Przeczytane w 2021 (8)

Najfajniejsza
Evolution (Stephen Baxter)

Zetknąłem się z opinią, że brytyjski pisarz SF Stephen Baxter jest duchowym następcą Arthura C. Clarke’a. Niewykluczone – ale tylko jeżeli porównamy obwód bicepsa wyobraźni i umiejętność twórczego wyciskania światów przyszłości rozpiętych na gigantycznych skalach czasowych. Niestety dla Baxtera, literatura, nawet gatunkowa, polega jeszcze na stylu. Pod tym względem proza twórcy cyklu Xeelee pozostawia sporo do życzenia, i to pomimo jego ogromnego doświadczenia zawartego w długiej bibliografii.

Przeczytałem trzy książki Baxtera. Dawno temu Voyage, rzetelną historię alternatywną o pierwszej załogowej misji na Marsa odbytej jeszcze w połowie lat 80. Niezła rzecz, chociaż obszary niskiego napięcia ciągnęły się niekiedy przez dziesiątki stron. Potem The Time Ships, autoryzowany sequel Wehikułu czasu Wellsa, z nijakimi postaciami oraz wyblakłą temporalną intrygą. I wreszcie Evolution, arcyciekawą powieść (?) z 2003 r., w której zalety i wady pisarstwa Baxtera zlewają się w trudną do oceny rzekę, hm, genów?

Ewolucja to fabularyzowana opowieść o – tytuł nie kłamie – ewolucji gatunku ludzkiego. Pierwszą protagonistką jest myszowata samiczka usiłująca przeżyć w brutalnym świecie zdominowanym przez mięsożerne dinozaury. Nie wie, że w jej świat lada dzień uderzy apokaliptyczna asteroida. Nie wie też, że jej dalecy potomkowie wynajdą kulturę i religię na sawannie. I na tym bynajmniej narracja Baxtera się nie skończy, bo historię ludzi będziemy obserwowali aż po kres ziemskiego czasu.

Czytaj dalej Przeczytane w 2021 (8)

Przeczytane w 2021 (7)

Najmądrzejsza
Networking on the Network (Phil Agre)

Jeżeli znasz osobę ulokowaną edukacyjnie gdzieś pomiędzy klasą maturalną a ostatnim rokiem studiów licencjackich dowolnej dyscypliny, która myśli poważnie o kształceniu się w kierunku doktoratu, a za dalekosiężny cel zawodowy postawiła sobie pracę naukową na pełen etat, to największą przysługę, jaką możesz jej wyświadczyć, jest podsunięcie przewodnika Phila Agrego z 2005 r. A jeżeli osoba ta jest Ci bliska – potomek? chrześniak? – powinieneś wręcz zadać sobie także trud samodzielnego przeczytania Networking on the Network i zadbanie o to, by przyszły naukowiec zinternalizował rady kalifornijskiego profesora. Ja sam bardzo żałuję, że jego książka nie wpadła mi w ręce tych piętnaście lat temu.

Gatunkowo ebook Agrego plasuje się na styku eseistyki, popularnej socjologii edukacji i literatury samopomocowej. Autor stawia zdecydowaną tezę, że kluczem do odniesienia sukcesu w nauce są nie tyle wyniki, co koneksje. Podkreślmy, że używam tego ostatniego rzeczownika w całkowicie neutralnym znaczeniu jako odpowiednika tytułowego angielskiego słowa „networking”. Nie chodzi więc o naganne moralnie „chody” u redaktorów czasopism naukowych i przewodniczących komisji stypendialnych, ani nawet o bycie protegowanym prężnego profesora, lecz o mocne osadzenie się w sieci powiązań akademickich pomiędzy naukowcami; sieci, która istniała od zawsze i która dla postępu w badaniach naukowych jest wszak absolutnie niezbędna.

Parafrazując Agrego, wyniki bez koneksji nie zawsze doprowadzą młodego doktora do sukcesu. Koneksje bez wyników zaś prędzej czy później doprowadzą do wyników, jako że nauka jest niemalże z definicji przedsięwzięciem zespołowym. Zostanie geniuszem na miarę Einsteina jest mało prawdopodobne, więc indywidualne wyniki, nawet jeśli solidne i interesujące, łatwo przepadną w hałasie publikowanych w ogromnych ilościach artykułów. Chyba że istnieć będzie grupa ludzi, która w szybki i „organiczny” sposób będzie się o nich dowiadywać, będzie o nich dyskutować, będzie je cytować.

Rada o koneksjach, nawet jeśli śmiała, nie jest może aż tak odkrywcza, jeśli streścimy ją w jednym akapicie. Wartość przewodnika Agrego polega jednak na tym, że rozwija ją do schludnego tekstu o długości 400 tysięcy znaków. W czapeczce socjologa tłumaczy „koneksyjną” naturę pracy naukowej; jako eseista wyjaśnia, że koneksje stanowią zarazem istotę uniwersytetu; wreszcie, jako autor literatury samopomocowej tłumaczy krok po krok naukowcom-in-spe co należy robić, żeby zbudować sobie mocne miejsce w sieci badawczych powiązań i stopniowo przeobrazić się w koncepcyjnego lidera swojego zakątka. Autor zaczyna od metod budowania zawodowej tożsamości na etapie magisterskim, kończy na konstruktywnym przewodzeniu nauce na etapie profesorskim.

Słówko o autorze, zagadkowej postaci, o której mało kto słyszał. Agre rozpoczynał karierę naukową jako specjalista od Sztucznej Inteligencji. Swój doktorat zrobił na wydziale inżynierii elektrycznej i informatyki MIT-u. Potem skręcił w kierunku humanistyki. Publikował przenikliwe, nadzwyczaj trafne eseje dotyczącego zagrożeń, jakie (wówczas raczkujący) internet niósł dla prywatności. Jeżeli zastanawiałeś się, czy komukolwiek udało się przewidzieć problem Facebooka, to właśnie jemu.

A potem, wiosną 2009 r… zniknął. Policja odnalazła go żywego i zdrowego w styczniu 2010 r. Agre nie życzył sobie, by ujawniać szczegóły incydentu. Od tamtej pory wycofał się całkowicie z życia publicznego i akademickiego. Kilka lat temu jego dawni koledzy chcieli wydać antologię jego artykułów. Agre się nie zgodził. Podobno wciąż żyje, chociaż od dawna nikt go nie widział.

Po to się studiuje; wiedzę można zdobyć na tysiąc sposobów, ale podobnych znajomych, którzy towarzyszyć ci mają na ścieżkach karjery przez całe życie i którzy wzajem sobie karjery ustawią, oni tobie, ty im, przez samą żakowską komitywę, podobnych znajomych – tylko tak.

–– Jacek Dukaj, „Lód”

Przeczytane w 2020 (6)

Najfajniejsza:

Pimp Roberta Becka ps. Iceberg Slim – autobiograficzny debiut czarnoskórego alfonsa i kryminalisty, który trudnił się stręczycielstwem od osiemnastego roku życia.

„Alfons jest najsamotniejszym skurwielem na ziemi”, mawiał. „Musi znać swoje dziwki. Nie może pozwolić, by one poznały jego. Musi być Bogiem – od początku, aż do końca.” A także: „Każdy porządny alfons jest sam sobie najlepszym kumplem. Jego wewnętrzne życie jest tak bogate, bo bez ustanku zastanawia się, kombinuje, jak tu przechytrzyć te kurwy.”

Czytaj dalej Przeczytane w 2020 (6)

Przeczytane w 2020 (5)

Najbardziej zaskakująca:

Moje najmilsze wspomnienie lekturowe 2020 r.? Proszę bardzo: Kwiecień, środek pierwszego lockdownu. W Norwegii lasów nie zamknięto, toteż wyruszamy na sobotni marsz po podmiejskim borze. Po wielokilometrowym spacerze przychodzi pora na popas nad jeziorem. Rozpalamy grill, jemy obiad. I jeszcze sjesta celem zregenerowania się przed drogą powrotną – chociaż temperatura powietrza nie rozpieszcza.

Wyciągam Kindle’a i otwieram Wieki ciemne. Jestem właśnie w rozdziale o upadku i ruinie Merowingów. Charles Oman nie owija w bawełnę:

Czytaj dalej Przeczytane w 2020 (5)

Przeczytane w 2020 (3)

Najgęstsza:

Opowieść o miłości i mroku, czyli opus magnum Amosa Oza, zmarłego przed dwoma laty nestora literatury hebrajskiej oraz poważanego izraelskiego intelektualisty. Jego książka z 2002 r. stanowi perfekcyjne wyważenie powieści i autobiografii

Oz opowiada dzieje swej pochodzącej z Litwy, Ukrainy i Polski rodziny. Wspomina dzieciństwo, które zbiegło się w czasie z powstaniem państwa Izrael i na które położyła się zarazem długim, nieszczęśliwym cieniem samobójcza śmierć matki.

Gruba, z gracją napisana książka – lecz, tak jak gorący pustynny wiatr przetaczający się uliczkami Jerozolimy, gdzieniegdzie dość sucha, bo Oz pisał ją chyba dla siebie, wystawiając rachunek przeszłości. Jednakże „O” w alfabecie niedaleko ma do „M”, więc Opowieść… z czystym sumieniem postawić można na półce obok Stu lat samotności. Inny temperament, podobny kaliber.

Na okładce poniżej i w kadrze powyżej Natalie Portman, bo to właśnie ona Oza zekranizowała (reżyserski debiut), a sama wcieliła się w jego mamę. Film rzekomo taki sobie, ale będę chciał przekonać się o tym samodzielnie.

Czytaj dalej Przeczytane w 2020 (3)

Przeczytane w 2020 (2)

Najcieńsza:

Polacy nie angielski, lecz swój The Office (albo Dilberta) mają. W króciutkich opowiadaniach tworzących zbiorek Czekoladki dla Prezesa Sławomir Mrożek obśmiał absurdalne sytuacje powstające nagminnie w peerelowskich urzędach. Coś, co podówczas było satyrą na organizacyjną nieudolność socjalizmu, dzisiaj z powodzeniem odczytywać możemy jako pamflet natrząsający się ze zjawisk w korpo. Albo i dalej w urzędach, bo biurokracja wszak się za bardzo nie zmienia.

Przezabawna proza, którą przy weselnym stole z deserami polecił mi parę lat temu Ezu – dzięki!

A gdybyście mieli pięć minut wolnego czasu przy półce w księgarni, przeczytajcie na próbę Psa oraz Rydze.

Czytaj dalej Przeczytane w 2020 (2)

Przeczytane w 2020 (1)

Najgrubsza:

Latem czytałem namiętnie pierwszy tom nowej biografii Stalina spod pióra Stephena Kotkina (prawie 1000 stron). Słuchałem też sporo Cypress Hill. Stalin i Sajpresi weszli za mocno. Pomyślałem, że muszę koniecznie zrobić mem z generalissimusem. Na górze: „What’s your name, what’s your number?”. Na dole: „I’d like to get to know you”.

Uznalibyście wówczas, że to toporna ironia wymierzona w stalinowską bezpiekę, która najpierw spisywała nazwiska oraz adresy, a potem gorliwie przesłuchiwała (i nie tylko…) prawdziwych i urojonych wrogów reżimu. Tymczasem w memie chodziłoby o coś zgoła innego, czego dowiedziałem się z lektury Paradoksów władzy:

Czytaj dalej Przeczytane w 2020 (1)

Przeczytane w 2019 r.

Wiadomo, że blog powolutku umiera, jeśli nowe notki pojawiają się już tylko z okazji kulturowych podsumowań w styczniu i lutym.

Moim postanowieniem czytelniczym na rok 2019 r. było przypuścić szturm na „półki wstydu” i częściej siegać po nieprzeczytane papierowe książki, które piętrzą się na regałach i zalegają w pudłach na strychu. (Inni blogerzy piszą o tzw. kupkach wstydu, a ja wtedy uśmiecham się dobrotliwie do monitora). Co wyszło z postanowienia?

Jak by powiedział Gombrowicz: g…, g…, i jeszcze raz g… (Z lektury gombrowiczów najlepiej zapamiętałem wykropkowane fekalia). Czytałem może i swoje, ale prawie wyłącznie na Kindlu. Inna sprawa, że po raz pierwszy od pięciu lat zaliczyłem więcej książek po polsku niż w innych znanych mi językach. I po raz pierwszy od dwudziestu paru lat nie sięgnąłem po żadną książkę SF&F.

Tyle statystyki, teraz podsumowanie. Przeczytane w 2019 r. postanowiłem rozdrobnić na kategorie typu „naj”. Podział traktujemy umownie i wyrozumiale. Wiele wymienionych tytułów wypadałoby umieścić w więcej niż jednym taksonie. Poza tym nie stosuję klucza z żelazną konsekwencją i naginam zasady, by zwrócić uwagę tłumów na tytuły warte uwagi.

Czytaj dalej Przeczytane w 2019 r.

Przeczytane w 2018 r.

W minionym roku spłynęła na mnie łaska Kalliope. Zdołałem pochłonąć rekordową ilość 54 nowych (tj. nieznanych mi wcześniej) książek. Osiągnąłem więc nareszcie pułap mitycznej „jednej lektury tygodniowo”. Aspirowałem doń od wielu lat, lecz kończyło się najwyżej na czterech dziesiątkach z hakiem.

Oczywiście, od ilości ważniejsza jest jakość, jednak akurat o tej drugiej od dawna złego słowa powiedzieć nie mogę. Chociaż książki dobieram w sposób dość eklektyczny i nierzadko zaskakujący mnie samego, to ze świecą szukać na mojej „przeczytanej” liście dających się pochłonąć w dwa-trzy wieczory czytadeł. W zeszłym roku ilość poszła w parze z jakością, co raduje mnie w dwójnasób.

Martwią za to inne wskaźniki. Po pierwsze, prawie całkowicie zaniechałem czytania własnych (papierowych) książek. Sześćdziesiąt procent lektur stanowią pozycje wypożyczone z biblioteki, pozostałe czterdzieści to ebooki. Zważywszy na łączną wagę dziewiczej celulozy zalegającej na moich półkach oraz w pudłach na strychu, powinienem niezwłocznie zmienić te proporcje. Po drugie, czwarty rok z rzędu przeczytałem mniej fikcji niż leletrystyki. Jak wiadomo, dobra leletrystyka nie jest zła, jednak istnieje wszak całe mnóstwo znamienitych przedstawicielek literatury pięknej i literatury środka, z którymi chciałbym rychło zawrzeć znajomość. Po trzecie, prawie całkowicie zarzuciłem fantastykę. Wiadomo, zła fantastyka nie jest dobra, aczkolwiek ciągle mam wielkie zaległości, jeśli chodzi o klasyków oraz uznane książki współczesnych autorów.

Po tym przydługim wstępie – w telegraficznym skrócie o najlepszych rzeczach, które przeczytałem w zeszłym roku:

„Skrwawione ziemie” i „Czarna ziemia” Timothy’ego Snydera – dwie ponure, chyba z premedytacją pisane suchym językiem książki o ludobojstwach zgotowanych Europie przez Stalina i Hitlera w latach trzydziestych i czterdziestych. Snyder uświadomił mi szereg polityczno-organizacyjnych – wybaczcie nieodpowiednie z uwagi na kontekst słowo – niuansów masowych czystek tamtej niewesołej epoki. W trakcie lektury wynotowałem sobie mnóstwo intrygujących, słabo znanych faktów. Niezadługo doczekamy się na Blogrysie sążnistej notki na ten temat. Być może.

„Medaliony” – mistrzostwo krótkiej formy holokaustowej (w przeciwieństwie do Borowskiego, którego uważam za kiepskiego stylistę).

„Pan Tadeusz” – jedyna powtórka w zeszłym roku. Z czasów podstawówki zapamiętałem, że Mickiewicz geniuszem formy był, ale dopiero teraz odkryłem, że PT jest także pasjonującą powieścią w sensie fabularnym i charakterologicznym. Serio. Nie bądźcie intelektualnymi Moskalami i odkryjcie „Tadka” na nowo!

„Dziennik 1954” – u Tyrmanda już od pierwszych stron mierziły mnie potoki autokreacji, ale pióro miał facet zachwycające. Zaprzedałbym duszę diabłu dla takiej lekkości pisania. Notabene, bardzo dobre uzupełnienie „Dziennika” stanowił „Zły Tyrmand”, w którym Mariusz Urbanek przeprowadził krótkie wywiady z prawie wszystkimi osobami opisanymi przez Tyrmanda, łącznie z Kisielewskim i siedemnastoletnią Bogną, którą dwa razy starszy Leopold obracał w łóżku.

„Kolumbowie” – Roman Bratny spłodził epopeję o okupacji, Powstaniu Warszawskim i skomplikowanych losach powojennych. Książka ważna, z ogromnym potencjałem. Nie spełniła niestety moich oczekiwań, gdyż autor nie udźwignął ciężaru narracji. Na jej strony zbyt często zakradało się opisowe niechlujstwo.

Trzytomową biografię Thora Heyerdahla – fascynująca postać. Pierwszy tom zainspirował mnie nawet do napisania dwóch pokaźnych notek. Druga część trylogii Ragnara Kvama była równie emocjonująca, ale w tomie trzecim zabrakło pary, bo i Thor na stare lata za wiele już nie zdziałał. Z kolei ja na stare lata odkrywam dobrodziejstwo biografii. Czyta się jak powieść, a to przecież czyste fakty!

„Pakt Ribbentrop-Beck” – Piotr Zychowicz ma w kręgach lewicowych fatalną prasę, ale z przyjemnością stwierdziłem, że lepiej radzi sobie z argumentacją niż sugerują to jego adwersarze. Interesujące ćwiczenie z historii alternatywnej.

„Rzeczpospolita Zwycięska” Ziemowita Szczerka – historia alternatywna po raz drugi, tym razem w połączeniu z esejem. Poczułem po lekturze wielki szacunek dla autor, który dotąd kojarzył mi się z podejrzanymi środowiskami hipsterskimi spod znaku Ha!Artu. A tu okazuje się, że to prawdopodobnie jeden z oryginalniejszych polskich pisarzy współczesnych.

„Twisty Little Passages” – narratologiczne omówienie komputerowych gier tekstowych. Zdecydowanie nie dla każdego, lecz warto wiedzieć, że istnieje coś takiego jak fikcja interaktywna; przedziwny gatunek fabuły żyjący sobie na pograniczu literatury i gier komputerowych, którego najlepsze lata przypadły na przedostatnią dekadę XX wieku, ale który bynajmniej jeszcze nie umarł.

Przeczytane w 2017 r.

ksiazki

Dokonało się! Achievement unlocked! Po raz pierwszy zdołałem przedstawić i opisać na Blogrysie wszystkie książki, jakie przeczytałem w minionym roku. Gdy zabierałem się kilka miesięcy temu za ich przegląd, sądziłem naiwnie, że zmieszczę się w jednej długiej, góra dwóch notkach. Skończyło się na prawie 120k znaków podzielonych na dziewięć wpisów:

PodarunekX: Antologia opowiadań fantastycznych • Opowiadania nominowane do Nagrody im. Janusza Zajdla za rok 2016

Ludzie, którzy nikogo nie dyskryminowaliTo się nigdy nie kliknie • Czarna wołga: Kryminalna historia PRL • Lemologia (Co to są sepułki?) • Planeta LEM-a: Felietony ponadczasowe • Wiedza astronomiczno-fizykalna w twórczości literackiej Bolesława Prusa

Sympatia do diabłaMistrz i Małgorzata

Księgarnia na KolumbaBracia Karamazow • Idiota

Siedmioro dzieci i toTo

Bézier na peryferiachAnaliza systemów-światów: Wprowadzenie • Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii •  Socjologia edukacji: Teorie, koncepcje, pojęcia • X and the City: Modeling Aspects of Urban Life • The Best Writing on Mathematics 2013
 • Foreign Affairs: The Best of 2016 • Special Relativity and Classical Field Theory: The Theoretical Minimum • Resumen de Historia del Ecuador

Strach przed czarną planetąThe Big Payback: The History of the Business of Hip-Hop • Can’t Stop Won’t Stop: A History of the Hip-Hop Generation • The Rap Year Book

Sawyer & Finn, sp. z o.o.Przygody Tomka Sawyera • Przygody Hucka • Tomek Sawyer za granicą • Tomek Sawyer, detektyw

Z Afryki do LwowaAfryka dzisiaj: Piękna, biedna, różnorodna • Metamorphosis Alpha • Ballada obojga narodów • The Paintings That Revolutionized ArtThe Prado Guide • The Digital Antiquarian, vol. 1: 1966-1979 • The Digital Antiquarian, vol. 2: 1980 • Let’s Tell a Story Together: A History of Interactive Fiction  • In the Beginning… Was the Command Line • All Points • Szkolny lud, Okulla i ja • Krew elfów (słuchowisko)

(Natomiast o Nowym Testamencie pisałem krótko w zeszłym roku, zaraz po zakończeniu lektury).

To był czytelniczo bardzo dobry rok. Nie przeczytałem wyjątkowo dużo, nie przeczytałem niczego wybitnego, ale książki, po które sięgałem, okazywały się najczęściej solidne lub dobre. Rozczarowań spotkało mnie bardzo niewiele. Po uśrednieniu prywatnych ocen wystawianych na Goodreads z niejakim zdumieniem odkryłem, że był to najlepszy czytelniczo rok od 2010.

Kropką nad „i” niech będzie króciutkie podsumowanie:

LELETRYSTYKA
NajlepszaThe Digital Antiquarian, vol. 2: 1980
NajgorszaCzarna wołga: Kryminalna historia PRL
Największe zaskoczenieLet’s Tell a Story Together: A History of Interactive Fiction
Największe rozczarowanieCan’t Stop Won’t Stop: A History of the Hip-Hop Generation

FIKCJA
NajlepszaBracia Karamazow
NajgorszaIdiota
Największe zaskoczeniePrzygody Hucka
Największe rozczarowanieTo