną. Niedługo potem widz odkryje, że przeszłość Nishiego także skrywa pewną tajemnicę.

Zły… to po części „agresywna opowieść o chciwości i morderstwie podszyta filozoficzną nutką”, a po części demonstracja kunsztu reżyserskiego Kurosawy będącego wówczas u szczytu formy. Na uwagę zasługuje już pierwsze, starannie skadrowane ujęcie, w którym oczami zafrapowanych dziennikarzy obserwujemy początek uroczystości weselnych. Obiektyw lizać. I niech nikogo nie zmyli gwałtowne, pozornie toporne zakończenie. Wszak w rzeczywistości bad-endy też nie bywają poetyckie.

Czytaj dalej Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 2

Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 1

motorway

Michael Jackson: Live in Bucharest (1992)

Stadion Narodowy w Bukareszcie, 1 października 1992 r. Sto tysięcy par oczu wpatruje się w hipnozie w gotową na przyjęcie artysty scenę. Rozentuzjazmowany tłum napiera na barierki. W pierwszych rzędach mnóstwo młodych Rumunek.

Wtem – strzelają fajerwerki, ON wyskakuje skądś na proscenium i nieruchomieje w półobrocie pokazując światu swój bajeczny profil. Ma złotą rękawicę i złoty ochraniacz na kroczu.

michael_jackson-bucharest

Histeria dosięga zenitu. „Michael! Michael!”, krzyczą błagalnie fani. ON – ani drgnie. Mógłby być posągiem nowoczesnego półboga wykutym z promocyjnego marmuru przez Quincy’ego Jonesa. Laski mdleją pod sceną. Służby porządkowe wynoszą w pocie czoła fanki, dla których koncert skończył się nim się zdążył zacząć. Rumuński stadion wibruje w przedmuzycznej ekstazie, chociaż ON stoi nadal zupełnie bez ruchu, a z głośników nie popłynęła na razie ani jedna nuta.

Nagle – ON wykonuje gwałtowny gest ręką! Zmienia w pół sekundy ułożenie ciała. Kamienieje ponownie.

Czytaj dalej Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 1

Obejrzane w 2017 r.

five_came_back

Gdybym pracowicie policzył linijki w pliku obejrzane_2017.txt, mógłbym obwieścić światu, ile jakich filmów widziałem w zeszłym roku. Tylko kogo właściwie to obchodzi?

Lepiej ograniczyć się do treściwych zestawień — treściwszych niż zwykle, bo o prawie wszystkich zeszłorocznych, pełnometrażowych seansach pisałem sumiennie w 1000-znakowych Filmorysach. Dziś więc mogę po prostu odciąć kupony i rozrzucić linki.

Notabene, owe tysiącznakowce były fajnym ćwiczeniem formy, jednak z czasem zbrzydło mi skrzętne zamienianie „ale” na „lecz” celem dodania bądź odjęcia litery. W tym roku Filmorysów będzie zatem mniej, albo nawet nie pojawią się w ogóle. Być może ich kosztem uda mi się więcej pisać o przeczytanych książkach. A może nie.

Ciekawostka: Na pięć poniższych list trafiło łącznie 39 tytułów. Prawie połowa z nich to nowości, tzn. filmy i seriale wyprodukowane w latach 2016-2017. A właściwie ponad połowa, ponieważ należałoby odliczyć powtórki (czyli obejrzane ponownie klasyki), które z definicji świeżością się nie odznaczają. Najwyraźniej coś się u mnie zmieniło, ponieważ kiedyś oglądałem głównie starocie.

Czytaj dalej Obejrzane w 2017 r.

Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 2

virunga 2

5. Virunga
(2014)

Dawne dziecko-żołnierz, szlachetny belgijski arystokrata, francuska dziennikarka śledcza i prostoduszny opiekun zwierząt łączą siły, by obronić kongijski park narodowy Virunga, ostatnie siedlisko goryli górskich, przed partyzantami, kłusownikami oraz spragnionymi nafty korporacjami. Brzmi jak fabuła nowej powieści Johna Le Carré, ale to tylko — a właściwie aż — głośny film dokumentalny Netfliksu sprzed kilku lat. Pozycja tyleż gorzka, co obowiązkowa.

virunga

Czytaj dalej Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 2

Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 1

rope 2

10. Sznur
(Rope; 1948)

Hitchcockowy kanon. Dwóch snobistycznych dupków morduje kolegę, ukrywa zwłoki w skrzyni, przykrywa ją obrusem i urządza kolację, na którą przychodzą między innymi ojciec i narzeczona denata, zastanawiający się na głos, co też mogło tak opóźnić przybycie Davida…

Alfred Hitchcock nakręcił Sznur, swój pierwszy technikolorowy film, w dziesięciu długich ujęciach. Większość z nich została sprytnie sklejona, tak, że liczba cięć wydaje się mniejsza niż dziewięć. Efekt: Formalny majstersztyk z imponującą cykloramą w tle (Hitchcock zalicza kameo przebrany za czerwony neon!). Ale: W Sznurze jest dużo gadania i mało akcji. To w zasadzie teatr telewizji. Niektórych zniecierpliwi.

rope

Czytaj dalej Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 1